Idąc w kierunku wskazanym przez mężczyznę biłam się z myślami. To mógł być jednak bardzo zły pomysł, uh.
A MOŻE, głupia, dzika kobieto, MOŻE WŁAŚNIE NIE?
Nie
wyglądał na niebezpiecznego. No, to znaczy, wielki jest jak jakieś
bydle, w normalnej sytuacji może i byłabym w stanie mu uciec, no ale
teraz... Eh. Twierdzi, że pomoże?
Ufać mu?
Zdążył zauważyć. I do tego się... Przyłożył? Dostosował?
To stawiało go w dobrym, naprawdę dobrym świetle. I słuchał, szanował moją niepewność.
...W
każdym razie teraz było już za późno na wycofanie się. Właśnie boleśnie
wyrywałam stopy z błota, a przede mną majaczył się zarys drewnianego
domku, czy chaty. Najwidoczniej to było celem. Im bliżej, tym pewniejsze
stawało się podłoże. Kilka chwil później oferował mi krzesło, które,
mimo drobnych sprzeciwów, jednak chętnie przyjęłam.

