Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Phanthom. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Phanthom. Pokaż wszystkie posty

16 maja 2020

Od Phanthoma - zadanie dyktatora

Temat: List w butelce.
Szczegóły: Popołudniem do domu dyktatora zapukał jeden z osadników, niosąc wiadomość o tajemniczym liście w butelce, który został wyrzucony na brzeg plaży przez ocean. Butelka była szklana, ciężka i pokryta wodorostami. Przez przezroczysty materiał przebijała jednak pożółkła, wyraźnie zapisana kartka, którą to odczytano. Z początku nie było wiadomo czy to jedynie żart jednego z mieszkańców wyspy, złośliwy żart samotnika, wiekowa wiadomość od rozbitka, czy może naukowców. Informacja brzmiała jasno: w jednej z opuszczonych części latarni morskiej uwięziono osadnika - jednego z lepszych medyków na wyspie, który przebywał na plaży w celu zebrania materiałów i ziół. Został zakładnikiem jednego z samotników, miał być kartą przetargową. Porywacz w zamian za mężczyznę oczekiwał jedzenia, głównie mięsa oraz dużo ciepłych koców. Do dyktatora należała decyzja, czy zgodzą się na wymianę, jak ona przebiegnie, i czy wszystkie plany się powiodą?

5 maja 2020

Od Phanthoma CD Fafnira

Miałem zamiar poczekać i wrócić do domu, ale im dłużej siedziałem, tym bardziej nie miałem na to sił. Okazało się, że gwałtowne i niekontrolowane używanie skrzydeł potrafi zabrać sporo energii oraz wyrządzić okropny ból na plecach, a nawet innych częściach ciała, kiedy wpada się na drzewa. Deszcz nie pomagał, zrobiło mi się zimno i miałem ochotę tylko pójść spać. Gdy zamknąłem oczy, niczego już nie czułem, chociaż miałem wrażenie, że przez chwilę lecę. Słyszałem głosy i dopiero gdy zrobiło mi się trochę cieplej, zacząłem rozróżniać głos Fafika, który ciągle mnie przepraszał i powtarzał, że to wszystko jego wina. Tak bardzo chciałem go przytulić i zaprzeczyć temu wszystkiego, ale dalej będąc w tej „zimnej hibernacji”, nie mogłem się ruszyć. Tak naprawdę, to tylko słyszałem, a mało czułem. Ciało przestało reagować na bodźce, aż w końcu zasnąłem.

7 kwietnia 2020

Od Phanthoma CD Fafnir

Kompletnie zapomniałem o tym mieczu. Niestety kiedy sobie o nim przypomniałem (czyli kiedy przyszedł po niego klient), wiedziałem, że go tak szybko nie wykuje. Aktualnie moje ciało błagało o odpoczynek, nie było więc mowy o wykuciu czegokolwiek. Idealnie, przynajmniej mogłem dać nauczkę temu gówniarzowi. Jak on w ogóle śmiał pomyśleć, że ja i Fafnir… Nawet, jeśli to tak wyglądało, przecież nigdy bym go nie ruszył, gdyby nie chciał! A na pewno nie chce, tak mi się wydaje.

21 marca 2020

Od Phanthoma cd Fafnir - Szczury laboratoryjne

To było takie szalone. Najpierw laboratorium, a teraz dom Fafnira. Oniemiałem na widok tego luksusowego domu, na dodatek z ogromnym ogrodem różanym. Trzymając chłopaka w pasie, nie mogłem przestać się rozglądać. Mimo wszystko bałem się, że ktoś nas zobaczy. Chłopak patrzył w niebo, jego oczy aż śmiały się, a na moją twarz mimowolnie wpełzł uśmiech. Wyglądał tak uroczo, kiedy z rumieńcami od biegu, na bladej twarzy, oglądał gwiazdy, odbijające się w jego oczach. Po chwili mocno go przytuliłem, jakbym chciał mieć pewność, że naprawdę razem uciekliśmy z tamtego miejsca, że on żyje, nic mu nie jest, a to wszystko nie jest tylko pięknym snem.

15 marca 2020

Od Phanthoma cd Fafnir

Powiedzieć, że czułem się jak trup, to za mało, tym bardziej że jeszcze miałem czucie i czułem zbyt intensywnie. Bolało mnie kości, nie mówiąc o skórze, która w niektórych miejscach była jeszcze czerwona od wcześniejszego jej rozrywania.
Byłem mu bardzo wdzięczny. Nawet jeśli zupa miała za mało soli i mogła się pogotować dłużej, sam jego trud i wysiłek sprawił, że zupa mi smakowała. Gdyby nie postanowił mnie sam nakarmić, pewnie wróciłbym do łóżka głodny. Naprawdę nie miałem apetytu, ani sił, by jeść. Kiedy zupa się skończyła, a chłopak miał już zamiar umyć miskę, poprosiłem o drugą porcję. Nie mam pojęcia, czy tak mi smakowało, czy tak byłem głodny, czy spodobał mi się fakt, że ktoś mnie karmi. Może wszystko naraz, ale ta druga porcja weszła szybciej, niż pierwsza. Gdy Fafnir sprzątał po tej krótkiej kolacji, wstałem powoli opierając się o stół i podszedłem do niego. Oparłem się o jego plecy i zarzuciłem mu dłonie na przód. Chłopak stał jak wryty, zdziwiony moim zachowaniem.

30 stycznia 2020

Od Phanthoma CD Fafnira - etap 2 > etap 3

Byłem zły, a nawet wściekły. To już trzeci raz, gdy się o niego martwiłem, a minęły raptem cztery dni! Byłem jednak bardziej zażenowany i zirytowany jego zachowaniem, niż zły, ale wszystkie te emocje ukazały się właśnie w ten ostatni, trzeci sposób. Nie miałem do niego już sił, miałem ochotę go po prostu przywiązać do tego cholernego łóżka. Był chory, a jego to wcale nie obchodziło. A najgorsze było to, że nie potrafiłem sobie dać spokój, machnąć na niego ręką, kazać mu radzić sobie samemu, po prostu nie potrafiłem, ale dlaczego? To na pewno była wina naszego gatunku, pierwszy raz spotkałem smoka, kogoś dokładnie takiego samego jak ja, a nawet „starszego” w tej dziedzinie. Nie mogłem mu pozwolić, aby coś się z nim poważnego stało, nawet jeśli to nie była moja sprawa. Byłem tak bardzo wściekły… i na niego i na siebie. Gdy się obudziłem, jego znowu nie było, tak samo ubrań i koca. Myślałem, że zejdę, gdy się okazało, że jego nie było w domu. Byłem gotów w tamtym momencie spalić cały las ze złości, razem z osadą i domem. Nie potrafiłem już być opanowany, zaczął przeginać.
Tak szybko, jak pojawiła się złość, tak szybko zniknęła, a na jej miejscu pojawił się wstyd. Przytuliłem go do siebie, czując, jaki jest zimny, a zarazem przestraszony. Czułem się głupio i było mi wstyd, nie chciałem doprowadzić do tego, aby się mnie bał – owszem, zasługiwał na ostry ochrzan, ale nie do takiego stopnia. Poza tym miał dobre intencje. Spojrzałem na paczkę i zaraz sobie przypomniałem o tym głupim zamówieniu. Westchnąłem zrezygnowany i zacząłem gładzić jego plecy, aby się uspokoił. Ciągle drżał, tylko teraz nie wiedziałem, czy z emocji, czy z zimna. Śnieg na nim już całkowicie stopniał, ja za to czułem, jaki był przemarznięty.
- Jesteś taki bezmyślny – odezwałem się w końcu cicho, po czym go podniosłem do góry. - I znowu będziesz chory – dodałem, trzymając go za uda. On za to owinął nogi wokół moich bioder, a ręce wokół szyi, chowając głowę w jej zgięciu.

20 stycznia 2020

Od Phanthoma do Fafnira - Szczury laboratoryjne

Sześć dni siedzieli w jakiejś komórce bez okien. Phanthom i Fafnir zostali złapani w lesie, kiedy akurat mniejszy miał kolejną przemianę i wybiegł z domu, aby go nie rozwalić. Starszy oczywiście pobiegł za nim, wiedząc, że na razie wszystkie jego przemiany kończyły się nieprzytomnością – i ktoś musiał pozbierać jego ubrania, które albinos z siebie ściągał, aby ich nie porwać. Tak więc to był dzień jak każdy inny, jednak tym razem, gdy kowal wracał do siebie, niosąc nieprzytomnego chłopaka na rękach, poczuł ukłucie w ramieniu, a przed oczami pojawiły się mroczki. Klęknął, aby nie wylądować plackiem na ziemi i nie zgnieść młodszego, jednak gdy spojrzał na swoje ramie, zobaczył niedużą strzałkę. Nie trzeba było być geniuszem, aby zrozumieć, że to pocisk nasenny, wystrzelony przez jakichś ludzi, którzy po chwili wyszli z ukrycia. Phanthom nic nie zdążył zrobić, prócz wywalenia się na bok, aby nie przygnieść przyjaciela.
Sześć dni. W porównaniu do całego życia to niewielka ilość czasu, prawie nic niewarta. A jednak w takich chwilach, gdy jesteś pozbawiony wolności, a nawet pożywienia i wody, te króciutkie sześć dni stają się wiecznością. Ciągle siedzieli w jednym pokoju, łudząc się, że za jakiś czas ich wypuszczą, że to tylko przejściowe i wszystko skończy się szczęśliwie. Niestety nawet ilość dostarczanej im dwa razy na dzień wody zaczynała się zmniejszać. Nie ważne, co by robili, głód nie znikał, tak samo pragnienie, które coraz bardziej ich dręczyło. Całe dnie i noce przesiadywali w tej jednej szarej komórce, co jakiś czas chodząc w kółko, gdy tyłek zaczynał drętwieć. W nocy spali blisko siebie, śniąc o pysznym obiedzie i całym oceanie wody. Na samym początku jeszcze się buntowali, chociaż nie mogli użyć żadnej ze swych mocy, starali jakoś się wydostać. Krzyczeli, uderzali, rzucali się na drzwi, kiedy zostały otwarte, podczas przyniesienia im wody, ale ani razu im się nie udało. Byli głusi, ściany za mocne, a drzwi pod prądem. Zostało im tylko siedzieć i czekać… prawdopodobnie na śmierć.

28 grudnia 2019

Od Phanthoma CD Fafnira

Do domu wróciłem naprawdę późno, nie mając humoru. Chciałem zabrać ze sobą Fafnir’a, ale Melody mi nie pozwoliła, w sumie, to dałem jej się przekonać, żeby go nie budzić. Chyba miała rację, wyglądał tak uroczo, gdy spał, że nie miałem serca go budzić… jak wyglądał? Chyba za krótko spałem, mogłem jednak poleżeć chociaż do tej dziesiątej, a nie wstać o siódmej i szykować się do pracy. Chociaż… do jakiej pracy? Zrobiłem śniadanie na dwie osoby, a gdy sobie przypomniałem, że chłopak nie śpi u mnie w domu, siedziałem z dwie godziny przy stole, powoli pijąc potem już zimną herbatę i czekając. Ale wracając: czemu nie miałem humoru wczoraj wieczorem i dzisiaj rano? Chociaż znam odpowiedź, jest ona tak bezsensowna i niedorzeczna, że nie potrafię jej powiedzieć na głos. Niby dlaczego on był dla mnie taki ważny, skoro go ledwo znałem? To głupota.
Przetarłem zmęczone oczy i w końcu wstałem od stołu. Poszedłem do warsztatu. Tam przebrałem się w robocze ciuchy i zacząłem kuć miecze na zamówienie. Nie ważne jak bardzo starałem się skupić na tej jednej czynności, mój umysł ciągle się zastanawiał, gdzie Fafnir. Powinien już o tej porze wrócić, a jego ciągle nie ma. Pewnie Melody go przytrzymała dłużej… a jednak instynkt mi podpowiadał, że to nie to. Obiecała, że puści go jak najszybciej, więc czemu go dalej nie ma?
Przestałem pracować, kiedy miecz wyszedł mi jakiś koślawy. Nie miałem cierpliwości, by go dobrze wykuć, dlatego rzuciłem go gdzieś w bok i poszedłem się przebrać. Było już po południu, słońce chowało się za drzewami i za jakieś trzy godziny zrobi się ciemno. Spojrzałem za okno, nie było śladu po nim. W końcu nie wytrzymałem, ubrałem się ciepło i wyszedłem na zewnątrz. Skierowałem się do Osady.

3 listopada 2019

Od Phanthoma CD Fafnira

Otworzyłem oczy w momencie, w którym ktoś zaczął mi naciskać na brzuch. Nie był to silny ucisk, ale ten ktoś „wspinał się po mnie”. Myślałem, że to jeszcze sen, ale kiedy położyłem dłonie wzdłuż ciała i zamiast materaca poczułem zimne kostki, otworzyłem oczy. Parę razy zamrugałem, a kiedy ostrość się wyostrzyła, zrobiłem się cały czerwony, a sami opisywanie tego widoku w późniejszym czasie będzie… bardzo dziwne, ale jednocześnie zabawne.
Na moich biodrach siedział Fafnir, był tak samo jak ja zaspany, ale kiedy oboje zdaliśmy sobie sprawę, że młodszy siedzi na moich biodrach, gdy jestem w samych bokserkach, a on jest pozbawiony bielizny, ponieważ ostatnią parę zamoczył, a za duża koszula, w której spał, podwinęła mu się do góry i ujrzałem coś, czego bym się nie spodziewał, nasze twarze przybrały czerwony kolor – nie, to nie był czerwony, to był tak krwisty odcień, jak nigdy w życiu. Przez chwilę żaden z nas się nie poruszył, a ja patrzyłem to na jego oczy, to na jego dół, nawet nie mam pojęcia dlaczego. Nie wspomniałem jeszcze o jednej, naturalnej rzeczy, przez którą przechodzi praktycznie każdy mężczyzna rano… ale powinniście się domyślić, dlaczego miałem „namiot”.

14 października 2019

Od Phanthoma CD Fafnira

Nie spodziewałem się żadnej wizyty, dlatego zdziwiła mnie obecność Melody w moim domu, tym bardziej o tej godzinie. Jednak nie ma się co dziwić, Melody to bardzo miła i opiekuńcza dziewczyna, skoro znali się z Fafnirem, nic dziwnego, ze się o niego martwiła. Kiedy wyszła, spojrzałem na chłopaka.
- Dobrze mieć w znajomych krawcową – stwierdziłem. Chłopak tylko przytaknął, po czym oboje wróciliśmy do naszej kolacji. - Powiedz mi, jak to możliwe, że jesteś Samotnikiem? - zapytałem ciekawy.
- Nie rozumiem – zerknął na mnie.
- No wiesz, Samotnicy raczej nie przyjaźnią się tak z Osadnikami – powiedziałem. Do tego chłopak wyglądał na zbyt delikatnego, aby żyć samemu.
- Tak jest lepiej, przynoszą same nieszczęścia – przewróciłem oczami, jak mógł tak o sobie mówić?
- Mówisz o tej bestii? - chłopak pokiwał głową. - Nie przejmuj się, każdemu to się mogło zdarzyć – Fafnir nie wyglądał, aby uwierzył w te słowa, ale w ciszy kontynuowaliśmy posiłek. Potem zabrałem talerze do zlewu, a wtedy albinos wstał i ponownie zwrócił na siebie moją uwagę.
- Jeszcze raz, bardzo ci dziękuje za pomoc i wszystko inne, ale powinienem się zbierać – i nie czekając na moją odpowiedź, ruszył do wyjścia. Wytarłem dłonie o szmatkę i ruszyłem za nim.
- Oszalałeś? Gdzie niby pójdziesz – zapytałem dość surowo. Rozumiem, że nie chce się narzucać, ale to nie powód, by tracić zdrowy rozsądek.

24 września 2019

Od Phanthoma CD Fafnir'a

Chłopak nie wyglądał najlepiej, myślałem, że to chwilowe, ale nawet ocucanie w policzek nic nie dało, a Fafnir po chwili stracił przytomność. Poleciał do przodu, więc się nie zastanawiając, złapałem go. Wiedziałem, że szybko do siebie nie dojdzie, dlatego położyłem go na materacu i przyłożyłem dłoń do jego czoła; było gorące. Najwidoczniej organizm tak osłabł nagłą przemianą i niespodziewaną walką z bestią, że trochę się pochorował. Przeleciałem wzrokiem po jego ubraniach, które nie nadawały się do dalszego użytku. Chcąc nie chcą, wstałem i podszedłem do swojej szafy, z której wyciągnąłem najmniejszą koszulkę, jaką miałem. Wiedząc, że i tak będzie się w niej trochę topił, nawet nie próbowałem szukać mu spodni, ponieważ te nawet nie utrzymałyby się na jego biodrach. Wróciłem do nieprzytomnego i ściągnąłem z niego górną część ubrania. Nie chciałem nawet myśleć, jakie myśli pojawią się w jego głowie, gdy zobaczy, że przebrałem go w czyste ubranie, dlatego gdy to zrobiłem, wyszedłem z pokoju. Poszedłem do kuchni, gdzie zrobiłem obiad i przygotowałem kompres na zbicie gorączki. Kiedy ziemniaki zostały ugotowane, a wieprzowina upieczona, poszedłem do Fafnira, który dalej leżał. Położyłem na jego czole wilgotną ściereczkę, a następnie wyszedłem do osady.
Na targu kupiłem trochę warzyw i owoców, oraz pieczywo na następne kilka dni. Do tego uzupełniłem swoje zapasy w stal, a nawet kawałek srebra, z którego zrobię świetny sztylet, jeśli nie dostanę żadnego zamówienia. Po powrocie sprawdziłem mojego gościa, którego stan był taki sam, zmieniłem kompres i aby zabić czas, ruszyłem do warsztatu. Tak rozpaliłem ogień, przebrałem się w robocze ciuchy i zacząłem kuć.

1 września 2019

Od Phanthoma CD Fafnira etap 1 > etap 2

Wróciłem do młyna, byłem padnięty i nie wiedziałem czym, walką z niedziówem, zianiem ogniem, od którego płonęły mi usta, czy może pomocą w osadzie? Rzuciłem leniwym wzrokiem po wszystkim, co było w warsztacie i rezygnując z wykuwania czegokolwiek, ruszyłem do pokoju, gdzie miałem odłożyć kapelusz Fafnira, który zostawił w wiosce, przednio wchodząc do kuchni i pijąc dwie szklanki wody, po których poczułem ogromną ulgę. Postanowiłem się przespać chwilę, ale nie było mi to dane, ponieważ nim na dobre zasnąłem, obudził mnie hałas dobiegający z zewnątrz. Był on nie wyraźny, wyjrzałem zza okno i zobaczyłem, jak coś poruszało w lesie drzewami. Musiało być ogromne, skoro udało mu się nimi ruszać, aby sprawdzić, czy to przypadkiem nie żadne zagrożenie, wyszedłem z domu, zabierając płaszcz. Sen towarzyszył mi jeszcze dłuższą chwilę, dopiero gdy wszedłem do lasu i wyczułem spocone ciało stwora, którego nie dawno wygnaliśmy z osady, uczucie znużenia i klejące oczy zniknęły jak ręką odjął. Spojrzałem przed siebie, mogłem dokładnie określić, którędy się kierował, poprzez połamane gałęzie i głębokie ślady w ziemi. Postanowiłem przejść się kawałek i upewnić, że bestia zniknęła z tego regionu, a potem chciałem wrócić do siebie, ale nie pozwoliła mi na to jedna rzecz; na połamanej gałązce dzikich jagód zobaczyłem materiał, miałem dziwne przeczucie, że należał do granatowej koszulki Fafnira, który miał wrócić do siebie… znowu spojrzałem przed siebie, na połamane drzewka i krzewy. Biegli szybko, jednak miałem nadzieje, że w jakiś sposób dotrę do niego i mu pomogę, w końcu walka z taką bestią w pojedynkę jest ciężkim wyzwaniem.

25 lipca 2019

Od Phanthom'a C.D Pana Stasia

Pożegnałem się z mężczyzną i wróciłem do kucia. Poprawiłem w niektórych miejscach zbroje, by była prostsza i można było ją dobrze złapać. Następnie zrobiłem sobie odpoczynek, poszedłem coś zjeść, gdy zaglądałem do swojego małego magazynu, cieszyłem się, że za dwa dni je uzupełnię u chłopaka. A po drodze zajdę na rynek i kupię jakieś masło, mleko i takie tam.
Przed wyjazdem na wieś, postarałem się skończyć wszystkie zamówienia, by mieć z tym na jakiś czas spokój. Moim ostatnim dziełem był piękny sztylet, zdobiony wzorami wedle życzenia. Chociaż był małym przedmiotem, miałem za niego dostać dość sporą sumkę, ponieważ robienie dokładnych i małych wzorów na metale jest dość ciężkie i pracochłonne.

~~~

Wstałem rano i po śniadaniu przygotowałem się do drogi. Ogółem posiadałem jednego konia i nie duży wóz, rzadko go używałem. Jeździłem powozem tylko na rynek, kiedy kończył mi się surowce, a ostatni klienci woleli zapłacić walutą, niż materiałem. Wtedy okupywałem się na jakieś dwa tygodnie, czasem na trzy, jeśli dobrze poszło z negocjacjami. Ewentualnie używałem wozu, kiedy miałem specjalne zamówienie dla kogoś, kto nie ma czasu ruszyć się z domu. Ostatnim takim wypadem było zawiezienie zbroi dla wojownika, który chciał wymienić swoją zardzewiałą na jakaś nową, a praca nie pozwalała mu się ruszyć. Teraz znowu mogłem użyć tego niewielkiego pojazdu.
Przygotowałem powóz, wyjmując go ze stodoły. Potem zająłem się koniem, przygotowałem go na dłuższą drogę, a kiedy był gotów, zaprzągłem go do wozu i ruszyłem na pola uprawne. Najpierw dojechałem do wioski, tam zapytałem o drogę na pola uprawne. Ruszyłem w wyznaczonym kierunku i podążyłem za wskazówkami Stasia. Najpierw znalazłem pokaźne pole, ruszyłem wzdłuż niego, po wydeptanej ścieżce w trawie. Potem trafiłem na lepszą dróżkę i ruszyłem nią. Nie spiesząc się, rozglądałem się na boki i oglądałem miejsce, w końcu rzadko wychodzę z domu, a jeśli już, do tylko do osady na targ. W końcu moim oczom ukazały się pierwsze budynki, a na samym środku stał mężczyzna. Trzymał w dłoniach dwa wiadra, a kiedy mnie zobaczył, odłożył je i podszedł się przywitać.

Staś? Wybacz, że takie krótkie

21 lipca 2019

Od Phanthoma CD Pana Stasia

Gdy tylko klient wyszedł, natychmiast polazłem na górę na łóżko. Musiałem odpocząć, od samego rana głowa mnie bolała, więc nie miałem zmarnować tego cichego dnia na pracy. Jutro zajmę się wszystkim, ewentualnie w środku nocy, jeśli teraz się wyśpię, a ból głowy zniknie, w końcu nie będę mógł wtedy zasnąć w nocy. Po za tym mrok mi nie przeszkodzi w pracy, w końcu jestem smokiem, widzę w ciemności, a jeśli zajdzie taka potrzeba, zapalę sobie jakieś świeczki czy coś (chociaż ogień z pieca wystarczająco mi oświetli warsztat).
O niczym nie śniłem i tak jak podejrzewałem, obudziłem się w nocy i nie mogłem spać. Aby jednak nie zmęczyć się i nie przespać kolejnego dnia, zamiast pracować, wyszedłem na dach budynku, pooglądać gwiazdy. Wokół było bardzo cicho, a przy młynie w trawie słychać było świerszcze, grające tę swoją znaną sobie melodyjkę. Gdzieś w lesie pohukiwała sowa, a na niebie czasem przeleciał nietoperz. Nie mogłem się doczekać skrzydeł i mojego pierwszego lotu, chociaż wiedziałem, że jeśli uda mi się wzlecieć w górę, lądowanie będzie bolesne. Mimo to czekałem na to z niecierpliwością.
Kiedy słońce wstało, zjadłem śniadanie, dalej czułem się bardzo wypoczęty, dlatego zacząłem pracę. Najpierw wykułem dwa miecze i zrobiłem kuszę dla transfera, po tym zrobiłem się zmęczony. Poszedłem na krótką drzemkę, zjadłem obiad i kontynuowałem pracę. Ostatnią rzeczą, jaką dziś zrobiłem, to wykucie gwoździ dla Stasia.
Kiedy usłyszałem pukanie do drzwi, akurat uderzałem w rozgrzany metal, dlatego zamiast podejść i je otworzyć, krzyknąłem głośno „otwarte!” i dalej kułem, aby materiał nie stracił temperatury. Po wejściu mężczyzny uderzyłem parę razy w tarczę, aż ją uformowałem. Po tym odłożyłem narzędzia, wytarłem ręce z potu i podszedłem do klienta. Przywitałem się z nim krótkim uściśnięciem dłoni.
- Musiałem dokończyć, nim metal zrobiły się zimny – oznajmiłem, by sobie nie pomyślał, że nie mam kultury.
- Rozumiem – powiedział lekko się uśmiechając i przyglądając się wykutemu przedmiotowi.
- Gwoździe? - zapytałem i podszedłem do lasy, chłopak pokiwał głową, po czym wyciągnąłem przygotowany pakunek na stół. - Buduje pan coś? - zapytałem ciekaw, w końcu zamówił u mnie dość sporo tych gwoździ. Dał mi pieniądze i wziął swoje zamówienie.

Staś?

27 czerwca 2019

Od Phanthoma CD Fafnir'a

Nie sądziłem, że zastaniemy taki chaos. Osadnicy biegali w te i we w te, zabierając rannych z ziemi i jednocześnie szykowali się do kolejnego ataku. Rozglądałem się po naciętych palach, plamach krwi, wystraszonych twarzach i połamanych budynkach gdzieniegdzie.
- Co to może być? - zapytałem Fafnira, z nadzieją, że zna odpowiedź, ale on tylko wzruszył ramionami. Po chwili obok nas, pojawił się hałas łamiących desek. Spojrzałem na wielkiego właściciela tego dźwięku, który przyglądał nam się z nieukrywaną wściekłością. Łeb sowy i ciało niedźwiedzia.
- Niedźów - powiedzieliśmy praktycznie jednocześnie. Zaczął zbliżał się w naszą stronę, gdyż reszta ludzi albo się chowała, albo była z tyłu i atakowała go. Wydawał się wcale nie czuć mieczy i strzał, które raniły jego wielkie cielsko, ale po chwili się odwrócił i zamachnął potężną łapą. Zauważyłem, że w ciało miał wbite dwie strzały, z których nawet nie pociekła krew. Na szczęście wojownicy zdążyli uniknąć ciosu, ale nie drewniana belka, podtrzymująca dach jakiegoś budynku. Część kłody wpadła do ogniska obok, iskry poleciały do góry, podpalając dach, wypełniony słomą, a mały płomyk w kierunku zwierzęcia, które widząc to, od razu się odsunął. Dostałem olśnienia, bał się ognia.
- Fafnir – zwróciłem się do towarzysza. - Boi się ognia, musisz go wypędzić – miałem na myśli jego zionięcie. Chłopak nie był tym pomysłem przekonany.
- A jeżeli coś spalę? - zapytał, obserwując bestię, która znudzona poprzednimi wojownikami, ruszyła w naszym kierunku, a ludzie zaczęli gasić palony budynek.
- Gorzej i tak nie może być – oznajmiłem z przejęciem. Fafnir’a najwidoczniej to przekonało, ponieważ stanął naprzeciwko bestii, a po chwili z jego ust wybuchnął ogień. Niedźów, który nie mógł się domyślić tego zajścia, szybko się zatrzymał i nie podchodził. Chłopak za to szedł w jego kierunku, zwierzę zaczęło się cofać, ale nie w stronę wyjścia. Chcąc mu pomóc, podbiegłem do ogniska, w którym paliła się część belki. Wziąłem go w ręce i podbiegłem do bestii, która zmieniła kierunek ucieczki. Szła w kierunku wyjścia, a ja wraz z chłopakiem ją odganialiśmy. Nagle jednak, gdy zrozumiała, że moje źródło ognia, to trzymane w ręku drewno, zaczęła machać łapą w moim kierunku. Dwa razu uniknąłem ciosu i ją odgoniłem, ale za trzecim zostałem pozbawiony swej broni. Odsunąłem się do tyłu, nie wiedząc co robić. Nie miałem przy sobie ani miecza, sztyletu, nawet kija! Byłem bezbronny jak małe dziecko.
- Phanthom! - usłyszałem głos chłopaka, ale nim ten zareagował, bestia rzuciła się na mnie.
Nie zrozumiałem, co się stało. Chciałem krzyczeć, ale zamiast tego poczułem gorąc na ustach i języku, a po chwili przede mną, pojawiła się potężna struga ognia, która poparzyła stwora w pysk. Zatoczyła się do tyłu, wywróciła jakieś beczki, a potem po kolejnym uderzeniu ogniem od strony albinosa, Niedźów postanowił się wycofać. Miał spalone futro, a ja byłem na tyle oszołomiony tym, co się stało, że nawet nie zauważyłem, kiedy osada znowu stała się bezpieczna; no prawie. Ludzie dalej biegali i gasili ogień, zabierali rannych i ich leczyli, a ja stałem jak ten słup soli i nie wiedziałem, co się stało. Po chwili podbiegł do mnie białowłosy, który uważnie mi się przyglądał. Spojrzałem na niego tępym wzrokiem.
- Co to miało być? - zapytałem i zakaszlałem, z moich ust wydobył się tylko obłok dymu, a ja poczułem palone mięso.
- Jesteś dragonem, to normalne. Nigdy nie ziałeś ogniem? - pokręciłem przecząco głową. - Przez cały trzy lata? - zapytał, znowu spotkał się z negatywną odpowiedzią.
- Chyba sobie przypiekłem język – powiedziałem po chwili, wyciągając język z ust i czując małą ulgę, kiedy zimny wiatr powiał w moim kierunku. Na twarzy znajomego pojawił się mały rozbawiony uśmieszek. Potem oboje zerknęliśmy na osadę, ogień został ugaszony, ale potrzebowali pomocy, wszystko było rozwalone, więc czułem, że powinienem tu zostać i zadbać o to, by wszystko się dobrze zakończyło. Zwróciłem się do Fafnir’a. - Zostanę i im pomogę – oznajmiłem.
- Ja też – powiedział szybko, ale uciekł wzrokiem, kiedy na niego spojrzałem. Pokiwałem głową i ruszyliśmy do grupki ludzi, którzy właśnie zbierali ten chaos do kupy.
Pracowaliśmy do później nocy, by jakoś to ogarnąć. Ognisko zostało sprzątnięte, słoma wyciągnięta, dziury w dachach okryte deskami, w wypadku deszczu, na który niestety się zbierało, płot znowu postawiony, ranni zostali opatrzeni, na szczęście nikt nie umarł, więc można było stwierdzić, że nie było tak źle. Zostało tylko jedno, nużące pytanie: skąd się on tu wziął? Stwory te mieszkały daleko od wioski, czy ten się zgubił? Czy może… góry Ungcy.
Gdy wszystko było skończone, a straż znajdowała się na swoich miejscach, podszedłem do albinosa, który właśnie podnosił rozwalone beczki.
- To wszystko? - zapytał, na co pokiwałem głowa.
- Mam pytanie. Wiesz, skąd się tu wzięła ta bestia? - zapytałem.
- Tak mi się wydaje – powiedział cicho. - Czułem, że coś mnie śledziło, gdy szedłem do wioski, ale nie widziałem tego. Sądziłem, że jak pobiegnę, to go zgubię – wytłumaczył. Pokiwałem głową. Nie byłem na niego zły, bo nie było takie powodu, każdemu mogło to się zdarzyć.
- A ja uważam – pobiegł do nas obcy głos, należący do jakiegoś mężczyzny. Dopiero po przyjrzeniu mu się, rozpoznałem Daniela; kobieciarza, którego znały wszystkie panie. - że specjalnie go tu przyprowadziłeś – dokończył. Spojrzałem na niego marszcząc brwi.
- Czemu tam myślisz?
- Bo jest Samotnikiem, to oczywiste – machnął ręką. - Ale ja się w to nie mieszam, panie dyktatorze – powiedział drwiąco i odszedł. Spojrzałem na chłopaka, którego te słowa najwidoczniej przybiły.
- Nie martw się – poklepałem Fafnir’a lekko po plecach. - Wracam do młyna. Chcesz u mnie przenocować, czy dasz radę dojść do swojego domu? - zapytałem.

Fafnir?

9 czerwca 2019

Od Phanthoma CD Fafnir'a

Spojrzałem na nieznajomego. To nie był transfer, poznałem to po jego prośbie. Zwyczajny klient był niższym ode mnie albinosem. Wyglądał na poważnego, ale w tej chwili na jego twarzy malował się lekki szok.
- Oczywiście – odparłem spokojnie, delikatnie się uśmiechając. Wyminąłem obcego i otworzyłem drzwi. - Zapraszam – wszedłem pierwszy. Chłopak ruszył za mną, zamykając drzwi. Podszedłem do szafki z wysuwanymi szufladami. Przejechałem palcem po drugim rzędzie, odczytując litery na nich wyskrobane. W tym czasie klient stał grzecznie w środku warsztatu i się rozglądał po moim arsenale. Nareszcie znalazłem literki „Gź”, wysunąłem i wyjąłem ze środka woreczek. - Ile?
- Nie dużo – chłopak podszedłem do blatu, na który wysypałem trochę gwoździ. Wyjąłem drugi woreczek, kiedy nieznajomy zaznaczał część dla siebie. Spakowałem ją i podałem mu, kiedy zapłacił, pożegnaliśmy się. Ruszył w kierunku wyjścia, a ja schowałem gwoździe. Kiedy się odwróciłem, zobaczyłem albinosa, który stał w otwartym drzwiach i patrzył w niebo. Obserwowałem go, aż w końcu się ruszył i postąpił niepewnie krok do przodu. Promienie słońca opadły na jego ciało, a on pobiegł przed siebie. Drzwi same się zamknęły, a wtedy pokrzątałem się trochę w swej pracowni, oglądając ostrza, zbroje, miecze. Transfer dalej się nie pokazywał, czyżby miał zamiar się spóźnić? A może przyjdzie następnego dnia? Ja byłem tu ciągle, póki jedzenie miałem, nie musiałem wybierać się na rynek przez jakiś tydzień. Mimo to wolałem skorzystać ze słonecznego dnia i poleżeć na zewnątrz. W tym celu wyszedłem z budynku, ale zamiast wrócić na swoje legowisko, moje oczy od razu wyłapały albinosa, siedzącego pod drzewem. Przymrużyłem oczy, kiedy słońce mnie oślepiło. Myślałem, że to zwidy, ale chłopak, który przed chwilą kupował u mnie gwoździe, siedział pod drzewem i się nie ruszał. Podszedłem do niego, może coś się stało? Gdy byłem obok niego, spojrzał na mnie kątem oka.
- Coś się stało? - zapytałem.
- Nic takiego, naprawdę? - gdy promień słońca opadł na jego stopę, ten się automatycznie odsunął bardziej w cień.
- Na pewno? Wyglądasz, jakbyś się chował przed słońcem – powiedziałem i mu się uważniej przyjrzałem. Po chwili fakt, że chłopak jest albinosem, uderzył we mnie niczym grom. - Chcesz się schować u mnie? - zaproponowałem.
- Nie chcę się narzucać. Za chwilę powinno przejść.
- Jak uważasz. Jakby co, nie krępuj się – po tych słowach odwróciłam się wróciłem do warsztatu. Czułem na sobie wzrok chłopaka, ale się nie odwróciłem. Gdy byłem już u siebie, usłyszałem pukanie do drzwi, ale z drugiej strony. Podszedłem i otworzyłem je. Zobaczyłem nieco niższego szatyna o zielonych oczach.
- W czym pomóc?
- Słyszałem, że jesteś najlepszym kowalem.. potrzebowałbym pięciu długich gwoździ i jeden stalowy wzmacniany młotek.. dałbyś rade mi to zrobić?
- Tak. Na kiedy?
- A ile mniej więcej będziesz potrzebował czasu? - na chwilę się zamyśliłem. Aktualnie miałem wszystko zrobione dla transfera, dlatego miałem wolny grafik.
- Wróć tu za dwa dni – stwierdziłem.
- Dobra. Co byś chciał w zamian? - podałem cenę w postaci monet. Mężczyzna skinął głową i odszedł, a ja spojrzałem na niego. Nie wyglądało na to, aby słońce w najbliższym czasie zniknął, dlatego wróciłem do poprzednich drzwi i stanąłem w progu. Albinos dalej siedział i czekał.
- Dalej będziesz czekał, czy wejdziesz? - zapytałem głośno, by mnie usłyszał. Chłopak spojrzał na mnie i bez przekonania zgodził się na moją propozycję. Idąc do mnie, starał się jakoś uchronić przed słońcem. - Coś do picia? - zapytałem, gdy był już w środku.

Fafnir?

9 lutego 2019

Od Phanthoma do kogoś

Obudziłem się jakoś przed południem, kiedy promienie słoneczne dotarły do mojego okna. Zlazłem z łóżka, szukając dla siebie ubrań, a potem zabierając się za szybkie śniadanie z jajek. Dzisiaj miał przyjść transfer, więc musiałem ogarnąć wszelką broń. W południe poszedłem do warsztatu, który był na tyłach domu. Od razu poczułem znajomy zapach gorącego metalu. Nim jednak zabrałem się do pracy, przebrałem się w robocze ubranie. Następnie zacząłem sprawdzać, co przez ten tydzień wykułem i ile mogę dać transferowi. Trzy miecze, dwie kompletne zbroje, cztery mocne hełmy, z jakieś pięć sztyletów do rzucania. Do tego wyskrobałem dwa łuki i zrobiłem ostre strzały, zakończone metalowym ostrzem, które nie ma szans, by nie wbiło się w czyjeś ciało. Wszystko układałem w jednym miejscu, równo i obok siebie. Gdy skończyłem, zostało mi tylko czekać, aż przyjdzie transfer. Do tego czasu mogłem zrobić nową broń, ale czy każdego dnia muszę coś kuć? Oczywiście, że nie. Przebrałem się w czyste ubrania i wyszedłem z warsztatu, przed drugie wyjście z młynu. Były dwie pary drzwi, przez które można było wejść do budynku. Te z przodu jednak prowadziły do mojego domu, a te drugie, z tyłu, przez które teraz wyszedłem, prowadziły bezpośrednio do warsztatu. Po co ktoś, kto przyszedł do miecz, ma oglądać mój dom? Albo ktoś, kto przyszedł mnie odwiedzić, ma oglądać moje miejsce pracy? Postanawiając skorzystać z tego spokojnego, lekko chłodnego dnia, poszedłem na skraj lasu, blisko drogi i usiadłem pod drzewem. Oparłem głowę o pień i patrzyłem w dal, na horyzont. Oglądałem lecące ptaki na panoramie gór, łąk i jakichś domków. Na chwilę zamknąłem oczy, a otworzyłem je, gdy usłyszałem pukanie do moich drzwi – w końcu nie odszedłem za daleko. Szybko się podniosłem i żwawym krokiem ruszyłem do tego kogoś. Czy to był transfer? Czy może ktoś inny? Stanąłem za plecami tej osoby.
- W czym pomóc?

Ktoś?

2 lutego 2019

Nowy osadnik - Phanthom



tgbnn71

Phanthom | 21 lat | Dragon


Miano: Phanthom
Imię i nazwisko: Jonathan Robbenson
Wiek: 21 lat
Data urodzenia: 19.02
Numer: 029
Modyfikacja genetyczna: Dragon
Etap modyfikacji: 4 ✔
Status: Osadnik
Stanowisko: Kowal
Miejsce zamieszkania: Młyn na obrzeżach
Aparycja: Ma trójkątną twarz, srebrne (niektórym się wydaje, że są przezroczyste) oczy, ostry nos, pełne usta i widoczne kości policzkowe. Jego czarne jak smoła włosy, zaniedbane i żyjące własnych życiem, lubią znajdować się po prawej stronie głowy, a grzywka zawsze opada mu na czoło i prawe oko, które często przykrywa. Wysoki (1.86) i dobrze zbudowany mężczyzna, barczysty i umięśniony - bo w końcu jak inaczej powinien wyglądać kowal? Ma twarde ciało, silne dłonie i co ciekawsze: szarawą skórę. Mimo wszystko w dotyku jest gładka, posiada niestety wiele blizn, lepiej i słabo widoczne. Chociaż wydaje się, że jest zaniedbany, jego ubrania przed i po pracy, zawsze są świeże (nie można ukryć, że przy cieple i pracy fizycznej ciało się poci, dlatego ma ubrania na zmianę). W pracy nosi krótkie brązowe spodnie i szarą koszulkę, która opina jego mokre (od potu) ciało. Gdy nie pracuje, ubiera się w ciemne spodnie, koszule i płaszcz, które są w naprawdę dobrym stanie.
Charakter: Najłatwiej powiedzieć, że John jest nieokiełznany. Nie można opisać go jednym słowem, porównać do jednego typu, bo jego charakter się zmienia. Mają na to wpływ okoliczności, humor, z jakim się obudził, jego samopoczucie, ludzie wokół i sytuacja, w jakiej się znajduje. Może obudzić się w świetnym humorze i być bardzo pomocny, drugiego dnia może boleć go głowa, dlatego będzie opryskliwy i wredny. Gdy ma dużo pracy, jest małomówny i stara się wszystkich zbyć, gdy nie ma co robić, a jest zmęczony, lubi siedzieć w spokoju i unikać ludzi, gdy zaś ma dobry humor i wolny dzień, szuka kogoś do towarzystwa. Gdy ma na głowie jakieś kłopoty, jest zamyślony i na nikogo nie zwraca uwagi, a znajdując się przy osobie smutnej, sam popada w melancholie i staje się nadzwyczaj gadatliwy.
Zbierając wszystko do kupy, można stwierdzić, że ma wiele osobowości, ale parę rzeczy się nie zmienia. Łatwo na niego wpłynąć (jeśli chodzi o charakter), ale za żadne skarby nie wpoisz mu jakiejś idei. Dragon jest neutralny i nawet jeśli ma o czymś zdanie, jest ono zazwyczaj inne, dlatego się z nikim nim nie dzieli. Potrafi być zabawny i miły, jak też opryskliwy i egoistyczny, ale na pewno nie jest agresywny. Jest prawdziwym oceanem spokoju, na którym możesz wywołać jedynie fale, ale nie tsunami. Trzyma emocje na wodzy, nie chcąc nikogo skrzywdzić (jak i też popaść w kłopoty, przez które wpadał całe życie). Chodź jest bardzo ciekawy świata, stara się stłumić tę cechę, gdyż to własnie przez nią wylądował w tym miejscu. Czasem nie może się powstrzymać przed podsłuchiwaniem, podglądaniem, a następnie korzystać z tego, do własnych celów; jednak nie myślcie sobie, że to zło wcielone. Po prostu stara się ze wszystkiego korzystać najlepiej, jak może. Gdy ma dobry dzień, łatwo nawiązać z nim rozmowę, jednak na drugi może cię całkowicie olewać. Tylko osoby, które bardziej poznał, są godne, by traktowano je w ten sam sposób, każdego dnia, lepiej lub gorzej.
Historia: Jako dziecko został oddany do okienka życia, skąd został zabrany przez starszą zakonnicę do Domu Dziecka. Tam spędził swoje piękne 18 lat, nie miał szczęścia, w poszukiwaniu rodziny, chociaż w szkole był jednym z lepszych uczniów. Same pozytywne oceny, egzaminy z wysokim procentem, jedyny minus tego wszystkiego było jego zachowanie. Nie robił tego specjalnie, a jednak kłopoty same do niego lgnęły, jak on do nich. Zachowanie miał okropne, wpadał w bójki, kłócił się z nauczycielami, a co śmieszniejsze, miał wielu przyjaciół. W końcu stał się pełnoletni, wyszedł "na wolność", ale radość trwa nie trwała długo. W poszukiwaniu pieniędzy, trafił na jakiegoś naukowca, który zaproponował mu dość sporą sumkę za możliwość eksperymentowania na jego ciele. Chłopakowi było to obojętne, nie bał się ryzyka, ale nie sądził, że był to podstęp. Gdy przeprowadzono już badania, eksperymenty, nagle stracił przytomność i obudził się na tajemniczej wyspie. Chociaż początki były trudne, nauczył się żyć wśród innych takich jak on, dołączając do osadników - 3 lata już siedzi na wyspie.
Partner: Brak
Wyposażenie: Ma bardzo wiele zbroi, tarcz, mieczy i innych metalowych przedmiotów, jakie może posiadać kowal: ale tego nie używa, to idzie tylko na sprzedaż. Posiada tylko dwie katany (miecze), jeden ostry nóż oraz własną zbroję, która stoi i się kurzy, bo jej nie używa.
Inne:
INNE ZDJĘCIA: 1 2 3 4
Kieruje: as_pande.monium@wp.pl
Punkty doświadczenia:
przydzielone [23PD], luźne [7PD]:
Zwinność: 3
Wytrzymałość: 5
Siła: 9
Percepcja: 3
Opanowanie: 3