Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bobby. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bobby. Pokaż wszystkie posty

4 lipca 2020

Od Bobby CD Derycka

W ciągu kilku sekund przez moją głowę przeleciały setki myśli, zaczynając od serdecznej chęci opieprzenia tego jełopa, który we mnie wbiegł, poczuciu zagrożenia, a kończąc na zaskoczonym, prostym wołaczu ‘O kurwa!’

Ostatni raz widziałam Derycka w dniu, gdy w niedużej odległości od mojego bagna zamordowano kobietę. Oczywiście musiałam być pierwszą osobą, która zostanie przepytana, jakbym miała oczy dookoła głowy albo kamery rozmieszczone wokół domu. Nie śmiałam nawet podejrzewać samotnika o ten czyn. W odpowiedzi na pytania o ślady męskich butów wokół mojej posesji skłamałam, że była to moja przygoda na jedną noc. Nikt nie pokusił się o podważanie mojego wytłumaczenia, a licząc na charakter niektórych miejscowych, pewnie więcej niż jedna osoba mogłaby się kłamliwie przyznać licząc na respekt innych wioskowych figo-fago.

1 maja 2020

Od Bobby - zadanie dyktatora

Temat: Porwanie
Szczegóły: W osadzie nie widuje się zbyt wielu dzieci, a jak już jakieś przyjdzie na świat, każdy mieszkaniec prędzej czy później się o tym dowiaduje. Nie tak dawno na świat przyszła mała córeczka dwóch wilkołaków. Wiadomość o tym oczywiście rozniosła się bardzo szybko i każdy miał okazję ujrzeć nową, malutką osadniczkę. Po kilku miesiącach wszystkich za murami obudził krzyk kobiety. Ty, jako dyktator miałaś za zadanie sprawdzić skąd dochodził lament i jaka była jego przyczyna. Na miejscu dowiadujesz się, że zrozpaczonej matce skradziono kilkumiesięczną córkę. Twoim zadaniem jest zebrać ludzi i dowiedzieć się kto uprowadził dziecko i wymierzyć mu odpowiednią karę. Matka za nim Cię puściła, wyjawiła, że porywaczem był wysoki mężczyzna, a jego obcy zapach mógł wskazywać na samotnika. Osadnicy wierzą, że podejmiesz się tej misji i sprowadzisz do wioski biedne dziecko.

1 kwietnia 2020

Od Bobby CD Derycka

Wystarczyło jedno niuchnięcie zawartości puszki, a świat jakby stał się bardziej kolorowy. Cudowny zapach przypominał dobre czasy które dawno minęły. Miłe siedzenie w chłodne wieczory z parującym kubkiem, w dresach, z uczuciem błogiego spokoju i stabilności. Czegoś, czego ostatnimi czasy bardzo tu brakowało. Nie żebym sama narzekała na moją robotę, bo w końcu to ja utrzymywałam mury wioski w jednej kupie. Ale jak widać po samotniku goszczącym właśnie w moich skromnych progach, guzik to dawało.

16 marca 2020

Od Bobby CD Bezimiennego - Szczury laboratoryjne

Po raz kolejny ocknęłam się w zupełnie innym miejscu, niż to z ostatniego wspomnienia. Miałam serdecznie dość tych wszystkich naukowców, ich cholernych badań i głupich gierek, środków usypiających, szumienia w głowie i wszystkiego innego. Gdybym mogła choć raz obudzić się w normalnym miękkim łóżku pod miłym przykryciem i przeżyć zwykły dzień, to byłoby super. Podniosłam się do siadu, roztarłam czoło i twarz. Starałam się poukładać wszystko w jedną całość. Po pierwsze jeszcze żyłam. To był naprawdę dobry znak. Po drugie śmierdziało tu nieco inaczej, ale wciąż byłam w jakiejś części laboratorium.
Podniosłam koszulkę i zobaczyłam szwy na brzuchu. Kierując wzrok w dół zobaczyłam też coś na podłodze obok buta. W tym korytarzu nie było zbyt jasno, ale trudno było nie rozpoznać noża. Więc tak miała wyglądać zajebista pomoc za podzielenie się swoimi organami? Kur*a pięknie. Gdy chciałam schować broń, spojrzałam na swoją dłoń, a raczej zygzak znajdujący się na niej. Poczułam na sobie czyjś wzrok i zrozumiałam, że nie patrząc wokół dałam się zajść jak młoda. Ktoś był za mną, czułam to. Położył mi rękę na ramieniu a ja przerzuciłam go do przodu. Huhu, sama byłam zaskoczona że tyle we mnie zostało siły mimo niekończącej się głodówki.
Zrozumiałam moją głupotę gdy spojrzałam w oczy dość zaskoczonego Bezimiennego. Czemu do mnie się nie odezwał? Nie był pewny czy ot ja czy co? Z resztą na jednemu z obstawy naukowców raczej taki ruch by mi się nie udał, bo pewnie dawno zanim bym zareagowała to dostałabym kulkę w tył głowy.
Przeprosiłam lekko zdezorientowanego mężczyznę i pomogłam mu wstać. Nie wyglądał na bliskiego śmierci, wręcz promieniował energią. Nie byłam pewna czy powinnam podzielić się z nim moimi przygodami, ale skoro on był szczery ze mną, to ja powinnam przynajmniej odwdzięczyć się mu tym samym. Zwłaszcza, że dzięki niemu mogłam spokojnie spać w nocy i przeżyć to przetrzymanie bez zwariowania. Kończąc moją historię pokazałam mu zygzak na ręce, bo może on mógł to rozszyfrować.

21 lutego 2020

Od Bobby CD Bezimiennego - Szczury laboratoryjne

Słowa człowieka Bez Imienia odbijały się po mojej głowie pustym echem. Kłamiąc, nie osiągnąłby żadnej korzyści, ale historia z koszmarami brzmiała nieprawdopodobnie - jakbym na co dzień nie spotykała się z nadprzyrodzonymi dziwadłami, to mogłabym go zwyczajnie wyśmiać. Niewiele wiedziałam o jego mutacji poza tym, że jest niesamowicie potężna i krwiożercza. Cholera, w laboratorium wszyscy jechaliśmy na tym samym wózku, a ja przekładałam własne urazy nad współpracę z drugim człowiekiem. Żałosne.
Teraz było trochę za późno. Jeśli mężczyzna mówił szczerze, to życzyłam mu, żeby choć on mógł się stąd jakoś wydostać. Gdy nas rozdzielono, trafiłam do tej samej sali co zawsze. Jak pies Pawłowa czułam ciarki przechodzące po plecach i zimny kamień w żołądku na sam dźwięk zatrzaskujących się za mną drzwi. Ten strach przed nieznanym towarzyszył mi przez całe badania, jednak nie zdarzyło się nic szczególnie złego, nie umarłam, jedynie testy były bardziej sadystycznie zróżnicowane niż zazwyczaj. Gdy zostałam ponownie skuta do powrotnego transportu, poczułam przykry ścisk w sercu, gdy zrozumiałam, że skoro mi nic nie jest, to Bezimienny prawdopodobnie zapłacił najwyższą cenę.
Choć wiedziałam, że i tak nie mogłam mu w żaden sposób pomóc, było mi źle. Niewielka cela teraz wydała się przeraźliwie pusta, w dodatku zaraz po zniknięciu zmory nocne koszmary powróciły. Bałam się, co stanie się dalej z moją mutacją – słuchanie wycia innych, nieudanych eksperymentów przerażało mnie o tyle, że również mogłam tak skończyć, budziło to we mnie obrzydzenie i wszystkie najgorsze uczucia.
Po kilku dniach męczącej i wdającej się we znaki samotności przy transporcie podsłuchałam dwójkę naukowców. Mimo ogólnego otępienia słysząc numer mojego współwięźnia, od razu się ożywiłam. Trafił do zamrażarki jako „ciekawy obiekt” i celem obniżenia kosztów utrzymywania go przy życiu. Beznamiętność, z jaką mówili o tym jajogłowi, była wstrętna. Oni traktowali nas jak przedmioty, a nawet mniej, a my nie mogliśmy się w żaden sposób odwdzięczyć. Niemniej przypadkowo dali mi nadzieję. Coś, co dało mi siłę przeżyć następne zbliżające się badania.

3 lutego 2020

Od Bobby do Bezimiennego - Szczury laboratoryjne

Spróbowałam otworzyć oczy. Rażące światło skutecznie mi w tym przeszkadzało. Zakryłam je dłońmi, które coś za bardzo mi ciążyły. Za chu*a nie pamiętam, jak się tutaj znalazłam. Wiem, że wyszłam z domu celem załatania komuś kolejnej dziury w dachu, no bo przecież to roztopy to na głowę kapie. Nie wiem, oni tą strzechę żrą przez te zimę, czy co? W każdym razie nie doszłam nawet do chałupki tej kobiety, a teraz leżę tutaj. Roztarłam oczy i rzuciłam okiem na otoczenie. Laboratorium. Może to wszystko to był jednak sen? A jeśli tak naprawdę podali mi zbyt dużą dawkę leków i ta cała wyspa to tylko majaki?

17 stycznia 2020

Od Bobby CD Pana Stasia

Praca razem ze Stanisławem wydawała się nagrodą samą w sobie. Był wyrozumiały i pomocny, co pozwoliło mi na zyskanie znacznego doświadczenia w budownictwie. Gdybym nie zgodziła się mu pomóc czułabym się jak ostatni śmieć, ponadto była to moja praca. A wiem, że ten człowiek w ramach nagrody ma wszystko, czego akurat potrzebuję.
Ta „umowa” o pomoc była jeszcze dość niezobowiązująca, nie znałam wszystkich szczegółów, wiedziałam jak różnie można interpretować rozmiary małej szopy. Czy to pod warsztat do majsterkowania? Może zainteresował się łowiectwem, bo przecież na ilość mięsa znajdujące się w jego lodówce wydałby fortunę. Niemniej jednak miałam zaplanowany zimowy okres z luźnym grafikiem, w trakcie którego stopę poza granicę wioski wystawić miałam zaledwie kilka razy.

7 grudnia 2019

Od Bobby - odejście Bjorna - etap2 > etap3 [+18]

Znam ten typ, te w głębi delikatne i skrzywdzone dusze. Otacza ich niewidzialny mur, którego czasem będą zajadle bronić, a czasem tylko patrzeć jak kruszeje. Ten wysoki i siwy mężczyzna już po kilku głębszych w barze otworzył się jak kokos – biedaczysko już dawno musiał nie utrzymywać bliższych stosunków z jakimkolwiek człowiekiem. Mimo nie najlepszego pierwszego wrażenia dawał się lubić. Do końca wierny swojej żonie i gotowy nieść pomoc tym, których uważał za bliskich swemu sercu. Tu, na tej przeklętej wyspie spoczywa Agnar, znany, lub nie znany bliżej jako Björn.

Taką krótką przemowę wygłosiłabym, gdybym nie była jedyną uczestniczką tego pogrzebu. Przerzuciłam ostatnie już grudki ziemi i oparłam się na stylisku łopaty. Odetchnęłam ciężko. Pośród gęstej wieczornej mgły, biała para oddechu rozpełzała się niczym dym. Kopanie zmarzniętej gleby zajęło mi znacznie dłużej niż przypuszczałam, ale nie chciałam jeszcze opuszczać przyjaciela, dzięki któremu jeszcze nie wącham kwiatków od spodu. Już wiem, że tego wieczoru na pewno urżnę się do nieprzytomności, pijąc do lustra w swoim domu na bagnach.

Jak do tego mogło dojść? Dlaczego to on leży w zimnej mogile, poległszy śmiercią bohatera? Sama myśl o odpowiedzi ściska mnie za gardło.

16 listopada 2019

Od Bobby CD Pana Stasia

Zupełnie inaczej poczułam się po zjedzeniu sytego i smakowitego posiłku przygotowanego przez gospodarza. Poświęciliśmy na rozmowę po jedzeniu ładny kawałek czasu, zaczynając robotę dopiero około południa. Słońce było w zenicie, a jednak nie dawało już tyle przyjemnego ciepła. W zasadzie to i tak mieliśmy z pogodą dużo szczęścia, gdyby było bardzo mokro, prace dłużyłyby się w nieskończoność i wypływały by z tego dosyć nieprzyjemne konsekwencje, wliczając w to również niestabilność budowanych obiektów. Korzystając z tego przyjaznego zrządzenia losu, trzeba było brać się do roboty. Poza tym zaczęło robić się znacznie chłodniej, a na wioskowych targowiskach zagościły wszelkiej maści ciepłe ubrania. Za ciułane przeze mnie pieczołowicie pieniążki (oraz kilka zamontowanych półek w domu właścicielki straganu, ale uznajmy to za rabat) zakupiłam gruby, czarny płaszcz podszyty futrem. Był bardzo elegancki i nie mogłam pozwolić sobie na uszkodzenie go przy pracy. Któregoś razu w trakcie prac na farmie zostawiłam go tam, pospiesznie udając się do domu. Obiecałam gospodarzowi, że odbiorę go, gdy skończymy robotę.

12 listopada 2019

Od Bobby CD Derycka

Za kogo on się w ogóle miał?!

Stojący przede mną facet musiał być jednym z samotników. Szczerze to wyglądał mi na zawadiakę, ale do tego obrazu nie pasował mi jego spokój. Jeszcze miał czelność oskarżać mnie o kłamstwa... Do pedantów ani praworządnych obywateli nie należałam, ale w moim salonie nie było mowy o pozostawianiu jakichkolwiek porozrzucanych śmieci i bibelotów, a stare przyzwyczajenia nie wychodzą tak szybko z człowieka. Oczywiście moje nieudolne prace zabrałam ze sobą.

8 września 2019

Od Bobby do Leo

Byłam z siebie niezmiernie zadowolona. Kończyłam właśnie przeszywanie nowych ubrań. Mało momentów było tak podobnych do poprzedniego życia, jak zajmowanie się zakupami. Co prawda nie mogłam zaszaleć za ciuchami, ale materiały zdobyte po taniości zupełnie zaspokoiły moje potrzeby. Fajnie targowało się z przekupniami z rynku – w końcu to tylko ludzie (no, mniej więcej) którzy chcieli zarobić na chleb i wymienić się na przydatne na zimę towary, a nie skąpo zdzierać pieniądze z innych. Cieszyłam się również z moich ręcznych robótek ze względu na zaoszczędzony czas, ponieważ z tego, co udało mi się zasłyszeć wioskowa krawcowa była baardzo zajętą osobą, a wyczekiwanie na termin umówienia się, potem odbiór zdawały mi się wątpliwą przyjemnością.

Przeszywanie wszystkich spodni na długość zajęło mi dobry kawał czasu, ale wyrobiłam się w tym, to tutaj doprawiłam sobie kieszenie, tu coś dodałam. Ogólnie dobrze mi poszło profilowanie ubrań tak, żeby moje teraz przydługie, złuszczające się i chorobliwie cienkie nóżki nie przyciągały zbytniej uwagi. Po przymiarce i testowym wyjściu nie wyglądałam szczególnie źle – ot jak bardzo wysoka, chuda kobieta, mimo że w zasadzie nigdy taka nie byłam, zaprzeczały też temu wyrobione na budowach mięśnie.

3 września 2019

Od Bobby CD Pana Stasia

Po aplikacji cudownych remediów Stasia poczułam się o niebo lepiej, jednak wciąż gównianie. W dodatku było mi bardzo wstyd, bo wiedziałam, że wyglądam jak głupkowate dziwadło. Mężczyzna zdawał się nie zwracać na to specjalnie uwagi, a przynajmniej nieźle szło mu udawanie. Za opiekę mogłam mu odwdzięczyć się jedynie dobrym wykonaniem obiecanej roboty.

Po pewnym czasie jego mazidła zaczęły twardnieć, dając wrażenie wbijanych igieł z każdym moim ruchem. Był to okropny ból, ale dający się wytrzymać. Z resztą miałam w swoim życiu wystarczająco dużo kontaktu z ostrymi przedmiotami. Jeśli miało to pomóc, to nie mogłam użalać się nad sobą… W końcu jeszcze żyłam, a to wszystko mogło potoczyć się inaczej. Kiedy skończyliśmy kłaść strzechę akurat zrobiło się ciemno, więc rolnik zaproponował mi, że odprowadzi mnie do domu, co było kolejnym nieoczekiwanym aktem altruizmu na tej niegościnnej wyspie. Zazwyczaj każdy tu pilnował końca swojego nosa, ale ten chłopak był inny. Nie wiem, czy życie jeszcze nie dało mu wystarczająco w dupę, czy miał po prostu miękkie serducho, jednak był dobrą duszą w naszym niedużym społeczeństwie i robił rzeczy, na które ja sama chyba bym nie wpadła, mimo że nie byłam w swoim mniemaniu jakąś złą osobą.

W końcu stanęliśmy przed drzwiami mojej chaty. Pan Staś wniósł moją zapłatę do kuchni, kiedy ja pozapalałam lampy po domu, rzuciwszy wcześniej okiem w stronę wiader z jego produktami. Znajdowało się w nich to, na co się umawialiśmy, plus jeszcze dorzucił od siebie troszkę warzywek w gratisie. To ci dopiero. Chciałam zaproponować mężczyźnie chociaż herbatę, ale ten grzecznie odmówił. Tłumaczył się tym, że jest i tak późno, a jutro musi wstać, więc nie może się zasiedzieć. Mimo panującego w domu nieładu, który należało by raczej delikatnie nazwać burdelem po porannych poszukiwaniach facet łaził sobie w najlepsze. Przystanął po chwili koło ściany, na której widniały moje rysunki i projekty, tuż obok fotela i małego stoliczka z przyborami do rysowania. Widziałam, jak wodzi po nich wzrokiem, by ostatecznie zatrzymać się nad rozpiską mutacji, opatrzoną szkicami o przerysowanych cechach szczególnych i opisem ich objawów.

31 sierpnia 2019

Od Bobby CD Pana Stasia - etap 1 > etap 2

Zanim skończyliśmy nasze pogaduszki, zwierz postanowił skorzystać i dopadł mnie, nie pozwalając nawet siarczyście zakląć na jego widok. Potem czułam już tylko niesamowity ból w lewym ramieniu. Trwało to jedynie chwilę, bo prawie natychmiast Staś odciągnął jego uwagę. Mimo zastrzyku adrenaliny nie mogłam ot tak rzucić się na coś na tyle dużego, więc wykorzystałam sytuację i dostałam się do moich noży. Ojciec zawsze uczył mnie różnych technik, ale z trudem powstrzymywałam chociaż drżenie rąk, a dopiero myślałam. Rzuciłam jeden. Trafił w cel, który nie przejął się nim zbytnio. Ciach, świst, drugi. To już musiało go zaboleć. Trzeci przeleciał w niewielkiej odległości, wbijając się w ziemię. Reszta potoczyła się już bardzo szybko. Zadałam ostateczny cios, nie bardzo wiedząc, że jestem w stanie wykrzesać z siebie aż tyle siły do ataku, jak gdyby chęć przeżycia sama prowadziła moją dłoń.

28 sierpnia 2019

Od Bobby do Björna

Wstawanie, robota, jedzenie, spanie. I tak znów. I jeszcze raz. Czas w osadzie dosłownie przelatywał mi między palcami, a z uwagi na coraz szybciej kończące się dni wydawało mi się, że dopiero co wyszłam z domu a tu już trzeba było wracać. Przez notorycznie zdarzające się wichury i sztormy oraz z racji, że połowa osadników mieszkała prawie w lepiankach z gówna, roboty dla budowniczego było więcej niż ustawa zakładała. A żeby tylko dla budowniczego… im więcej umiesz, tym więcej chcą. Przynajmniej nie musiałam brać jakieś z góry założonej stawki i mogłam żądać czego potrzebowałam za usługi, a wszyscy dookoła cholernie bojąc się wizji bycia pozostawionymi ze swoimi problemami przed nadciągającą zimą zazwyczaj zgadzali się bez wielkich oporów.

Kiedy w szary, bury i ponury (co nie było niczym dziwnym) luźniejszy dzień wróciłam ze skromnymi zapasami z rynku, rozpakowałam się i odhaczyłam kolejny dzień w znalezionym kalendarzu. Piątek, piąteczek, piątunio. W normalności oznaczałoby to wieczorne wyjście ze znajomymi i relaksik. Bez urżnięcia się w trupa oczywiście, bo przecież w sobotę salon również był czynny, choć krótko. Teraz nie mogło być takiego dnia, żeby trzasnąć wszystkim klientom drzwiami przed nosem albo wywiesić tabliczkę z napisem urlop, a co dopiero prosić o wolny weekend. Chwilę zastanawiałam się, co by tu jeszcze porobić tego dnia, i nagle wpadło mi do głowy.

Przecież mogę wyjść do baru, czy jak to tam w wiosce nazywają, jak za starych dobrych czasów. Chyba czas najwyższy poznać bliżej ludzi, dla których pracuję, może znalazłabym tam sobie jakąś laskę albo przystojnisia?

26 sierpnia 2019

Od Bobby CD Pana Stasia

Wracając szybkim krokiem do domku na bagnach, który znajdował się prawie dokładnie na drugim krańcu wioski zaczęłam żałować, że nie ubrałam się cieplej tego dnia. Póki wykonywaliśmy wysiłek fizyczny było mi ciepło. Teraz, gdy szłam po ciemnej ścieżce wśród grząskiego gruntu, ciągle miałam gęsią skórkę i dreszcze chodziły mi po plecach, chociaż w sumie nie wiem, czy to przez temperaturę, moje ataki czy po prostu atmosferę tego niegościnnego miejsca. Po przekroczeniu progu domu i zapaleniu lampy, która swoim ciepłym światłem uprzyjemniała atmosferę, wszystkie niepokoje jakby schowały się w cień.

Zanim zaczęłam szukać pudeł z żelastwem zdecydowałam urządzić sobie nieco relaksu po tym pracowitym dniu i tak ani się obejrzałam a już nadeszła godzina, o której powinnam była dawno leżeć w łóżku. Zdecydowałam się poszukać części dopiero jutro, ponieważ na pewno Staś jako rolnik ma mnóstwo obowiązków i nie będę do niego musiała lecieć z samego rana. Ponieważ wyleciało mi z głowy nakręcenie starego, zszabrowanego z jednego z wraków budzika, obudziłam się znacznie później niż bym tego chciała. Bardzo szybko ubrałam się i po chwili szperałam już po półkach regału, na którym mogły znajdować się potrzebne mi elementy, które w większości przeżyły już w niejednej konstrukcji na wyspie. Nie miałam nieograniczonych zasobów, u kowala nie chciałam być najczęstszą klientką, a przy mnóstwie napraw, które stanowiły moje główne zajęcie wiele komponentów okazywała się… nie wymagana do dalszego użytkowania. Stąd posiadając nieco miejsca, w którym mogłabym trzymać te graty zbierałam to i owo. Znalezienie wszystkich działających części do zawiasów na drzwi owczarni, a następnie złożenie wszystkiego, żeby nie trzeba było się z tym bawić przed montażem zajęło mi na tyle dużo czasu, że zaczęłam się martwić, czy nie jestem już oczekiwana na placu budowy, chociaż było to zbyt wiele powiedziane o skromnej dobudówce. Zabrałam ze sobą jeszcze kilka rzeczy i udałam się w stronę farmy. Zdążyłam dotrzeć na miejsce przed gospodarzem, więc siadłam na stopniach prowadzących do jego domku i przyglądałam się mrówkom, które biegały po ścieżce. Mężczyzna wrócił z pola i po zobaczeniu mnie uniósł dłoń.

16 sierpnia 2019

Od Bobby CD Pana Stasia

Naprawę mojego wybrakowanego dachu udało mi się ukończyć akurat wtedy, gdy jesień naprawdę zaczęła dawać się we znaki. Teraz, moje ciepłe gniazdko zdecydowanie zachęcało do pozostania w nim tak długo, jak to możliwe. Moja nowa praca okazała się całkiem znośna, mimo że raz na jakiś czas musiałam zapieprzać od rana do wieczora, wracając i padając od razu do łóżka do spania. Przeczytane książki dużo mi dały (choć muszę przyznać, że między tymi nudniejszymi działami robiłam dobie dłuugie przerwy na zupełnie inną tematykę) i odwalałam całkiem dobrą robotę, zwłaszcza nie mając żadnej konkurencji w osadzie, nikt nie miał prawa narzekać na moją robociznę. Dowiedziałam się również, jak mało znaczą pieniądze na wyspie, oraz ile da się wytargować z ludźmi za rozmaite usługi, na których się nie znają lub ekhem… do których ich nie ciągnie. W ten sposób udało mi się „załatwić” sobie pojemny dymion z tym, że sama musiałam go sobie doczyścić co było cholernie frustrujące i kilka typów drożdży, których szlachetności nie do końca byłam pewna. Na przyszły tydzień zaplanowałam sobie poza robocizną zdobycie jakiś owocków, coby to można było z nich zrobić jakieś smakowitości. W tym celu miałam uderzyć do rolnika. Przywieszałam na moją już nie tak pustą ścianę z obrazkami właśnie skończony rysunek, przedstawiający konstrukcję, o którą mam zamiar powiększyć mój i tak sporych gabarytów jak na osadnicze standardy domek, jednak miałam to zrobić dopiero wiosną, zwyczajnie nie chciało mi się teraz kombinować drewna, nie miałam za bardzo gdzie go składować ani jak suszyć przy tych słotach, tym bardziej że przed zimą każdy chciał mieć wszystko naprawione na już. Wtedy usłyszałam pukanie. Nie byłam z nikim umówiona, więc najpierw spokojnie przypięłam obrazek, podchodząc do drzwi dopiero gdy osoba po drugiej stronie zapukała ponownie. Gdy powoli otwarłam drzwi moim oczom ukazał się młody, dobrze zbudowany chłopak mojego wzrostu. Prosił on o pomoc w budowie. Pan Staś, bo tak się owy mężczyzna nazywał, był rolnikiem który miał pod dostatkiem owoców, zatem udzielenie mu pomocy było nie tylko obowiązkowe, ale też opłacalne.

12 sierpnia 2019

Od Bobby do samotnika

Kiedy pokazali mi mój nowy dom, otwarłam szeroko oczy ze zdumienia. Gówniana chatka pośrodku jakiegoś bagna, gdzie zapach zastałej wody i roje komarów były najmniejszym problemem, to na pewno nie było spełnienie moich marzeń. Pozostawiona sam na sam z moim nowym lokum jakiś czas spędziłam na rozglądaniu się po okolicy, zaznajamianiu z terenem i takie tam. Mimo, że całkiem dobrze zazwyczaj odnajdywałam się w terenie, to jakby nie patrzeć jedyne drogi jakie musiałam zapamiętywać prowadziły przez miasto, a tam każdy budynek mógł być jakimś punktem nawigacyjnym.

Wnętrze chaty na bagnach było równie mało zapraszające co pobliska okolica, zaniedbane i porzucone. Nie było bardzo źle, może kilka dziur w dachu, kupa pajęczyn, masa kurzu i stęchłe powietrze. Resztę dnia poświeciłam na sprzątanko, kończąc późną nocą. Leżąc już w łóżku rozmyślałam o tym, co ja właściwie mam robić w tej mojej pracy. Wybrałam ją głównie ze względu na możliwość freelancerskiego podejścia do przyjmowanych zleceń, zostawiając mi dużo czasu dla siebie. Bo ile do cholery można zbudować domów i jak często można naprawiać mury? Następnego dnia prowizorycznie zatkałam dziury w dachu, dopisując jego naprawę do listy rzeczy do zrobienia. Była to jak na razie jedyna rzecz, jaka zawisła na pustej ścianie w moim domu, po tym, jak zrobiłam swoje zakupy w lokalnym sklepie papierniczym. Oczekując na pierwsze zadanie, jakie zostanie mi zlecone zajmowałam się porzuconym budynkiem, starając się zrobić z niego coś przytulniejszego, co utrudniały mi gniazda korników, które zżerały zewnętrzne deski w tak zawrotnym tempie, że czasem wyglądało to jakby te dymiły się i miały zaraz stanąć w ogniu. Nie wiedząc, co mam z nimi zrobić, stwierdziłam, że najlepszym rozwiązaniem będzie zajrzeć do wioskowej biblioteki, być może znalazłoby się tam kilka egzemplarzy, które mogłyby mnie zainteresować.

10 sierpnia 2019

Nowy osadnik - Bobby



jeffdekal

Bobby | 26 lat | Insektoid



Miano: Bobby
Imię i nazwisko: Vanessa Bobbinson
Wiek: 26
Data urodzenia: 6 sierpnia
Numer: 040
Modyfikacja genetyczna: Insektoid – pająk
Etap modyfikacji: 2
Status: Osadnik
Stanowisko: Budowniczy
Miejsce zamieszkania: Dom na bagnach
Aparycja: Ostre kontury i ciemne barwy to najbardziej charakterystyczne cechy wyglądu wysokiej na metr osiemdziesiąt kobiety. Czubek jej głowy zdobią długie do pasa dredy w kolorze hebanu, z wygolonymi na krótko bokami, które przechodzą w dwa długie kosmyki prostych, ciemnych włosów spływających aż za linię jej piersi. Włosy zarzucone na tył odsłaniają romboidalną twarz, ukazując kontrast cienkich, ostro ściętych brwi z jasną, lekko muśniętą słońcem cerą. W lekko zadartym, niedużym nosie posiada srebrny kolczyk septum. Zarówno jej usta, jak również brwi i powieki ciemnozielonych oczu skorygowane zostały makijażem permanentnym zaoszczędzając dziewczynie czas na malowanie i pozwalając wyglądać bosko nawet podczas jej ulubionego sportu, jakim jest pływanie. Całe ciało artystki pokrywają liczne tatuaże, które nie są zwykłymi bohomazami, a artystycznymi wyrażeniami siebie, które dla niej wiele oznaczają. Zazwyczaj nosi skąpe, odsłaniające jej skórę ubrania w czarnym kolorze, najczęściej obcisłe skórzane spodnie, ale nierzadko, gdy nie jest w pracy można zobaczyć ją ubraną w zwiewne spódnice z długim tyłem. Ze względu na wysokie podbicie jej stóp, stara się wyrabiać/ kupować koturny i inne wyższe buty, które wydłużają jej już i tak bajecznie długie, smukłe nogi.
Charakter: Zewnętrzny wygląd tej nieprzeciętnej dziewczyny sugerowałby smętność i sukowatość, ale to tylko pozory. Jej ojciec od zawsze uczył ją, jak być silną, nieokazującą uczuć damą, co znajduje odzwierciedlenie głównie w jej wyrazie twarzy, przez który wiecznie wydaje się patrzeć pogardliwie na rozmówcę, ale tylko gdy na jej ustach nie widnieje uśmiech. Ponieważ nigdy nie posiadała zbyt wiele, nauczyła się oszczędności i maksymalnego wykorzystywania dostępnych środków, jednak nigdy nie śmiałaby poskąpić czegokolwiek potrzebującej osobie. Chętnie pomagająca i ciągnąca do ludzi Vanessa zwykle jest duszą towarzystwa, która nie omieszka żartować a jednocześnie bardzo często zamyśla się i żyje w swoim świecie. Dzięki swojemu ojczulkowi jest osobą spokojną, której bardzo trudno jest wyprowadzić z równowagi, mimo ostrego temperamentu z jakim ten skutecznie walczył od czasów jej dzieciństwa. Dziewczyna nie boi się wyzwań, jakie rzuca jej los, choć jest świadoma tego, że prawdopodobnie nigdy już nie uda jej się wrócić do społeczeństwa, to nie poddaje się i robi wszystko, by nie dopadł jej marazm, nawet jeśli oznacza to ryzykowne zachowania dla przypływu adrenaliny. Nigdy nie przesadza z używkami, pamięta lekcję, jaką udzieliły jej zmagania jej ojca
Historia: Vanessa od najmłodszych lat wychowywana była przez samotnego ojca, byłego, nigdy nie poznawszy matki, na niespokojnych przedmieściach wielkiego miasta. Surowy rodzic bardzo przykładał wszelkich starań, by jego maleńka Vaneska-Pinezka mogła poradzić sobie w życiu. Nie takiej leniwej, sztuczniej wegetacji korposzczura, ale osoby wolnej, będącej w stanie określić siebie i swoje myśli. Z tego powodu, nie niepokoiło go, gdy jego córka zamiast ślęczeć nad paskudną matematyką wolała rysować coraz bardziej realistyczne i wyrafinowane malunki zwierząt, roślin i symboli, przodowała również w rysowaniu projektów domu i była mocno namawiana do kierowania się na ścieżkę architekta, ale to była dla niej zbyt formalna praca. Dzięki wsparciu jedynej bliskiej jej osoby rozwijała swoje pasje, a gdy nadarzyła się taka okazja została tatuażystką. W salonie, którym pracowała jako szesnastoletnia dziewczyna pokazała swój talent i dzięki swoim cudownym tuszowym dziełom szybko zaczęło jej się układać. Po odchowaniu swojej córeczki jej rodzic trafił na kolejną zepsutą miłość i zaczął szybko oddalać się od swojego dziecka. Zanim spostrzegł, że jego konkubina chce odłączyć go od tego „ciemnowłosego brzydactwa”, zdążył stracić zaufanie młodej dziewczyny i skończyć na bruku, opuszczony po raz drugi, ze wszystkimi swoimi ciężkimi nałogami i jak się okazało – poważną chorobą. Awangardowa artystka nie odwróciła się jednak od tego, który ją wychował i poświęciwszy wiele cennych lat swojego życia wyciągnęła swojego staruszka z dołka. Dziewczynie nie było dane jednak szczęśliwe zakończenie, choroba ojca zaczęła go zjadać. Korzystając z wszystkich możliwości szukała dla niego ratunku. Z pomocą przyszła firma badawcza, udzielając niezbędnej opieki i środków. W zamian dziewczyna przeszła szereg badań, testowała lekarstwa i środki chemiczne szemranego pochodzenia. Gdy „podano jej zbyt dużą dawkę” ta zapadła w śpiączkę, by później obudzić się na wyspie, gdy skórę jej lewej dłoni znaczył już prawdopodobnie ostatni tatuaż w jej życiu - nieduży, minimalistycznie wykonany wizerunek pająka trzymającego zębami pigułkę.
Partner: Brak
Wyposażenie: kościany nóż, młot i inne ręcznie robione przez nią przydatne dla budowniczego narzędzia.
Inne:
- Mniej lub bardziej legalnie sporządza różnej maści alkohole i inne używki,
- ma cholernie mocną głowę i jest dość odporna na substancje odurzające dzięki roli królika doświadczalnego,
- doskonale pływa,
- jej ojciec zanim stał się ćpunem był w gangu, w ramach lekcji życia nauczył ją walki na noże, pałki i niestety nieprzydatną na wyspie obsługę broni palnej.
Kieruje: kasiapl27@o2.pl
Punkty doświadczenia:
przydzielone [12PD], luźne [21PD]:
Zwinność: 1
Wytrzymałość: 4
Siła: 3
Percepcja: 1
Opanowanie: 3