Odchodząc w stronę swojej wioski, usłyszałem za sobą jeszcze próbę zatrzymania mnie. Niby chciała podziękować, ale kto by ufał samotnikom? Zdecydowanie wyglądała na samotniczkę, gdyż żadna zdrowo rozumiejąca kobieta nie włóczy się po nocach takich porach. Chyba że się jest myśliwym czy kimś w tym stylu. Tak czy inaczej, nie zamierzałem dziś ryzykować życia, więc odparłem, że nie ma za co i ruszyłem dalej w swoją stronę.
Wróciłem do domu i szybko zapomniałem o tych wydarzeniach. Dobrze, że pomogłem kobiecie, ale nie było sensu niczego roztrząsać dalej. Szybko poszedłem spać, wiedząc o fakcie, że następny dzień będzie równie ciężki co dzisiejszy.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pan Staś. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pan Staś. Pokaż wszystkie posty
14 kwietnia 2020
11 kwietnia 2020
Od Pana Stasia do Lei
Plaża zawsze była moim terenem, którym pożądałem. Poprzez swój młody wiek, częstą pracę na polu oraz dużą odległość od morza, nie było mi dane korzystać z uroków morza, plaż czy nawet opalania się nad wodą. Moje młode życie, aż do ukończenia pełnoletności, było usiane pracą na roli, zajmowaniu się domem oraz rodziną. Trzeba było zapewnić wszystkim dobre i godne życie.
26 marca 2020
Od Pana Stasia CD Lily
Nic nie mogło przewidzieć tego, co miało się wydarzyć nad ranem. Szczególnie tego, że miałem się obudzić cały upaćkany jakąś mazią, niewiadomego pochodzenia. Co prawda czułem, że ktoś mnie maca w nocy, jednakże uznałem to za przytulasy swojej słodkiej Liliany lub nawet starszej wampirzycy. Obudziłem się nad ranem i powoli wstałem, rozciągając się i zerkając na swą piękną czarnowłosą wampirzycę.
- Dzień dobry futrzaka, jak się spało? - Uśmiechnęła się i pocałowała mnie delikatnie w policzek.
- Chyba dobrze, a Tobie jak? - Uśmiechnąłem się szeroko.
- Kocham Cię mój ty zwierzaku.
- Ja Ciebie też… Kurwa mać, dlaczego jesteś taka miła z samego rana?! Coś mi zrobiła? - Krzyk przeszedł płynnie przez ściany, jakby nie stanowiły żadnej przeszkody.
- C-czemu krzyczysz na mnie z takiego powodu, huh?! Przecież nawet nie było mnie tutaj do wczesnego rana! - Równie szybko odbiła moje oskarżenia, znienacka najpewniej wstając z łóżka. Lily tylko przełknęła ślinę, zaraz rozpęta się burza.
- Jak nie byłaś? Przecież…
- Ha, przecież nie przytulałam się nawet do Twojej klatki piersiowej. Pamiętasz, że ktoś nam przeszkodził z mizianiu?
- Lily… - drzwi nieoczekiwanie otworzyły się do kuchni. Gdzieś za plecami w najlepsze śmiała się Raven, która ledwo trzymała się na nogach. - Liliano? Co to ma znaczyć, huh?
- Śniadanie już czeka na waszą dwójkę, głodny? - schowała rączki za sobą, aby ukryć rzecz zbrodni.
- Dzień dobry futrzaka, jak się spało? - Uśmiechnęła się i pocałowała mnie delikatnie w policzek.
- Chyba dobrze, a Tobie jak? - Uśmiechnąłem się szeroko.
- Kocham Cię mój ty zwierzaku.
- Ja Ciebie też… Kurwa mać, dlaczego jesteś taka miła z samego rana?! Coś mi zrobiła? - Krzyk przeszedł płynnie przez ściany, jakby nie stanowiły żadnej przeszkody.
- C-czemu krzyczysz na mnie z takiego powodu, huh?! Przecież nawet nie było mnie tutaj do wczesnego rana! - Równie szybko odbiła moje oskarżenia, znienacka najpewniej wstając z łóżka. Lily tylko przełknęła ślinę, zaraz rozpęta się burza.
- Jak nie byłaś? Przecież…
- Ha, przecież nie przytulałam się nawet do Twojej klatki piersiowej. Pamiętasz, że ktoś nam przeszkodził z mizianiu?
- Lily… - drzwi nieoczekiwanie otworzyły się do kuchni. Gdzieś za plecami w najlepsze śmiała się Raven, która ledwo trzymała się na nogach. - Liliano? Co to ma znaczyć, huh?
- Śniadanie już czeka na waszą dwójkę, głodny? - schowała rączki za sobą, aby ukryć rzecz zbrodni.
29 lutego 2020
Od Pana Stasia cd Raven - szczury laboratoryjne
Szczerze powiedziawszy, nie spodziewałem się tego, że Raven wpadnie na pomysł przeciskania się kanałem wentylacyjnym, aby odwrócić uwagę strażników. W sumie może to i był jedyny sposób, aby stąd uciec. Problem zaczął się jednak pojawiać w momencie, gdy okazało się, że ja się przez otwór nie zmieszczę. Cholerna wampirzyca i jej pomysły. Zacząłem przeklinać, na co ona sama chyba zareagowała podobnie. W ten oto sposób staliśmy i przeklinaliśmy obydwoje. Tak bardzo uroczo.
- I jak niby mam się tam zmieścić, cholerna pijawko? - Zapytałem, podchodząc do niej na dwa kroki, aby potem się odsunąć i zatoczyć kółko.
- Może jakbyś zrzucił trochę tego tłuszczu oraz futra, to byś się tam zmieścił... - Dogryzła mi z zaciśniętymi zębami.
- Czyżby? Jeszcze powiedz, że to przez to, że za mało ruchu uprawiam!
- A dużo ruchu uprawiasz? Bo ze mną na pewno nie...
- Przesadziłaś... - Ugryzłem się w język i odwróciłem się tyłem do niej.
- Oj futrzaku... Kocham cię... A teraz powiem ci mój plan. - Powiedziała, zaczynając mi wszystko pokolei szeptać do ucha.
- I jak niby mam się tam zmieścić, cholerna pijawko? - Zapytałem, podchodząc do niej na dwa kroki, aby potem się odsunąć i zatoczyć kółko.
- Może jakbyś zrzucił trochę tego tłuszczu oraz futra, to byś się tam zmieścił... - Dogryzła mi z zaciśniętymi zębami.
- Czyżby? Jeszcze powiedz, że to przez to, że za mało ruchu uprawiam!
- A dużo ruchu uprawiasz? Bo ze mną na pewno nie...
- Przesadziłaś... - Ugryzłem się w język i odwróciłem się tyłem do niej.
- Oj futrzaku... Kocham cię... A teraz powiem ci mój plan. - Powiedziała, zaczynając mi wszystko pokolei szeptać do ucha.
26 lutego 2020
Od Pana Stasia CD Raven
Dałem swoim obu pijawkom czas, aby porozmawiały sobie same ze sobą, w kobiecym gronie. Miałem nadzieje, że w końcu się zaczną dogadywać lepiej, pomimo całej tej sytuacji, którą Lily poniekąd sprowadziła. Widziałem jednak, że szło im to różnie, szczególnie Raven często miała problemy, aby się dogadać z młodą wampirzycą. Zastanawiałem się, czym to było spowodowane. Dawałem młodej za dużo swobody, może to starszą traktowałem nieco bardziej odpychająco przy córce. Sam nie wiem, jednakże musiałem jakoś zmienić nastawienie obu wampirzyc do siebie.
Po obejściu całego pola rolnego, oglądnięciu roślin, podlaniu ich oraz pozbyciu się szkodników, ruszyłem do ogrodzenia. Wiatry ostatnim czasem uszkadzały wszystko co popadnie, szczególnie płot w miejscach, które były zabudowane paletami. Wiatr natrafiający na płaską powierzchnię, niejednokrotnie potrafił złapać lub oderwać nawet z gwoździ całą paletę. Nie miałem jednakże teraz pomysłu na wzmocnienie tego. Musiałem bawić się w naprawy oraz codzienne doglądanie stanu technicznego.
Po obejściu całego pola rolnego, oglądnięciu roślin, podlaniu ich oraz pozbyciu się szkodników, ruszyłem do ogrodzenia. Wiatry ostatnim czasem uszkadzały wszystko co popadnie, szczególnie płot w miejscach, które były zabudowane paletami. Wiatr natrafiający na płaską powierzchnię, niejednokrotnie potrafił złapać lub oderwać nawet z gwoździ całą paletę. Nie miałem jednakże teraz pomysłu na wzmocnienie tego. Musiałem bawić się w naprawy oraz codzienne doglądanie stanu technicznego.
23 lutego 2020
Od Pana Stasia do Nyx
Korzystając z uroków gwieździstej nocy, wybrałem się na przechadzkę po okolicy. Przy okazji podczas relaksowania się i odpoczywania, chciałem sprawdzić stan moich pułapek otaczających farmę. Kilka było poniszczonych lub powykrzywianych, jednak to można było szybko i łatwo naprawić. Potrzebowałem jedynie materiałów, głównie w postaci drewna. Z nim miałem akurat największy problem ostatnimi czasy. Pomimo ścinania dość dużej ilości drzew, nie mogłem nadgonić za swoimi zapotrzebowaniami. Z poprzedniego wyrębu miałem jeszcze dwie deski, cztery paliki i kilka gałązek. Musiało to wystarczyć do przynajmniej częściowej naprawy, zanim znów wyruszę po zapasy. Ciekawym zjawiskiem były jednak świeże ślady butów do tego od farmy w stronę lasu. Były mniejsze od moich, a buty były płaskie. Nachyliłem się i przyjrzałem. Postać miała wzrost około stu siedemdziesięciu do stu osiemdziesięciu centymetrów wzrostu. Postać szła spokojnym krokiem, jakby się tylko rozglądała i sobie poszła. Ciekawy ruszyłem za śladami w stronę lasu. Nie wiedziałem czego mam się spodziewać, przez co musiałem wyostrzyć swoje zmysły.
Trop na moment zgubił się gdzieś pomiędzy trawą i krzakami, jednak dość szybko go znalazłem z powrotem. Oddalałem się coraz bardziej od swojej farmy, bez żadnej broni oraz ekwipunku co wcale nie było takim mądrym rozwiązaniem, szczególnie o tej porze. Usłyszałem cichy szelest liści, przez co się zatrzymałem. Wytężyłem swoje zmysły, aby nasłuchiwać otoczenia. Środek lasu, całkowita ciemność, która była jedynie rozświetlana przez pełnię księżyca, której promienie delikatnie przedzierały się przez korony drzew. Głucha cisza panująca dokoła, przerywana cichą melodią wiatru, który radośnie bawił się liśćmi oraz mniejszymi krzewami, tańczącymi do melodii granej przez wiatr. Szybkie spojrzenie na prawo i lewo, po czym przykucnięcie. Dmuchało w moje plecy, przez co zapach rozniósłby się w stronę potencjalnego mojego celu. Co prawda byłem w ludzkiej skórze, jednak miałem charakterystyczny zapach. Możliwe jednak, że nikt by tego nie wyczuł. Przykucnąłem jeszcze bardziej i wyostrzyłem swój wzrok. Jakaś gałązka chrupnęła z prawej strony, około dziesięciu metrów ode mnie. Było to raczej zwierze niż człowiek. Spojrzałem w dół, widząc ślady biegnące wzdłuż ścieżki. Upewniłem się, że nikogo ludzkiego nie ma wokół mnie i ruszyłem dalej.
Trop na moment zgubił się gdzieś pomiędzy trawą i krzakami, jednak dość szybko go znalazłem z powrotem. Oddalałem się coraz bardziej od swojej farmy, bez żadnej broni oraz ekwipunku co wcale nie było takim mądrym rozwiązaniem, szczególnie o tej porze. Usłyszałem cichy szelest liści, przez co się zatrzymałem. Wytężyłem swoje zmysły, aby nasłuchiwać otoczenia. Środek lasu, całkowita ciemność, która była jedynie rozświetlana przez pełnię księżyca, której promienie delikatnie przedzierały się przez korony drzew. Głucha cisza panująca dokoła, przerywana cichą melodią wiatru, który radośnie bawił się liśćmi oraz mniejszymi krzewami, tańczącymi do melodii granej przez wiatr. Szybkie spojrzenie na prawo i lewo, po czym przykucnięcie. Dmuchało w moje plecy, przez co zapach rozniósłby się w stronę potencjalnego mojego celu. Co prawda byłem w ludzkiej skórze, jednak miałem charakterystyczny zapach. Możliwe jednak, że nikt by tego nie wyczuł. Przykucnąłem jeszcze bardziej i wyostrzyłem swój wzrok. Jakaś gałązka chrupnęła z prawej strony, około dziesięciu metrów ode mnie. Było to raczej zwierze niż człowiek. Spojrzałem w dół, widząc ślady biegnące wzdłuż ścieżki. Upewniłem się, że nikogo ludzkiego nie ma wokół mnie i ruszyłem dalej.
15 lutego 2020
Od Pana Stasia cd Lily
Młoda wampirzyca od pewnego czasu zaczynała coraz bardziej dokazywać i szargać moje nerwy. Początkowo od delikatnych słówek, przechodząc w obfite dyskusje i przemyślenia, a kończąc na czynach. Niszczenie, wykrywanie, wykopywanie i plewienie rosnących i dobrze zapowiadających się warzywek, to była dopiero kropla w całym morzu łez. Lily wyspecjalizowała się niczym matka, w grach słownych czy też odpowiednim graniu barwą tonu, czy lekkich niedopowiedzeniach. Przyglądałem się jej uważnie za każdym razem i za każdym razem widziałem młodszą wersję Raven. Mniejszą wersję małego wampira, który starał się mi dogryźć za wszelką cenę. Przeklęte wampiry.
Tego dnia znów zaczęła, tym razem na nieco drażliwy temat. Pogoda była ładna, a warunki wprost idealne do zajmowania się polem uprawnym. Chciałem, choć ten jeden dzień spędzić na spokojnym i przyjemnym dla mnie pracowaniu. Lily jednak wiedziała jak mi przerwać swoistą sielankę.
- Wykonaj jeszcze jeden ruch, zginiesz śmiercią drastyczną. - powiedziała z powagą, przyciskając gałązkę do mego gardła.
- Przy Twojej matce sam mogę popełnić samobójstwo, lecz teraz jestem wyjątkowo zajęty. - odpowiedziałem równie szybko, pozbywając się zbędnego balastu ze swojego ciała. Chwilę potem wrócić do skórowania zwierzyny, co musiałem dokończyć po Raven. - Chciałaś coś konkretnego?
- Przybywam z nadzieją, że znasz odpowiedź na nurtujące mój móżdżek pytania, tatusiu. - Dodała spoglądając na mnie.
- Znowu… - Powiedziałem, lecz ta szybko mi przerwała.
- Czy mamusia kocha nas jeszcze, czy jednak kocha kogoś innego, hm? - Momentalnie się wyprostowałem, zaś na pewien moment zapomniałem jak się oddycha. - Znika zbyt często, mało spędza czasu z nami… - Dodała.
Tego dnia znów zaczęła, tym razem na nieco drażliwy temat. Pogoda była ładna, a warunki wprost idealne do zajmowania się polem uprawnym. Chciałem, choć ten jeden dzień spędzić na spokojnym i przyjemnym dla mnie pracowaniu. Lily jednak wiedziała jak mi przerwać swoistą sielankę.
- Wykonaj jeszcze jeden ruch, zginiesz śmiercią drastyczną. - powiedziała z powagą, przyciskając gałązkę do mego gardła.
- Przy Twojej matce sam mogę popełnić samobójstwo, lecz teraz jestem wyjątkowo zajęty. - odpowiedziałem równie szybko, pozbywając się zbędnego balastu ze swojego ciała. Chwilę potem wrócić do skórowania zwierzyny, co musiałem dokończyć po Raven. - Chciałaś coś konkretnego?
- Przybywam z nadzieją, że znasz odpowiedź na nurtujące mój móżdżek pytania, tatusiu. - Dodała spoglądając na mnie.
- Znowu… - Powiedziałem, lecz ta szybko mi przerwała.
- Czy mamusia kocha nas jeszcze, czy jednak kocha kogoś innego, hm? - Momentalnie się wyprostowałem, zaś na pewien moment zapomniałem jak się oddycha. - Znika zbyt często, mało spędza czasu z nami… - Dodała.
3 lutego 2020
Od Pana Stasia cd Raven
Mruknąłem cicho i przeciągle, przechadzając się po złudniczych alejach. Nie lubiłem tutaj przychodzić, szczególnie sam. Podczas gdy słońce znajdowało się w odpowiednim miejscu, kącie i przy idealnej pogodzie, było tutaj wiele niewyjaśnionych zjawisk, za którymi sam nie przepadałem osobiście. Pojawiały się sylwetki, pokoje, odbicia, różnego rodzaju cienie. Sprawiało to wrażenie takiego pobytu w jakimś fantastycznym miejscu. Idealne miejsce dla dzieciaków, szukających wrażeń. Szczególnie małych dziesięcioletnich dziewczynek.
Powoli przechadzałem się kamiennymi alejkami, pomiędzy drzewami, krzewami oraz różnego rodzaju zielenią. Powoli chodziłem koło kamiennych murków i różnych pozostałości. Patrzyłem w górę, w korony drzew oraz na gałęzie. Cały czas wołałem "Lily, jesteś tutaj?" Chcąc, aby się odezwała. Miałem szczerą nadzieję, że ją tutaj odnajdę.
W tym miejscu była zdecydowanie bezpieczniejsza niż tam, w śpiącym kanionie. Było tam o wiele więcej niebezpiecznych stworzeń, samotników oraz zwierząt. Tutaj było bardziej neutralnie, spokojnie i kolorowo. Rzadko kiedy trafiało się jakiekolwiek zagrożenie.
Powoli przechadzałem się kamiennymi alejkami, pomiędzy drzewami, krzewami oraz różnego rodzaju zielenią. Powoli chodziłem koło kamiennych murków i różnych pozostałości. Patrzyłem w górę, w korony drzew oraz na gałęzie. Cały czas wołałem "Lily, jesteś tutaj?" Chcąc, aby się odezwała. Miałem szczerą nadzieję, że ją tutaj odnajdę.
W tym miejscu była zdecydowanie bezpieczniejsza niż tam, w śpiącym kanionie. Było tam o wiele więcej niebezpiecznych stworzeń, samotników oraz zwierząt. Tutaj było bardziej neutralnie, spokojnie i kolorowo. Rzadko kiedy trafiało się jakiekolwiek zagrożenie.
30 stycznia 2020
Od Pana Stasia cd Raven - szczury laboratoryjne
Kto wie, jakby się nasze przekomarzania na podłodze skończyły, gdyby nie przypadkowa, zraniona kobieta. Dostrzegłem ją pierwszy, co zwróciła uwagę też Raven. Sama wtedy też odwróciła się w odpowiednim kierunku i oniemiała. Poza celą, spanikowana, zraniona i szukająca pomocy. Nie wiedzieliśmy, jak się zachować z początku, przez co mogło to wyglądać dość komicznie. W końcu wampirzyca ze mnie zeszła, podchodząc do niej.
Spotkanie kobiety było, jak się okazało, bardzo ważnym elementem naszego posiedzenia w celi. Okazała się ona cennym sojusznikiem, szczególnie jeśli chodzi o wydostanie się z tej betonowej puszki. Obiecała, że nam pomoże, jak tylko ją stąd wyciągniemy i zabierzemy na wyspę. Była to dobra propozycja, więc szybko na nią przystaliśmy. Oczywiście z lekkimi obawami, że mogła zostać podstawiona przez odpowiednich mężczyzn. Musieliśmy jej jednak zaufać, chcąc stąd wyjść i zobaczyć naszego małego aniołka.
Plan był dość prosty. Podczas obchodów strażników, które odbywały się nie do końca regularnie, wampirzyca miała przyciągnąć jednego, zabierając mu klucze. W odpowiednim momencie kobieta miała uruchomić alarm, który zwróciłby uwagę mężczyzn oraz innego personelu. Wtedy można by było w odpowiednim momencie i kierunku ruszyć w poszukiwaniu jakiegokolwiek wyjścia. Trzeba było się tylko przygotować.
Spotkanie kobiety było, jak się okazało, bardzo ważnym elementem naszego posiedzenia w celi. Okazała się ona cennym sojusznikiem, szczególnie jeśli chodzi o wydostanie się z tej betonowej puszki. Obiecała, że nam pomoże, jak tylko ją stąd wyciągniemy i zabierzemy na wyspę. Była to dobra propozycja, więc szybko na nią przystaliśmy. Oczywiście z lekkimi obawami, że mogła zostać podstawiona przez odpowiednich mężczyzn. Musieliśmy jej jednak zaufać, chcąc stąd wyjść i zobaczyć naszego małego aniołka.
Plan był dość prosty. Podczas obchodów strażników, które odbywały się nie do końca regularnie, wampirzyca miała przyciągnąć jednego, zabierając mu klucze. W odpowiednim momencie kobieta miała uruchomić alarm, który zwróciłby uwagę mężczyzn oraz innego personelu. Wtedy można by było w odpowiednim momencie i kierunku ruszyć w poszukiwaniu jakiegokolwiek wyjścia. Trzeba było się tylko przygotować.
25 stycznia 2020
Od Pana Stasia cd Raven
Życie z wampirzycą nie było takie łatwe, jakie mogłoby się wydawać. Od początku ciężko było jej się zaaklimatyzować na mojej skromnej farmie. Była takim typowym samotnikiem z krwi i kości. Potrzebowała czasu, spędzać czas samotnie, spacerując, podróżując i rozpieszczając swojego wielkiego, czarnego futrzaka. Nie ukrywałem, że jego obecność wcale mi nie odpowiadała na mojej farmie. Tworzył swojego rodzaju zagrożenie dla moich zwierząt, szczególnie owiec. Mimo tego Raven wcale się tym nie przejmowała. Nawet jej ulubione jagnię odeszło w niepamięć przez tygrana oraz Lily. Mimo tego widziałem, że czasem je odwiedza i głaszcze lub próbuje porwać, na swój sposób. Sęk w tym, że jagnię już jagnięciem nie było. Była to już spora owca, dająca sporo wełny.
Nie spodziewałem się tego, że pewnego dnia starsza wampirzyca zniknie na dobre. Musiałem zająć się swoim kochanym aniołkiem sam. Oprócz tego musiałem odnaleźć Raven i z nią szczerze porozmawiać. Od pewnego czasu zauważyłem jej nieco gorsze samopoczucie. Wydawało mi się, że ona po prostu potrzebuje szczerej rozmowy. Jednakże znałem ją na tyle dobrze, że wiedziałem o fakcie, że łatwo z nią nie porozmawiam.
Raven była ciężką rozmówczynią. Czasem bała się otworzyć i ze mną porozmawiać. Nie do końca wiedziałem, czym to jest spowodowane. Długim żywotem jako samotnik czy może swoją przeszłością, o której nie opowiadała na wyspie. Tak czy inaczej, zamierzałem z nią porozmawiać w najbliższym czasie. Problem w tym, że nigdzie jej nie było.
Wiedziałem o tym, że młoda wampirzyca często przesiadywała szczególnie w jednym miejscu. Kiedyś wspominała o swoim tajemniczym miejscu, w którym mogła sobie wszystko przemyśleć i odpocząć. Nie wiedziałem jednak, gdzie to było, ani w jakim miejscu. Musiałem ją odnaleźć więc poprzez swoje zmysły oraz przez intuicję. Gdzie może ukrywać się młoda, żądna krwi wampirzyca? Możliwości było wiele, tak samo, jak pomysłów.
Nie spodziewałem się tego, że pewnego dnia starsza wampirzyca zniknie na dobre. Musiałem zająć się swoim kochanym aniołkiem sam. Oprócz tego musiałem odnaleźć Raven i z nią szczerze porozmawiać. Od pewnego czasu zauważyłem jej nieco gorsze samopoczucie. Wydawało mi się, że ona po prostu potrzebuje szczerej rozmowy. Jednakże znałem ją na tyle dobrze, że wiedziałem o fakcie, że łatwo z nią nie porozmawiam.
Raven była ciężką rozmówczynią. Czasem bała się otworzyć i ze mną porozmawiać. Nie do końca wiedziałem, czym to jest spowodowane. Długim żywotem jako samotnik czy może swoją przeszłością, o której nie opowiadała na wyspie. Tak czy inaczej, zamierzałem z nią porozmawiać w najbliższym czasie. Problem w tym, że nigdzie jej nie było.
Wiedziałem o tym, że młoda wampirzyca często przesiadywała szczególnie w jednym miejscu. Kiedyś wspominała o swoim tajemniczym miejscu, w którym mogła sobie wszystko przemyśleć i odpocząć. Nie wiedziałem jednak, gdzie to było, ani w jakim miejscu. Musiałem ją odnaleźć więc poprzez swoje zmysły oraz przez intuicję. Gdzie może ukrywać się młoda, żądna krwi wampirzyca? Możliwości było wiele, tak samo, jak pomysłów.
18 stycznia 2020
Od Pana Stasia CD Bobby
Przez zimę nie widziałem Bobby chyba ani razu. Nie wiem gdzie się tak nagle zapadła pod ziemię. Nie chciałem też jednocześnie jej nachodzić w domu, skoro i tak spędzała połowę swojego czasu na budowie u mnie. Szczerze mówiąc, podejrzewałem, że do końca zimy raczej mnie nie odwiedzi. Dlatego też wszelkie drobne i mniejsze poprawki, naprawy czy rzeczy związane z budownictwem, musiałem załatwiać na własną rękę. Nie ukrywam, że nie było tak zabawnie, jak z nią, ani nie szło to tak szybko. Mimo to jakoś sobie radziłem. Nie miałem też innego wyjścia.
Na całe szczęście Bobby budowała naprawdę solidne i mocne konstrukcje. Nie było tutaj mowy o żadnych remontach lub poprawkach po jej pracy. Wszystko było idealnie docięte, dopasowane, przybite i wzmocnione. Szczególnie za to szanowałem i uwielbiałem tę dziewczynę. Wykonywała sumiennie swoją pracę, pomimo dość małej zapłaty z mojej strony. Przynajmniej według mnie, gdyż sama uważała, że dostawała wystarczająco. Ja jednak uważałem, że za tą pracę, którą wykonywała u mnie, powinna dostawać drugie tyle.
Zima powoli się kończyła, a wiosna nadchodziła małymi krokami. Śnieg się topił, robiło się cieplej, a dzień był dłuższy. Oznaczało to, że niedługo pewnie zagości do mnie moja ulubiona pani majster. Zacząłem powoli zbierać rośliny, które hodowałem w tajnym miejscu, aby mieć na zaliczkę dla dziewczyny. Miałem sporo planów i pomysłów na rozbudowę farmy w tym roku. Sezon zapowiadał się ciekawie, ale i jednocześnie pracowicie dla nas obojga. Chciałem wzmocnić i podwyższyć ogrodzenie, dobudować jeden pokój w chatce, ocieplić oborę oraz zbudować kurnik. Liczyłem mną to, że Bobby mi we wszystkim pomoże.
Na całe szczęście Bobby budowała naprawdę solidne i mocne konstrukcje. Nie było tutaj mowy o żadnych remontach lub poprawkach po jej pracy. Wszystko było idealnie docięte, dopasowane, przybite i wzmocnione. Szczególnie za to szanowałem i uwielbiałem tę dziewczynę. Wykonywała sumiennie swoją pracę, pomimo dość małej zapłaty z mojej strony. Przynajmniej według mnie, gdyż sama uważała, że dostawała wystarczająco. Ja jednak uważałem, że za tą pracę, którą wykonywała u mnie, powinna dostawać drugie tyle.
Zima powoli się kończyła, a wiosna nadchodziła małymi krokami. Śnieg się topił, robiło się cieplej, a dzień był dłuższy. Oznaczało to, że niedługo pewnie zagości do mnie moja ulubiona pani majster. Zacząłem powoli zbierać rośliny, które hodowałem w tajnym miejscu, aby mieć na zaliczkę dla dziewczyny. Miałem sporo planów i pomysłów na rozbudowę farmy w tym roku. Sezon zapowiadał się ciekawie, ale i jednocześnie pracowicie dla nas obojga. Chciałem wzmocnić i podwyższyć ogrodzenie, dobudować jeden pokój w chatce, ocieplić oborę oraz zbudować kurnik. Liczyłem mną to, że Bobby mi we wszystkim pomoże.
Od Pana Stasia CD Lily
Lily od urodzenia była dzieckiem, którego zawsze wszędzie było pełno. Nie dało się przegapić tej małej, charakterystycznej, słodkiej i uroczej dziewczynki. Biegała, krzyczała, śmiała się oraz dokazywała. Na początku nie mieliśmy zielonego pojęcia o tym, że w niedługim czasie wyjdzie z niej mała diablica. Dosłowne połączenie wilkołaka z wampirem. Żywa, energiczna i dokuczająca w głównej mierze mnie.
Zaczynało się dosyć niewinnie i jak każde typowe, zdrowe dziecko w każdym domu. Nieprzespane noce, niechęć do jakiegokolwiek jedzenia (tak, to właśnie wtedy dostałem zawału, że obie będą żerować na mnie). Później robiło się już tylko coraz gorzej. Poobijane meble, stuoczne zastawy stołowe, a nawet podpalona firanka. Liczyłem, że mój kochany mały kwiatuszek odziedziczy jakąś dobrą cechę po mnie. Tak jednak nie było. Musiała wszystko odziedziczyć po mamusi. Miałem teraz dwa szalone wampirki na swojej głowie.
Zaczynało się dosyć niewinnie i jak każde typowe, zdrowe dziecko w każdym domu. Nieprzespane noce, niechęć do jakiegokolwiek jedzenia (tak, to właśnie wtedy dostałem zawału, że obie będą żerować na mnie). Później robiło się już tylko coraz gorzej. Poobijane meble, stuoczne zastawy stołowe, a nawet podpalona firanka. Liczyłem, że mój kochany mały kwiatuszek odziedziczy jakąś dobrą cechę po mnie. Tak jednak nie było. Musiała wszystko odziedziczyć po mamusi. Miałem teraz dwa szalone wampirki na swojej głowie.
Od Pana Stasia do Raven - Szczury laboratoryjne
W pewnym momencie obudziłem się z ogromnym bólem głowy. Roznosił się on falami po całej głowie, promieniując nawet w dolne części ciała. Był to ból, przypominający trochę bóle migrenowe. Silny, kłujący, a nawet rozpychający. Powoli otworzyłem oczy, widząc wszystko jak przez gęstą, wilgotną mgłę, unoszącą się w zimowy wieczór. Nie wiedziałem, czy mój pogorszony wzrok jest spowodowany bólem, czy może czymś innym. Dawno też nie jadłem, przynajmniej w mojej tymczasowej opinii. Pogorszony wzrok mógłby być spowodowany również głodem, gorszym badaniami lub brakiem witamin. Mimo tego powolnie wstałem na rękach i rozejrzałem się uważnie dokoła.
Miejsce było dla mnie jakieś dziwne, szare, ciemne, obce. Nie wyglądało to jak wnętrze mojej skromnej małej chatki na wyspie. Pamiętam, że przecież kładłem się w niej spać, a teraz byłem w zupełnie innym, obcym miejscu. Jednocześnie miałem też mini deja vu. Od razu skojarzyło mi się to z sytuacją, gdy zostałem złapany podczas mojej libacji alkoholowej i trafiłem do całej tej śmieszne organizacji, w której zniszczyli życie mi, Raven, dzieciakom i innym ludziom, którzy zginęli na wyspie lub sobie tam żyją jak szczurki w klatce.
Zimne betonowe płytki, metalowe pręty zamiast drzwi lub okien, grube betonowe, a może betonowo stalowe ściany. Były dwie prycze, jednak nie wiem czemu, leżałem na podłodze. Spojrzałem w prawo i dostrzegłem znajomą mi twarz.
Miejsce było dla mnie jakieś dziwne, szare, ciemne, obce. Nie wyglądało to jak wnętrze mojej skromnej małej chatki na wyspie. Pamiętam, że przecież kładłem się w niej spać, a teraz byłem w zupełnie innym, obcym miejscu. Jednocześnie miałem też mini deja vu. Od razu skojarzyło mi się to z sytuacją, gdy zostałem złapany podczas mojej libacji alkoholowej i trafiłem do całej tej śmieszne organizacji, w której zniszczyli życie mi, Raven, dzieciakom i innym ludziom, którzy zginęli na wyspie lub sobie tam żyją jak szczurki w klatce.
Zimne betonowe płytki, metalowe pręty zamiast drzwi lub okien, grube betonowe, a może betonowo stalowe ściany. Były dwie prycze, jednak nie wiem czemu, leżałem na podłodze. Spojrzałem w prawo i dostrzegłem znajomą mi twarz.
16 stycznia 2020
Od Pana Stasia do Sędzi
Korzystając z wolnego dnia, wybrałem się na przechadzkę po plaży. Brakowało mi obecności morza, piasku oraz porywistego wiatru. Nie wybrałem się tam z myślą o opalaniu, a zwykłym pospacerowaniu. Pogoda pozwalała na naprawdę wiele możliwości. Tego dnia było wyjątkowo ciepło, bezchmurnie i bezwietrznie. Podchodząc do plaży, ściągnąłem buty i ruszyłem w stronę wody.
Fale były dość spore, szczególnie biorąc pod uwagę fakt, iż wiatr nie był mocny. Podszedłem możliwie najbliżej, aby woda obmywała moje stopy. Stanąłem chwilę i w ciszy kontemplowałem nad wszystkim. Chyba czasem człowiek potrzebował tego typu wyciszenia się oraz rozmyślań. Morze, plaża i zimna woda było do tego idealnym towarzyszem. Bezkres wody, łączący się z niebem na horyzoncie, tworzył wrażenie bycia małą istotką pośrodku czegoś większego. Chociaż wrażenie to może złe słowo, gdyż tak faktycznie było.
Będąc małym brzdącem, uwielbiałem jeździć nad morze, aby się bawić, kąpać oraz opalać, co było nudnym zajęciem. Tutaj na wyspie lubiłem plaże, ze względu na zapomnienie o problemach i po prostu mogłem się skupić na swoich myślach.
Wziąłem głęboki oddech i zamknąłem oczy. Przytrzymałem powietrze chwilę, po czym je wypuściłem, otwierając oczy i patrząc w dal. Morze i niebo stykające się na horyzoncie. Kilometry otwartej przestrzeni oraz nicości. Nikt nie wiedział, gdzie dokładnie jesteśmy, dlaczego ani po co. Oderwani od codzienności, od bliskich, od ludzi, porzuceni na pastwę losu, sami sobie. Westchnąłem i obróciłem się w prawo. Powoli stawiałem kroki, raz po piasku mokrym po fali, a raz po wodzie, która akurat przypłynęła tylko po to, aby po chwili zniknąć. Patrzyłem pod nogi, rozmyślając o swojej, naszej bezsensownej egzystencji na tej wyspie. Pojawiali się nowi, starzy czasem znikali. Raz się ich zwłoki pojawiały, raz nie. Niektóre były w widocznych miejscach inne ukryte, poszarpane lub bez widocznych śladów walki. To miejsce było dziwne, straszne i niezrozumiałe. Dochodziłem powoli do wraku jakby jakiegoś kutra. Im bliżej byłem, tym bardziej się rozglądałem. Wraki często był miejscem, które było odwiedzane przez wszystkich. Istna skrzynia skarbów.
Fale były dość spore, szczególnie biorąc pod uwagę fakt, iż wiatr nie był mocny. Podszedłem możliwie najbliżej, aby woda obmywała moje stopy. Stanąłem chwilę i w ciszy kontemplowałem nad wszystkim. Chyba czasem człowiek potrzebował tego typu wyciszenia się oraz rozmyślań. Morze, plaża i zimna woda było do tego idealnym towarzyszem. Bezkres wody, łączący się z niebem na horyzoncie, tworzył wrażenie bycia małą istotką pośrodku czegoś większego. Chociaż wrażenie to może złe słowo, gdyż tak faktycznie było.
Będąc małym brzdącem, uwielbiałem jeździć nad morze, aby się bawić, kąpać oraz opalać, co było nudnym zajęciem. Tutaj na wyspie lubiłem plaże, ze względu na zapomnienie o problemach i po prostu mogłem się skupić na swoich myślach.
Wziąłem głęboki oddech i zamknąłem oczy. Przytrzymałem powietrze chwilę, po czym je wypuściłem, otwierając oczy i patrząc w dal. Morze i niebo stykające się na horyzoncie. Kilometry otwartej przestrzeni oraz nicości. Nikt nie wiedział, gdzie dokładnie jesteśmy, dlaczego ani po co. Oderwani od codzienności, od bliskich, od ludzi, porzuceni na pastwę losu, sami sobie. Westchnąłem i obróciłem się w prawo. Powoli stawiałem kroki, raz po piasku mokrym po fali, a raz po wodzie, która akurat przypłynęła tylko po to, aby po chwili zniknąć. Patrzyłem pod nogi, rozmyślając o swojej, naszej bezsensownej egzystencji na tej wyspie. Pojawiali się nowi, starzy czasem znikali. Raz się ich zwłoki pojawiały, raz nie. Niektóre były w widocznych miejscach inne ukryte, poszarpane lub bez widocznych śladów walki. To miejsce było dziwne, straszne i niezrozumiałe. Dochodziłem powoli do wraku jakby jakiegoś kutra. Im bliżej byłem, tym bardziej się rozglądałem. Wraki często był miejscem, które było odwiedzane przez wszystkich. Istna skrzynia skarbów.
14 stycznia 2020
Od Pana Stasia cd Raven
Moje zdziwienie a temat nagłego człowieczeństwa Raven miało swoje trzy etapy. Pierwszy, czyli wielkie zdziwienie, drugie było niedowierzanie i zastanawianie się, czy to prawda, czy fikcja. Ostatnim trzecim etapem była próba oswojenia się z tą myślą oraz przywyknięcie do niej.
W późniejszym momencie zacząłem łączyć fakty i zauważyłem, że próba umilenia się była spowodowana ciążą dziewczyny. Nosząc małe bobo pod sercem, do tego moje, musiała nauczyć się i przywyknąć do pewnych spraw, które były jej do tego momentu obce oraz które odrzucała ze swoich prywatnych powodów.
Oziębła, smętna oraz zgryźliwa Raven, powoli stawała się ciepłą i czułą dziewczyną. Wiedziałem jednak jedno. Po narodzinach albo będzie lepiej, albo wszystko trafi szlag.
Spędzając miło i ciepło wieczór wraz z wampirzycą, wiedziałem o jednym. Brzuszek miała coraz większy, co szło razem w parze z tym, iż dziewczyna może niedługo rodzić. O jakąkolwiek pomoc medyczną na wyspie raczej ciężko, przez co musiałem być gotowy na każdą ewentualność. Nie raz widziałem, jak krowa rodziła, owca czy też nawet koń. Co prawda nijak ma się to do dziecka ludzkiego, ale jednak nerwy były nieco mniejsze.
Pijawka sobie malowała jakiś obraz, a przynajmniej próbowała, starając się przy tym nie denerwować. Nie ukrywam, że lekko mnie to bawiło na swój sposób. Ja w tym czasie czytałem spokojnie książkę, siedząc na fotelu i korzystając z ciepła kominka. Na zewnątrz była już co prawda dodatnia temperatura, jednak noce lubiły być chłodne.
Ciszę i błogi stan przerwało jednak gorsze samopoczucie Raven. Podszedłem do niej i delikatnie objąłem, wtem zauważyłem, w czym rzecz. Wiedziałem, że ta noc nie będzie krótka ani cicha. Nie będzie też spokojna ani przyjemna. Wyciągnąłem szybko przygotowane przedmioty oraz maści i leki. Ułożyłem dziewczynę bezpiecznie na macie na plecach i zająłem się odebraniem porodu. Gdybym się jeszcze na tym znał. Każda myśl, która wtedy przeszywała moją głowę, brzmiała w jednym temacie. Dlaczego nie poszukałem lekarza, dlaczego sam nie jestem lekarzem! To była noc istnego horroru.
W końcu nadszedł poranek. Noworodek płakał w najlepsze, wampirzyca leżała wykończona łącznie ze mną, a na podłodze była cała masa krwi. Spojrzałem na dziewczynę, trzymającą małą w kocyku. Uśmiechnąłem się i powoli wstałem.
- Zrobię ci coś do jedzenia moja droga... - Powiedziałem cicho i wstałem, ruszając powoli do kuchni.
Raven była wpatrzona w małą istotkę jak w obrazek. Czyżby coś do niej poczuła? Do tego małego problemu? Do tej małej paskudy? Nie wiem, jednak wyglądały uroczo.
W późniejszym momencie zacząłem łączyć fakty i zauważyłem, że próba umilenia się była spowodowana ciążą dziewczyny. Nosząc małe bobo pod sercem, do tego moje, musiała nauczyć się i przywyknąć do pewnych spraw, które były jej do tego momentu obce oraz które odrzucała ze swoich prywatnych powodów.
Oziębła, smętna oraz zgryźliwa Raven, powoli stawała się ciepłą i czułą dziewczyną. Wiedziałem jednak jedno. Po narodzinach albo będzie lepiej, albo wszystko trafi szlag.
Spędzając miło i ciepło wieczór wraz z wampirzycą, wiedziałem o jednym. Brzuszek miała coraz większy, co szło razem w parze z tym, iż dziewczyna może niedługo rodzić. O jakąkolwiek pomoc medyczną na wyspie raczej ciężko, przez co musiałem być gotowy na każdą ewentualność. Nie raz widziałem, jak krowa rodziła, owca czy też nawet koń. Co prawda nijak ma się to do dziecka ludzkiego, ale jednak nerwy były nieco mniejsze.
Pijawka sobie malowała jakiś obraz, a przynajmniej próbowała, starając się przy tym nie denerwować. Nie ukrywam, że lekko mnie to bawiło na swój sposób. Ja w tym czasie czytałem spokojnie książkę, siedząc na fotelu i korzystając z ciepła kominka. Na zewnątrz była już co prawda dodatnia temperatura, jednak noce lubiły być chłodne.
Ciszę i błogi stan przerwało jednak gorsze samopoczucie Raven. Podszedłem do niej i delikatnie objąłem, wtem zauważyłem, w czym rzecz. Wiedziałem, że ta noc nie będzie krótka ani cicha. Nie będzie też spokojna ani przyjemna. Wyciągnąłem szybko przygotowane przedmioty oraz maści i leki. Ułożyłem dziewczynę bezpiecznie na macie na plecach i zająłem się odebraniem porodu. Gdybym się jeszcze na tym znał. Każda myśl, która wtedy przeszywała moją głowę, brzmiała w jednym temacie. Dlaczego nie poszukałem lekarza, dlaczego sam nie jestem lekarzem! To była noc istnego horroru.
W końcu nadszedł poranek. Noworodek płakał w najlepsze, wampirzyca leżała wykończona łącznie ze mną, a na podłodze była cała masa krwi. Spojrzałem na dziewczynę, trzymającą małą w kocyku. Uśmiechnąłem się i powoli wstałem.
- Zrobię ci coś do jedzenia moja droga... - Powiedziałem cicho i wstałem, ruszając powoli do kuchni.
Raven była wpatrzona w małą istotkę jak w obrazek. Czyżby coś do niej poczuła? Do tego małego problemu? Do tej małej paskudy? Nie wiem, jednak wyglądały uroczo.
7 stycznia 2020
Od Pana Stasia cd Kat
Spotkanie z nieznajomą mi dziewczyną należało do tych dziwniejszych. Co prawda wiele razy widywałem już tutaj różnorakie mutacje, modyfikacje, zwierzęta, rośliny oraz inne dziwadła. Mimo tego, spotkanie właśnie z tą dziewczyną wywarło na mnie jakieś takie... Poczucie niepokoju oraz brak komfortu. Jej oczy, pomimo iż wyglądały na ślepe, blade, przymglone, bez żadnych uczuć, sprawiały uczucie, jakby przewiercały człowieka na wylot, odbijały się od przedmiotu za mną i powracały, aby znów mnie dokładnie prześwietlić. Była mroczna oraz posiadała ze sobą jakby mocną ciemną energię. Szczerze powiedziawszy, miałem nadzieję, że mnie nie zamierzała śledzić na farmę. Raczej nie chciałbym jej zobaczyć tuż za swoim oknem.
Po powrocie na farmę zjadłem lekką kolację, szybko się umyłem oraz przebrałem w piżamę. Posprawdzałem drzwi, okna oraz piecyk czy nie grzeje. Po tym poszedłem się położyć i zasnąć po męczącym dniu. Myśl o tym, że kolejny będzie podobny, lekko mnie dobijał.
Następnego dnia standardowo wstałem o świcie. Widziałem przez okno jak słońce powoli oraz leniwie wyłania się zza chmur. Zawsze, gdy było widać promienie słoneczne oświetlające okno, wstawało się przyjemniej oraz żwawiej. W zimie, gdy witaminy D było mniej, moje wstawanie często przeciągało się do godziny ósmej, a nawet dziewiątej. Prawda jest też taka, że w zimie mam mniej obowiązków, niż w te cieplejsze pory roku.
Szybkie śniadanie, umycie twarzy i dokładne zaplanowanie dnia. Jeśli chciałem zbudować porządną chłodnię dla swoich zapasów oraz plonów, potrzebowałem dobrego drewna, dobrej jakości stali, wiader, wody oraz jakiegoś uszczelniacza. Materiały proste do zdobycia, prócz tego ostatniego. Jak na wyspie zdobyć uszczelniacz typu silikonu? No nie da się. Jedyna opcja to było stworzenie substancji o podobnym działaniu. To było już bardziej możliwe, szczególnie tutaj, gdzie często można było znaleźć lepką substancję.
Po powrocie na farmę zjadłem lekką kolację, szybko się umyłem oraz przebrałem w piżamę. Posprawdzałem drzwi, okna oraz piecyk czy nie grzeje. Po tym poszedłem się położyć i zasnąć po męczącym dniu. Myśl o tym, że kolejny będzie podobny, lekko mnie dobijał.
Następnego dnia standardowo wstałem o świcie. Widziałem przez okno jak słońce powoli oraz leniwie wyłania się zza chmur. Zawsze, gdy było widać promienie słoneczne oświetlające okno, wstawało się przyjemniej oraz żwawiej. W zimie, gdy witaminy D było mniej, moje wstawanie często przeciągało się do godziny ósmej, a nawet dziewiątej. Prawda jest też taka, że w zimie mam mniej obowiązków, niż w te cieplejsze pory roku.
Szybkie śniadanie, umycie twarzy i dokładne zaplanowanie dnia. Jeśli chciałem zbudować porządną chłodnię dla swoich zapasów oraz plonów, potrzebowałem dobrego drewna, dobrej jakości stali, wiader, wody oraz jakiegoś uszczelniacza. Materiały proste do zdobycia, prócz tego ostatniego. Jak na wyspie zdobyć uszczelniacz typu silikonu? No nie da się. Jedyna opcja to było stworzenie substancji o podobnym działaniu. To było już bardziej możliwe, szczególnie tutaj, gdzie często można było znaleźć lepką substancję.
5 stycznia 2020
Od Pana Stasia do Kat
Tego dnia było dość deszczowo i brzydko. Do tego dochodziła dość zimna temperatura, pewnie około czterech stopni na plusie. Postanowiłem podziałać w chatce za ten czas, aby ładniejsze dni spędzić na czymś bardziej pożytecznym dla farmy. Dzień standardowo rozpocząłem od śniadania i ubrania się w roboczy strój. Były nim przytarte lekko spodnie, grube, materiałowe i wytrzymałe. Do tego była bawełniana koszulka, która dobrze pozwalała moim plecom na oddychanie. Nie zmieniało to jednak faktu, że przy większym wysiłku się pociłem w dużych ilościach. Nie raz koszulka jednak pokazała, że wystarczy ją mocno wycisnąć i wyprać, aby pozbyć się brudu czy brzydkiego zapachu potu. Musiałem jednak poprosić Melody, aby uszyła mi nową koszulkę. W zimie straciłem jedną, a drugą dość mocno zniszczyłem. Można było ich jeszcze używać co prawda, jednak nie można zbyt długo chodzić w tym samym.
Po ubraniu się i zmyciu naczyń wyszedłem na zewnątrz, rozglądając się po okolicy. Zwierzęta były zamknięte i bezpieczne w budynkach. Brama do farmy była zamknięta i cały czas padało. Mruknąłem sam do siebie i wszedłem do chatki, zamykając drzwi na zamek. Wziąłem ołówek, młotek oraz dłuto, zapalniczkę z pochodnią i wszedłem do piwnicy, zamykając za sobą klapę. Gdyby nawet ktoś się włamał do chaty, nie musiał wiedzieć, że tutaj jestem. Było to co najmniej zbędne i niebezpieczne.
Piwnica była ukryta pod dywanem, gdy wychodziłem, przez co nie musiałem aż tak się martwić, że jak gdzieś wyjdę, to ktoś mi poniszczy nasiona, zapasy i inne rzeczy. Nie mogłem sobie pozwolić na żadne straty, szczególnie w okresie wiosenno-letnim. Są to dwie pory roku, w których mam ręce pełne roboty.
Na wszelki wypadek nauczyłem się dobrze chomikować różne rzeczy. Na przykład zabezpieczenie i ukrycie nasion, opanowałem do perfekcji. Na wyspie było jeszcze jedno miejsce, gdzie trzymałem jedną trzecią swoich nasion. Miały one być na najczarniejszą godzinę z najczarniejszym scenariuszem. Coś w rodzaju sztormu, trzęsienia ziemi, pożaru i kto wie czego jeszcze. Swoją drogą, kwestia pożaru. Chyba powinienem pomyśleć nad zrobieniem pasa przeciwpożarowego wokół farmy. Jednakże to w swoim czasie.
Po ubraniu się i zmyciu naczyń wyszedłem na zewnątrz, rozglądając się po okolicy. Zwierzęta były zamknięte i bezpieczne w budynkach. Brama do farmy była zamknięta i cały czas padało. Mruknąłem sam do siebie i wszedłem do chatki, zamykając drzwi na zamek. Wziąłem ołówek, młotek oraz dłuto, zapalniczkę z pochodnią i wszedłem do piwnicy, zamykając za sobą klapę. Gdyby nawet ktoś się włamał do chaty, nie musiał wiedzieć, że tutaj jestem. Było to co najmniej zbędne i niebezpieczne.
Piwnica była ukryta pod dywanem, gdy wychodziłem, przez co nie musiałem aż tak się martwić, że jak gdzieś wyjdę, to ktoś mi poniszczy nasiona, zapasy i inne rzeczy. Nie mogłem sobie pozwolić na żadne straty, szczególnie w okresie wiosenno-letnim. Są to dwie pory roku, w których mam ręce pełne roboty.
Na wszelki wypadek nauczyłem się dobrze chomikować różne rzeczy. Na przykład zabezpieczenie i ukrycie nasion, opanowałem do perfekcji. Na wyspie było jeszcze jedno miejsce, gdzie trzymałem jedną trzecią swoich nasion. Miały one być na najczarniejszą godzinę z najczarniejszym scenariuszem. Coś w rodzaju sztormu, trzęsienia ziemi, pożaru i kto wie czego jeszcze. Swoją drogą, kwestia pożaru. Chyba powinienem pomyśleć nad zrobieniem pasa przeciwpożarowego wokół farmy. Jednakże to w swoim czasie.
4 stycznia 2020
Od Pana Stasia CD Raven
Czas mijał mi okropnie wolno. Za ten czas, gdy ja sobie spokojnie wracałem do zdrowia, na kanapie pijawki, ta się zajmowała zwierzakami na moim gospodarstwie. Ufałem jej, jednak miałem co jakiś czas negatywne myśli, że zje albo ugryzie któreś z moich zwierzaków. Nie szarpnęłaby się raczej na to, mając mnie na swoim meblu. Zdecydowanie jagnię poprawiało mój nastrój. Każdego dnia jagnię nabierało trochę więcej zaufania, co do nowego miejsca. Chętnie spacerowało, kładło się oraz wyrażało swój głos, gdy potrzebował wyjść na zewnątrz za potrzebą. Całe szczęście, że nie załatwiał się w domu, bo pijawka urwałaby mi wszystkie kończyny i nimi nakopała po tyłku.
Minął może tydzień, może dwa. Czas dłużył mi się okropnie. Nie byłem przyzwyczajony do wylegiwania się w łóżku oraz odpoczywania. Czułem potrzebę pracowania, karmienia zwierząt, zajmowaniem się nimi, cokolwiek. Straciłem rachubę czasu, a okno też nie wychylałem się za często. Gdy już całkowicie odzyskałem władzę w nodze, wychyliłem się na zewnątrz. Zaczynała się już wiosna, co nie było dla mnie dobrą wiadomością. Byłem do tyłu z zaoraniem pola oraz zasianiem go.
Momentalnie się zabrałem za pakowanie swoich rzeczy. Musiałem jak najszybciej pozbierać swoje rzeczy i zabrać się do farmy. Jedna koszulka, druga, nieco bardziej obdarta. Spodnie, majtki i kurtka. Jakaś szczoteczka, kubek i owieczkę pod pachę. Truchcikiem do drzwi i bum.
W drzwiach stała wampirzyca. Jakby zmęczona życiem oraz zmartwiona. Spojrzała na mnie od góry do dołu i z powrotem.
- Oh wilczek niczym typowy facet... Nieco cieplej się zrobiło i jak skulony pies leci na dwór...
- Dobrze wiesz Raven, że ktoś musi zająć się polem uprawnym. - Przewróciłem oczami, a kobieta minęła mnie w drzwiach.
- No tak, bo osadnicy głodni będą, hm? Ależ ty dobroduszny i kochany dla ludzi. - Ironia wymieszana z sarkazmem wypływała z jej ust niczym wodospad. Obruszyłem się delikatnie tym faktem.
Minął może tydzień, może dwa. Czas dłużył mi się okropnie. Nie byłem przyzwyczajony do wylegiwania się w łóżku oraz odpoczywania. Czułem potrzebę pracowania, karmienia zwierząt, zajmowaniem się nimi, cokolwiek. Straciłem rachubę czasu, a okno też nie wychylałem się za często. Gdy już całkowicie odzyskałem władzę w nodze, wychyliłem się na zewnątrz. Zaczynała się już wiosna, co nie było dla mnie dobrą wiadomością. Byłem do tyłu z zaoraniem pola oraz zasianiem go.
Momentalnie się zabrałem za pakowanie swoich rzeczy. Musiałem jak najszybciej pozbierać swoje rzeczy i zabrać się do farmy. Jedna koszulka, druga, nieco bardziej obdarta. Spodnie, majtki i kurtka. Jakaś szczoteczka, kubek i owieczkę pod pachę. Truchcikiem do drzwi i bum.
W drzwiach stała wampirzyca. Jakby zmęczona życiem oraz zmartwiona. Spojrzała na mnie od góry do dołu i z powrotem.
- Oh wilczek niczym typowy facet... Nieco cieplej się zrobiło i jak skulony pies leci na dwór...
- Dobrze wiesz Raven, że ktoś musi zająć się polem uprawnym. - Przewróciłem oczami, a kobieta minęła mnie w drzwiach.
- No tak, bo osadnicy głodni będą, hm? Ależ ty dobroduszny i kochany dla ludzi. - Ironia wymieszana z sarkazmem wypływała z jej ust niczym wodospad. Obruszyłem się delikatnie tym faktem.
29 grudnia 2019
Od Pana Stasia CD Raven
Przyglądałem się wampirzycy, która powoli przykładała rozżarzony kawałek stali, w postaci noża do mojej skóry. Z moich ust wydobył się krzyk, jakby co najmniej obdzierali mnie ze skóry. Tak się też zresztą czułem podczas tego zabiegu. Miałem szczerą ochotę ją rozszarpać na miejscu. Mimo moich zwierzęcych chęci, nie zrobiłem tego, gdyż straciłem przytomność z powodu bólu.
Czas mi zleciał bardzo szybko. Cały czas spałem, co pozwalało Raven na zabawianie się moją osobą. W każdym możliwym znaczeniu. Obudziłem się w końcu, gdy było ciemno dookoła. Rozejrzałem się obolały i zmęczony. Rany na nogach mnie jeszcze dość mocno szarpały, jakby ktoś mi rozrywał skórę. Powoli zacząłem wstawać, kiedy nagle poczułem rękę na swoim ramieniu i pociągnięcie do tyłu.
- Leż, wilczku, gdzie zamierzasz wstawać? - Usłyszałem cicho za swoimi plecami.
Zdezorientowany powoli się obróciłem i poczułem smak delikatnych ust, obejmujących moje usta. Czyżby wampirzyca znów zaczęła grać w swoje gierki? Zraniła, unieruchomiła i zaatakowała w czuły punkt. Z każdą chwilą delikatnie pogłębiała swoje nieśmiałe pocałunki. Domagała się coraz to więcej i więcej. Jej delikatne dłonie ostrożnie mierzwiły moje włosy, niszcząc mój artystyczny nieład na głowie. Przymknąłem oczy, starając się nadążyć za jej pocałunkami. Problem w tym, że nie była to zbyt wygodna i dogodna pozycja do całowania. Mogłaby się chociaż przesunąć, skoro mi nie pozwalała wstawać.
Czas mi zleciał bardzo szybko. Cały czas spałem, co pozwalało Raven na zabawianie się moją osobą. W każdym możliwym znaczeniu. Obudziłem się w końcu, gdy było ciemno dookoła. Rozejrzałem się obolały i zmęczony. Rany na nogach mnie jeszcze dość mocno szarpały, jakby ktoś mi rozrywał skórę. Powoli zacząłem wstawać, kiedy nagle poczułem rękę na swoim ramieniu i pociągnięcie do tyłu.
- Leż, wilczku, gdzie zamierzasz wstawać? - Usłyszałem cicho za swoimi plecami.
Zdezorientowany powoli się obróciłem i poczułem smak delikatnych ust, obejmujących moje usta. Czyżby wampirzyca znów zaczęła grać w swoje gierki? Zraniła, unieruchomiła i zaatakowała w czuły punkt. Z każdą chwilą delikatnie pogłębiała swoje nieśmiałe pocałunki. Domagała się coraz to więcej i więcej. Jej delikatne dłonie ostrożnie mierzwiły moje włosy, niszcząc mój artystyczny nieład na głowie. Przymknąłem oczy, starając się nadążyć za jej pocałunkami. Problem w tym, że nie była to zbyt wygodna i dogodna pozycja do całowania. Mogłaby się chociaż przesunąć, skoro mi nie pozwalała wstawać.
21 grudnia 2019
Od Pana Stasia CD Raven
Śnieżyca panowała w najlepsze, przez co wcale nie zamierzałem wynurzać się ze swojej chatki. Zimowe długie, szarawe i pochmurne dnie, spędzałem na wylegiwaniu się w fotelu, czytaniu książek, obserwowaniu palącego się kominka, spaniu oraz jedzeniu. Mój wszczepiony gen wilka, domagał się dużych zapasów tłuszczu na zimę. Zdecydowanie coś w tym było, gdyż sam zauważyłem, że przytyłem dobre pięć kilo.
W sumie nie było w tym nic dziwnego. Całe dnie spędzałem na leżeniu na fotelu oraz zajadaniu się. Miałem podczas zimy mało ruchu, jedynie ten, w którym chodziłem karmić zwierzęta. Stwierdziłem, że pora to zmienić i wyruszyć do krwiopijcy na pogawędki. Zanim jednak przystąpiłem do drogocennego celu, udałem się na farmę, oglądając rozbudowane i ulepszone pułapki wokół niej.
Obchodząc je dokoła, natrafiłem na martwe zwierzę w dole. Było nabite na paliki. Był to rodzaj zmutowanego dzika, więc jeśli nie ta pułapka, zniszczyłby mi pole. Byłem zadowolony ze swojego dzieła. Raz, że chroniłem plony, a druga rzecz, że miałem świeże zapasy mięsa oraz krwi. Wyciągnąłem zwierzaka z dołu, poprawiłem paliki i przykryłem dziurę warstwą śniegu. Teraz trzeba było dzika oskórować, poćwiartować i zjeść.
Nigdy nie lubiłem tego robić. Sam nie wiem dlaczego, jednak obrzydzało mnie to, mimo faktu, że w swojej zwierzęcej formie potrafiłem zjeść całego dzika na surowo. Cicho westchnąłem i zabrałem się za pracę. Gdyby Yaria nie zniknęła w tajemniczych okolicznościach, to pewnie zrobiłaby to dla mnie. Oczywiście za małą zapłatę.
W sumie nie było w tym nic dziwnego. Całe dnie spędzałem na leżeniu na fotelu oraz zajadaniu się. Miałem podczas zimy mało ruchu, jedynie ten, w którym chodziłem karmić zwierzęta. Stwierdziłem, że pora to zmienić i wyruszyć do krwiopijcy na pogawędki. Zanim jednak przystąpiłem do drogocennego celu, udałem się na farmę, oglądając rozbudowane i ulepszone pułapki wokół niej.
Obchodząc je dokoła, natrafiłem na martwe zwierzę w dole. Było nabite na paliki. Był to rodzaj zmutowanego dzika, więc jeśli nie ta pułapka, zniszczyłby mi pole. Byłem zadowolony ze swojego dzieła. Raz, że chroniłem plony, a druga rzecz, że miałem świeże zapasy mięsa oraz krwi. Wyciągnąłem zwierzaka z dołu, poprawiłem paliki i przykryłem dziurę warstwą śniegu. Teraz trzeba było dzika oskórować, poćwiartować i zjeść.
Nigdy nie lubiłem tego robić. Sam nie wiem dlaczego, jednak obrzydzało mnie to, mimo faktu, że w swojej zwierzęcej formie potrafiłem zjeść całego dzika na surowo. Cicho westchnąłem i zabrałem się za pracę. Gdyby Yaria nie zniknęła w tajemniczych okolicznościach, to pewnie zrobiłaby to dla mnie. Oczywiście za małą zapłatę.
Subskrybuj:
Posty (Atom)