Czuła się wykończona fizycznie i psychicznie jak jeszcze nigdy dotąd. Niby uzyskali tutaj kilka swoistych zwycięstw, jednak całe ich szczęście mogło zamienić się w tragedię w jednym momencie. Wampirzyca jak jej nieodłączny towarzysz niedoli i “nowego życia”, pragnęli już tylko jednego - postawić stopy na znajomej ziemi i przytulić ich maleństwo. Przemykając się niczym rasowi ninja, myślami była całkowicie gdzieś indziej. Wyobrażała sobie typowe dla ich rodziny popołudnia, gdzie Stanisław wygłupiał się z owockiem, zaś ona sama śmiała się pod nosem, przygotowując pożywny posiłek. Śmiechy, błagania o litość i zaczepki. Zagrywki, łaskotki, drobne ukazania czułości i znajome “FUUUJ”... Nigdy tak bardzo nie tęskniła za tym, a dziwna pustka zdawała się podwajać w jej martwym serduszku. Poczuła znaczne szarpnięcie za poły ubrania, które trafnie przywróciło ją do rzeczywistości. Chciała czym prędzej opierdolić nieznajomą, jednak zwykłe na kierowanie ruchem pozbawionej włosów głowy wystarczyło, aby zrozumieć całość ich sytuacji. Przez własną głupotę o mało nie wylądowali w łapska oprawców, zdradzając własną pozycję tak łatwo.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Raven. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Raven. Pokaż wszystkie posty
22 marca 2020
29 lutego 2020
Od Raven do Pana Stasia - Szczury laboratoryjne
Spoglądała przede wszystkim sceptycznie na pomysły swojego partnera. Chcesz strzelać, czy sterować? Czy on chciał niczym rycerz na białym koniu zaatakować ich mieczem? Halabardą? Takich prymitywnych wynalazków tutaj nie mieli, za to gromadzę uzbrojonych po zęby strażników. A pociski? Widząc ich dość zaawansowaną broń przed utratą przytomności, zdążyła zdać sobie sprawę, że od początku będą na przegranej pozycji. Wolne żarty, takie rozwiązanie nawet nie wchodziło w grę. Na zewnątrz pozór spokoju niczym spokojny nurt w górskim potoku. Nie daj się jednak zwieść, wewnątrz już dawno przeżywała groźne epicentrum nagromadzonych negatywów. Chodź by raz, zdołał jej zaufać, zamiast marudzić i mówić złe rzeczy o jej charakterze, chorych działaniach. Jednak miały jakieś pozytywne skutki w życiu. Cholera, istne przekleństwo z tym gospodarzem rolnym. Zmierzała podjąć własne działania, niż zrobić z siebie obraz idiotki bez odpowiedniego myślenia racjonalnego. Skończył się okres ideału dobrej mamusi i pani domu, nastał czas powrotu samotnika.
25 lutego 2020
Od Raven CD Pan Staś
Głęboka rana na brzuchu po pazurach okazała się być bardziej dokuczliwa, niż mogła to sobie wyobrazić. Gdy tego typu ranki leczyły się szybciej, ta jedyna dawała się dość długo we znaki. Ropa zadawała się lecieć uporczywie często, przez co wampirzyca została zniewolona w jednym miejscu do końca uporczywego dnia. Jej bohater w czarnym futerku okazał się dumny po całym incydencie, niż mogła to sobie wyobrazić. Otóż przed wypicie jego życiodajnej krwi, na każdym kroku znęcał się w sposób delikatny i dość humanitarny. Specjalnie grał na jej dumnie osobistej, wymuszając wiele razy proszenia o najmniejsze rzeczy. Jednak równie szybko musiał ją złapać przed ucieczką, gdy już prawie poczuła zew wolności i ucieczki do życia samotnika. Oto też nastał wieczór, zaś cały dom zdawał się być pochłonięty w wielkiej wojnie światów. Owoc ich specyficznej miłości nie zamierzał odzywać się do ich dwójki pod żadnym względem, dumnie odrzucając włosy do tyłu. Powodowało to wiele sprzeczności w głowie starszej kobiety, nasuwały się pytania bez odpowiedzi. Gdzie popełnili błąd w wychowaniu, że mała zołza dawała tak o sobie znać? Za każdy razem jednak zdawała się kiwać głową przecząco, aby choć na chwilę pozbyć się zbędnych myśli. Nigdzie błędu nie popełnili, to ich maleństwo odziedziczyło zbyt wiele złych cech po jej charakterze. Tak też wiele razy zdołała się przyłapać na myśleniu, gdyż głupi los zesłał złe osoby na tak dobrego człowieka, jakim był Stasiek. Czasem naprawdę na niego ni zasługiwała, a jednak pozostawał przy niej. Był cały czas, służąc pomocą i radą.
2 lutego 2020
Od Raven CD Pan Staś
Sama wampirzyca o mało nie przewróciła się, ostatniej chwili padając ramionami na cielsko kochanego pupila. Wyrwała z uwięzi sznura przy siodle kukłę, aby dokładniej się jej przyjrzeć. Jak to było możliwe, że od tyłu łudząco przypominała tak ich córeczkę. Krew zawrzała w jej żyłach, gdy długo wpatrywała się w wyrysowaną mimikę twarzy. Ten sarkastyczny uśmieszek, cholera. Z głośnym krzykiem rzuciła zlepkiem drewna i szmatek o pobliską skałę, próbując złożyć wszystko w skrupulatną całość. Nawet pokusiła się o jebaną imitację włosów, aby wyglądała bardziej realistycznie. Podczas swojej ciężkiej do zniesienia ciąży, wyobrażała swojego pierworodnego potomka ciut inaczej. Wizja przedstawiała grzecznego aniołka, który odziedziczy dobre cechy po ukochanym przyszłym ojcu. Ależ oczywiście, że los postanowił zrobić z nich żarty. Winą obarcza też postawę swojej drugiej połowy, gdyż ta rozpieszczała “kochanego aniołka” ponad wszystko.
-“Kochana pijawko… [...] - słysząc słowa mężczyzny, warknęła niczym głodne świeżego mięsa zwierzę. Nie zamierzała szczędzić sobie słów, znalazł sobie odpowiednie miejsce na żartowanie. Jednak sytuacja malowała się w dość niekonwencjonalnych barwach.
-Stanisławie… Odezwij się jeszcze raz, a poczujesz pięść na swojej twarzy. - odwróciła się w zawrotnym tempie do niego. Oniemiała. Prawie zbierała szczękę z ziemi. - Niech tylko ją dorwę w swoje łapy.
-“ Kochana pijawko, tak tatuś nazywa Cię słodko w mojej obecności. Przeważnie jest bardzo ostrożny, bo możesz pojawić się w najmniej oczekiwanym momencie naszych spacerów. Na pewno kipisz złością, niczym gotująca się zupa wilczka, gdy zostawia ją bez pilnowania. Kochany Tygrysek mi tylko zawadzał, więc wymyśliłam plan. Wrócę do domu wieczorem, kochany aniołek tatusia. “ - oboje spojrzeli na siebie. Cisza pomiędzy nimi była niczym cisza przed burzą, mogła zwiastować naprawę wiele. Ciszę, bądź kolejną wojnę na horyzoncie. - Raven.
-Stanisławie Pancykiewkski. Jeszcze raz zauważę, że rozpieszczasz naszego potomka… Wyrośnie z niej taki lekkoduch, nigdy sobie nie poradzi bez nas. Prędzej zginie przez własną głupotę, ośle. - wyrwała mu naprędce kawałek prymitywnego papieru. Na pierwszy rzut oka idealnie poznała kanciaste pismo, prześledziła wzrokiem słowo po słowie. Wszystko się zgadzało. Na pewno pisał to mały wrzód na dupie, przecież to kruczowłosa kobieta uczyła ją pisania. Kolejny jej błąd, zbyt dużo przykładała się do edukowania Lily.
-“Kochana pijawko… [...] - słysząc słowa mężczyzny, warknęła niczym głodne świeżego mięsa zwierzę. Nie zamierzała szczędzić sobie słów, znalazł sobie odpowiednie miejsce na żartowanie. Jednak sytuacja malowała się w dość niekonwencjonalnych barwach.
-Stanisławie… Odezwij się jeszcze raz, a poczujesz pięść na swojej twarzy. - odwróciła się w zawrotnym tempie do niego. Oniemiała. Prawie zbierała szczękę z ziemi. - Niech tylko ją dorwę w swoje łapy.
-“ Kochana pijawko, tak tatuś nazywa Cię słodko w mojej obecności. Przeważnie jest bardzo ostrożny, bo możesz pojawić się w najmniej oczekiwanym momencie naszych spacerów. Na pewno kipisz złością, niczym gotująca się zupa wilczka, gdy zostawia ją bez pilnowania. Kochany Tygrysek mi tylko zawadzał, więc wymyśliłam plan. Wrócę do domu wieczorem, kochany aniołek tatusia. “ - oboje spojrzeli na siebie. Cisza pomiędzy nimi była niczym cisza przed burzą, mogła zwiastować naprawę wiele. Ciszę, bądź kolejną wojnę na horyzoncie. - Raven.
-Stanisławie Pancykiewkski. Jeszcze raz zauważę, że rozpieszczasz naszego potomka… Wyrośnie z niej taki lekkoduch, nigdy sobie nie poradzi bez nas. Prędzej zginie przez własną głupotę, ośle. - wyrwała mu naprędce kawałek prymitywnego papieru. Na pierwszy rzut oka idealnie poznała kanciaste pismo, prześledziła wzrokiem słowo po słowie. Wszystko się zgadzało. Na pewno pisał to mały wrzód na dupie, przecież to kruczowłosa kobieta uczyła ją pisania. Kolejny jej błąd, zbyt dużo przykładała się do edukowania Lily.
25 stycznia 2020
Od Raven cd Pana Stasia - Szczury laboratoryjne
Przez ciągłe zamknięcie w szczelnym pomieszczeniu, dostawała wręcz napadu paranoi. Klaustrofobia nigdy nie była jej piętą Achillesa, tym razem zdawała się mieszać w jej głowie. Zero okien, ciągle te same ściany i denerwujące światło. Brak żywej duszy na korytarzach, sceny niczym z tajemniczego horroru, działającego w niezdrowy sposób na przetrzymywanych osób. W czasie posiedzenia w ciszy wampirzyca miała prawdziwy mętlik w głowie. Wiele myśli dotyczących planów ucieczki, desperackich działań i myśl przewodnia, czy ich maluszek dał radę przetrwać. Młoda matka znała możliwości swojej pociechy, przecież odziedziczyła od niej siedemdziesiąt procent jej możliwości i charakteru. Posiadała wiele kryjówek na wyspie, umiała się posługiwać dość bronią, a w ucieczkach nie miała sobie równych. Jednak nie była sama, pewna zmutowana bestia nie odstępowała jej na krok. Lily, postaram się jak najszybciej wrócić do Ciebie, przeszło jej przez myśl w jednym momencie, gdy opierała się o kraty ich więzienia. Dłonie z frustracji były zamknięte, zaś paznokcie już dawno przebijały boleśnie skórę.
Było jednak coraz gorzej z każdą następną chwilą, psychika stawała się coraz bardziej krucha. Głód zaczynał rządzić jej umysłem, zaś jedyne czego potrzebowała, to samotność i możliwość solidnego wyzbycia się mordu z ciała. Było źle, byli zamknięci oboje w jednym pomieszczeniu. Silny zwierz łaknący świeżego mięsa i ona, wiecznie spragniona czerwonej posoki pijawka. Jednak to, co zobaczyła na własne oczy za kratami, o mało nie zwaliły ją z nóg. Kobieta wyglądała okropnie, sponiewierana pod każdym względem. Wychudzona sylwetka, wystające spod luźnej koszulki obojczyki, widoczne stawy spod skóry palców, zaciśnięte na zimnych prętach. Wampirzyca mogła szczerze stwierdzić, iż nieznajoma im kobieta musiała niegdyś być zniewalająco piękna. Mogła to rozpoznać po ostatnich fragmentach nienaruszonej skóry. Delikatne rysy twarzy, jasna karnacja z naturalnymi rumieńcami… Lewe oko zostało pozbawione ochrony w postaci powieki, jak i skóry w niektórych fragmentach jej twarzy. Jedynym ostatkiem włosów okazała się kępka blond kołtunów, młoda mama pisnęła cicho. Przyłożyła okaleczoną dłoń do twarzy, tłumiąc niedowierzanie i przekleństwo.
Było jednak coraz gorzej z każdą następną chwilą, psychika stawała się coraz bardziej krucha. Głód zaczynał rządzić jej umysłem, zaś jedyne czego potrzebowała, to samotność i możliwość solidnego wyzbycia się mordu z ciała. Było źle, byli zamknięci oboje w jednym pomieszczeniu. Silny zwierz łaknący świeżego mięsa i ona, wiecznie spragniona czerwonej posoki pijawka. Jednak to, co zobaczyła na własne oczy za kratami, o mało nie zwaliły ją z nóg. Kobieta wyglądała okropnie, sponiewierana pod każdym względem. Wychudzona sylwetka, wystające spod luźnej koszulki obojczyki, widoczne stawy spod skóry palców, zaciśnięte na zimnych prętach. Wampirzyca mogła szczerze stwierdzić, iż nieznajoma im kobieta musiała niegdyś być zniewalająco piękna. Mogła to rozpoznać po ostatnich fragmentach nienaruszonej skóry. Delikatne rysy twarzy, jasna karnacja z naturalnymi rumieńcami… Lewe oko zostało pozbawione ochrony w postaci powieki, jak i skóry w niektórych fragmentach jej twarzy. Jedynym ostatkiem włosów okazała się kępka blond kołtunów, młoda mama pisnęła cicho. Przyłożyła okaleczoną dłoń do twarzy, tłumiąc niedowierzanie i przekleństwo.
19 stycznia 2020
Od Raven CD Pana Stasia
Macierzyństwo okazało się trudniejsze, niż mogła to sobie wyobrażać w najczarniejszych scenariuszach, kreowanych przez własny umysł. Ani ona, ani Stanisław nie myśleli, że ich słodki aniołek, okaże się być wcieleniem najprawdziwszego diabełka. Spoglądając na całe dziesięć lat istnienia ich nietypowej rodzinki, każdy dzień zaskakiwał pod każdym względem. Kochana córeczka w oczach ojczulka, nie traciła gardy w dalszym rozwoju. Dlatego też Raven nie zdołała wyzbyć się potrzeby samotności, przez co nieraz opuszczała swoich bliskich na kilka godzin. Jednak zdarzały się momenty, iż wszystko przerastało ją ponad rangę. Tak samo też było teraz, mija czwarty dzień jej ucieczki do starych przyzwyczajeń.
14 stycznia 2020
Od Raven CD Pana Stasia
Dziewczyna momentalnie spięła się na jego słowa, zaś jej serduszko odrobinę zabiło szybciej. To nie tak miało wyglądać, jak planowała przez pół dnia w swoich myślach. Nawet ubrała się dość niestandardowo, jak dotychczas miała to w zwyczaju robić. Pomimo, iż dni nie należały do najcieplejszych dla innych mieszkańców, ona jako wampir, dostała dodatkowe bonusy od oprawców. Brak odczuwania zimna i gorąca z nieba, niczym wygrana na życiowej loterii. Jednak niejednokrotnie czepianie się pewnego wilkołaka i wieczne uwagi kierowane w jej stronę, wymusiły na jej osobę dostosowanie się do innych realiów rzeczywistości. Ubieranie się przesadnie ciepło, częstsze posiłki i od niedawna… Brak ekscytujących polowań i adrenalina z tym związana, na korzyść siedzenia przy kominku i ciągle robienie to nudnych rzeczy domowych. Przypominając swoje pokaleczone dłonie od zabawy w wyszywanie misternych wzorów na materiale małych ubranek, czasem doprowadzały ją do szewskiej pasji. Nie mogła sobie wyobrazić, jak typowe kury domowe mogły znosić nudy takiego życia. Beznadziejne.
30 grudnia 2019
Od Raven CD Pana Stasia
Marudziła z niedowierzaniem spoglądając na swojego towarzysza niedoli, który wpatrzony w jedno miejsce w pomieszczeniu, dogłębnie poszukiwał najprawdopodobniej sensu swojego życia. Dlatego też, aby nie marnować swojego czasu, czarnowłosa zeszła na dół. Jeszcze tak namiętnie od długiego czasu nie używała swojej kuchni, gdzie przygotowywała jedzenie dla swojego pacjenta. Nie zapowiadało się na szybko powrót do pełnej sprawności wilkołaka, zaś sama kobieta nie zamierzała go stąd tak łatwo wypuścić.Bądź co bądź, miała jeszcze resztki człowieczeństwa w swojej osobie. Było to tylko wyłącznie jej wina, doskonale wiedziała, że prędzej, czy później mężczyzna ją odwiedzi. Chociażby powinna wyjść mu naprzeciw, krzyknąć głośno z oka. Ale nie, duma i ciekawość wzięła górę nad jej osobą.
29 grudnia 2019
Od Raven CD Pana Stasia
Przysłoniła swoje uszy, gdy kolejna wiązanka niemiłych słów i oszczerstw pod jej adresem, opuściła usta obecnego tu mężczyzny. W pewnym momencie poczuła poczucie swoistej winy, jednak równie szybko powróciła do rzeczywistości. Kurwa, tak nie mogło być. Był w obecnej sytuacji zależny od niej, na jej własnym terenie, a ten jeszcze słownie ubliża jej, jakby była szmatą? Wyprostowała dumnie swoją sylwetkę, krzyżując ręce na klatce piersiowej. Przyglądała się beznamiętnie na jego szarpaninę, ten nienawistny wzrok skierowany do niej. Podeszła jeszcze kilka kroków do momentu, gdzie mógł sięgnąć łańcuch pułapki na niedźwiedzie. Miała tylko nadzieję, iż nie będzie miała do czynienia z wściekłym wilkiem. Tego prawdopodobnie by nie przetrwała, gdyż ostatnimi czasy nie miała tyle swoistej energii i piła coraz to większe ilości krwi. Stawiała swoje problemy na jakieś swoiste badania doświadczalne wprowadzone przez białe kitle, a nie przez wyniki błędów w swoim organizmie. Nie było przecież innej możliwości, była jednym ze stworzonych potworów, jakie nie miały prawa bytu. Pokiwała tylko niedowierzająco, przyglądając się “dzikiej bestii” będącej w niebezpiecznej furii, agonii i bólu. Musiała działać jak najszybciej, cholera. Bo dziecko zrobi sobie krzywdę.
21 grudnia 2019
Od Raven CD Pana Stasia
Odprowadziła mężczyznę wzrokiem, dłonią dotykając miejsca na rumianym policzku. Znowu to zrobił, przeszło jej przez myśl. Targały nią sprzeczne emocje, sama nie wiedziała, jak ma zareagować na każdą z nich. Gubiło ją to wszystko po czasie tak długim, gdy niegdyś przeżywała nastoletnie rozterki. Przedtem, gdy upadła na dno drabiny społecznej, nazywana przez innych wyrzutkiem. Widziała istotną zmianę w ich relacjach, jednak argumentowała to tylko przypadkiem, darem swoistym od losu. Jedna namiętna noc, mogąca tak zmienić dwie odmienne sobie osoby? Prawie niemożliwością było, aby była to prawda. Wyjrzała jeszcze raz przez okno, jednak ciemną postać zdążyła zniknąć wśród ciemności drzew. Znowu została sama w wielkim, zimnym i pustym domu sama. Jednak czy była to odmiana? Nie, raczej przyzwyczajenie do obecnego systemu życia. Spędzając czas we dwójkę, nawet na bezczynnym i nieproduktywnym leżeniu, ich czas pędził jakby inaczej.
20 grudnia 2019
Od Raven CD Bezimiennego
Ogień rządzący do tej pory jej myślami i czynami organizmu, jakby za dotknięciem czarodziejskiej różdżki zgasł. Powróciła tylko pustka umysłu i ostatnie wizje swoich działań do czasu, gdy oczy zaszły jej swoistą mgłą. Czyżby odbyła się jakaś zakrapiana ostro impreza, czy jak? Nie, nie było takiej możliwości. Kilka łyków pociągniętego płynu prosto z butelki, nie mogło przeprowadzić takich “zniszczeń” na jej pamięci. Wtem spojrzała prosto w siedzącego przed nią mężczyznę, który z nienawiścią spoglądał na wampirzycę. Kojarzyła go skądś, ale… Nie. Rozejrzała się zagubiona po zimnym pomieszczeniu, nie pamiętała go. A jednak był w nim istny burdel słowny, opisujący jakieś wydarzenie odbyte tutaj. Próbowała się znienacka szarpnąć, wstać, zabrać swoje rzeczy i zniknąć. Jęknęła głośno, zakrywając swoje niespotykane oczy pod powiekami. Niemiłosierny ból przeszedł przez pół jej ciałka, tym bardziej żebra utrudniały jej oddychanie. Przecież pod żadnym pozorem nie zrobiła nic, tylko chciała zatracić gospodarza tego miejsca w słodkiej nieświadomości.
Grube sznury nie pozwalały jej wstać z miejsca, jednak dziewczyna nie zamierzała siedzieć bezczynnie. Była zagubiona. Poczuła słodki aromat, przeszywający na wskroś jej zmysły. Jakże najbardziej drogocenna ambrozja tej wyspy, będąca dla jej gatunku możliwością egzystencji. Nieznajomy wyglądał źle, poszarpany, jakby ktoś nieźle mu przypierdolił. Walką musiała być ciężka, ale… Kto to spowodował? Serce momentalnie przyspieszyło swoją pracę, zaś niektóre elementy zaczęły łączyć się w całość. Brak pewnych urywków czasowych w jej głowie, zły stan mężczyzny jak i jej. Dewastacja pomieszczenia i krew, rana na jego szyi.
Grube sznury nie pozwalały jej wstać z miejsca, jednak dziewczyna nie zamierzała siedzieć bezczynnie. Była zagubiona. Poczuła słodki aromat, przeszywający na wskroś jej zmysły. Jakże najbardziej drogocenna ambrozja tej wyspy, będąca dla jej gatunku możliwością egzystencji. Nieznajomy wyglądał źle, poszarpany, jakby ktoś nieźle mu przypierdolił. Walką musiała być ciężka, ale… Kto to spowodował? Serce momentalnie przyspieszyło swoją pracę, zaś niektóre elementy zaczęły łączyć się w całość. Brak pewnych urywków czasowych w jej głowie, zły stan mężczyzny jak i jej. Dewastacja pomieszczenia i krew, rana na jego szyi.
10 grudnia 2019
Od Raven CD Pana Stasia
Cała ekscytacja, podwyższenie emocjonalne zdawało się spadać z każdą minutą. Gdy tak leżała obok mężczyzny zdała sobie sprawę, co uczyniła takiego. Dopiero szara rzeczywistość uderzyła prosto do jej głowy, pokazując możliwości ich dotychczasowego przedsięwzięcia. Arleight… Kurwa jesteś taka beznadziejna, przeszło jej przez myśl. Ostatni raz spojrzała badawczo spod przymkniętych powiek na swojego towarzysza niedoli, który zdawał się myślami gdzieś indziej. Nie myśląc zbyt wiele sięgnęła po swoją koszulę, przewieszoną przez zagłowie łóżka. Ubrana w nią położyła się w najdalszym zakątku swojego dużego łóżka, aby mieć odrobinę swobody i prywatności. Jednak tak mało znaczące ruchy po łóżku spowodowały swoisty grymas na jej twarzy, gdy poczuła dokuczliwy ból w dolnych partiach swojego ciała. W sumie nie dziwiła się z takich negatywów tamtejszych jakże kreatywnych aktywności, gdyż sama już pogubiła rachubę czasu. Szybko policzyła w myślach, kiedy miała możliwość robienia podobnych aktywności. Czując swoją beznadziejność złapała się za głowę, przeklinając cały świat.
7 grudnia 2019
Od Raven CD Pana Stasia
Zaskoczona zamrugała kilka razy, aby zrozumieć powagę sytuacji. Czy on zamierzał…? Raven jesteś najgłupszym stworzeniem na tym świecie, przeszło jej przez myśl, jednak z tak wielkim uczuciem bólu gdzieś tam głęboko w niej. W trybie wręcz natychmiastowym odsunęła się na kilka centymetrów, aby spojrzeć ostatni raz ukradkiem na tak piękne oczy. Niby zapalenie niewinnego zioła nie wnosi nic ciekawego, jednak szczerze potrafiło pokazać tą “prawdziwą” połowę człowieka. Która przeważnie miewała być ukrywana, aby nikt nie wykorzystał jej jako słabość. Głupie i nieprzemyślane zachowanie pchało ją w sytuacje, jakie chciała ponad wszystko chciała uniknąć. Gdyż stawianie ją w beznadziejnych sytuacjach, doprowadzały niekiedy do nieprzemyślanych decyzji. Ośmieszając ją na wiele efektywnych sposobów, szkoda tylko, że takie realia rodziły się tylko w jej głowie. Ściągnęła dłonie z jego torsu. Arleight, popełniłaś tak wielki błąd.
- Przepraszam Cię… Nie powinnam dotykać tego zielonego gówna, cholerstwo. Ścierwo niszczące niekiedy życie porządnych ludzi, prowadząc ich na dno. - chwyciła się niespodziewanie za skroń, kiedy nikły ból przeszedł przez jej czaszkę. W oka mgnieniu znalazła się na drugim końcu pomieszczenia, przykładając czoło do zimnej ściany swojego domostwa. Głód zaczął upominać się o swoje, mieszając całkowicie w jej głowie, przepełniona goryczą niskiego upadku.
- Raven. . . Naprawde uwarunkowanie odejścia jest wymuszone, zwierzęta same nie dostarczą sobie pożywienia. Widziałaś na własne oczy, jak wygląda częściowo moje życie na farme, Raven…
- Rozumiem pustkę Twoich słów, jakie wychodzą tak szybko. Wyczuwam lekkie zagubienie i żałość za czyny, jakich doprowadza palenie zioła.
- Myślałem, że rozumiesz…
26 listopada 2019
Od Raven CD Bezimienny
“Arleight… Jesteś moją córką, co oznacza, że nigdy nie możesz paść na kolana przed innymi. Zepsuci świata obecnego kłaniać się przed tobą będą, gdyż będziesz na to zasługiwać. Ciężka praca nad sobą, każda łza, pot i krew - to będzie twoje trofeum victorii.“
Ojczulku, jak bardzo myliłeś się w swoich słowach, jakimi karmiłeś moje młode jestestwo. Dopiero z czasem zrozumiałam, jakim wielkim fałszem były przepełnione, przedstawiając mi w umyśle iluzyjne widzenie świata. Życie jednak okazało się dla mnie wręcz zabójcze, tym samym upadłam na dno. Przeżyłbyś tortury zadane przez żniwiarzy, które ja, delikatna osoba cieleśnie przeżyła? Dałabym sobie uciąć swoją dłoń. Twoje błagania rozeszłyby się poprzez piwniczne korytarze, ale może kamienne serce, jak i charakter nareszcie by pękło. Poznałbyś ból emocjonalny, jaki czułam JA, kiedy opuściłeś najważniejsze momenty mojego życia.
Ojczulku, jak bardzo myliłeś się w swoich słowach, jakimi karmiłeś moje młode jestestwo. Dopiero z czasem zrozumiałam, jakim wielkim fałszem były przepełnione, przedstawiając mi w umyśle iluzyjne widzenie świata. Życie jednak okazało się dla mnie wręcz zabójcze, tym samym upadłam na dno. Przeżyłbyś tortury zadane przez żniwiarzy, które ja, delikatna osoba cieleśnie przeżyła? Dałabym sobie uciąć swoją dłoń. Twoje błagania rozeszłyby się poprzez piwniczne korytarze, ale może kamienne serce, jak i charakter nareszcie by pękło. Poznałbyś ból emocjonalny, jaki czułam JA, kiedy opuściłeś najważniejsze momenty mojego życia.
7 października 2019
Od Raven CD Pana Stasia
“ Z pozoru zwykła fabryka, znajdująca się obrzeżach miasta. Niegdyś wzorcowa potęga początkowego przemysłu na wielką skalę, obecnych czasach grabiona przez złomiarzy od środka i przyrodę. Teraz na koncie miała podpisane dokumenty o rozbiórkę, jednak dla rządu z biegiem lat straciła większe znaczenie. Znalazła jednak istotne znaczenie dla wielu grup społecznych, artystów i odludków. Formę ekspozycji swoistej architektury, czy nawet bycie przystankiem zwiedzania zapaleńców miejsc opuszczonych. Najczęściej była swoistą przystanią, broniącą szkalowane głowy wykończonej życiem młodych ludzi.
Obecnie urzędująca ta banda nie znalazła żadnych przeciwwskazań, było nawet odwrotnie. Podziały i rozmowy w tym temacie poszły gładko, kosztując kilka działek mocnego narkotyku i taniego alkoholu. Tym samym mogli cieszyć się dowoli swoim miejscem spotkań i wspólnych planów na rzeczy, do których wtajemniczeni mieli tylko dostęp. Oczywiście nie posiadali ładki obywateli na medal, kolorowych w świetle współczesnego prawa. Porzuceni przez rodziców, poczucie zaniedbania , brak szacunku ogółu i wiele powodów skłaniało ich, aby popaść w skrajność. Ciałem pozostać na ziemi, jednak umysłem sięgnąć do wyższych warstw umysłu. Całkowicie innych wymiarów świadomości ludzkiej, o której nikt otwarcie nie miał większego pojęcia. Tak przynajmniej mówił “naczelnik” ich grupy, który ponad wszystko dbał o swoją rodzinę od dwóch lat.
Obecnie urzędująca ta banda nie znalazła żadnych przeciwwskazań, było nawet odwrotnie. Podziały i rozmowy w tym temacie poszły gładko, kosztując kilka działek mocnego narkotyku i taniego alkoholu. Tym samym mogli cieszyć się dowoli swoim miejscem spotkań i wspólnych planów na rzeczy, do których wtajemniczeni mieli tylko dostęp. Oczywiście nie posiadali ładki obywateli na medal, kolorowych w świetle współczesnego prawa. Porzuceni przez rodziców, poczucie zaniedbania , brak szacunku ogółu i wiele powodów skłaniało ich, aby popaść w skrajność. Ciałem pozostać na ziemi, jednak umysłem sięgnąć do wyższych warstw umysłu. Całkowicie innych wymiarów świadomości ludzkiej, o której nikt otwarcie nie miał większego pojęcia. Tak przynajmniej mówił “naczelnik” ich grupy, który ponad wszystko dbał o swoją rodzinę od dwóch lat.
20 września 2019
Od Raven CD Pana Stasia
Dziewczyna kpiąco spojrzała to na mężczyznę, raz na drogocenny towar spoczywający w jej mniejszej dłoni. Na sam widok tego świństwa, zmarszczyła swój nosek wspominając czarne czasy, o których istnieniu chciała zapomnieć już na zawsze. Paliła niejednokrotnie w swoim krótkim życiu, robiąc za jednego z nielicznych pośredników w ich malutkiej społeczności. Specyficzny zapach drażnił jej nozdrza nawet z takiej odległości, która była spora. Przypomniała sobie ubranie wilkołaka sprzed ich porządnego przeprania, zdradzając jego zabawy w swoistą degustację. Ciekawiły ją okoliczności, jakie doprowadziły jego organizm do zaistniałego ówcześnie stanu. Roztarła bolące jeszcze ramię od upadku ze schodów,. podczas próby wniesienia jego zwłok na piętro swojego domostwa. Do najlżejszych nie należał, a niekontrolowane ruchy ciała i walka w zaparte odegrała się na niej dość boleśnie. Los ponownie zdołał z niej zakpić. Dość konkretnie odpłacał się za życie, jakie prowadziła przez ostatnie miesiące wolności.
- Śmierdzisz jak jeszcze nigdy, zapchlony kundlu. - odłożyła delikatnie liście do niewielkiego woreczka z tkaniny przy pasie, przeważnie będącym nieodłącznym elementem jej ubioru. Zawartością zamierzała się zająć odpowiednio w późniejszym czasie, gdy pozostanie sama w swoich czterech ścianach. Zżerała ją ciekawość, czy promieniowanie i mutacje zwiększyły możliwości rośliny. Jeśli tak, zamierzała na tym skorzystać. Praktyka nabyta nie poszła na pewno na marne. - Mam wszystko przygotowane do zdrowego śniadania. Trochę zieleninki, mięska i magicznego napoju z gumijagód, baranie.
- Raven… Znowu to robisz, jak na początku naszej znajomości… - usłyszała za swoimi plecami słaby głos, gdy zamierzała opuścić pomieszczenie. - Gdzie jest moja koszula, tym bardziej reszta odzienia?
- Wyprane i pozbawione brudów Twojego leżakowania, wiszą na poddaszu. Wyglądałeś jak debil, zastałam Cię leżącego na ziemi pod jakimś krzakiem. Taki rozanielony, mruczący jakie to wszystko cudne…
- Śmierdzisz jak jeszcze nigdy, zapchlony kundlu. - odłożyła delikatnie liście do niewielkiego woreczka z tkaniny przy pasie, przeważnie będącym nieodłącznym elementem jej ubioru. Zawartością zamierzała się zająć odpowiednio w późniejszym czasie, gdy pozostanie sama w swoich czterech ścianach. Zżerała ją ciekawość, czy promieniowanie i mutacje zwiększyły możliwości rośliny. Jeśli tak, zamierzała na tym skorzystać. Praktyka nabyta nie poszła na pewno na marne. - Mam wszystko przygotowane do zdrowego śniadania. Trochę zieleninki, mięska i magicznego napoju z gumijagód, baranie.
- Raven… Znowu to robisz, jak na początku naszej znajomości… - usłyszała za swoimi plecami słaby głos, gdy zamierzała opuścić pomieszczenie. - Gdzie jest moja koszula, tym bardziej reszta odzienia?
- Wyprane i pozbawione brudów Twojego leżakowania, wiszą na poddaszu. Wyglądałeś jak debil, zastałam Cię leżącego na ziemi pod jakimś krzakiem. Taki rozanielony, mruczący jakie to wszystko cudne…
15 września 2019
Od Raven CD Pana Stasia
Odczuwała swoisty wstyd przez wygląd swojego domostwa, które przy tym mężczyzny, było zwykłą ruderą. Dzisiejszy dzień dał odrobinę wytchnienia od brzydkiej pogody, pozwalając wyłonić się zza chmur kilku promieniom słońca. Nie myśląc dłużej nad swoim czynem, odsłoniła zasłony z okien. Dopiero dostęp naturalnego światła ukazał ogrom szarości pomieszczenia, które tak skrycie ukrywała przed światem. Uklękła przed starym paleniskiem, w którego przedsionku od długiego czasu leżało suche drewno. Łapiąc za krzesiwo kilka razy próbowała podpalić smolne odłamki kory, pokryte żywicą. Po dłuższej chwili rozniósł się w pomieszczeniu wesoły trzask z paleniska i uwodzący zapach sosny.
- Przepraszam za taki nieporządek, jednak… Ostatnimi czasy rzadko spędzam tutaj czas, bądź tylko przesiaduje w sypialni. - przetarła twarz dłonią, wieszając solidny garnek z wodą na palenisku.
- Cóż… Twój tryb funkcjonowania może wiele wyjaśnić, dlatego się tym nie przejmuj zbytnio. - podrapał się niepewnie po głowie, próbując schować swoją obserwację pomieszczenia. - Może…
- Zanim postawię przed Tobą kubek dobrej herbaty, posprzątam tutaj trochę. Tylko się nie ruszaj, tak będzie bezpiecznie i nie ubrudzisz swojego ubrania. - zatrzymała jego próbę wstania ruchem dłoni, aby w oka mgnieniu zniknąć z jego pola widzenia. Wróciła z miotłą i szmatką, zabierając się za zbieranie książek i kartek z stołu.
- Przepraszam za taki nieporządek, jednak… Ostatnimi czasy rzadko spędzam tutaj czas, bądź tylko przesiaduje w sypialni. - przetarła twarz dłonią, wieszając solidny garnek z wodą na palenisku.
- Cóż… Twój tryb funkcjonowania może wiele wyjaśnić, dlatego się tym nie przejmuj zbytnio. - podrapał się niepewnie po głowie, próbując schować swoją obserwację pomieszczenia. - Może…
- Zanim postawię przed Tobą kubek dobrej herbaty, posprzątam tutaj trochę. Tylko się nie ruszaj, tak będzie bezpiecznie i nie ubrudzisz swojego ubrania. - zatrzymała jego próbę wstania ruchem dłoni, aby w oka mgnieniu zniknąć z jego pola widzenia. Wróciła z miotłą i szmatką, zabierając się za zbieranie książek i kartek z stołu.
11 września 2019
Od Raven CD Pana Stasia
Szczerze była zaskoczona jakimikolwiek odwiedzinami, tym bardziej w takiej głuszy. Nie ukrywała, że mieszkała w całkowitym odosobnieniu, co szczególnie jej nie przeszkadzało. Miała wielką prywatność, a porozstawiane pułapki dodawały jej rozrywki. Nie ukrywała swoich zainteresowań w tych tematach, musiała też podziękować w duchu swojemu wujowi. W jego obecności spędzała noce w lasach, aby zapolować na znakomitą dziczyznę. Mięsko przygotowane w taki sposób było czymś niesamowitym, a kubki smakowe tylko upominały sie o kolejne kęsy. Jednak mogła już tylko wspominać o takich specjałach, ciesząc się smakiem cieplutkiego osocza z żył i tętnic. W myślach jednak zacierała już rączki, wyobrażając sobie człowieka wbitego na pal, bądź złapanego w nieoczekiwane wnyki. Podduszonego i zmęczonego od walki o wolność. Dekorację na jej połowie terytorium dawały jasny przekaz, strzeżcie się domownika.
Pogłaskała delikatnie owieczkę po jej łebku, kiedy zwierzątko w najlepsze nie zamierzało odejść od niej. Dziwiło ją to od chwili, kiedy wniosła je do swoich włości. Odetchnęła z widoczną ulga zauważając, że nie jest taka straszna, jak określa siebie spoglądając w roztrzaskane lustro. Szybko musiała zamknąć za sobą drzwi, aby jagniątko nie opuściło razem z nią pomieszczenia. Tak łatwo nie zamierzała go oddać, chyba, że jej właściciel przejdzie po jej trupie. Schodząc po schodach przewiązała w pasie prowizoryczny kawałek skóry, robiący za pasek dla podkreślenia tali. Nawet nie zamierzała zadbać o swój wygląd, wychodząc w swoim “stroju odświętnym”. Zatrzymała się przed lustrem, aby poprawić odstające kosmyki włosów,które były jej znakiem rozpoznawczym. Nie pamiętała dokładnie, kiedy ostatnio je ścinała. Sięgające już prawie do pasa, ostatnimi czasy zaczynały jej zawadzać. Lniana koszula prawdopodobnie męska przepasana brązową rzeczą wyglądała bardziej jak przykrótka sukieneczka, niż niechlujny ubiór do leniuchowania. Była na swoim terenie, prawda? Tym razem ona stawia tutaj zasady.
Pogłaskała delikatnie owieczkę po jej łebku, kiedy zwierzątko w najlepsze nie zamierzało odejść od niej. Dziwiło ją to od chwili, kiedy wniosła je do swoich włości. Odetchnęła z widoczną ulga zauważając, że nie jest taka straszna, jak określa siebie spoglądając w roztrzaskane lustro. Szybko musiała zamknąć za sobą drzwi, aby jagniątko nie opuściło razem z nią pomieszczenia. Tak łatwo nie zamierzała go oddać, chyba, że jej właściciel przejdzie po jej trupie. Schodząc po schodach przewiązała w pasie prowizoryczny kawałek skóry, robiący za pasek dla podkreślenia tali. Nawet nie zamierzała zadbać o swój wygląd, wychodząc w swoim “stroju odświętnym”. Zatrzymała się przed lustrem, aby poprawić odstające kosmyki włosów,które były jej znakiem rozpoznawczym. Nie pamiętała dokładnie, kiedy ostatnio je ścinała. Sięgające już prawie do pasa, ostatnimi czasy zaczynały jej zawadzać. Lniana koszula prawdopodobnie męska przepasana brązową rzeczą wyglądała bardziej jak przykrótka sukieneczka, niż niechlujny ubiór do leniuchowania. Była na swoim terenie, prawda? Tym razem ona stawia tutaj zasady.
7 września 2019
Od Raven do Filemony
Zimny wiatr uderzał prosto w jej bladą twarz, rozwiewając tym samym
rozpuszczone kruczoczarne włosy do tyłu. Przekleństwo skalało jej usta,
kiedy przydługa już grzwyka przerwała jej podziwianie widoku. Przetarła
dłonią widoczne kropelki potu, zbierające się na jej czole przywołując
poczucie nieczystości. Ponownie wzrok skupiła na widoku przed sobą, jaki
roztaczał się z jednego z nielicznych klifów. Gdzieś tam daleko za
horyzontem znajdował się jej stary dom i życie, za którym po cichu
tęskniła. Z każdym miesiącem życia na wyspie skreśliła nienawiść życia w
dużym mieście oraz wszelkie nowinki techniczne, które ułatwiały jej
tamto życie. Słyszała o wielu śmiałkach, którzy próbowali uciec z ich
niecodziennego raju. Wyspa jednak upomniała się o swoje dzieci, zaś
przyroda tylko w tym jej pomagała. Raven kiedyś dostrzegła świeże
zwłoki, które musiały rozbić się o skały. Niezbyt honorowa śmierć,
pomyślała wtedy, wspominając niedawną przechadzkę po nieznanych jeszcze
terenach. Na samą myśl o tych wspomnianych robiło się jej niedobrze, a
jednak postanowiła oddać ostatni hołd ofierze wyspy. O odnalezionych
ciałach pozostały tylko trzy kopczyki i wianki, które w wiosenne i
letnie dni starała się wymieniać co jakiś czas. Każdy zasługiwał na
pamięć, aby nie zostać zapomnianym.
Spojrzała ponownie na
niebo, gdzie spomiędzy chmur padło na nią promień słońca. Szybko czarny
kaptur bezrękawnika wyladował na jej głowie, aby uchronić jej wrażliwe
na światło organizm. Często się zastanawiała, czy byłaby zdolna do
takiego poświęcenia. Skoku z takiego klifu, aby zakończyć swoje
beznadziejne życie tutaj. Z beznamiętnym wyrazem twarzy podeszła do
krawędzi wzniesienia, aby lepiej przyjrzeć się falą odbijanym o skały.
Był to niczym hipnotyzujący widok, taki magiczny w tym momencie.
Od Raven CD Pana Stasia
Poraz
kolejny raz przetarła namoczoną ściereczką prymitywne dość blaty
kuchenne, aby wszystko doprowadzić do stanu początkowego. Nie
pozostawiła garnków na długie schnięcie, chowając je na swoje
dotychczasowe miejsca. Musiała przyznać swoją zabawę w kucharza jak
najbardziej udaną, co mogło świadczyć o jej uśmieszku pod nosem.
Podśpiewując znajome melodie z poprzedniego życia, przełożyła pozostałą
porcję do innego półmiska, który następnie schowała do lodówki. Zdziwiła
się, że większa część strawy zniknęła z dość dużego garnku. Z
przegotowaną wcześniej wodą w kubku weszła do salonu, aby spojrzeć na
zakończoną pracę. Pomieszczenie nie przypominało tamtego zdewastowanego,
który zastała po powrocie odzyskania przytomności.
Czuła się
źle przez zapach jedzenia, z utęsknieniem pragnęła ponownie poczuć
tamten smak. Nie mogła zjeść najmniejszego okruszka, gdyż jej ciało nie
potrzebowało takiego rodzaju paliwa do egzystencji. Tym samym sposobem
usiadła naprzeciwko gospodarza, kładąc naczynie obok swojej osoby. Nie
dziwiła się ilością zjedzonej części jedzenia, ciężko pracował przez
ostatnie godziny. Okno na pierwszy rzut oka wyglądało o wiele solidniej,
niż sprzed wybitej poprzedniczki . Opierając głowę na dłoni, wpatrywała
się w blat solidnego stołu.
- Jeden… Dwa…
Trzy… Zjem Cię jeszcze tutaj dziś. Cztery… Pięć… Sześć… Chciałabym Cię
dzisiaj… - w ostatniej chwili powstrzymała się przed dalszym tworzenie
pseudo-rymowanki. Strasznie się jej nudziło, gdyż jej rezerwy energii w
żaden sposób nie zostały spożytkowane. Równie szybko zakryła swoją
twarz, przez swoje niemoralne i brudne myśli. Rumieńce niejawnie ją
zdradziły.
- Co byś chciała, bo nie zrozumiałem? Nie
zamierzasz… - zdołała tylko westchnąć, kiedy wilkołak o mało nie udławił
się jadłem. Używając swojej nadnaturalnej szybkości pojawiła się za
jego osobą, aby delikatnie uderzyć go między łopatkami.
- Następnym razem przyniosę Tobie zrobiony ówcześnie śliniak, bo jesz jak mały dzieciak. Żałosne…
- O-ostrzegam po raz ostatni, abyś hamowała swoje odzywki…
- Wcześniej tego nie mówiłam, ale zachowujesz się jak gbur. Marudzący spracowany dziadek, którego wszyscy wkurzają.
-
Jesteś w moim domu, jakbyś nie wiedziała. - szybko jej przerwał, kiedy
wystrzelił swoim wzrokiem w jej stronę. Zdołała tylko zatrzymać ruch
ręką, która ułożyła na jego plecach. W całkowitym bezruchu, wymieniając
wyzywające spojrzenie. Czarnowłosa czuła, że przekroczyła wszelkie
granice. Musiała jak najszybciej opuścić jego teren, aby dać odpocząć
nowemu towarzyszowi.
- Może od razu mnie zjesz, huh?
Pominiemy wątek rozszarpania, sama odetnę sobie kończyna po kończynie.
Oddziele skórę od innych tkanek, potem mięśnie i ścięgna… Wystarczy, że
przemienisz się i jedzonko jak na talerzu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)