Zdecydowanie dowiedziałem się więcej, niż chciałem od dziewczyny w tym momencie. To, co mówiła
dzień wcześniej, o robieniu krzywdy i niepanowaniu nad sobą, było
prawdą. Spojrzałem na swoje ręce i siebie, rozmyślając nad wieloma
sprawami. Głównie dotyczącymi
mnie samego. Co prawda miałem przebłyski świadomości jakby wspomnienia
lub jakby sny, widziane przez gęstą mgłę, z trzeciej osoby. Było to
wszystko dla mnie trudne w tym momencie. Nawet nie wiedziałem, co we
mnie wzbudza ten instynkt. Instynkt... Może to złe słowo.
Zezwierzęcenie, bycie kimś innym niż jestem, mroczniejszą stronę.
Raven z początku siedziała spokojnie na małym krzesełku, pośrodku salonu, okryta kocem i rozmyślała. Ja, żeby się czymś zająć, zacząłem sprzątać szkody, które sam w nocy nawyprawiałem. Wiedziałem, że może ją to lekko irytować, szczególnie że raz po raz przechodziłem z jednego miejsca w drugie, oprócz tego nie odzywając się nawet słowem.
To nie tak, że nie chciałem się odzywać. Czułem potrzebę, aby przemilczeć i przemyśleć wszystko, co się do tej pory wydarzyło. Oprócz tego musiałem wysprzątać w swojej chatce, ze względu na dziurę, która tu była, zamiast okna. W pewnym momencie jednak Raven przerwała milczenie.
- Cholera jasna… Naprawdę czuję się jak więzień, a ty wyglądasz jak pokojowa z Manhattanu. Siadaj na ten tyłek, zrobię porządny obiad tobie. - Odezwała się w końcu, wkraczając jak gdyby nigdy nic do kuchni. - Może byś się odezwał, czy język masz odcięty?
Rzuciłem na nią tylko spojrzeniem, zatrzymując się w miejscu jak na zawołanie lub jakby mnie ktoś wyłączył. Przez chwilę nasz wzrok się spotkał, by za chwilę mój uciekł. Znów wróciłem do swojego wędrowania po chatce, poprawiania rzeczy i małego sprzątania.
Raven z początku siedziała spokojnie na małym krzesełku, pośrodku salonu, okryta kocem i rozmyślała. Ja, żeby się czymś zająć, zacząłem sprzątać szkody, które sam w nocy nawyprawiałem. Wiedziałem, że może ją to lekko irytować, szczególnie że raz po raz przechodziłem z jednego miejsca w drugie, oprócz tego nie odzywając się nawet słowem.
To nie tak, że nie chciałem się odzywać. Czułem potrzebę, aby przemilczeć i przemyśleć wszystko, co się do tej pory wydarzyło. Oprócz tego musiałem wysprzątać w swojej chatce, ze względu na dziurę, która tu była, zamiast okna. W pewnym momencie jednak Raven przerwała milczenie.
- Cholera jasna… Naprawdę czuję się jak więzień, a ty wyglądasz jak pokojowa z Manhattanu. Siadaj na ten tyłek, zrobię porządny obiad tobie. - Odezwała się w końcu, wkraczając jak gdyby nigdy nic do kuchni. - Może byś się odezwał, czy język masz odcięty?
Rzuciłem na nią tylko spojrzeniem, zatrzymując się w miejscu jak na zawołanie lub jakby mnie ktoś wyłączył. Przez chwilę nasz wzrok się spotkał, by za chwilę mój uciekł. Znów wróciłem do swojego wędrowania po chatce, poprawiania rzeczy i małego sprzątania.