Nie zarzucałem nic Melody, jednakże wiem, że nie poradziłaby sobie z tymi rzeczami. Kupiła na prawdę dużo rzeczy ode mnie, które może i nie były same w sobie ciężkie, jednakże ich ilość powodowała, że łącznie sporo ważyły. Po wniesieniu toreb i tobołków do domku dziewczyny, ta zaprosiła mnie na herbatę. Początkowo nie chciałem się zgodzić, jednak wiedziałem, że mi nie odpuści. Wszedłem do salonu i usiadłem na kanapie, rozglądając się po wnętrzu.
Siedziałem w salonie, bodajże w centrum dolnego piętra. Zdawało mi się, że po prawej stronie widziałem kuchnie z jadalnią, a z lewej gdzieś moim oczom ukazała się pracownia, w której to Mel przygotowywała świetnego rodzaju materiały.
16 listopada 2019
12 listopada 2019
Podsumowanie miesiąca - październik
Serdecznie witam w kolejnym podsumowaniu!
Mam zaszczyt poprowadzić je pierwszy raz jako świeżo włączony do współpracy administrator, do którego również możecie zgłaszać się z opowiadaniami, formularzami i problemami. Przytulę do serducha jak kochana cioteczka, której wszyscy unikają na rodzinnych spotkaniach. Szczerze liczę na to, że dobrze zajmę się moimi obowiązkami i uda mi się podołać Waszym oczekiwaniom. Będę się starać jak za dwóch! *^ * I jednocześnie bardzo przepraszam za spóźnienie z podsumowaniem.
Od Bobby CD Derycka
Za kogo on się w ogóle miał?!
Stojący przede mną facet musiał być jednym z samotników. Szczerze to wyglądał mi na zawadiakę, ale do tego obrazu nie pasował mi jego spokój. Jeszcze miał czelność oskarżać mnie o kłamstwa... Do pedantów ani praworządnych obywateli nie należałam, ale w moim salonie nie było mowy o pozostawianiu jakichkolwiek porozrzucanych śmieci i bibelotów, a stare przyzwyczajenia nie wychodzą tak szybko z człowieka. Oczywiście moje nieudolne prace zabrałam ze sobą.
Stojący przede mną facet musiał być jednym z samotników. Szczerze to wyglądał mi na zawadiakę, ale do tego obrazu nie pasował mi jego spokój. Jeszcze miał czelność oskarżać mnie o kłamstwa... Do pedantów ani praworządnych obywateli nie należałam, ale w moim salonie nie było mowy o pozostawianiu jakichkolwiek porozrzucanych śmieci i bibelotów, a stare przyzwyczajenia nie wychodzą tak szybko z człowieka. Oczywiście moje nieudolne prace zabrałam ze sobą.
3 listopada 2019
Od Bezimiennego do Raven
Poły czarnego płaszcza
zwisały bezwładnie, marszczone chłodnym wiatrem. Siedzący na gałęzi
mężczyzny spuścił z niej prawą nogę. Melancholijnie poruszająca się
kończyna przypominała wahadło zegara, ukryte za ciemnym materiałem.
Mężczyzna siedział w zupełnym bezruchu, niewzruszony okazjonalnie
potężniejszymi atakami wiatru — marmurowe posąg. Siedział z głową
uniesioną ku niebu, co chwila, opieszale smakując nocnego powietrza,
zdradzającego niechybnie nadejście chłodniejszych dni. Wzbijające się w
górę obłoki pary oddechu niczym nie ustępowały chmurą, tak zajadle
przysłaniające migocące oczy gwiazd. Spoza nich przebijał się jedynie
majestat księżyca. Ogromnej tarczy prezentującej w pełni swoje obliczę,
rzucając na świat morze bladego światła. Zdawać by się mogło, że ten
blask zalec może w każdym kącie, przeniknie wszystko, pozna każdą
tajemnicę.
Colette westchnął głośno, z utęsknieniem próbując doszukać się gwiazd na niebie. Mimo wszystko ich brak nie przeszkodził mu w zachwycaniu się nocą. Nic nie było, ani brak gwiazd, ani zimno, ani nawet pustka. Pustka powoli pochłaniająca każdy cal jego jestestwa.
skąd się we mnie bierze, ta miłość do nocy,
w której niezmącona cisza
wciąż szepcze do ucha
w której gwiazdy oświetlają drogę
ku przeszłości
i przyszłości
a księżyc daruję pogodę
dzięki której ma dusza, nie oczy
podziwia piękno nocy
Colette westchnął głośno, z utęsknieniem próbując doszukać się gwiazd na niebie. Mimo wszystko ich brak nie przeszkodził mu w zachwycaniu się nocą. Nic nie było, ani brak gwiazd, ani zimno, ani nawet pustka. Pustka powoli pochłaniająca każdy cal jego jestestwa.
skąd się we mnie bierze, ta miłość do nocy,
w której niezmącona cisza
wciąż szepcze do ucha
w której gwiazdy oświetlają drogę
ku przeszłości
i przyszłości
a księżyc daruję pogodę
dzięki której ma dusza, nie oczy
podziwia piękno nocy
Od Phanthoma CD Fafnira
Otworzyłem oczy w momencie, w którym ktoś zaczął mi naciskać na brzuch.
Nie był to silny ucisk, ale ten ktoś „wspinał się po mnie”. Myślałem, że
to jeszcze sen, ale kiedy położyłem dłonie wzdłuż ciała i zamiast
materaca poczułem zimne kostki, otworzyłem oczy. Parę razy zamrugałem, a
kiedy ostrość się wyostrzyła, zrobiłem się cały czerwony, a sami
opisywanie tego widoku w późniejszym czasie będzie… bardzo dziwne, ale
jednocześnie zabawne.
Na moich biodrach siedział Fafnir, był tak samo jak ja zaspany, ale kiedy oboje zdaliśmy sobie sprawę, że młodszy siedzi na moich biodrach, gdy jestem w samych bokserkach, a on jest pozbawiony bielizny, ponieważ ostatnią parę zamoczył, a za duża koszula, w której spał, podwinęła mu się do góry i ujrzałem coś, czego bym się nie spodziewał, nasze twarze przybrały czerwony kolor – nie, to nie był czerwony, to był tak krwisty odcień, jak nigdy w życiu. Przez chwilę żaden z nas się nie poruszył, a ja patrzyłem to na jego oczy, to na jego dół, nawet nie mam pojęcia dlaczego. Nie wspomniałem jeszcze o jednej, naturalnej rzeczy, przez którą przechodzi praktycznie każdy mężczyzna rano… ale powinniście się domyślić, dlaczego miałem „namiot”.
Na moich biodrach siedział Fafnir, był tak samo jak ja zaspany, ale kiedy oboje zdaliśmy sobie sprawę, że młodszy siedzi na moich biodrach, gdy jestem w samych bokserkach, a on jest pozbawiony bielizny, ponieważ ostatnią parę zamoczył, a za duża koszula, w której spał, podwinęła mu się do góry i ujrzałem coś, czego bym się nie spodziewał, nasze twarze przybrały czerwony kolor – nie, to nie był czerwony, to był tak krwisty odcień, jak nigdy w życiu. Przez chwilę żaden z nas się nie poruszył, a ja patrzyłem to na jego oczy, to na jego dół, nawet nie mam pojęcia dlaczego. Nie wspomniałem jeszcze o jednej, naturalnej rzeczy, przez którą przechodzi praktycznie każdy mężczyzna rano… ale powinniście się domyślić, dlaczego miałem „namiot”.
Subskrybuj:
Posty (Atom)