5 lutego 2020

Od Derycka CD Damen

Wiedziałem, że mężczyzna do mnie przyjdzie po jeszcze więcej pytań i odpowiedzi. To była tylko kwestia czasu. Dlatego też wróciłem do swojej kryjówki, odświeżyłem się i zrelaksowałem. Miałem przeczucie, że zainteresowałem go tym tematem. Będzie jak dziecko chciał więcej zadać pytań i otrzymać odpowiedzi. Skąd to wiedziałem? Może dlatego, że na początku byłem taki sam. Też szukałem, krążyłem i czułem się zagubiony. Z tym że na niektóre nie znalazłem jeszcze odpowiedzi.
Minęło kilka dni, może tydzień, może nawet niecały. Kto by to liczył. Ja w tym czasie relaksowałem się w swoim pokoju. W ten usłyszałem jakieś kroki, najprawdopodobniej tego samego faceta co wtedy i wołanie. Po głosie rozpoznałem mężczyznę, któremu wcześniej udzielałem lekcji życia na temat wyspy. Moje przeczucia były więc słuszne. Czasem mnie to aż przerażało. To, że tak często miałem racje. Przynajmniej ostatnimi czasy.

3 lutego 2020

Od Pana Stasia cd Raven

Mruknąłem cicho i przeciągle, przechadzając się po złudniczych alejach. Nie lubiłem tutaj przychodzić, szczególnie sam. Podczas gdy słońce znajdowało się w odpowiednim miejscu, kącie i przy idealnej pogodzie, było tutaj wiele niewyjaśnionych zjawisk, za którymi sam nie przepadałem osobiście. Pojawiały się sylwetki, pokoje, odbicia, różnego rodzaju cienie. Sprawiało to wrażenie takiego pobytu w jakimś fantastycznym miejscu. Idealne miejsce dla dzieciaków, szukających wrażeń. Szczególnie małych dziesięcioletnich dziewczynek.
Powoli przechadzałem się kamiennymi alejkami, pomiędzy drzewami, krzewami oraz różnego rodzaju zielenią. Powoli chodziłem koło kamiennych murków i różnych pozostałości. Patrzyłem w górę, w korony drzew oraz na gałęzie. Cały czas wołałem "Lily, jesteś tutaj?" Chcąc, aby się odezwała. Miałem szczerą nadzieję, że ją tutaj odnajdę.
W tym miejscu była zdecydowanie bezpieczniejsza niż tam, w śpiącym kanionie. Było tam o wiele więcej niebezpiecznych stworzeń, samotników oraz zwierząt. Tutaj było bardziej neutralnie, spokojnie i kolorowo. Rzadko kiedy trafiało się jakiekolwiek zagrożenie.

Od Bobby do Bezimiennego - Szczury laboratoryjne

Spróbowałam otworzyć oczy. Rażące światło skutecznie mi w tym przeszkadzało. Zakryłam je dłońmi, które coś za bardzo mi ciążyły. Za chu*a nie pamiętam, jak się tutaj znalazłam. Wiem, że wyszłam z domu celem załatania komuś kolejnej dziury w dachu, no bo przecież to roztopy to na głowę kapie. Nie wiem, oni tą strzechę żrą przez te zimę, czy co? W każdym razie nie doszłam nawet do chałupki tej kobiety, a teraz leżę tutaj. Roztarłam oczy i rzuciłam okiem na otoczenie. Laboratorium. Może to wszystko to był jednak sen? A jeśli tak naprawdę podali mi zbyt dużą dawkę leków i ta cała wyspa to tylko majaki?

2 lutego 2020

Od Raven CD Pan Staś

Sama wampirzyca o mało nie przewróciła się, ostatniej chwili padając ramionami na cielsko kochanego pupila. Wyrwała z uwięzi sznura przy siodle kukłę, aby dokładniej się jej przyjrzeć. Jak to było możliwe, że od tyłu łudząco przypominała tak ich córeczkę. Krew zawrzała w jej żyłach, gdy długo wpatrywała się w wyrysowaną mimikę twarzy. Ten sarkastyczny uśmieszek, cholera. Z głośnym krzykiem rzuciła zlepkiem drewna i szmatek o pobliską skałę, próbując złożyć wszystko w skrupulatną całość. Nawet pokusiła się o jebaną imitację włosów, aby wyglądała bardziej realistycznie. Podczas swojej ciężkiej do zniesienia ciąży, wyobrażała swojego pierworodnego potomka ciut inaczej. Wizja przedstawiała grzecznego aniołka, który odziedziczy dobre cechy po ukochanym przyszłym ojcu. Ależ oczywiście, że los postanowił zrobić z nich żarty. Winą obarcza też postawę swojej drugiej połowy, gdyż ta rozpieszczała “kochanego aniołka” ponad wszystko.

-“Kochana pijawko… [...] - słysząc słowa mężczyzny, warknęła niczym głodne świeżego mięsa zwierzę. Nie zamierzała szczędzić sobie słów, znalazł sobie odpowiednie miejsce na żartowanie. Jednak sytuacja malowała się w dość niekonwencjonalnych barwach.
-Stanisławie… Odezwij się jeszcze raz, a poczujesz pięść na swojej twarzy. - odwróciła się w zawrotnym tempie do niego. Oniemiała. Prawie zbierała szczękę z ziemi. - Niech tylko ją dorwę w swoje łapy.
-“ Kochana pijawko, tak tatuś nazywa Cię słodko w mojej obecności. Przeważnie jest bardzo ostrożny, bo możesz pojawić się w najmniej oczekiwanym momencie naszych spacerów. Na pewno kipisz złością, niczym gotująca się zupa wilczka, gdy zostawia ją bez pilnowania. Kochany Tygrysek mi tylko zawadzał, więc wymyśliłam plan. Wrócę do domu wieczorem, kochany aniołek tatusia. “ - oboje spojrzeli na siebie. Cisza pomiędzy nimi była niczym cisza przed burzą, mogła zwiastować naprawę wiele. Ciszę, bądź kolejną wojnę na horyzoncie. - Raven.
-Stanisławie Pancykiewkski. Jeszcze raz zauważę, że rozpieszczasz naszego potomka… Wyrośnie z niej taki lekkoduch, nigdy sobie nie poradzi bez nas. Prędzej zginie przez własną głupotę, ośle. - wyrwała mu naprędce kawałek prymitywnego papieru. Na pierwszy rzut oka idealnie poznała kanciaste pismo, prześledziła wzrokiem słowo po słowie. Wszystko się zgadzało. Na pewno pisał to mały wrzód na dupie, przecież to kruczowłosa kobieta uczyła ją pisania. Kolejny jej błąd, zbyt dużo przykładała się do edukowania Lily.

1 lutego 2020

Podsumowanie miesiąca - styczeń

Dzieeeeń dobry, moi najmilsi!
Witamy was serdecznie wraz z początkiem weekendu w podsumowaniu stycznia! Weszliśmy już w okres ferii zimowych, więc życzymy wszystkim tym, którzy je właśnie mają albo dopiero będą mieć, dobrej zabawy i porządnego wypoczynku przed powrotem do nauki! Gratulujemy również tym, którym udało się już zakończyć sesje, dobra robota, słonka, a za tych, którzy jeszcze chwilę będą musieli popracować, trzymamy kciuki!