Fafnir wbił tępy wzrok w podłogę. Czuł się winny. Z każdym dniem coraz bardziej. Nie mógł sobie wybaczyć przemiany, a co za tym idzie, przechwycenia przez naukowców jednego z jego przyjaciół. Kolejny nieludzki eksperyment. Początkowo nie zdawali sobie z tego sprawy. Jednak, gdy kolejne dni w zamknięciu mijały, a smoki zostały pozbawione wody i pożywienia, zrozumieli co się święci. Sprawdzali ich wytrzymałość. Gdyby umarli, nikt by nawet tego nie zauważył poza nimi samymi. Świat nie wiedział o miejscu, do którego trafili, a dla naukowców byli tylko jednymi z wielu obiektów badań, które mogli w każdej chwili zastąpić nowymi osobnikami.
Z każdym dniem nadzieja na wypuszczenie przez naukowców bruneta i albinosa malała w sercu młodszego. Całymi dniami siedzieli blisko siebie, czasem chodzili w kółko. Nocami spali blisko siebie. Bywało, że Fafnir przytulał się do piersi przyjaciela w poszukiwaniu odrobiny ciepła lub zwyczajnie uczucia bliskości kogoś, komu mógł zaufać. Bo cóż innego mogli robić? Wszystkie próby uwolnienia się z zamknięcia poszły na marne. Phanthom wciąż szukał sposobu, którego nie wypróbowali, ale Fafnir stracił nadzieję równie szybko jak siły.
- Fafnir - brunet przestał nagle krążyć po pokoju i kucnął przy albinosie - Mam plan, musimy spróbować. - powiedział. Młodszy jedynie skinął słabo głową.
- Więc co robimy? - zapytał Fafnir, gdy całkowicie wrócił myślami na ziemię.
- Udaj, że nie żyjesz. Połóż się i się nie ruszaj, jakbyś spał i nie reaguj. - wyjaśnił Phanthom. Fafnir lekko się ożywił. Może tym razem plan wypali? Wyglądał na taki, który musi się udać.
Albinos skinął głową i wykonał polecenie starszego. Po chwili brunet zaczął krzyczeć, odgrywając scenę żywcem wyjętą z jednego z filmów. Udawał, że próbuje zatrzymać umierającego przyjaciela przy sobie, obiecując mu, że wkrótce wydostaną się z więzienia.
Po około dziesięciu minutach drzwi się otworzyły. Dwoje ludzi weszło do pomieszczenia, by zabrać albinosa. Phanthom rzucił się na nich, zostając prawie od razu porażonym prądem.
Gdy mężczyźni wynosili Fafnir'a, smok spróbował po raz kolejny swoich sił. Tym razem udało mu się przygwoździć jednego z nich do ściany. Po chwili jednak ponownie rażono go prądem. Brunet odsunął się, chowając ręce w materiale bluzy, którą miał na sobie. Albinos został wyniesiony, a drzwi na nowo zamknięte. Phanthom podniósł głowę.
16 marca 2020
15 marca 2020
Od Phanthoma cd Fafnir
Powiedzieć, że czułem się jak trup, to za mało, tym bardziej że jeszcze miałem czucie i czułem zbyt intensywnie. Bolało mnie kości, nie mówiąc o skórze, która w niektórych miejscach była jeszcze czerwona od wcześniejszego jej rozrywania.
Byłem mu bardzo wdzięczny. Nawet jeśli zupa miała za mało soli i mogła się pogotować dłużej, sam jego trud i wysiłek sprawił, że zupa mi smakowała. Gdyby nie postanowił mnie sam nakarmić, pewnie wróciłbym do łóżka głodny. Naprawdę nie miałem apetytu, ani sił, by jeść. Kiedy zupa się skończyła, a chłopak miał już zamiar umyć miskę, poprosiłem o drugą porcję. Nie mam pojęcia, czy tak mi smakowało, czy tak byłem głodny, czy spodobał mi się fakt, że ktoś mnie karmi. Może wszystko naraz, ale ta druga porcja weszła szybciej, niż pierwsza. Gdy Fafnir sprzątał po tej krótkiej kolacji, wstałem powoli opierając się o stół i podszedłem do niego. Oparłem się o jego plecy i zarzuciłem mu dłonie na przód. Chłopak stał jak wryty, zdziwiony moim zachowaniem.
Byłem mu bardzo wdzięczny. Nawet jeśli zupa miała za mało soli i mogła się pogotować dłużej, sam jego trud i wysiłek sprawił, że zupa mi smakowała. Gdyby nie postanowił mnie sam nakarmić, pewnie wróciłbym do łóżka głodny. Naprawdę nie miałem apetytu, ani sił, by jeść. Kiedy zupa się skończyła, a chłopak miał już zamiar umyć miskę, poprosiłem o drugą porcję. Nie mam pojęcia, czy tak mi smakowało, czy tak byłem głodny, czy spodobał mi się fakt, że ktoś mnie karmi. Może wszystko naraz, ale ta druga porcja weszła szybciej, niż pierwsza. Gdy Fafnir sprzątał po tej krótkiej kolacji, wstałem powoli opierając się o stół i podszedłem do niego. Oparłem się o jego plecy i zarzuciłem mu dłonie na przód. Chłopak stał jak wryty, zdziwiony moim zachowaniem.
13 marca 2020
Od Eris CD Aven - Szczury laboratoryjne
Gdy udało im się zdobyć czip, nadzieja Eris na ucieczkę z laboratorium przemieniła się niemal w pewność. Miały już w końcu przepustkę blondwłosej pani naukowiec, jak i klucz do celi, który strażniczka wcześniej w tak subtelny sposób ukryła pomiędzy piersiami. Przy okazji zabezpieczenia czipu, doszła jednak do wniosku, że biust nie jest najbezpieczniejszym miejsce do przetrzymywania klucza. W końcu w każdej chwili mógłby wypaść, więc już po chwili spoczął bezpiecznie wśród włosów i piór u boku czipu.
8 marca 2020
Od Aven CD Eris - Szczury Laboratoryjne
Nie zdążyłam jeszcze zapoznać się lepiej z moją towarzyszką niedoli, jednak już przynajmniej kilka razy doświadczyłam jej zmian nastroju. Nie byłam pewna, czy jest lekko szalona czy to ma po prostu jakiś związek z mutacją, a raczej w tym momencie z szeregiem nachodzących na siebie mutacji. Wydawała się sprytniejsza niż można było przypuszczać, a w błysku jej oczu można było wyraźnie dostrzec nadzieje i przemyślane plany.
Nasłuchiwałyśmy i przyglądałyśmy się razem wrzawie powstałej na korytarzu więziennym. Przez jaszczurkowe geny mój upośledzony słuch nie był w stanie odbierać sensu poszczególnych padających słów. Nie było mi to potrzebne, wiele dało się wywnioskować po samym tonie rozmowy. Gdy zobaczyłam dwójkę mutantów, którzy ocalili nam skórę, związanych jak zwierzęta bez szansy ucieczki zmroziło mnie.
— Zabierają ich… — powiedziała cicho strażniczka. Skinęłam bezmyślnie głową i przygryzłam wargę. To była nasza wina, oni uratowali nam skórę. Trudno będzie w jakikolwiek sposób im pomóc… Co nie oznacza, że nie można będzie spróbować.
Leżący na wózku jaszczur chyba nie zamierzał łatwo sprzedać swoją skórę i próbował wierzgać, w końcu uwalniając swój ogon i rzucał nim we wszystkich kierunkach. Zanim został na dobre spacyfikowany przez zbrojnych chlasnął piękną panią naukowiec, zrzucając jej okulary. Ta, z gracją gimnazjalistki próbującej zaimponować przystojnemu koledze podniosła je udając niewzruszoną zaistniałą sytuacją. Podniosła się zarzucając w przekomiczny sposób włosami w bok i pomaszerowała za współpracownikami, aż wszyscy zniknęli i znów nastała cisza przerywana jedynie buczeniem lamp.
Nasłuchiwałyśmy i przyglądałyśmy się razem wrzawie powstałej na korytarzu więziennym. Przez jaszczurkowe geny mój upośledzony słuch nie był w stanie odbierać sensu poszczególnych padających słów. Nie było mi to potrzebne, wiele dało się wywnioskować po samym tonie rozmowy. Gdy zobaczyłam dwójkę mutantów, którzy ocalili nam skórę, związanych jak zwierzęta bez szansy ucieczki zmroziło mnie.
— Zabierają ich… — powiedziała cicho strażniczka. Skinęłam bezmyślnie głową i przygryzłam wargę. To była nasza wina, oni uratowali nam skórę. Trudno będzie w jakikolwiek sposób im pomóc… Co nie oznacza, że nie można będzie spróbować.
Leżący na wózku jaszczur chyba nie zamierzał łatwo sprzedać swoją skórę i próbował wierzgać, w końcu uwalniając swój ogon i rzucał nim we wszystkich kierunkach. Zanim został na dobre spacyfikowany przez zbrojnych chlasnął piękną panią naukowiec, zrzucając jej okulary. Ta, z gracją gimnazjalistki próbującej zaimponować przystojnemu koledze podniosła je udając niewzruszoną zaistniałą sytuacją. Podniosła się zarzucając w przekomiczny sposób włosami w bok i pomaszerowała za współpracownikami, aż wszyscy zniknęli i znów nastała cisza przerywana jedynie buczeniem lamp.
2 marca 2020
Od Lily cd Pan Staś
Czy jej obecne cele były w jakikolwiek sposób planowane? Pod żadnym względem nie, dziewczynka miała kilka rzeczy jakich się bała w swoim jeszcze krótkim życiu. Na pierwszym miejscu i na równi stawiała bojaźń przed utratą rodziny, wraz z krwawą fazą wściekłości swojej rodzicielki. Drugim z negatywów były przeraźliwie realistyczne koszmary, które często zatruwały jej życie. Nie raz przychodziła do swoich rodziców z płaczem, prosząc o pomoc w wyzbyciu się potwora spod łóżka. Przez to, aby nauczyć ją pewności siebie radzenie z wyidealizowanym w głowie problemem, nie raz na zmianę spali wraz z córką na małym łóżku na pięterku. Cóż, plecy Stanisława jeszcze dużo miały wycierpieć przez jego ciężkie życie. Spanie między rodzicami miało swoje plusy i minusy, także dodawało piękne bonusy. Zabierała starszej wampirzycy możliwość przytulenia się do cieplutkiego ciałka głowy rodziny, które teraz miała na wyłączność. Co jak co, ale wilczek był tylko własnością małego diabełka. Tak oficjalnie oczywiście, każdy to wiedział. A jednak nikt nie brał tego na poważnie, zaś za dziecięcy żart. I nie zamierzała się dzielić zdobyczą, pijawka już zbyt wiele mogła się nim cieszyć. Czas powiedzieć dość.
Mogło minąć z cztery godziny, jednak noc trwała w najlepsze dalej. Nie dla głupich pomysłów rodzących się w kreatywnej główce. Pewna para latarenek idealnie widzących w ciemnościach prześwietliła stan pokoju, bacznie monitorując poczynania dwójki dorosłych. Osóbka po jej prawej stronie leżała na najdalej wysuniętym miejscu na łóżku, odwrócona plecami do niej. Wcale jej to nie zdziwiło, gdyż często tak uciekała w nocy od ich dwójki. Jeśli już nie opuszczała domu dla polowania, przeważnie potrzebowała separacji w tak błahej rzeczy. Lily nigdy nie mogła tego zrozumieć. Jakby podświadomie chciała zaznać tej brakującej prywatności, uśmiechnęła się zwycięsko. Zwróciła twarz do swojej maskotki - przytulanki, która mruczała coś przez sen pod nosem. Nawet, jeśli jego silna ręka była owinięta wokół jej ciałka, twarz miał zwróconą w odwrotną stronę do niej. Z rozczuleniem podparła swoją głowę na jego torsie, wzdychając słodziutko. Jego brązowe włosy wyszły z uścisku dość sporego kitka, przysłaniając niektóre fragmenty jego twarzy. W jednym momencie dziewczynka zdębiała, zauważając dziwne ślady na materiale jego rozpiętej do połowy koszuli. Wesołe i chaotyczne szlaczki i zygzaki przechodziły wesoło przez materiał, kończąc jak gdyby nic na skórze. Dodatkowo zawijasy na twarzy, cholera. Spojrzała bacznie na swoje dłonie, zapomniała zmyć ciekawą żywicę, jaką znalazła niedawno w lesie. Wydała się na tyle ciekawa do tworzenia i zabawy, że sporą część przemyciła do swojego azylu.
* Składam wszelkie modlitwy, aby mamusia nie została tym zabrudzona. - na samą myśl zrobiła się niezwykle blada, padając plackiem pomiędzy rodziców. Jutrzejszy dzień mógł być swoistym dniem apokalipsy, gdzie każdy będzie musiał zapłacić za swoje grzechy.
Mogło minąć z cztery godziny, jednak noc trwała w najlepsze dalej. Nie dla głupich pomysłów rodzących się w kreatywnej główce. Pewna para latarenek idealnie widzących w ciemnościach prześwietliła stan pokoju, bacznie monitorując poczynania dwójki dorosłych. Osóbka po jej prawej stronie leżała na najdalej wysuniętym miejscu na łóżku, odwrócona plecami do niej. Wcale jej to nie zdziwiło, gdyż często tak uciekała w nocy od ich dwójki. Jeśli już nie opuszczała domu dla polowania, przeważnie potrzebowała separacji w tak błahej rzeczy. Lily nigdy nie mogła tego zrozumieć. Jakby podświadomie chciała zaznać tej brakującej prywatności, uśmiechnęła się zwycięsko. Zwróciła twarz do swojej maskotki - przytulanki, która mruczała coś przez sen pod nosem. Nawet, jeśli jego silna ręka była owinięta wokół jej ciałka, twarz miał zwróconą w odwrotną stronę do niej. Z rozczuleniem podparła swoją głowę na jego torsie, wzdychając słodziutko. Jego brązowe włosy wyszły z uścisku dość sporego kitka, przysłaniając niektóre fragmenty jego twarzy. W jednym momencie dziewczynka zdębiała, zauważając dziwne ślady na materiale jego rozpiętej do połowy koszuli. Wesołe i chaotyczne szlaczki i zygzaki przechodziły wesoło przez materiał, kończąc jak gdyby nic na skórze. Dodatkowo zawijasy na twarzy, cholera. Spojrzała bacznie na swoje dłonie, zapomniała zmyć ciekawą żywicę, jaką znalazła niedawno w lesie. Wydała się na tyle ciekawa do tworzenia i zabawy, że sporą część przemyciła do swojego azylu.
* Składam wszelkie modlitwy, aby mamusia nie została tym zabrudzona. - na samą myśl zrobiła się niezwykle blada, padając plackiem pomiędzy rodziców. Jutrzejszy dzień mógł być swoistym dniem apokalipsy, gdzie każdy będzie musiał zapłacić za swoje grzechy.
Subskrybuj:
Posty (Atom)