5 maja 2020

Od Phanthoma CD Fafnira

Miałem zamiar poczekać i wrócić do domu, ale im dłużej siedziałem, tym bardziej nie miałem na to sił. Okazało się, że gwałtowne i niekontrolowane używanie skrzydeł potrafi zabrać sporo energii oraz wyrządzić okropny ból na plecach, a nawet innych częściach ciała, kiedy wpada się na drzewa. Deszcz nie pomagał, zrobiło mi się zimno i miałem ochotę tylko pójść spać. Gdy zamknąłem oczy, niczego już nie czułem, chociaż miałem wrażenie, że przez chwilę lecę. Słyszałem głosy i dopiero gdy zrobiło mi się trochę cieplej, zacząłem rozróżniać głos Fafika, który ciągle mnie przepraszał i powtarzał, że to wszystko jego wina. Tak bardzo chciałem go przytulić i zaprzeczyć temu wszystkiego, ale dalej będąc w tej „zimnej hibernacji”, nie mogłem się ruszyć. Tak naprawdę, to tylko słyszałem, a mało czułem. Ciało przestało reagować na bodźce, aż w końcu zasnąłem.

2 maja 2020

Podsumowanie miesiąca - kwiecień

Dzień dobry, hej, witamy wszystkich w podsumowaniu kwietnia, które pojawia się planowo i o czasie, wow. Mamy szczerą nadzieję, że jeszcze nie oszaleliście w domach i dobrze spędzacie ten (niezbyt)wolny czas, chociaż nie wiem jak Wy, ale ja wolałabym mieć normalne lekcje. W każdym razie, przechodząc do bloga - śmiemy twierdzić, że zeszły miesiąc był obfity, jeśli chodzi o liczbę postów. Z tego miejsca chciałybyśmy także podziękować naszej kochanej Owieczce za nowy szablon, który dla nas zrobiła c:
Z kolei Owieczka dziękuje Natalii za cudne obrazki do stron i Elemele za cierpliwość.

1 maja 2020

Od Fafnir'a CD Phanthoma

Znieruchomiałem tak samo jak kowal. Na moją twarz wypłynął rumieniec. Nagle zaczęło mi się wydawać, że za duża koszula jest jednak trochę za krótka. Automatycznie naciągnąłem ją po kolana.
- Gdzieś leżą. - powiedział brunet obojętnie, przerywając niezręczną ciszę. Następnie kowal spojrzał na mnie, wyraźnie oczekując, że dodam coś od siebie.
- Może zagrasz z nami w karty? - zaproponowałem, starając się zachować spokój. Melody chyba jednak wyczuła, że zwyczajnie próbuję zmienić temat, bo zmarszczyła brwi.
- Najpierw je przymierz. - powiedziała, ruchem głowy wskazując ubrania. Wziąłem je nieśmiało w dłonie, starając się jednocześnie ukryć ich drżenie.
- To ja pójdę do sypialni... Zaraz wracam. - oznajmiłem i już miałem iść w stronę schodów, ale syrena mnie zatrzymała.
- Muszę zobaczyć, jak wyglądasz. Przebierz się tutaj. - powiedziała, ponaglając mnie ruchem ręki. Spanikowany spojrzałem na Phanthoma. On również mi się przyglądał. Tylko my dwaj wiedzieliśmy, na czym polega problem - byłem w samej koszuli.
- A wam co? - zapytała blondynka, mierząc nas uważnie wzrokiem. Zamarłem. Sam nie wiedziałem, czy to przez wstyd spowodowany moją nagością, czy strach przed tym, co sobie pomyśli Melody. Dlaczego ja zawsze muszę coś sknocić? Nie potrafiłem nawet spojrzeć w podejrzliwie patrzące na nas oczy Melody, które tak bardzo przypominały mi oczy matki i opiekunek. Patrzyły na mnie tak samo zawsze, gdy zrobiłem coś nie tak. Ale spojrzenie ojca było jeszcze gorsze... Na samo jego wspomnienie przebiegł mi po ciele zimny dreszcz.
- Po prostu mu głupio tak się przy wszystkich rozbierać. - słyszałem słowa bruneta tak jakby dzieliła nas gruba ściana.

Od Bobby - zadanie dyktatora

Temat: Porwanie
Szczegóły: W osadzie nie widuje się zbyt wielu dzieci, a jak już jakieś przyjdzie na świat, każdy mieszkaniec prędzej czy później się o tym dowiaduje. Nie tak dawno na świat przyszła mała córeczka dwóch wilkołaków. Wiadomość o tym oczywiście rozniosła się bardzo szybko i każdy miał okazję ujrzeć nową, malutką osadniczkę. Po kilku miesiącach wszystkich za murami obudził krzyk kobiety. Ty, jako dyktator miałaś za zadanie sprawdzić skąd dochodził lament i jaka była jego przyczyna. Na miejscu dowiadujesz się, że zrozpaczonej matce skradziono kilkumiesięczną córkę. Twoim zadaniem jest zebrać ludzi i dowiedzieć się kto uprowadził dziecko i wymierzyć mu odpowiednią karę. Matka za nim Cię puściła, wyjawiła, że porywaczem był wysoki mężczyzna, a jego obcy zapach mógł wskazywać na samotnika. Osadnicy wierzą, że podejmiesz się tej misji i sprowadzisz do wioski biedne dziecko.

Od Filemony CD Pana Stasia

Odkąd morze wypluło ją na brzegu wyspy, jeszcze nie czuła takiego spokoju – przyjemnie osiadał na piersi i przenikał do umęczonego serca. Smakował błogą ciszą po dniu pełnym hałasu, szklanką wody po podróży przez pustynię.
Być może właśnie dobrowolnie stawała się ofiarą już drugiego porwania w tym roku i właśnie spisywała siebie na straty, ale była tak zmęczona ciągłą ucieczką, że pragnęła wierzyć w dobre intencje Pana Stasia. Nie wszyscy tutaj musieli być zabójczo niebezpieczni, przecież miała Bonifacego, choć zgred i paskuda – przygarnął ją, nakarmił, umył, pozwolił czuć się bezpiecznie.
Wtulona policzkiem w grzbiet jednej ze złożonych tuż u jej boku owiec powoli zapadała w sen. Na wpółprzytomna gładziła opuszkami palców kaczkę przyciśniętą do jej uda. Oczy piekły ją niemiłosiernie ze zmęczenia.
Adrenalina wreszcie opadła i dopiero teraz mogła zdać sobie sprawę, jak ogromny ból sztyletował jej ciało. Towarzyszył jej aż od dnia, w którym utraciła dom. Czasem tępo pulsował, czasem płonął głodnym jak zdziczała bestia ogniem, a czasem kaleczył cienkimi jak szpileczki zębiskami. Żył w niej już tyle czasu, że stał się zaledwie skromną niedogodnością, lecz tym razem był inny – szamotał się w piersi i powoli pozbawiał ją oddechu.
Wierzchem dłoni otarła zwilgotniałą powiekę, wmawiając sobie, że zaczyna kropić, choć niebo wyglądało, jakby nie potrafiło się zdecydować, czy już pora na deszcz, czy jeszcze nie.
Wpatrując się w kołysane na wietrze źdźbło trawy, powoli odpływała gdzieś w przestworza. Niemalże nie czuła ciała, które zbyt ciężkie dla duszy, zostało złożone nieruchomo i tylko resztkami sił nie pozwalało jej uciec. Aż nagle w uszach zatętnił przytłumiony, męski głos. Jak ostra szpila wbił się w sen, przekłuwając go niczym bańkę mydlaną.