Zmora siedziała na krześle, przypatrując się blatu stołu, co jakiś czas tylko rzucając pobieżne spojrzenie mężczyźnie. Bardzo nie lubił, gdy ktoś wypytywał go o imię. Zwłaszcza kiedy ktoś tak zaciekle doszukiwał się w tym sensu czy bezsensu jak robił to siedzący przed nim brunet. Irytowało go to, wyrzekł się swojego imienia, nie był już Colettem Renoir od momentu, gdy dodano mu obcy gen. Uważał, że Iriemu powinna wystarczyć informacja, że może zwracać się do niego jakkolwiek. Wyraził to w końcu chyba dostatecznie jasno. Poza tym zwyczajnie nie chciał tego zdradzać.