Przechadzałem się powoli po terenach wioski Osadników, szukając dla siebie jakiegoś zajęcia. Mieszkańcy mijali mnie zajęci swoimi sprawami. Niektórzy odpowiadali na moje powitania, a inni całkowicie pochłonięci pracą, wyraźnie ich nie słyszeli i biegli dalej przed siebie, nie zatrzymując się nawet na chwilę. Odprowadzałem ich wtedy przez chwilę wzrokiem, zastanawiając się, za czym tak gonią.
Gdy tylko ujrzałem Melody, niosącą kolejne zwoje różnokolorowych materiałów, podbiegłem do niej i odebrałem od przyjaciółki zakupy.
- Dziękuję - sapnęła blondynka z ulgą w głosie.
- Dlaczego nie zostawiłaś tego transferowi? - zapytałem, idąc wraz z dziewczyną do jej domu.
- Są mi bardzo potrzebne do projektu, który nie może czekać - wyjaśniła syrena. To prawda, czekanie na dowóz zakupionych tkanin byłoby zmarnowaniem cennego czasu. Przyznałem więc Melody rację, ale wciąż uważałem, że powinna była poprosić kogoś o pomoc. W końcu jej dom leżał na szczycie góry. Droga nie należała do najłatwiejszych, a Melody do najsilniejszych mieszkańców osady.
31 sierpnia 2019
Od Melody CD Pana Stasia
Tak, jak myślałam, za drzwiami zobaczyłam rolnika.
- Pan Staś! Ale trafiłeś z momentem... Akurat mam dla ciebie gotowe ubrania - powiedziałam, może trochę za szybko, patrząc na szatyna z uśmiechem.
- Tak? To w sumie dobrze, że nie przychodziłem wcześniej, bo miałem taki plan - odparł ze śmiechem. Nic dziwnego, sama bym się ucieszyła, gdybym poszła sprawdzić, jak idzie wykonywanie mojego zamówienia, a okazałoby się, że to na mnie czeka.
- Wejdź, to ci wszystko powiem i pokażę. - Otworzyłam szerzej drzwi, wpuszczając mężczyznę do środka. Pan Staś powoli przestąpił próg. Gestem dłoni wskazałam mu wolne krzesło, wykonane z drewna. Szatyn usiadł na nim, rozglądając się przy tym po pomieszczeniu. Zostawiłam go samego w salonie i przeszłam do pracowni. Wzięłam zamówione przez niego części ubioru z regału na rzeczy gotowe do odbioru, po czym wróciłam wraz z nimi do czekającego rolnika.
- Tak, jak chciałeś... Jedna zielona tunika, biała koszulka i jeden kołczan na patyki... Spójrz i sprawdź, czy będą pasowały - powiedziałam z uśmiechem.
Jako pierwszą szatyn wziął tunikę. Po obejrzeniu jej przeszedł do podkoszulka, na koniec zostawiając kołczan. Wyglądał na zadowolonego.
- Pan Staś! Ale trafiłeś z momentem... Akurat mam dla ciebie gotowe ubrania - powiedziałam, może trochę za szybko, patrząc na szatyna z uśmiechem.
- Tak? To w sumie dobrze, że nie przychodziłem wcześniej, bo miałem taki plan - odparł ze śmiechem. Nic dziwnego, sama bym się ucieszyła, gdybym poszła sprawdzić, jak idzie wykonywanie mojego zamówienia, a okazałoby się, że to na mnie czeka.
- Wejdź, to ci wszystko powiem i pokażę. - Otworzyłam szerzej drzwi, wpuszczając mężczyznę do środka. Pan Staś powoli przestąpił próg. Gestem dłoni wskazałam mu wolne krzesło, wykonane z drewna. Szatyn usiadł na nim, rozglądając się przy tym po pomieszczeniu. Zostawiłam go samego w salonie i przeszłam do pracowni. Wzięłam zamówione przez niego części ubioru z regału na rzeczy gotowe do odbioru, po czym wróciłam wraz z nimi do czekającego rolnika.
- Tak, jak chciałeś... Jedna zielona tunika, biała koszulka i jeden kołczan na patyki... Spójrz i sprawdź, czy będą pasowały - powiedziałam z uśmiechem.
Jako pierwszą szatyn wziął tunikę. Po obejrzeniu jej przeszedł do podkoszulka, na koniec zostawiając kołczan. Wyglądał na zadowolonego.
Od Bobby CD Pana Stasia - etap 1 > etap 2
Zanim skończyliśmy nasze pogaduszki, zwierz postanowił skorzystać i dopadł mnie, nie pozwalając nawet siarczyście zakląć na jego widok. Potem czułam już tylko niesamowity ból w lewym ramieniu. Trwało to jedynie chwilę, bo prawie natychmiast Staś odciągnął jego uwagę. Mimo zastrzyku adrenaliny nie mogłam ot tak rzucić się na coś na tyle dużego, więc wykorzystałam sytuację i dostałam się do moich noży. Ojciec zawsze uczył mnie różnych technik, ale z trudem powstrzymywałam chociaż drżenie rąk, a dopiero myślałam. Rzuciłam jeden. Trafił w cel, który nie przejął się nim zbytnio. Ciach, świst, drugi. To już musiało go zaboleć. Trzeci przeleciał w niewielkiej odległości, wbijając się w ziemię. Reszta potoczyła się już bardzo szybko. Zadałam ostateczny cios, nie bardzo wiedząc, że jestem w stanie wykrzesać z siebie aż tyle siły do ataku, jak gdyby chęć przeżycia sama prowadziła moją dłoń.
Od Tenebris'a do Renarda
Położyłem jeden z dwóch bukietów utworzonych z konwalii na grobie Nirali. Uniosłem wzrok na kamienną płytę, na której wyryte zostało jej imię, nie wiedząc, co jeszcze mógłbym zrobić. Zdecydowanie nie zasłużyła na taką śmierć. Na zarówno ten rodzaj, jak i czas. Była przecież taka młoda.
Westchnąłem ciężko, próbując zrzucić z siebie cały ten ciężar. Od razu poczułem słodki zapach kwiatów. Wspominałem czas spędzony z Osadniczką, gdy przeczekiwała u mnie zimę. Zdążyłem poznać ją wystarczająco, by móc nazwać ją przyjaciółką. Kolejną, która umarła na wyspie. Wciąż nie mogłem uwierzyć w to, co usłyszałem od innych Osadników - Galia nie żyje. Mówili, że była w związku, ale nikt nie znał jej partnera. Prawdopodobnie był Samotnikiem. Czy to on ją zabił? A może przyczyna jej zgonu była całkiem inna? Miliony pytań bez odpowiedzi, a z każdą chwilą było ich coraz więcej.
Westchnąłem ciężko, próbując zrzucić z siebie cały ten ciężar. Od razu poczułem słodki zapach kwiatów. Wspominałem czas spędzony z Osadniczką, gdy przeczekiwała u mnie zimę. Zdążyłem poznać ją wystarczająco, by móc nazwać ją przyjaciółką. Kolejną, która umarła na wyspie. Wciąż nie mogłem uwierzyć w to, co usłyszałem od innych Osadników - Galia nie żyje. Mówili, że była w związku, ale nikt nie znał jej partnera. Prawdopodobnie był Samotnikiem. Czy to on ją zabił? A może przyczyna jej zgonu była całkiem inna? Miliony pytań bez odpowiedzi, a z każdą chwilą było ich coraz więcej.
28 sierpnia 2019
Od Bobby do Björna
Wstawanie, robota, jedzenie, spanie. I tak znów. I jeszcze raz. Czas w osadzie dosłownie przelatywał mi między palcami, a z uwagi na coraz szybciej kończące się dni wydawało mi się, że dopiero co wyszłam z domu a tu już trzeba było wracać. Przez notorycznie zdarzające się wichury i sztormy oraz z racji, że połowa osadników mieszkała prawie w lepiankach z gówna, roboty dla budowniczego było więcej niż ustawa zakładała. A żeby tylko dla budowniczego… im więcej umiesz, tym więcej chcą. Przynajmniej nie musiałam brać jakieś z góry założonej stawki i mogłam żądać czego potrzebowałam za usługi, a wszyscy dookoła cholernie bojąc się wizji bycia pozostawionymi ze swoimi problemami przed nadciągającą zimą zazwyczaj zgadzali się bez wielkich oporów.
Kiedy w szary, bury i ponury (co nie było niczym dziwnym) luźniejszy dzień wróciłam ze skromnymi zapasami z rynku, rozpakowałam się i odhaczyłam kolejny dzień w znalezionym kalendarzu. Piątek, piąteczek, piątunio. W normalności oznaczałoby to wieczorne wyjście ze znajomymi i relaksik. Bez urżnięcia się w trupa oczywiście, bo przecież w sobotę salon również był czynny, choć krótko. Teraz nie mogło być takiego dnia, żeby trzasnąć wszystkim klientom drzwiami przed nosem albo wywiesić tabliczkę z napisem urlop, a co dopiero prosić o wolny weekend. Chwilę zastanawiałam się, co by tu jeszcze porobić tego dnia, i nagle wpadło mi do głowy.
Przecież mogę wyjść do baru, czy jak to tam w wiosce nazywają, jak za starych dobrych czasów. Chyba czas najwyższy poznać bliżej ludzi, dla których pracuję, może znalazłabym tam sobie jakąś laskę albo przystojnisia?
Kiedy w szary, bury i ponury (co nie było niczym dziwnym) luźniejszy dzień wróciłam ze skromnymi zapasami z rynku, rozpakowałam się i odhaczyłam kolejny dzień w znalezionym kalendarzu. Piątek, piąteczek, piątunio. W normalności oznaczałoby to wieczorne wyjście ze znajomymi i relaksik. Bez urżnięcia się w trupa oczywiście, bo przecież w sobotę salon również był czynny, choć krótko. Teraz nie mogło być takiego dnia, żeby trzasnąć wszystkim klientom drzwiami przed nosem albo wywiesić tabliczkę z napisem urlop, a co dopiero prosić o wolny weekend. Chwilę zastanawiałam się, co by tu jeszcze porobić tego dnia, i nagle wpadło mi do głowy.
Przecież mogę wyjść do baru, czy jak to tam w wiosce nazywają, jak za starych dobrych czasów. Chyba czas najwyższy poznać bliżej ludzi, dla których pracuję, może znalazłabym tam sobie jakąś laskę albo przystojnisia?
Subskrybuj:
Posty (Atom)