24 września 2019

Od Phanthoma CD Fafnir'a

Chłopak nie wyglądał najlepiej, myślałem, że to chwilowe, ale nawet ocucanie w policzek nic nie dało, a Fafnir po chwili stracił przytomność. Poleciał do przodu, więc się nie zastanawiając, złapałem go. Wiedziałem, że szybko do siebie nie dojdzie, dlatego położyłem go na materacu i przyłożyłem dłoń do jego czoła; było gorące. Najwidoczniej organizm tak osłabł nagłą przemianą i niespodziewaną walką z bestią, że trochę się pochorował. Przeleciałem wzrokiem po jego ubraniach, które nie nadawały się do dalszego użytku. Chcąc nie chcą, wstałem i podszedłem do swojej szafy, z której wyciągnąłem najmniejszą koszulkę, jaką miałem. Wiedząc, że i tak będzie się w niej trochę topił, nawet nie próbowałem szukać mu spodni, ponieważ te nawet nie utrzymałyby się na jego biodrach. Wróciłem do nieprzytomnego i ściągnąłem z niego górną część ubrania. Nie chciałem nawet myśleć, jakie myśli pojawią się w jego głowie, gdy zobaczy, że przebrałem go w czyste ubranie, dlatego gdy to zrobiłem, wyszedłem z pokoju. Poszedłem do kuchni, gdzie zrobiłem obiad i przygotowałem kompres na zbicie gorączki. Kiedy ziemniaki zostały ugotowane, a wieprzowina upieczona, poszedłem do Fafnira, który dalej leżał. Położyłem na jego czole wilgotną ściereczkę, a następnie wyszedłem do osady.
Na targu kupiłem trochę warzyw i owoców, oraz pieczywo na następne kilka dni. Do tego uzupełniłem swoje zapasy w stal, a nawet kawałek srebra, z którego zrobię świetny sztylet, jeśli nie dostanę żadnego zamówienia. Po powrocie sprawdziłem mojego gościa, którego stan był taki sam, zmieniłem kompres i aby zabić czas, ruszyłem do warsztatu. Tak rozpaliłem ogień, przebrałem się w robocze ciuchy i zacząłem kuć.

20 września 2019

Od Raven CD Pana Stasia

Dziewczyna kpiąco spojrzała to na mężczyznę, raz na drogocenny towar spoczywający w jej mniejszej dłoni. Na sam widok tego świństwa, zmarszczyła swój nosek wspominając czarne czasy, o których istnieniu chciała zapomnieć już na zawsze. Paliła niejednokrotnie w swoim krótkim życiu, robiąc za jednego z nielicznych pośredników w ich malutkiej społeczności. Specyficzny zapach drażnił jej nozdrza nawet z takiej odległości, która była spora. Przypomniała sobie ubranie wilkołaka sprzed ich porządnego przeprania, zdradzając jego zabawy w swoistą degustację. Ciekawiły ją okoliczności, jakie doprowadziły jego organizm do zaistniałego ówcześnie stanu. Roztarła bolące jeszcze ramię od upadku ze schodów,. podczas próby wniesienia jego zwłok na piętro swojego domostwa. Do najlżejszych nie należał, a niekontrolowane ruchy ciała i walka w zaparte odegrała się na niej dość boleśnie. Los ponownie zdołał z niej zakpić. Dość konkretnie odpłacał się za życie, jakie prowadziła przez ostatnie miesiące wolności.
- Śmierdzisz jak jeszcze nigdy, zapchlony kundlu. - odłożyła delikatnie liście do niewielkiego woreczka z tkaniny przy pasie, przeważnie będącym nieodłącznym elementem jej ubioru. Zawartością zamierzała się zająć odpowiednio w późniejszym czasie, gdy pozostanie sama w swoich czterech ścianach. Zżerała ją ciekawość, czy promieniowanie i mutacje zwiększyły możliwości rośliny. Jeśli tak, zamierzała na tym skorzystać. Praktyka nabyta nie poszła na pewno na marne. - Mam wszystko przygotowane do zdrowego śniadania. Trochę zieleninki, mięska i magicznego napoju z gumijagód, baranie.
- Raven… Znowu to robisz, jak na początku naszej znajomości… - usłyszała za swoimi plecami słaby głos, gdy zamierzała opuścić pomieszczenie. - Gdzie jest moja koszula, tym bardziej reszta odzienia?
- Wyprane i pozbawione brudów Twojego leżakowania, wiszą na poddaszu. Wyglądałeś jak debil, zastałam Cię leżącego na ziemi pod jakimś krzakiem. Taki rozanielony, mruczący jakie to wszystko cudne…

Od Fafnir'a CD Phanthoma

Nie wiedziałem, jak długo byłem nieprzytomny, ani co mnie ominęło przez ten czas. Wciąż czułem się otępiały. Z trudem stanąłem na nogi, które dziwnie mi ciążyły. Od razu zakręciło mi się w głowie. Zamknąłem więc na chwilę oczy, by zawroty szybciej ustały.
Usłyszawszy nagle głośny huk, spojrzałem na upadające za mną drzewo. Kolejny odgłos uderzenia doszedł z drugiej strony. Ponownie się obróciłem i dostrzegłem dziwne coś o złotym kolorze, które leżało na ruinach mojego domu. Nie miałem zielonego pojęcia, co się dzieje. Wykonałem krok w tył i znowu usłyszałem huk. Na trawę upadło kolejne drzewo. Gdy się obracałem, do moich uszu doszedł cichy świst. Dopiero wtedy spostrzegłem, że to dziwne, złote coś porusza się wraz ze mną. Powoli zaczynałem panikować.
Zacząłem się kręcić wokół własnej osi, dostrzegając coraz to nowe dziwactwa. Do szumu w głowie doszło głośne bicie serca. Dźwięk ten, podobny do dudnienia w głębokiej studni, odbijał się od ścian mojej czaszki.
W pewnym momencie zauważyłem pod drzewami poruszający się punkt. Zatrzymałem się, by lepiej mu się przyjrzeć i dopiero wtedy usłyszałem ciche wołanie. Zbliżyłem się do, jak się później okazało, Phanthom'a. Patrzyliśmy na siebie przez chwilę w milczeniu.
Znowu poczułem ten sam ból, co w nocy. Zacisnąłem zęby i powieki. Z trudem utrzymałem się na nogach.

17 września 2019

Od Pana Stasia CD Raven

Czas u dziewczyny mijał mi zadziwiająco szybko i przyjemnie. Pomimo jej bałaganu z przyjemnością wypiłem herbatę, rozmawiając i ucząc ją o mojej małej owieczce. Nie chciałem jej opuszczać, owieczki w sensie, ale ufałem Raven na tyle, aby ją zostawić jeszcze na dwa dni. Musiałem to tylko wytłumaczyć jeszcze jej dorosłym odpowiedniczkom.
Słońce radośnie zawitało podczas mojego powrotu do domu, jednakże już powoli zachodziło za górami, które rzucały cień na całą polanę. Powoli dochodziłem do swojej farmy. Droga wskazana przez dziewczynę była zdecydowanie szybsza i co ważniejsze, wygodniejsza. Jakim cudem ja jej wcześniej nie znałem. Zdecydowanie za mało spacerowałem ostatnimi czasy. Choć to może przez ten nawał obowiązków, zajmowanie się polem i hodowlą.
Od razu ruszyłem do swoich owieczek, żeby, powiedzieć owieczkom jak wygląda sytuacja. Może i były to zwykle zwierzęta dla niektórych, jednakże dla mnie były jak rodzina. Po wygłaskaniu i wyczesaniu ich specjalną szczotką zapewniłem je, że jagnięciu nic nie grozi. Wydawały się, jakby rozumiały wszystko, jednakże patrzyły na mnie z wyrzutem. Rozumiałem je, w końcu też byłbym zły jakby ktoś mi zabrał moje dziecko by go wytulić i wygłaskać.
Te przemyślenia zaczęły podążać w złą stronę, postanowiłem więc zjeść kolacje i udać się w ramiona Morfeusza.

15 września 2019

Od Raven CD Pana Stasia

Odczuwała swoisty wstyd przez wygląd swojego domostwa, które przy tym mężczyzny, było zwykłą ruderą. Dzisiejszy dzień dał odrobinę wytchnienia od brzydkiej pogody, pozwalając wyłonić się zza chmur kilku promieniom słońca. Nie myśląc dłużej nad swoim czynem, odsłoniła zasłony z okien. Dopiero dostęp naturalnego światła ukazał ogrom szarości pomieszczenia, które tak skrycie ukrywała przed światem. Uklękła przed starym paleniskiem, w którego przedsionku od długiego czasu leżało suche drewno. Łapiąc za krzesiwo kilka razy próbowała podpalić smolne odłamki kory, pokryte żywicą. Po dłuższej chwili rozniósł się w pomieszczeniu wesoły trzask z paleniska i uwodzący zapach sosny.
- Przepraszam za taki nieporządek, jednak… Ostatnimi czasy rzadko spędzam tutaj czas, bądź tylko przesiaduje w sypialni. - przetarła twarz dłonią, wieszając solidny garnek z wodą na palenisku.
- Cóż… Twój tryb funkcjonowania może wiele wyjaśnić, dlatego się tym nie przejmuj zbytnio. - podrapał się niepewnie po głowie, próbując schować swoją obserwację pomieszczenia. - Może…
- Zanim postawię przed Tobą kubek dobrej herbaty, posprzątam tutaj trochę. Tylko się nie ruszaj, tak będzie bezpiecznie i nie ubrudzisz swojego ubrania. - zatrzymała jego próbę wstania ruchem dłoni, aby w oka mgnieniu zniknąć z jego pola widzenia. Wróciła z miotłą i szmatką, zabierając się za zbieranie książek i kartek z stołu.