— Nie możesz ze mną iść, bo jesteś za młoda! — warczała rozeźlona, naśladując zarozumiały i wyniosły ton głosu Bonifacego. — A pieprz się, stary gnoju! Będziesz jeszcze coś chciał!
Kopnęła ze złością zagrzebany w piachu kamień. Wzleciał w powietrze jak wypuszczony z klatki ptak, rozciągnął za sobą szeroki, złoty ogon piasku, a potem z impetem runął w głąb wody. Rozległ się przytłumiony plusk, który rozzłościł ją jeszcze bardziej.
Zatrzymała się raptownie, odwróciła się na pięcie i wbiła mordercze spojrzenie w miejsce, gdzie kamień zatonął, jakby to wszystko była jego wina. Do granic możliwości nadęła policzki i ostre doliny zmarszczek przecięły jej czoło; jaskrawe plamy czerwieni prawie w całości pokryły dziecięcą buźkę. Wyraźnie siłowała się z własnym sumieniem, zgrzytała zębami, jakby miała zamiar puścić najdłuższą i najobrzydliwszą wiązankę przekleństw w całym jej życiu, ale udało jej się wydać jedynie rozjudzony charkot brzmiący jak dźwięk na skraju wrzasku a płaczu. W furii zacisnęła dłonie w pięści, aż krzywo spiłowane paznokcie wbiły się boleśnie w skórę.
— Nienawidzę cię! — Tupnęła wściekle nogą i pomaszerowała dalej wzdłuż wybrzeża, taszcząc na plecach rozpadający się w szwach plecak ze zwierzęcej skóry.
Bonifacy nie powinien jej w ten sposób traktować. Była dzieckiem, prawda, ale nie małą, porcelanową laleczką, która całe życie spędziła uczepiona matczynej spódnicy. I tym bardziej nie powinna teraz nabierać przyzwyczajeń do wygody, gdy jej życie obróciło się do góry nogami. Na wyspie wszystko stanowiło zagrożenie. Gdzie by nie spojrzała, ktoś lub coś czyhało na jej życie, oblizując się ze smakiem na myśl o świeżym, młodym mięsku. Bonifacy nie zawsze będzie w stanie ją obronić i jeśli sama się nie nauczy o siebie dbać, nikt jej nie przyjdzie na pomoc. Świat to okrutne i bezwzględne miejsce. Nie miało litości wobec błagań, a nawet jeśli – wolała dać się poćwiartować, niż prosić o łaskę.
31 stycznia 2020
30 stycznia 2020
Od Phanthoma CD Fafnira - etap 2 > etap 3
Byłem zły, a nawet wściekły. To już trzeci raz, gdy się o niego martwiłem, a minęły raptem cztery dni! Byłem jednak bardziej zażenowany i zirytowany jego zachowaniem, niż zły, ale wszystkie te emocje ukazały się właśnie w ten ostatni, trzeci sposób. Nie miałem do niego już sił, miałem ochotę go po prostu przywiązać do tego cholernego łóżka. Był chory, a jego to wcale nie obchodziło. A najgorsze było to, że nie potrafiłem sobie dać spokój, machnąć na niego ręką, kazać mu radzić sobie samemu, po prostu nie potrafiłem, ale dlaczego? To na pewno była wina naszego gatunku, pierwszy raz spotkałem smoka, kogoś dokładnie takiego samego jak ja, a nawet „starszego” w tej dziedzinie. Nie mogłem mu pozwolić, aby coś się z nim poważnego stało, nawet jeśli to nie była moja sprawa. Byłem tak bardzo wściekły… i na niego i na siebie. Gdy się obudziłem, jego znowu nie było, tak samo ubrań i koca. Myślałem, że zejdę, gdy się okazało, że jego nie było w domu. Byłem gotów w tamtym momencie spalić cały las ze złości, razem z osadą i domem. Nie potrafiłem już być opanowany, zaczął przeginać.
Tak szybko, jak pojawiła się złość, tak szybko zniknęła, a na jej miejscu pojawił się wstyd. Przytuliłem go do siebie, czując, jaki jest zimny, a zarazem przestraszony. Czułem się głupio i było mi wstyd, nie chciałem doprowadzić do tego, aby się mnie bał – owszem, zasługiwał na ostry ochrzan, ale nie do takiego stopnia. Poza tym miał dobre intencje. Spojrzałem na paczkę i zaraz sobie przypomniałem o tym głupim zamówieniu. Westchnąłem zrezygnowany i zacząłem gładzić jego plecy, aby się uspokoił. Ciągle drżał, tylko teraz nie wiedziałem, czy z emocji, czy z zimna. Śnieg na nim już całkowicie stopniał, ja za to czułem, jaki był przemarznięty.
- Jesteś taki bezmyślny – odezwałem się w końcu cicho, po czym go podniosłem do góry. - I znowu będziesz chory – dodałem, trzymając go za uda. On za to owinął nogi wokół moich bioder, a ręce wokół szyi, chowając głowę w jej zgięciu.
Tak szybko, jak pojawiła się złość, tak szybko zniknęła, a na jej miejscu pojawił się wstyd. Przytuliłem go do siebie, czując, jaki jest zimny, a zarazem przestraszony. Czułem się głupio i było mi wstyd, nie chciałem doprowadzić do tego, aby się mnie bał – owszem, zasługiwał na ostry ochrzan, ale nie do takiego stopnia. Poza tym miał dobre intencje. Spojrzałem na paczkę i zaraz sobie przypomniałem o tym głupim zamówieniu. Westchnąłem zrezygnowany i zacząłem gładzić jego plecy, aby się uspokoił. Ciągle drżał, tylko teraz nie wiedziałem, czy z emocji, czy z zimna. Śnieg na nim już całkowicie stopniał, ja za to czułem, jaki był przemarznięty.
- Jesteś taki bezmyślny – odezwałem się w końcu cicho, po czym go podniosłem do góry. - I znowu będziesz chory – dodałem, trzymając go za uda. On za to owinął nogi wokół moich bioder, a ręce wokół szyi, chowając głowę w jej zgięciu.
Od Pana Stasia cd Raven - szczury laboratoryjne
Kto wie, jakby się nasze przekomarzania na podłodze skończyły, gdyby nie przypadkowa, zraniona kobieta. Dostrzegłem ją pierwszy, co zwróciła uwagę też Raven. Sama wtedy też odwróciła się w odpowiednim kierunku i oniemiała. Poza celą, spanikowana, zraniona i szukająca pomocy. Nie wiedzieliśmy, jak się zachować z początku, przez co mogło to wyglądać dość komicznie. W końcu wampirzyca ze mnie zeszła, podchodząc do niej.
Spotkanie kobiety było, jak się okazało, bardzo ważnym elementem naszego posiedzenia w celi. Okazała się ona cennym sojusznikiem, szczególnie jeśli chodzi o wydostanie się z tej betonowej puszki. Obiecała, że nam pomoże, jak tylko ją stąd wyciągniemy i zabierzemy na wyspę. Była to dobra propozycja, więc szybko na nią przystaliśmy. Oczywiście z lekkimi obawami, że mogła zostać podstawiona przez odpowiednich mężczyzn. Musieliśmy jej jednak zaufać, chcąc stąd wyjść i zobaczyć naszego małego aniołka.
Plan był dość prosty. Podczas obchodów strażników, które odbywały się nie do końca regularnie, wampirzyca miała przyciągnąć jednego, zabierając mu klucze. W odpowiednim momencie kobieta miała uruchomić alarm, który zwróciłby uwagę mężczyzn oraz innego personelu. Wtedy można by było w odpowiednim momencie i kierunku ruszyć w poszukiwaniu jakiegokolwiek wyjścia. Trzeba było się tylko przygotować.
Spotkanie kobiety było, jak się okazało, bardzo ważnym elementem naszego posiedzenia w celi. Okazała się ona cennym sojusznikiem, szczególnie jeśli chodzi o wydostanie się z tej betonowej puszki. Obiecała, że nam pomoże, jak tylko ją stąd wyciągniemy i zabierzemy na wyspę. Była to dobra propozycja, więc szybko na nią przystaliśmy. Oczywiście z lekkimi obawami, że mogła zostać podstawiona przez odpowiednich mężczyzn. Musieliśmy jej jednak zaufać, chcąc stąd wyjść i zobaczyć naszego małego aniołka.
Plan był dość prosty. Podczas obchodów strażników, które odbywały się nie do końca regularnie, wampirzyca miała przyciągnąć jednego, zabierając mu klucze. W odpowiednim momencie kobieta miała uruchomić alarm, który zwróciłby uwagę mężczyzn oraz innego personelu. Wtedy można by było w odpowiednim momencie i kierunku ruszyć w poszukiwaniu jakiegokolwiek wyjścia. Trzeba było się tylko przygotować.
29 stycznia 2020
Od Fafnir'a CD Phanthoma
Ciemność i chłód. To jedyne, co byłem w stanie wyłapać, będąc na wpół świadomym. Zdawało mi się, że słyszę gdzieś w oddali szum lodowatego wiatru, ale nie czułem go na swojej skórze. Być może dlatego, że było mi tak okropnie zimno lub dlatego, że całe moje ciało promieniowało ostrym bólem. Straciłem poczucie czasu. Nie wiedziałem, która jest godzina ani jak długo leżę i nie jestem w stanie się poruszyć. Zupełnie jakby cały świat stanął w miejscu. Z czasem zaczynałem wyłapywać coraz mniej elementów otoczenia. Czułem się senny. Tak bardzo senny.
Nie byłem pewien, ile czasu minęło, zanim otworzyłem oczy. Gdy to zrobiłem, zobaczyłem przed sobą twarz Phanthom'a. Jego ciepła dłoń spoczywała na moim policzku. Czując zimny dreszcz, przebiegający po moim ciele, wtuliłem się w nią. Kciuk bruneta delikatnie pogładził moją skórę. Zamknąłem oczy na nowo, usiłując zwalczyć wstrząsające mną dreszcze.
Phanthom nagle wstał z miejsca i położył się obok, przyciągając następnie mnie do siebie. Z trudem uchyliłem powieki i uniosłem na niego pytający wzrok. Nie rozumiałem, o co chodzi, dopóki nie poczułem ciepła bijącego od kowala. Niepewnie przylgnąłem do niego. Spodziewałem się, że ogrzewanie swoim ciałem kostki lodu nie należy do przyjemnych doznań, ale brunet nie wyglądał na zrażonego. Byłem pewien, że instynktownie odskoczy ode mnie, ale ku mojemu zdziwieniu, zamiast tego objął mnie szczelnie ramionami. Nieśmiało przytuliłem się do jego piersi. Bicie serca bruneta i jego ciepła dłoń, powoli głaszcząca mnie po głowie działały na mnie usypiająco. Gdy już byłem na granicy snu i jawy, poczułem, jak przyjaciel zanurza swoją twarz w moich włosach. Dawno nie czułem się taki... bezpieczny.
Nie byłem pewien, ile czasu minęło, zanim otworzyłem oczy. Gdy to zrobiłem, zobaczyłem przed sobą twarz Phanthom'a. Jego ciepła dłoń spoczywała na moim policzku. Czując zimny dreszcz, przebiegający po moim ciele, wtuliłem się w nią. Kciuk bruneta delikatnie pogładził moją skórę. Zamknąłem oczy na nowo, usiłując zwalczyć wstrząsające mną dreszcze.
Phanthom nagle wstał z miejsca i położył się obok, przyciągając następnie mnie do siebie. Z trudem uchyliłem powieki i uniosłem na niego pytający wzrok. Nie rozumiałem, o co chodzi, dopóki nie poczułem ciepła bijącego od kowala. Niepewnie przylgnąłem do niego. Spodziewałem się, że ogrzewanie swoim ciałem kostki lodu nie należy do przyjemnych doznań, ale brunet nie wyglądał na zrażonego. Byłem pewien, że instynktownie odskoczy ode mnie, ale ku mojemu zdziwieniu, zamiast tego objął mnie szczelnie ramionami. Nieśmiało przytuliłem się do jego piersi. Bicie serca bruneta i jego ciepła dłoń, powoli głaszcząca mnie po głowie działały na mnie usypiająco. Gdy już byłem na granicy snu i jawy, poczułem, jak przyjaciel zanurza swoją twarz w moich włosach. Dawno nie czułem się taki... bezpieczny.
25 stycznia 2020
Od Pana Stasia cd Raven
Życie z wampirzycą nie było takie łatwe, jakie mogłoby się wydawać. Od początku ciężko było jej się zaaklimatyzować na mojej skromnej farmie. Była takim typowym samotnikiem z krwi i kości. Potrzebowała czasu, spędzać czas samotnie, spacerując, podróżując i rozpieszczając swojego wielkiego, czarnego futrzaka. Nie ukrywałem, że jego obecność wcale mi nie odpowiadała na mojej farmie. Tworzył swojego rodzaju zagrożenie dla moich zwierząt, szczególnie owiec. Mimo tego Raven wcale się tym nie przejmowała. Nawet jej ulubione jagnię odeszło w niepamięć przez tygrana oraz Lily. Mimo tego widziałem, że czasem je odwiedza i głaszcze lub próbuje porwać, na swój sposób. Sęk w tym, że jagnię już jagnięciem nie było. Była to już spora owca, dająca sporo wełny.
Nie spodziewałem się tego, że pewnego dnia starsza wampirzyca zniknie na dobre. Musiałem zająć się swoim kochanym aniołkiem sam. Oprócz tego musiałem odnaleźć Raven i z nią szczerze porozmawiać. Od pewnego czasu zauważyłem jej nieco gorsze samopoczucie. Wydawało mi się, że ona po prostu potrzebuje szczerej rozmowy. Jednakże znałem ją na tyle dobrze, że wiedziałem o fakcie, że łatwo z nią nie porozmawiam.
Raven była ciężką rozmówczynią. Czasem bała się otworzyć i ze mną porozmawiać. Nie do końca wiedziałem, czym to jest spowodowane. Długim żywotem jako samotnik czy może swoją przeszłością, o której nie opowiadała na wyspie. Tak czy inaczej, zamierzałem z nią porozmawiać w najbliższym czasie. Problem w tym, że nigdzie jej nie było.
Wiedziałem o tym, że młoda wampirzyca często przesiadywała szczególnie w jednym miejscu. Kiedyś wspominała o swoim tajemniczym miejscu, w którym mogła sobie wszystko przemyśleć i odpocząć. Nie wiedziałem jednak, gdzie to było, ani w jakim miejscu. Musiałem ją odnaleźć więc poprzez swoje zmysły oraz przez intuicję. Gdzie może ukrywać się młoda, żądna krwi wampirzyca? Możliwości było wiele, tak samo, jak pomysłów.
Nie spodziewałem się tego, że pewnego dnia starsza wampirzyca zniknie na dobre. Musiałem zająć się swoim kochanym aniołkiem sam. Oprócz tego musiałem odnaleźć Raven i z nią szczerze porozmawiać. Od pewnego czasu zauważyłem jej nieco gorsze samopoczucie. Wydawało mi się, że ona po prostu potrzebuje szczerej rozmowy. Jednakże znałem ją na tyle dobrze, że wiedziałem o fakcie, że łatwo z nią nie porozmawiam.
Raven była ciężką rozmówczynią. Czasem bała się otworzyć i ze mną porozmawiać. Nie do końca wiedziałem, czym to jest spowodowane. Długim żywotem jako samotnik czy może swoją przeszłością, o której nie opowiadała na wyspie. Tak czy inaczej, zamierzałem z nią porozmawiać w najbliższym czasie. Problem w tym, że nigdzie jej nie było.
Wiedziałem o tym, że młoda wampirzyca często przesiadywała szczególnie w jednym miejscu. Kiedyś wspominała o swoim tajemniczym miejscu, w którym mogła sobie wszystko przemyśleć i odpocząć. Nie wiedziałem jednak, gdzie to było, ani w jakim miejscu. Musiałem ją odnaleźć więc poprzez swoje zmysły oraz przez intuicję. Gdzie może ukrywać się młoda, żądna krwi wampirzyca? Możliwości było wiele, tak samo, jak pomysłów.
Subskrybuj:
Posty (Atom)