29 lutego 2020

Od Pana Stasia cd Raven - szczury laboratoryjne

Szczerze powiedziawszy, nie spodziewałem się tego, że Raven wpadnie na pomysł przeciskania się kanałem wentylacyjnym, aby odwrócić uwagę strażników. W sumie może to i był jedyny sposób, aby stąd uciec. Problem zaczął się jednak pojawiać w momencie, gdy okazało się, że ja się przez otwór nie zmieszczę. Cholerna wampirzyca i jej pomysły. Zacząłem przeklinać, na co ona sama chyba zareagowała podobnie. W ten oto sposób staliśmy i przeklinaliśmy obydwoje. Tak bardzo uroczo.

- I jak niby mam się tam zmieścić, cholerna pijawko? - Zapytałem, podchodząc do niej na dwa kroki, aby potem się odsunąć i zatoczyć kółko.
- Może jakbyś zrzucił trochę tego tłuszczu oraz futra, to byś się tam zmieścił... - Dogryzła mi z zaciśniętymi zębami.
- Czyżby? Jeszcze powiedz, że to przez to, że za mało ruchu uprawiam!
- A dużo ruchu uprawiasz? Bo ze mną na pewno nie...
- Przesadziłaś... - Ugryzłem się w język i odwróciłem się tyłem do niej.
- Oj futrzaku... Kocham cię... A teraz powiem ci mój plan. - Powiedziała, zaczynając mi wszystko pokolei szeptać do ucha.

Od Bezimiennego CD Bobby - Szczury laboratoryjne

Czuł się jak na silnym kacu. Głowa pękała, pod niewidzialną obręczą coraz silniej zaciskającą się na jego skroni. Uśpiona do tej pory świadomość nie wróciła jeszcze do porządku. Nie wiedział co dzieje się dookoła i czy cokolwiek się dzieje. Pewny był tylko tego, że wokół było lodowato. Na tyle, że nawet on odczuwał to dość dotkliwie. Cały był skostniały i zmęczony, jak wybudzony z długiego snu, po którym jest się jeszcze bardziej zmęczonym. Siły całkiem go opuściły.

Dopiero z czasem przypomniał sobie, gdzie się znajduje i dlaczego. Wzrok wyostrzył się w końcu do zwykłego poziomu. Pokręcił delikatnie obolałą głową, przecierając ją lodowatą dłonią, jakby miał nadzieję zedrzeć resztkę otępiającego go zmęczenia. Nie miał pojęcia, ile czasu minęło, odkąd zapadł w sen, i ile upłynęło do momentu, aż udało mu się zebrać myśli i poukładać wszystko w głowie. Nie było to wcale takie łatwe. Głowa skutecznie utrudniała mu logiczne myślenie.

Od Fafnir'a CD Phanthoma

Nie spodziewałem się takiej reakcji u kowala. Wyszedłem przecież tylko na chwilę. Nie mogłem przecież pozwolić, żeby paczka, którą mu niosłem przepadła. Bałem się powiedzieć cokolwiek, a gdy tylko zebrałem się na wyjaśnienie brunetowi, dlaczego wyszedłem, głos mi zadrżał, jakby mimo wszystko nie był gotowy na udzielenie smokowi odpowiedzi.
Tym, czego dodatkowo się nie spodziewałem był uścisk. Myślałem, że kowal jest wściekły i że wyrzuci mnie ze swojego domu lub zrobi coś innego. Ale Phanthom mnie zwyczajnie przytulił. Nie wyczuwałem w tym geście jego gniewu. Nie był na tyle silny, by wyrządzić mi jakąś krzywdę. Był to inny rodzaj uścisku. Zupełnie inny.
Zacząłem się trząść i nie mogłem przestać. Nie byłem pewien, czy to strach, efekt kopania w śniegu czy jedno i drugie. Usłyszałem ciche westchnięcie bruneta, który następnie zaczął gładzić mnie po plecach.
- Jesteś taki bezmyślny. - powiedział kowal. Wydawało się, że cała jego złość lub przynajmniej znaczna jej część opadła. Phanthom podniósł mnie do góry.
- I znowu będziesz chory. - dodał, trzymając mnie za uda. Niepewnie owinąłem go nogami w pasie i zarzuciłem mu ręce na szyję, głowę ukrywając w jej zagięciu.
- Przepraszam. - szepnąłem, pociągając przy tym nosem.
Brunet przeszedł ze mną do sypialni, a tam posadził mnie na łóżku. Następnie kucnął przede mną i wziął moje ręce w swoje.
- Nie możesz tak robić, wiesz, jak się martwiłem? - zapytał, patrząc mi w oczy.
- Wiem, ale spałeś, a ja nie chciałem, by praca Melody poszła na marne. - powiedziałem szybko, ale kowal mi przerwał. Phanthom wstał, po czym usiadł obok mnie.

Od Raven do Pana Stasia - Szczury laboratoryjne

Spoglądała przede wszystkim sceptycznie na pomysły swojego partnera. Chcesz strzelać, czy sterować? Czy on chciał niczym rycerz na białym koniu zaatakować ich mieczem? Halabardą? Takich prymitywnych wynalazków tutaj nie mieli, za to gromadzę uzbrojonych po zęby strażników. A pociski? Widząc ich dość zaawansowaną broń przed utratą przytomności, zdążyła zdać sobie sprawę, że od początku będą na przegranej pozycji. Wolne żarty, takie rozwiązanie nawet nie wchodziło w grę. Na zewnątrz pozór spokoju niczym spokojny nurt w górskim potoku. Nie daj się jednak zwieść, wewnątrz już dawno przeżywała groźne epicentrum nagromadzonych negatywów. Chodź by raz, zdołał jej zaufać, zamiast marudzić i mówić złe rzeczy o jej charakterze, chorych działaniach. Jednak miały jakieś pozytywne skutki w życiu. Cholera, istne przekleństwo z tym gospodarzem rolnym. Zmierzała podjąć własne działania, niż zrobić z siebie obraz idiotki bez odpowiedniego myślenia racjonalnego. Skończył się okres ideału dobrej mamusi i pani domu, nastał czas powrotu samotnika.

26 lutego 2020

Od Pana Stasia CD Raven

Dałem swoim obu pijawkom czas, aby porozmawiały sobie same ze sobą, w kobiecym gronie. Miałem nadzieje, że w końcu się zaczną dogadywać lepiej, pomimo całej tej sytuacji, którą Lily poniekąd sprowadziła. Widziałem jednak, że szło im to różnie, szczególnie Raven często miała problemy, aby się dogadać z młodą wampirzycą. Zastanawiałem się, czym to było spowodowane. Dawałem młodej za dużo swobody, może to starszą traktowałem nieco bardziej odpychająco przy córce. Sam nie wiem, jednakże musiałem jakoś zmienić nastawienie obu wampirzyc do siebie.
Po obejściu całego pola rolnego, oglądnięciu roślin, podlaniu ich oraz pozbyciu się szkodników, ruszyłem do ogrodzenia. Wiatry ostatnim czasem uszkadzały wszystko co popadnie, szczególnie płot w miejscach, które były zabudowane paletami. Wiatr natrafiający na płaską powierzchnię, niejednokrotnie potrafił złapać lub oderwać nawet z gwoździ całą paletę. Nie miałem jednakże teraz pomysłu na wzmocnienie tego. Musiałem bawić się w naprawy oraz codzienne doglądanie stanu technicznego.