Temat: Złodziej leków
Szczegóły: Wytwarzanie jakichkolwiek leków na wyspie graniczy z cudem, dlatego są tak cenne. Ich pozyskiwanie także nie należy do najłatwiejszych, gdyż najczęściej trzeba wyjść poza granice wioski i zapuścić się w te nieco bardziej niebezpieczne rejony. Wiadomość o regularnych ubytkach w cennych zapasach, jaka dotarła do Rady sprawiła, że ta natychmiast wydała polecenie jednemu z Dyktatorów. Wiedzieli, że nie mogą patrzeć bezczynnie na sprawę tym bardziej, że wszelkie materiały były na wagę złota. Osadnikom było dość trudno dostać się do magazynu, gdyż ten mieścił się w chacie uzdrowiciela, więc zaczęto podejrzewać także samotników. Zadaniem dyktatora jest zastawić pułapkę na potencjalnego złodzieja i dojść, co zmusiło go do wykradania leków.
21 kwietnia 2020
17 kwietnia 2020
Od Amona CD Tibbie
Przyjrzałem się uważnie bandażom, oraz środkom odkażającym. Sprawdziłem ich stan, oraz spróbowałem się domyśleć jakie konkretnie środki mi podała, głupio by było by lekarstwo które miało pomóc, mi zaszkodziło. Po przyjrzeniu się wszystkiemu dokładnie zabrałem się do pracy.
Na początek wyjąłem z torby owinięte w płótno narzędzia zielarskie, a następnie wszystkie potrzebne składniki. Miałem jeszcze co nieco przy sobie, więc mogłem spróbować coś zdziałać. Na początek odpowiednio przygotowałem każde zioło, by po chwili zacząć je ze sobą łączyć, na koniec polewając jedną z mikstur, by substancja stała się gęściejsza. Dodałem też trochę środków odkażających, nie szkodziły stworzonemu przez mnie lekowi, więc nie było przeciwskazań by go trochę dodać. Pozbyłem się górnej części odzieży i obejrzałem ranę. Mimo iż wyglądała paskudnie, to nie była bardzo poważna. Przynajmniej zdarzało mi się już miewać gorsze wypadki. Obejrzałem ranę czy nic nie było w środku i zacząłem powoli rozprowadzać lekarstwo, które obecnie konsystencją bardziej przypominało maść. Powoli i dokładnie rozporawadzłem w każdy zakamarek, a kiedy to miałem już z głowy, wykorzystałem część własnej tkaniny by założyć opatrunek. Mogłem wykorzystać bandaże które podarowała mi domowniczka, ale uznałem że jej będa potrzebne bardziej niż mnie. Ja będę w stanie jeszcze uzupełnić zapasy leków, a ona już może mieć z tym problemy.
Na początek wyjąłem z torby owinięte w płótno narzędzia zielarskie, a następnie wszystkie potrzebne składniki. Miałem jeszcze co nieco przy sobie, więc mogłem spróbować coś zdziałać. Na początek odpowiednio przygotowałem każde zioło, by po chwili zacząć je ze sobą łączyć, na koniec polewając jedną z mikstur, by substancja stała się gęściejsza. Dodałem też trochę środków odkażających, nie szkodziły stworzonemu przez mnie lekowi, więc nie było przeciwskazań by go trochę dodać. Pozbyłem się górnej części odzieży i obejrzałem ranę. Mimo iż wyglądała paskudnie, to nie była bardzo poważna. Przynajmniej zdarzało mi się już miewać gorsze wypadki. Obejrzałem ranę czy nic nie było w środku i zacząłem powoli rozprowadzać lekarstwo, które obecnie konsystencją bardziej przypominało maść. Powoli i dokładnie rozporawadzłem w każdy zakamarek, a kiedy to miałem już z głowy, wykorzystałem część własnej tkaniny by założyć opatrunek. Mogłem wykorzystać bandaże które podarowała mi domowniczka, ale uznałem że jej będa potrzebne bardziej niż mnie. Ja będę w stanie jeszcze uzupełnić zapasy leków, a ona już może mieć z tym problemy.
14 kwietnia 2020
od Pana Stasia CD Lei
Odchodząc w stronę swojej wioski, usłyszałem za sobą jeszcze próbę zatrzymania mnie. Niby chciała podziękować, ale kto by ufał samotnikom? Zdecydowanie wyglądała na samotniczkę, gdyż żadna zdrowo rozumiejąca kobieta nie włóczy się po nocach takich porach. Chyba że się jest myśliwym czy kimś w tym stylu. Tak czy inaczej, nie zamierzałem dziś ryzykować życia, więc odparłem, że nie ma za co i ruszyłem dalej w swoją stronę.
Wróciłem do domu i szybko zapomniałem o tych wydarzeniach. Dobrze, że pomogłem kobiecie, ale nie było sensu niczego roztrząsać dalej. Szybko poszedłem spać, wiedząc o fakcie, że następny dzień będzie równie ciężki co dzisiejszy.
Wróciłem do domu i szybko zapomniałem o tych wydarzeniach. Dobrze, że pomogłem kobiecie, ale nie było sensu niczego roztrząsać dalej. Szybko poszedłem spać, wiedząc o fakcie, że następny dzień będzie równie ciężki co dzisiejszy.
Od Bezimiennego CD Tibbie
Świt obudził Bezimiennego, choć nawet nie był w stanie przedrzeć się przez grube kamienne ściany. Lazurowe oczy błysnęły spod powiek, nie powodując przy tym nawet bólu głowy. To było niesamowite, nigdy po bimbrze nie miewał kaca, ale po przemianie prawie w ogóle nie odczuwał skutków wczorajszego picia, przynajmniej nie w klasycznym tego słowa znaczeniu. Uniósł głowę znad blatu stołu, nad którym widocznie zasnął. Może i był zmorą, ale ból pleców i szyi dawał się we znaki. Rozglądając się dookoła, dostrzegł tylko brunetkę leżącą na prowizorycznej pryczy, której czasem masochistycznie używał, gdy chciał się jeszcze bardziej nadręczyć rzeczywistością, jaką sprawiała mu mutacja lub padał na nią kompletnie pijany. To była właśnie druga rzeczy budząca jego ciekawość, potrafił zasnąć, wyłącznie upijając się do nieprzytomności… W zasadzie nawet nie był w pełni przekonany czy zapijanie się do nieprzytomności i ryzykowania w ten sposób życia i zdrowia jakkolwiek można było podpiąć pod sen, chyba jednak nie. Pamiętał tylko tyle, że pod koniec całego posiedzenia niejako wymusił na kobiecie położenie się spać na tej parodii łóżka, po czym sam jeszcze trochę dopił, jak sobie wmawiał na „dobry sen”.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
