Gdy obudziłam się słyszałam morze oraz fale obijające się o łódź na której zapewne się znajdowałam wokoło chodzili ludzie i rozmawiali jednak nie mogłam zrozumieć sensu ich wypowiedzi. Drewno na którym leżałam było mokre od wdzierającej się na pokład morskiej wody która jakimiś szczelinami przedostawała się do środka pomieszczenia w którym się znajdowałam. Powoli aczkolwiek z trudem otworzyłam oczy i rozejrzałam się. Widziałam stojące skrzynie, ludzi stojących i czasem wskazujących na mnie. Nie rozumiałam kim byłam ani co robiłam w tym miejscu. Z pozycji podłogi niewiele mogłam dojrzeć więc spróbowałam wstać. Nadaremnie. Kołysząca się łódź wcale nie ułatwiała mi tego, gdy jakieś buty zaczęły zbliżać się do mnie zamknęłam oczy i udawałam nieprzytomną.
- Blondynek choć tu! - wydarł się chrapliwym głosem - Zaraz się obudzi i możemy mieć problem
- O Jezu co ty tak panikujesz - odpowiedział za pewne ten mężczyzna o którym mówił właściciel butów - Spójrz na nią myślisz, że da radę cokolwiek zrobić? Nawet się nie podniesie…. - Mówiąc to zbliżał się do mnie po czym trącił mnie butem. - Jeszcze śpi ale możemy już ją wynieść nie trzeba będzie schodzić na dół - po tych słowach złapał mnie za ręce,a ten drugi za nogi. Zostałam gdzieś wyniesiona. Na pewno nie znajdowałam się już w żadnym krytym pomieszczeniu na skórze czułam powiew wiatru częściowo tłumiony przez burtę, lodowaty deszcz oraz morską wodę z rozbijających się fal. Lekko otworzyłam oczy żeby rozeznać się w sytuacji - była noc co z jednej strony było moim wrogiem bowiem nic nie mogłam zauważyć, a z drugiej przyjacielem bowiem moja obserwacja mogła przejść bez zauważenia. Wokoło mnie nie było nikogo. Obróciłam się na plecy. Znajdowałam się na boku łodzi pod ścianą wśród ludzi którzy nie są moimi przyjaciółmi pewnie musiałam się im narazić jedną z moich akcji… Tylko jakich akcji, co takiego zrobiłam? Musieli mi nieźle czymś przywalić, że dostałam chwilowej amnezji. Gdzieś tu musi być szalupa ratunkowa, jakiś nadajnik czy nawet telefon. Musiałam tylko to załatwić szybko zanim się zorientują, że zniknęłam. Wstałam i powoli zaczęłam przemieszczać się po pokładzie. Po chwili znalazłam pierwszą rzecz z mojej listy. Teraz czas na drugą.
- Blondynek choć tu! - wydarł się chrapliwym głosem - Zaraz się obudzi i możemy mieć problem
- O Jezu co ty tak panikujesz - odpowiedział za pewne ten mężczyzna o którym mówił właściciel butów - Spójrz na nią myślisz, że da radę cokolwiek zrobić? Nawet się nie podniesie…. - Mówiąc to zbliżał się do mnie po czym trącił mnie butem. - Jeszcze śpi ale możemy już ją wynieść nie trzeba będzie schodzić na dół - po tych słowach złapał mnie za ręce,a ten drugi za nogi. Zostałam gdzieś wyniesiona. Na pewno nie znajdowałam się już w żadnym krytym pomieszczeniu na skórze czułam powiew wiatru częściowo tłumiony przez burtę, lodowaty deszcz oraz morską wodę z rozbijających się fal. Lekko otworzyłam oczy żeby rozeznać się w sytuacji - była noc co z jednej strony było moim wrogiem bowiem nic nie mogłam zauważyć, a z drugiej przyjacielem bowiem moja obserwacja mogła przejść bez zauważenia. Wokoło mnie nie było nikogo. Obróciłam się na plecy. Znajdowałam się na boku łodzi pod ścianą wśród ludzi którzy nie są moimi przyjaciółmi pewnie musiałam się im narazić jedną z moich akcji… Tylko jakich akcji, co takiego zrobiłam? Musieli mi nieźle czymś przywalić, że dostałam chwilowej amnezji. Gdzieś tu musi być szalupa ratunkowa, jakiś nadajnik czy nawet telefon. Musiałam tylko to załatwić szybko zanim się zorientują, że zniknęłam. Wstałam i powoli zaczęłam przemieszczać się po pokładzie. Po chwili znalazłam pierwszą rzecz z mojej listy. Teraz czas na drugą.
