Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chakori. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chakori. Pokaż wszystkie posty

29 sierpnia 2018

Od Chakori do Tenebris'a

Podeszłam do brzegu spokojnego, zimnego morza i zanurzyłam w nim powoli swoje ciało. Przeszedł mnie ogromny dreszcz spowodowany lodowatą wodą, ale nie przerywałam zanurzania się i po chwili jedynie moja głowa znajdowała się na powierzchni. Poczułam, jak na mojej szyi pojawiają się ostre wgłębienia, jakby ślady po pazurach — pewnie skrzela. To upewniło się mnie tylko w moich przypuszczeniach i weszłam głębiej w morze, cały czas idąc po dnie. Na początku wstrzymywałam powietrze, ale po chwili nie mając już ani grama tlenu w płucach byłam zmuszona wziąć wdech. Mimo to nic się nie stało, woda nie naleciała do płuc i nadal mogłam swobodnie oddychać.
Otworzyłam powoli oczy i ujrzałam otaczające mnie dookoła podwodne królestwo. To było coś przepięknego. Rafa koralowa, a wokół niej tysiące mieniących się różnymi kolorami ryb i innych stworzeń. Przepływały obok mnie, nie czując żadnego strachu i traktowały mnie, jakbym była jedną z nich. Spacerowałam po morskim dnie, przyglądając się i zachwycając tym niby znanym, ale zupełnie odmiennym światem. Co innego zobaczyć to w książce albo w telewizji, a co innego ujrzeć na własne oczy. Zupełnie bez porównania.
Nagle zauważyłam, że ryby jakby spłoszone czymś zaczęły odpływać. Inne morskie stworzenia również zaczęły chować się w morskim dnie, przykrywając się mułem oraz ukrywając się we wnętrzu koralowców. Woda zrobiła się ciemniejsza, jakby nagle zapadał noc. Spojrzałam w górę i ujrzałam ogromny, czarny cień płynącego nade mną promu. Naukowcy znowu przywieźli kolejnego mutanta... Podpłynęłam do góry i wynurzyłam się tuż obok płynącego statku. Przyjrzałam się dokładnie całemu kadłubowi, ale niestety nie było żadnej możliwości wejścia na pokład. Przede mną rozciągała się pionowa, wysoka na 7 metrów gładka ściana. Wtem statek ruszył i odepchnęła mnie od niego ogromna fala piany. Patrzyłam, jak prom powoli oddala się od wyspy, aż zniknął zupełnie za linią horyzontu. Jedyne co pozostawił po sobie to dryfującą na powierzchni drewnianą skrzynię. Zawróciłam w stronę lądu i dopłynęłam do brzegu. W międzyczasie skrzynia wylądowała już na brzegu wyrzucona przez przybrzeżne fale. Kolejny nieszczęśnik, którego dorwali naukowcy i kolejna osoba na tej wyspie. Miałam nadzieję, że nie pożyje długo, i tak robił się tutaj za duży tłok, a jedzenia powoli zaczęło brakować. Słyszałam jak rozjuszony mutant, próbuje rozpaczliwie wydostać się ze skrzyni, waląc w nią pięściami, jednak na nic mu się to zdało.
Postanowiłam odejść z plaży i wrócić do lasu. Nie czułam się bezpieczna na otwartej przestrzeni, poza tym krzyki rozwścieczonego mutanta zamkniętego w skrzyni, sprawiły, że czułam dziwny niepokój. Wtem usłyszałam trzask łamanych desek, a po chwili ryk przypominający rozjuszane zwierzę. Odwróciłam się gotowa do ataku. Przede mną stał dziwny stwór, który nie przypomniał niczego, co do tej pory widziałam. Wysoki na ponad dwa metry potwór ruszył wściekły w moją stronę. Wiedziałam, że nie mam po co z nim walczyć, musiałam uciekać. Przerażona wbiegłam do lasu, przeklinając się za moją nieuwagę, a zaraz za mną biegła ogromna bestia. Kiedy czułam już na swoim karku jej gorący oddech i wiedziałam, ze zaraz mnie dorwie, usłyszałam za sobą ogromny huk upadającego na ziemię potwora. Zatrzymałam się i spojrzałam za siebie. Ogromny stwór leżał martwy, a wprost z jego serca wystawała zakrwawiona strzała. Patrzyłam na to, jak oniemiała i powoli próbowałam pojąć, co tu się właśnie stało. Wtedy z gęstwiny wyłonił się mężczyzna o bladej cerze oraz kruczoczarnych włosach, trzymający w swoim ręku drewniany łuk.
 
Tenebris?

21 sierpnia 2018

Od Chakori CD Reske

Mimo zapewnień mężczyzny nadal byłam czujna i gotowa do ataku. Dzięki mojej profesji nauczyłam się jednego: jedyną osobą, której możesz całkowicie zaufać, jesteś tylko ty sam. Patrzyłam na niego przenikliwym wzrokiem i zlustrowałam jego postać. Był to młody, trochę starszy ode mnie mężczyzna o bursztynowych oczach. Przewyższał mnie o głowę i był silnie zbudowany, na pewno byłby trudnym przeciwnikiem. Mimo wszystko wiedziałam, że w razie jego ataku powinnam dać sobie radę.
- Jestem Reske, a ty? - Spytał chłopak, lecz nie doczekał się odpowiedzi. - Naprawdę nie musisz się niczego obawiać. - Kontynuował, jednak gdy mimo to nadal patrzyłam na niego podejrzliwym wzorkiem, odłożył swoją broń na ziemię i podniósł ręce, pokazując, że nie ma nic w dłoniach. - Widzisz?
Wtedy usłyszałam lekki szelest, jednak nie mogłam określić, z której strony pochodził. Czyżby ktoś jeszcze tu był? Zaniepokoił mnie ten dźwięk, ale równie dobrze mogło to być jakieś zwierzę. Jednak po chwili usłyszałam doskonale znany mi odgłos. Dźwięk puszczonej cięciwy...
- Padnij! - Krzyknęłam do zdezorientowanego chłopaka, który od razu wykonał moje polecenie. Nad naszymi głowami przeleciała ze świstem rozpędzona strzała, która wbiła się w pień drzewa stojącego zaledwie kilka metrów za nami.
Rozejrzałam się dookoła i, mimo że dookoła panowała ciemność, to księżyc oświetlał las na tyle, że zauważyłam w oddali mężczyznę z zielonymi kocimi oczami świecącymi w ciemności, który wziął kolejną strzałą i ponownie do nas celował. Reske również go zauważył i od razu ukrył się za grubym pniem drzewa, ja zrobiłam to samo.
- Znasz go? - Zapytał. Pokręciłam tylko głową, żeby zaprzeczyć.
Kiedy ledwie centymetr od mojego ucha przeleciała kolejną strzała, krzyknęłam do mężczyzny chowającego się tuż obok mnie:
- Musimy stąd uciekać, nie jesteśmy tutaj bezpieczni!
Oboje zerwaliśmy się z miejsca w tym samym czasie i zaczęliśmy biec po omacku w gąszczu lian, gałęzi i liści. Co chwilę się o coś potykaliśmy i słyszeliśmy świst kolejnych strzał, które przelatywały niebezpiecznie blisko nas. Nagle natrafiłam nogą na ogromny korzeń, o który się potknęłam i runęłam jak długa na ziemię. Przy okazji upadania uderzyłam w coś tak mocno głową, że aż zrobiło mi się ciemno przed oczami. Reske, który biegł kawałek przede mną, wrócił się, chwycił mnie mocno za ramię i pomógł mi wstać. Nie potrafiłam zrozumieć, dlaczego to zrobił. Przecież nie był mi nic winien, nie byłam też jego znajomą ani rodziną, poznał mnie dopiero parę chwil temu. Zrobił to bezinteresownie? Nie mogłam tego zupełnie pojąć.
- Dziękuję - powiedziałam cicho, być może na tyle cicho, że nie usłyszał, ale nie miałam zamiaru tego powtarzać. Po chwili jednak mężczyzna odpowiedział:
- Nie ma za co.
Nadal kontynuowaliśmy naszą szaleńczą ucieczkę, a myśliwy, który na nas polował, został chwilę w tyle. Strzały przelatywały w znacznej odległości i nie stanowiły już dla nas zagrożenia. Strzelec o kocich oczach strzelał z coraz większej odległości, a trafienie z tak daleka w ruchomy cel i to po ciemku graniczyło z cudem. Po chwili strzały całkowicie przestały się pojawiać, łucznik chyba postanowił zrezygnować z pogoni. Biegliśmy jeszcze przez jakiś czas, a potem trochę zwolniliśmy.
- Uciekliśmy! - Powiedział Reske, patrząc na mnie z uśmiechem od ucha do ucha, po czym zaśmiał się i głośno odetchnął z ulgą.
Na mojej twarzy też pojawił się lekki uśmiech, jednak był tak niewielki, że chłopak pewnie nawet go nie dostrzegł.
Jednak coś nadal nie dawało mi spokoju, coś było nie tak. Nie wiem, co to było, ale jeżeli chodzi o przeczucia, to rzadko, kiedy się myliłam.
Wtedy zauważyłam w ciemności, jak z oddali zbliża się do nas parę ludzkich sylwetek. Obróciłam się i zauważyłam kolejnych. Zbliżali się z każdej możliwej strony. Byliśmy otoczeni...

Reske?

17 sierpnia 2018

Od Chakori do Morrigana

Szłam środkiem strumienia, idąc z nurtem płynącej wody. Od jakiegoś czasu strasznie ciągnęło mnie do wszelkich rzeczek, potoków oraz strumieni znajdujących się na wyspie, mimo iż wcześniej niezbyt lubiłam moczyć się w wodzie. Lubiłam ten szum płynącego nurtu oraz ten specyficzny zapach unoszący się nad powierzchnią.
Pod stopami czułam maleńkie kamienie, wbijające mi się lekko w bose stopy. Miałam je już trochę poranione od co ostrzejszych odłamków, jednak nie zwracałam na to uwagi i dalej szłam tą samą drogą.
Postanowiłam się napić i schyliłam się, aby nabrać wody w ręce. Tafla wody była tak czysta, że ujrzałam w niej swoje odbicie. Przeraziłam się, gdy zobaczyłam zmęczone, podkrążone oczy oraz potargane, splątane włosy. Na zakurzonej, brudnej twarzy miałam też parę blizn, od ostrych gałęzi. Zupełnie nie przypomniałam już dawnej siebie. To, co jeszcze bardziej mnie zaskoczyło, to to, że moje oczy wydawały się dziwnie jasne. Kolor ten bliżej miał do białego niż niebieskiego, ale być może to wina tafli wody, w której widziałam swoje odbicie.
Ruszyłam dalej wzdłuż strumienia, mając nadzieję, że napotkam jakieś schronienie na noc. Dotychczasowe noce spędzałam na gałęziach drzew. Przywiązywałam się do nich grubymi lianami, aby przypadkiem nie spaść podczas snu i tam zasypiałam. Było to strasznie niewygodne i jeszcze żadnej nocy nie udało mi się porządnie wyspać, ale tam przynajmniej miałam poczucie bezpieczeństwa. Często słyszałam w nocy różne dziwne odgłosy dobiegające z lasu. Czasami były to ryki, czasami wycia, a czasami jeszcze inne trudne do określenia dźwięki. Nie bałam się ich, wiedziałam, że poradzę sobie z każdym niebezpieczeństwem, ale mimo to czułam jakiś dziwny niepokój. Wiedziałam, że cały czas muszę być czujna, bo od tego zależy moje marne życie.
Nagle zza drzew zauważyłam jakieś budynki wyłaniające się z oddali. Gdy byłam już coraz bliżej, obraz stawał się coraz bardziej wyraźny i dostrzegałam, że jest ich tutaj dosyć sporo. Były to małe drewniane chatki. Zaciekawiona podeszłam przyjrzeć im się z bliska. Nadal, będąc w bezpiecznej odległości, obserwowałam ludzi krzątających się i wykonujących codzienne zajęcia w wiosce.
Nie, to nie takiego schronienia szukałam… Wolę działać na własną rękę niż być uzależniona od innych.
Chciałam się wycofać z powrotem do lasu, jednak nagle zauważyłam, jak strażnicy wypuszczają jednego z mieszkańców wioski poza granicę. Był to mężczyzna, przeciętnego wzrostu o ciemniejszym odcieniu skóry i z mocnym zarostem. Osadnik nieświadomy, że ukrywam się w chaszczach i cały czas go obserwuję, ruszył w moim kierunku.
Postanowiłam się wycofać z powrotem w stronę strumyka, tak aby nie zwracać na siebie uwagi mężczyzny. Kiedy przeszedł niecałe dwa metry ode mnie i poszedł w innym kierunku, niż ja zamierzałam, odczekałam chwilę i wyszłam z ukrycia. Jednak, kiedy chciałam się ruszyć, niespodziewanie poczułam okropny ból w mojej prawej nodze, który sprawił, że zrobiło mi się ciemno przed oczami i ledwo co udało mi się utrzymać na nogach. Mimowolnie krzyknęłam z bólu, czego od razu bardzo żałowałam. Był to cichy krzyk, który od razu stłumiłam, więc miałam nadzieję, że nikt tego nie usłyszał. Próbowałam wydostać się z wnyki myśliwskiej zaciśniętej na mojej nodze, z której leciała spora struga krwi, ale bez skutku. Szarpałam ją, ale miałam wrażenie, że tylko pogarszam swój stan, a wnyki coraz bardziej zaciskały się na mojej nodze. Spojrzałam zaniepokojona na strażników, jednak oni nadal stali w tym samym miejscu. Biłam się z myślami, czy zawołać o pomoc, czy pozostać w ukryciu. Wybrałam to drugie. Wolałam zgnić tutaj, razem z moją pieprzoną nogą, albo ją sobie odciąć niż poprosić kogoś o pomoc.
Wtedy usłyszałam, jak zaraz za mną odezwał się mężczyzna, który niedawno co wyszedł z wioski osadników. Nie wiedziałam, nawet kiedy do mnie podszedł, byłam tak zajęta, próbując się uwolnić.
- Nie ruszaj się – powiedział. – Zaraz ci pomogę, jestem medykiem.

Morrigan?

16 sierpnia 2018

Od Chakori do Reske

Patrzyłam na gwiazdy, które widniały na odsłoniętym, nocnym niebie. Małe świecące punkciki, oddalone o miliony lat świetlnych. Lubiłam patrzeć w rozgwieżdżone niebo, uspokajało mnie to i sprawiało, że zapomniałam, choć na chwilę o swoich problemach i mogłam się zrelaksować. Jednak tym razem tak się nie stało.
Siedziałam naga na plaży, na którą parę godzin temu wyrzuciły mnie fale. Teraz morze było spokojne, bez jakiejkolwiek skazy, jednak kiedy wyrzucili mnie do wody, tak nie było. Morze szalało, a mnie, co chwilę przykrywały pod wodą metrowe fale. Ledwo potrafiłam złapać powietrze do płuc, a kolejna fala wody i piany wpychała mnie z powrotem pod powierzchnię. Jednak to, co mnie najbardziej zaskoczyło, to to, że jakimś cudem się nie topiłam. Parę razy zanurzyłam się naprawdę głęboko i skończyło mi się powietrze w płucach, zanim ponownie się wynurzyłam, mimo to nadal mogłam oddychać.
Było to dla mnie ciężkie do wytłumaczenia, zwłaszcza że nigdy nie uczyłam się nurkować, ani wstrzymywać powietrze pod wodą. Nie umiałam nawet zbyt dobrze pływać, a tym razem jakoś nie sprawiało mi to problemu. Domyślałam się jedynie, że może to mieć związek z tym piekłem, jakie przeżyłam w laboratorium. Na razie nie działo się z moim ciałem nic złego, z czego się ogromnie cieszyłam, ale bałam się, ze w niedalekiej przyszłości może się coś stać. Co jak wyrośnie mi ręka na czole albo trzecie oko? Przecież nie wiem, co oni mi tam wszczepiali.
Postanowiłam ruszyć w kierunku lasu, gdy poczułam głód oraz pragnienie. Z trudem przedzierałam się przez gąszcz liści oraz lian, a ostre liście i gałęzie raniły moje ciało. W najbliższej przyszłości muszę zrobić sobie jakieś ubrania, jednak na razie nie miałam z czego. Jedyne, co miałam teraz dostępne pod ręką to liście, ale to nie był chyba dobry pomysł. Nagle poczułam, że moja noga wdepnęła w coś miękkiego. Spojrzałam pod nogi i skrzywiłam się. Właśnie wdepnęłam w rozkładające się ciało jakiegoś trupa. Czyli nie jestem tu sama – przebiegło mi od razu przez myśl. Przyjrzałam się bliżej zwłokom. Ciało musiało już tu leżeć od paru dni, bo widać było na nim widoczne ślady rozkładu. To, co zwróciło najbardziej moją uwagę to dziwny wygląd zwłok. Miał długie i ostre pazury, a z jego ust wystawały kły. Troch mnie to zaniepokoiło. Ciekawa jestem ile jeszcze osób, zostało poddanych tym chorym badaniom. Zauważyłam, że trup ma przy sobie skórzaną sakiewkę. Przeszukałam ją i znalazłam w niej dwa ostre noże. Bez chwili wahania przywłaszczyłam je sobie. Na pewno się przydadzą. Spojrzałam jeszcze raz na ciało i lekko się uśmiechnęłam. Przecież jego skóra nie może się zmarnować.
Zrobiłam sobie skórzany pas oraz mały plecak. Zajęło mi to trochę czasu, przez co mój żołądek zaczął jeszcze bardziej domagać się jedzenia. Czułam też ogromne pragnienie. Ruszyłam dalej w drogę. Po jakimś czasie wreszcie zauważyłam, że chaszcze zaczęły się przerzedzać i moim oczom ukazały się bagna. Szybko podbiegłam i zaczęłam pić zimną i gaszącą pragnienie wodę. Zauważyłam też parę ryb przy samym dnie, które z łatwością złapałam. Żałowałam, że muszę je jeść na surowo, ale nie miałam innego wyjścia, poza tym nie były nawet aż tak złe.
Nagle usłyszałam trzask łamanych gałęzi tuż za mną. Obróciłam się, ale nikogo nie dostrzegłam, osobnik nadal ukrywał się w chaszczach. Wzięłam do ręki noże i przyjęłam pozycję do ataku, wtedy z lasu powoli wyłonił się mężczyzna.

Reske?