Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Avalon. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Avalon. Pokaż wszystkie posty

1 lipca 2019

Ah Śpij, Kochanie…

Do wszystkich czytelników. 

Opowiadanie zawiera sceny drastyczne.
Czytasz na własną odpowiedzialność.
Napisane zostało w 3 osobie liczby pojedynczej z tzw. punktu wszechwiedzącego obserwatora. Wydarzenia zawarte w opowiadaniu mają wpływ na relacje samotnik/osadnik w odniesieniu do całej przestrzeni bloga.Bohaterowie nie zostali wybrani przypadkowo.

29 sierpnia 2018

Od Avalon CD Reske

-To ty! - odparł chłopak i zastygł niepewny, jakby nie wiedział co zrobić - Proszę, nie atakuj. Nie jestem tu by sprawiać problemy!

Ja również znieruchomiałam, a Malvois tylko niechętnie przebierał przednimi kopytami. Jego słowa brzmiały przekonująco, nawet nie wyglądał jakby chciał mnie skrzywdzić. Zresztą od początku nie dawał takiego wrażenia i na swój sposób czułam, że w jego obecności nic złego nie może się stać. Po chwili więc odetchnęłam z ulgą i zeskoczyłam z konia pozostawiając go za sobą. Na szczęście zdążył się już uspokoić i mogłam mieć pewność, że nie zrobi mi żadnej niespodzianki i nie ucieknie. Zbliżyłam się o kilka kroków do mężczyzny i objęłam się rękami. Dlatego, że było chłodno jak na jesienny poranek przystało, a może dlatego też, że nie wiedziałam za bardzo co począć w takiej sytuacji. Gdy podniosłam jednak wzrok na smukłą twarz faceta, spostrzegłam, iż wpatruje się w ubitą zwierzynę zawieszoną na zadzie konia.

- Jesteś głodny, hę? - zapytałam chytrze i uniosłam brew. Wzrok samotnika od razu wylądował na mnie i był pełen niby poczucia winy. Wyglądał, jakby chciał się z czegoś wytłumaczyć, ale w porę mu przerwałam - W porządku. Muszę to odwieźć do rzeźni, ale kawałek mogę sobie zostawić. Co powiesz? - zaproponowałam w jednej chwili zapominając kim jest facet, a kim jestem ja i jak surowo zabronione jest nam spotykanie się nawzajem. To jak bardzo egoistycznie działam i to jak szybko mu zaufałam.

- Jak już mówiłem, wolałbym nie sprawiać ci problemów - odparł niepewnie, ale w końcu nie zaprzeczył, a gdy ujrzał mój zdeterminowany wyraz twarzy, wzruszył ramionami, a oczy aż mu zaiskrzyły. Musiał być naprawdę głodny. W sumie to się nie dziwę, bez odpowiedniego sprzętu może być ciężko coś upolować i to takiego zdatnego do jedzenia - Jeżeli mógłbym...

- Jasne, zapraszam - uśmiechnęłam się i kiwnęłam głową, aby szedł za mną. Podeszłam do konia i złapałam uprząż, aby przez dalszą drogę go prowadzić. Samotnik dorównał mi kroku i chowając ręce w kieszeniach płaszczu, spuścił wzrok - Jestem Avalon, myśliwa i dyktatorka w osadzie - przedstawiłam się, bo chyba wypadało.

- Reske - on również się przedstawił, ale nic więcej nie dodał. Nadal wiedziałam o nim bardzo mało i nie byłam do końca pewna czy mogę mu ufać, ale nie wyglądał na takiego, który mógłby i w ogóle chciałby mi zrobić krzywdę. Chyba nie powinnam się tak tym przejmować. W razie czego mam broń i ukryte zamiłowanie do boksu, umiem się obronić.

     Droga do mojej posiadłości mimo, iż przemierzana na piechotę, zleciała nam szybko. Po drodze odstawiłam tylko mięso do rzeźni, kiedy Reske ukrył się w pobliskim lesie i czekał tam na mnie. Zostawiłam nam dwa dorodne króliki. Uznałam, że tyle wystarczy do wykarmienia osadniczki i wygłodniałego samotnika. Gdy dotarliśmy na teren posiadłości, odstawiłam Malvoisa do jego boksu pod budynkiem i wróciłam do chłopaka, który czekał pod drzwiami. Ciągle się rozglądał oceniając w myślach prawdopodobnie każdy detal mojego domu z zewnątrz. Nie chcę się przechwalać, ale mam wiosce chyba największą posiadłość. Co zresztą nie znaczy, że tak przyjemnie mi się w niej mieszka. Jedna, mała (jak na razie) harpia na całą posiadłość to trochę przykre. Nie mam nic przeciwko mieszkaniu w tym domu, ale nie pogardziłabym jakimś współlokatorem, albo przynajmniej zwierzakiem. Kolejnym plusem tego domu jest również to, że położony jest na obrzeżach osady i nikt nie mógł dostrzec, jak wpuściłam Reske do środka. Zdjęłam pelerynę i pozwoliłam gościowi rozejrzeć się po pomieszczeniach. Wszystkie cenne rzeczy były głęboko i solidnie ukryte, więc nie miałam obaw, że coś mogłoby zginąć. Jednak wciąż czułam się nieswojo wpuszczając do domu samotnika, którego znałam zaledwie jeden dzień, ale to jak patrzył na moje zdobycze, nie dało mi wyboru. Był wygłodniały, a ja musiałam coś z tym zrobić. Podczas, gdy mój towarzysz przechadzał się po domu, ja udałam się do kuchni w celu przygotowania posiłku. Zabrałam się za patroszenie mięsa, po czym pokroiłam w plastry warzywa, które posiadałam obecnie w kuchni. Wszystko włożyłam do piekarnika, który ledwo, co udało mi się włączyć. Bez pomocy zapałek nigdy nie wznieciłabym tutaj ognia, w końcu nie mamy czegoś takiego jak elektryczność. W trakcie pieczenia się mięsa, postanowiłam poodsłaniać długie, czerwone zasłony i pozapalać kilka świec, aby w pomieszczeniu zrobiło się jaśniej i przytulniej. Reske zniknął mi z pola widzenia, a to pewnie dlatego, iż zwiedzał piętro. Przypomniawszy sobie o potrawie, poleciałam do kuchni z nadzieją, że niczego nie zepsułam. Mięso było trochę zbyt mocno przypieczone, ale wydaje mi się, że ujdzie. Wyjęłam blachę i wyłożyłam spore porcje na talerze. Dla samotnika postanowiłam nałożyć nieco więcej jedzenia, wiadomo dlaczego. Zaniosłam talerze na stół, przy którym o dziwo już siedział mężczyzna. O dziwo nie obserwował mięsa, na które pewnie bardzo czekał, tylko mnie i moją skupioną minę, gdy usiłowałam nie wywrócić posiłku na podłogę. Postawiłam porcję królika z warzywami przed Reske, a on uśmiechnął się do mnie z wdzięcznością. Zarumieniona odwzajemniłam uśmiech i usiadłam na krześle obok. Teraz tylko modlić się, żeby przygotowana potrawa była do zjedzenia. Co by było, gdyby głodny samotnik musiał jeść na siłę coś obrzydliwego? Podenerwowana zabrałam się za krojenie nieco podpalonego mięsa.

Reske? c:

18 sierpnia 2018

Od Avalon CD Reske

    Ciemnowłosy mężczyzna zbliżył się do mnie, ale mimo poczucia niepokoju nie cofnęłam się. Nie mogę pokazać, że jestem wystraszona. Uniosłam lekko głowę spoglądając na słońce, które wychodziło zza gór, ale jeszcze słabo było je widać. Ponownie opuściłam wzrok na samotnika i zmarszczyłam brwi, kiedy ostrzegł mnie przed niebezpieczeństwami.
- Sam jesteś jednym z nich, więc ostrzegasz mnie przed sobą? - zauważyłam przechylając lekko głowę na bok.
- Ze mną nigdy nie wiadomo - wzruszył ramionami, a na jego twarz wpłynęło coś w rodzaju uśmiechu.
Wyglądał tak o wiele lepiej i sympatyczniej, ale nie mogę być naiwna. Zaczynałam się zastanawiać, w jakim transie musiałam być, żeby nie wziąć ze sobą żadnej broni. Dobrze wiem, że samotnicy to osoby, które lubią gierki i podstępy. Chciałabym w to wierzyć, ale przyjemny wyraz twarzy faceta nie pozwalał mi się skoncentrować. Przez chwilę tak obserwowałam go starając się jakby przeczytać coś z jego myśli. Ciekawi mnie, jakim eksperymentom został poddany, w co się obecnie zmienia. W końcu przestałam wywiercać w nim dziurę własnym spojrzeniem i potrząsnęłam głową przerzucając ogierowi uzdę nad łbem. Zwinnym krokiem wskoczyłam mu na grzbiet, a peleryna ułożyła się równo za mną. Odgarnęłam włosy za ucho i ostatni raz spojrzałam na ciemnowłosego, który nieco się wycofał, aby zrobić mi miejsce. Głośno westchnęłam wiedząc, że jeżeli natychmiast nie ruszę, to zostanę nakryta na wjeździe do osady.
- Nie podążaj za mną - nakazałam, chociaż na celu miałam właściwie zwykłą prośbę - Nie mogę narażać wioski, przez moje głupie wypady - przyznałam nieco ciszej opuszczając głowę.
Samotnik tylko lekko pokiwał głową i zaraz zniknął mi sprzed oczu, gdy Malvois ruszył w kierunku wioski. Nie mogłam się powstrzymać, żeby nie obejrzeć się za siebie. Nadal tam stał i spoglądał na mnie z tym samym niezdecydowaniem co wcześniej i w pewnym sensie odechciało mi się wracać do wioski. Wiem, że to dla mnie bezpieczniejsza opcja, ale samotnicy też muszą mieć fajnie żyjąc na wolności będąc zależnymi tylko i wyłącznie od siebie. Westchnęłam, ale w ostatniej chwili postanowiłam odwzajemnić uśmiech, a potem już zupełnie zniknęłam w lesie.
     Jechałam jeszcze szybciej niż przedtem, chcąc jak najszybciej dotrzeć do domu i przy okazji nie natknąć się na kolejnego samotnika. Poza tym muszę się tam szybko pojawić, bo strażnicy się skapnął, że uciekłam, a z samego rana mam robotę do wykonania. Nie zwracałam już uwagi na te wszystkie krajobrazy,myśląc tylko o kilku sprawach na raz: wiosce, pracy i tajemniczym mężczyźnie. W końcu dojechałam, ale gdy usłyszałam, że kilkoro osadników już wstało, cicho zaklęłam. Zsiadłam z konia stwierdzając, że bezpieczniej będzie go teraz tylko prowadzić. Podjechałam od tej samej strony, więc teoretycznie przejście miałam proste, ale nie mogłam od tak sobie wejść i się zdradzić. Gdy po dłuższym namyśle nic mi nie przyszło do głowy, po prostu weszłam od razu kryjąc się z Malvoisem za pierwszą lepszą chatką. Wstrzymałam oddech słysząc, jak z tej właśnie chaty ktoś wychodzi i idzie na tyły budynku, gdzie się ukrywałam. Szybko obeszliśmy dom mijając się z jego mieszkańcem i skryliśmy się za kolejnym domem. Powtarzaliśmy tą czynność jeszcze kilka razy i musieliśmy wyglądać przy tym jak dzieci, które nieźle bawią się w chowanego. W końcu dotarliśmy do mojej chaty, gdzie mogłam przywiązać ogiera ponownie do dużej beli. Przy okazji go napoiłam i nakarmiłam, po czym wróciłam do domu. Spojrzałam na mały zegarek leżący na komodzie i stwierdziłam, iż zostały mi dwie godziny snu. Szybko zdjęłam pelerynę i w ubraniu na jutro wskoczyłam do łóżka nakrywając się kocem z owczej skóry. Zacisnęłam oczy modląc się, aby nie nawiedził mnie już żaden koszmar. Z ulgą stwierdziłam jednak, że dokuczające odgłosy całkowicie ustały i mogłam spokojnie zasnąć.
     Zbudził mnie dźwięk całkiem donośnego dzwonka, który ogłaszał początek dnia, jak i pracy. Z trudem podniosłam się do siadu i uznałam, że dwie godziny snu to zupełnie za mało, ale przynajmniej był to spokojny sen. Nie miałam już tego samego koszmaru, co zawsze. Teraz śnił mi się strumyk, góry i rozmazana, lecz znajoma mi sylwetka. Tylko ten jeden jedyny obraz, który co chwila się nieco zmieniał, ale oznaczał to samo. Istne szaleństwo, ale przynajmniej nie obudziłam się zlana zimnym potem. Odetchnęłam i wstałam z łóżka podchodząc do dużego, choć trochę zbitego lustra. Przeczesałam włosy małym grzebieniem i zaplotłam je w jeden długi warkocz, który swobodnie opadał na moje łopatki. Przed wyjściem zgarnęłam jeszcze swój łuk i pokrowiec ze strzałami wszystko wygodnie na sobie mocując. Byłam gotowa do wyjścia więc tylko starannie związałam swoje buty i opuściłam chatkę. Ludzie krzątali się już po wiosce i sami szykowali się do pracy. Niektórzy nawet zdążyli zamienić ze sobą słowo i muszę przyznać, że czuję się tutaj samotna. Kilku osadników oczywiście kojarzę, gdyż przez z nich zostałam uratowana, więc zawdzięczam im życie. Za to z resztą nie umiem się porozumieć i wydaje mi się też, że nie chcę. Może mam obawy, iż nikt nie zechce zawrzeć ze mną głupiej znajomości i zupełnym przypadkiem narobię sobie tutaj tylko wrogów. Nie ma co się zadręczać, gdy robota czeka. Zamknęłam za sobą drzwi i udałam się po mojego konia, który mam nadzieję zdążył się zregenerować. Teraz tak myślę, że głupim pomysłem było go ciągać po nocach, gdy z rana i tak miałby niezły wycisk. Na szczęście przywitało mnie wesołe rycie i wierzganie. Uspokoiłam Malvoisa i tym razem założyłam mu siodło, którego tak bardzo nie lubił, ale na polowania to lepsza opcja. Usiadłam w siodle i odgarnęłam za uszy pasma, które wykradły się z warkocza. Wykręciłam i podjechałam do pierwszej wierzy na granicy. Poproszono mnie tam o pokazanie wyrobionych wcześniej dokumentów i o przedstawienie moich zamiarów. Powiedziałam rzecz jasna o polowaniu, na które muszę się udać niezwłocznie. Im szybciej wykonam brudną robotę, tym szybciej przejdę do jeszcze gorszej. Za zgodą strażnika opuściłam wioskę i nareszcie nie borykałam się z niepewnością dotyczącą przyłapania. Popędziłam do tajemniczego lasu, na którego obrzeżach często kręci się dobra i liczna zwierzyna. Będąc blisko zwolniłam konia i wyciągnęłam przed siebie łuk, sięgając już po pierwszą strzałę. Bezproblemowo naciągnęłam łuk i przyłożyłam do niego policzek chcąc odnaleźć pierwszy cel. Nie zajęło to wyjątkowo długo, gdyż koń się ciągle przemieszczał i miałam czas aby przemyśleć strategię. W końcu upolowałam kilka królików i jedną owcę. Choć to marna liczba, i tak się liczy, a osadników jest na tyle mało, że wykarmi się tym nas wszystkich na spokojnie. Załadowałam zwierzynę na grzbiet ogiera i upewniając się, że nic się nie odczepi, ruszyłam w drogę powrotną. Teraz czeka mnie przygotowanie tego mięsa do przyrządzania normalnych posiłków i będę miała ten dzień z głowy. Jednakże moje plany zechciał ktoś pokrzyżować ujawniając się poprzez złamanie kilku patyków na ziemi. Szybko zmusiłam konia, który w mgnieniu oka zawrócił i wycelowałam ostatnią strzałę w obranym kierunku. Przymrużyłam oczy, gdy nie ujrzałam tam nic, ale po chwili zniżyłam łuk zmieniając zdanie. Nie chciałam go przecież zabić, nie sądzę, że smakowałby dobrze. Zastanawiało mnie tylko to, dlaczego jest tak blisko osady, co robi w tych okolicach. Może też szuka jakiegoś pożywienia. W każdym razie, on również mnie spostrzegł, a kiedy nasze spojrzenia się skrzyżowały przypomniałam sobie swój sen, tak przyjemnie odmienny od wcześniejszych.

Reske?

14 sierpnia 2018

Od Avalon do Reske

     Ciche, ale przerażające skrobanie o ceglane ściany strasznie mi dokuczało i nie pozwalało spać. Zerwałam się z łóżka, które z niepokojem zaskrzypiało i dotknęłam stopami zimnej podłogi. Nerwowo rozejrzałam się po pokoju ogarniętym mrokiem i nie byłam pewna, czy jestem tutaj sama. Nie chciałam opuszczać budynku w środku nocy, ale strasznie stresuje mnie ten dźwięk, który zresztą na chwilę nawet nie ustąpił. W takim razie to pewnie jakieś gałęzie drzew, które pod wpływem wiatru drapią o cegły. W końcu, gdy udało mi się to logicznie wyjaśnić, uspokoiłam się i odgarnęłam ręką grzywkę z wilgotnego od zimnego potu czoła. Nie to, że dookoła mnie rozlegają się straszne dźwięki, to jeszcze miewam koszmary od przybycia na wyspę. Nie mogę nie myśleć o pochmurnej nocy, kiedy zostałam brutalnie wyrzucona za burtę i jakimś cudem wykorzystując ostatki sił udało mi się dopłynąć do brzegu. Mokry, ale zimny piasek, który miałam pod trzęsącymi się placami to jedyne wyraźne wspomnienie z tamtego przeżycia. Co działo się później pamiętam jak przez mgłę, ale gdy przypadkiem dotarłam do osady i jej mieszkańcy wybiegli mi na ratunek, poczułam ulgę i w pewnym sensie się ucieszyłam. Zdziwiło mnie to, że w ogóle są tutaj inni ludzie, a co dopiero wioska, która może nie była bogata, ale była. A to już wystarczająco zadziwiające, że pierwszym osadnikom na tej wyspie udało się przygotować schronienie dla kolejnych, nowych przybyłych. Myślałam, że po zasiedleniu się w wiosce będę w stanie jakoś żyć z faktem, że we mnie rozwija się coś nienormalnego, ale zaczęło dziać się jeszcze gorzej. Co noc ten sam koszmar, w którym główną rolę pełni jastrząb. Ptak, który odwiedza mnie, gdy siedzę na ławce i wpatruję się w zachód lub wschód słońca. Kręci się obok mnie, a gdy próbuję go odgonić, zmienia się w wielką bestię o postrzępionych skrzydłach, ostrym dziobie i równie ostrych szponach. Następnie stwór zaczyna mnie atakować, ale orientuję się, że ta dziewczyna na ławce to nie ja. Ja jestem tym jastrzębiem, który bez opamiętania zaczyna żywić się bezbronnym dzieckiem. Za każdym razem staram się wymazać ten obraz z głowy, ale świadomość, że zmienię się i skończę dokładnie tak samo, strasznie mnie przeraża. Nie chcę być potworem, który nie ma własnego rozumu i kieruje się tylko swoim instynktem lub co gorsza rządzą krwi. Z podobnego snu właśnie co się przebudziłam. Miałam zamiar na powrót ułożyć się w łóżku, ale hałas z zewnątrz i moje złe myśli nie pozwoliły mi na to. Odepchnęłam się od materaca i podeszłam do szafy, z której wyciągnęłam obcisłą, niebieską bluzkę i workowate spodnie do kostek. Szybko przyodziałam się w strój wybierany na szybko i pognałam do wyjścia zgarniając po drodze jeszcze swoją czarną pelerynę. Podpięłam ją na kilka guzików pod brodą i wyszłam z budynku. Miałam ochotę na luzie udać się po konia, ale przecież muszą zostać niezauważona. W końcu opuszczę osadę bez zawiadomienia strażników i to w środku nocy więc powinnam się ukrywać. Nasunęłam na głowę duży kaptur, przez który nikt mnie nie rozpozna i trzymając się blisko ścian chaty ruszyłam po mojego konia. Stał przywiązany do płotu i niespokojnie wymachiwał ogonem. Gdy dotknęłam ręką jego szyi, nieco się wzdrygnął, ale szybko mnie rozpoznał. Tego cudaka dostałam od wioski. W końcu jeżeli jestem myśliwym, muszę mieć czym jeździć na polowania. Odwiązałam Malvoisa od drewnianej beli i przerzuciłam mu uzdę ze skóry przez głowę. Zwinnym krokiem wskoczyłam na jego grzbiet przytrzymując się linki od uzdy i usadowiłam się wygodnie. Dało się zauważyć, że moja obecność znacznie rozluźniła ogiera. Podejrzewam, że mu też jest ciężko spać na dworze, gdy w pobliżu mogą kręcić się samotnicy. Poklepałam konia po boku, aby dodać mu otuchy i rozejrzałam się szukając jak najbezpieczniejszej drogi. Wieże i chaty zwiadowcze ustawione są w trzech miejscach, a na miejscu czwartej jest wolny i niestrzeżony przejazd. Obrałam ten kierunek, a Malvois pognał w tamtym kierunku. Może i powinnam była uciec nieco dyskretniej, ale im szybciej znikniemy, tym dla nas lepiej. Tak jak przypuszczałam, udało mi się opuścić tereny wioski bez żadnych przeszkód. Galopowaliśmy obecnie przy brzegu Spokojnego Strumienia. Woda w nim prawie stała i była tak przejrzysta, że można było podziwiać piękne kamienie usadzone na dnie. Niektóre rzeczy nawet nocą wyglądają ślicznie, a czasami nawet lepiej, niż dniem, gdy wszystko skąpane jest w promieniach słonecznych. Nie zwalniając nakierowałam konia tak, aby uniknąć wjechania do opuszczonego lasu, gdzie pewnie roi się teraz od samotników na polowaniu. Jechaliśmy krótkim, spokojniejszym lasem, w którym drzewa były gęsto osadzone, przez co musieliśmy się nieźle gimnastykować. Po chwili kaptur osunął mi się z głowy uwalniając przy tym chmarę rudych włosów. Muszę przyznać, że dobrze jest poczuć taki zimny i świeży wiatr we włosach. Na chwilę mogłam zapomnieć o problemach i po prostu cieszyć się chwilą. Droga szybko zleciała i w końcu wyjechaliśmy na tereny pod górami Ungcy. Podjechaliśmy bliżej strumienia po czym zsiadłam z konia chwytając przy tym za uzdę. Poprowadziłam nas jeszcze trochę dalej i wybierając sobie sporą skałę, usiadłam na niej krzyżując nogi. Nawet nieco zmachany Malvois opadł na bok aby przytulić się do chłodnej i wilgotnej trawy przy brzegu strumyka. Odłożyłam linkę od uzdy na bok i odwróciłam się w stronę wody, która tutaj zaś gwałtownie i energicznie uderzała o skały, a kamienie z dna co chwila przemieszczała. Wpatrywałam się zaciekawiona na widok tych wszystkich ryb pędzących w dół strumienia i nagle zrobiłam się nieco głodna. Słońce powoli wschodziło, więc niedługo i tak będę musiała wracać. Cicho westchnęłam, ale od razu zesztywniałam gdy poczułam na sobie czyjś wzrok. Zerknęłam na ogiera, który właśnie gwałtownie się podnosił i zapewne zmierzał do ucieczki. Na szczęście w porę złapałam jego uzdę i powstrzymałam go przed tym. Zaczął wiać porywisty wiatr, co wcale nie ułatwiało mi opanowania konia, ale w końcu się zatrzymał, a raczej zamarł. Strasznie dziwnie się zachowywał i chciałam zrozumieć dlaczego. Spojrzałam w kierunku, w który wpatrywał się on i gdy płachta z moich długich włosów opadła ujrzałam wysokiego jak dla mnie mężczyznę wpatrującego się we mnie jaskrawymi oczami. O dziwo nie miał wrogiego wyrazu twarzy, a był raczej spokojny, ale mogło być pewne, że nie należał do osady. Wstrzymałam oddech kurczowo trzymając uzdy konia nie do końca wiedząc jak mam postąpić. Mówiono nam, że samotnicy nie znają litości, ale ten tutaj nie wyglądał jakby chciał mi zrobić krzywdę. Jak mam zareagować, żeby również nie wyjść na spłoszoną? Przecież wcale się nie boje, tylko jest to dla mnie całkiem nowa sytuacja.

Reske? Jesteś świadkiem mojego napływu weny c;

12 sierpnia 2018

Nowy osadnik - Avalon

AnnaHelme
Miano: Avalon

Imię i nazwisko: Felicia Crusoo
Wiek: 20 lat
Data urodzenia: 24.07
Numer: 004
Modyfikacja genetyczna: Harpia
Etap modyfikacji: 1
Status: Osadnik
Stanowisko: Myśliwa
Aparycja: Avalon jest kobietą o dosyć mocniejszej urodzie. Nie jest za wysoka, ani za niska, gdyż mierzy około 175cm. Jej waga jest adekwatna do wzrostu, a ciało ma świetne kształty. Widoczna talia i dobrze zbudowana sylwetka. Ma dosyć szeroką szczękę, a jej uszy są nieco szpiczaste przypominając przy tym uszy elfa. Ma w nich również po dwa kolczyki na jedno ucho. Jej usta są pełne i naturalnie czerwone, a zęby pod wargami proste. Smukły nosek i naturalnie zaróżowione policzki, których koloru nienawidzi. Twierdzi, że przez to wygląda niewinnie i słodko. Duże, dwukolorowe oczy. Tęczówka prawego oka jest zielona, zaś lewego żółtawo piwna. Pod oczami, na policzkach ma wytatuowane po trzy listki na jeden policzek. Posiada długie, czerwono-rude, proste włosy, których niektóre pasemka są jaśniejsze, a nawet białe. Na czoło opada jej krótka grzywka. Z włosów często robi sobie małe warkoczyki i wplątuje w nie koraliki lub pióra. Avalon ubiera się przeważnie w cienkie płaszcze ozdabiane piórami, ale też skórzane bluzki, które wsadza w materiałowe spodnie. Wszędzie chodzi z torbą ze skóry, do której zbiera ciekawe rzeczy znalezione w podróżach. Uwielbia nosić amulety i pierścionki zabierające kolorowe kamienie szlachetne.
Charakter: Avalon jest stanowcza i pewna siebie co wskazuje na to że ciężko się z nią dogadać. Wie czego chce i do czego ma dążyć, nie przyjmuje krytyki lub uwag. Jest bardzo śmiała i odważna. Uwielbia rozwiązywać zagadki i brać udział w różnych misjach. Od małego uczyła się różnych sztuk walki co wzmocniło jej zabójczy charakter. Samoobrona, którą przyswoiła przydaje jej się w wielu sytuacjach. Uwielbia walczyć z workiem tak jak i na ringu ze swoim przeciwnikiem. Odnośnie kontaktów z innymi to Sarah potrafi być wyrozumiała. Można powierzyć jej sekret i mieć pewność że pozostanie tylko między wami. Dziewczyna w rozmowie często posługuje się sarkazmem lub jakimiś głupimi żartami. Mimo swojego zaciętego charakteru potrafi też się uśmiechać czy śmiać, chociaż nie przychodzi jej to z łatwością. Jest dosyć zadziorna i chytra. Łatwo przychodzi jej kłamstwo i nie boryka się później z poczuciem winy jednak nie lubi bawić się czyimiś uczuciami. Woli być raczej sprawiedliwa, ale gdy sytuacja nie jest kolorowa, musi napsocić. Możną ją łatwo porównać do lisa. Momentami bywa nawet przebiegła i nie do okiełznania. Jest urodzoną wojowniczką o bardzo zaciętym charakterze. Ciężko ją wytrącić z równowagi, a tym bardziej wjechać jej na ambicje. Nie przejmuje się zdaniem innych. Nie lubi działać w grupie, woli robić wszystko na własną rękę, gdyż wie, że tym sposobem nie narobi sobie problemów. Nie boi podejmować się ryzyka i zawsze działa według głosu swojego serca, a czasami też rozsądku. Nie jest wrażliwa, chociaż są pewne granice i można ją urazić. Kobieta nie miała zbyt dobrych relacji z innymi ludźmi w przeszłości, więc teraz stara się to jakoś nadrobić. Z trudem jej się rozmawia i musi bardzo uważać, aby kogoś nie obrazić. Miewa też swoje gorsze dni, kiedy wprost nie może powstrzymać się od płaczu, ale w takim stanie nigdy się jej nie ujrzy. W takich momentach przeważnie chowa się gdzieś, gdzie nikt jej nie znajdzie i przebywa sama z sobą aby poukładać sobie pewne sprawy. Ogólnie rzecz biorąc jest dosyć chytra i przebiegła, ale za to waleczna i dumna i stara się nawiązywać lepsze kontakty z pozostałymi.
Historia: Felicia urodziła się i wychowała w bardzo bogatym domu. Była jedynaczką, więc rodzice załatwiali jej wszystko o czym tylko zamarzyła. Nieźle ją rozpieszczali, co niestety wpłynęło na jej późniejszy charakter. Felka nie miała dobrych relacji z rodzicami. Tych wiecznie nie było w domu, gdyż pracowali jako zawodowi chirurdzy i wychowywała ją opiekunka zatrudniona przez rodziców. Z nią Felicia miała najlepsze relacje, a że dzieliła ich różnica zaledwie ośmiu lat, zaprzyjaźniły się ze sobą. Była to jedyna prawdziwa przyjaciółka dziewczyny. Koleżanki w szkole lgnęły do niej tylko dlatego, że miała drogie i ładne ubrania czy zabawki. W wieku piętnastu lat wraz z opiekunką naoglądały się dużo zawodów z karate, co stało się jej małą pasją. Rodzice spełniający wszystkie jej wymogi oczywiście zgłosili ją na zajęcia. Felicia oddała się sztukom walki, przez co traciła czas na jakiekolwiek przyjemności. Jej dzień polegał na szkole, treningu i dwóch godzinach wolnego czasu w domu. Opiekunka nie była jej już potrzebna, bo po co szesnastolatce niańka? Dziewczyny skłóciły się ze sobą i znacznie od siebie oddaliły i wyszło na to, że Felicia została bez znajomych. Odcięła się od świata, a jej jedynym przyjacielem był worek treningowy. Po dłuższym ćwiczeniu karate zaczęło jej się to nudzić i uznała, że pora przejść do czegoś niebezpieczniejszego. Wybrała sobie boks, w który zaangażowała się jeszcze bardziej. Mogła spędzać całe dnie i noce na waleniu w wielki wór i nie męczyła się. Jeszcze bardziej oddaliła się od rodziców, którzy łapali teraz również nocne dyżury. Felicia, dla której worek już nie wystarczał, chciała znaleźć sobie więcej rozrywki. Nocami wymykała się z domu i brała udział w walkach na pieniądze. Były to oczywiście nielegalne zawody i do tego dla dorosłych, wielkich mężczyzn. Jednakże rudowłosa dawała sobie rady z częścią z nich bez problemu, lata praktyki pozwoliły jej nauczyć się tego i owego. Jej potajemne gierki skończyły się kiedy 19 letnia Felka trafiła na ostry dyżur do swoich rodziców po tym, jak łysy mięśniak połamał jej kilka żeber i jak się potem okazało, również kręgosłup. Dla dziewczyny nie było innego wyjścia poza wózkiem. Wszyscy myśleli, że to koniec jej normalnego życia, kiedy znalazł się naukowiec zapewniający, że naprawi chirurgom córeczkę i do tego znacznie ją uodporni. Zdesperowani rodzice poszli na taki układ i oddali własne dziecko w ręce chorych naukowców. Nie wiedzieli jednak, że nigdy już swojej córki nie zobaczą. W laboratorium Felicia otrzymała zastrzyk. Potem zostało przeprowadzonych na niej sporo eksperymentów, ale pamięta to wszystko jak przez mgłę. Nie była wtedy obecna, czuła się jakby spała i tylko na chwilę uchylała powieki. Była w stanie prawidłowo funkcjonować dopiero, gdy obudziła się naga na wybrzeżu bezludnej wyspy, a morskie fale lekko szamotały jej jeszcze dłuższymi, czerwonymi włosami.
Partner: Brak
Wyposażenie: Noże do mięsa, łuk ze strzałami do polowania, duży ogier Malvois, duże wory na mięso z ofiar
Inne: Avalon interesuje się wszelkimi sztukami walki, a zwłaszcza boksem. Uwielbia walczyć i wyzywać kogoś na pojedynek. Jest zawodową łuczniczką, co odkryła całkiem niedawno. Samodzielnie wystrugała łuk i obecnie jest jej ulubioną bronią. Kobiecie nie straszna żadna zwierzyna, jest bardzo spostrzegawcza i uwielbia polować. Jeździła kiedyś konno, a tera sama posiada konia, na którym wszędzie się porusza. Zamieszkuje chatę na obrzeżach wioski i ma tam zakład mięsny, gdzie sprzedaje wcześniej upolowane mięso. W wolnych czasach tworzy biżuterię z wisiorków, linek i kamieni szlachetnych znalezionych w jaskiniach. Uwielbia ptaki i wszystko co możliwe przyozdabia piórami.
Kieruje: natigrati@gmail.com | natik880 [hwr]