Miło się
rozmawiało i spędzało czas z dziewczyną. Nie mogłem jej zresztą od tak
wyrzucić za to co dla mnie zrobiła. W końcu upolowała mi solidny obiad
na najbliższe trzy dni. Po postawieniu dzbanka z wodą na stole wskazałem
dziewczynie gdzie jest łazienia po czym poszedłem w swoją strone.
Schowałem się w jednym z pokoi, obserwując czy nie patrzyła dokad ide.
Wyciągnąłem z małej paczuszki mięso które
dokładnie obejrzałem i powąchałem. Był to przyjemny zapach dla moich
nozdrzy. Zaciągnąłem się mięsem i zaknąłem oczy. Początkowo ugryzłem
tylko kawałek mięsa delektując sie nim, by po chwili pożreć je niczym
zwierze. Zjadłem dość sprawnie oba kawałki mięsa, brudząc się przy tym
krwią. Spojrzałem na swoje ręce i swoją twarz w lusterku. Nie mogłem tak
wyjść przecież do dziewczyny. Zacząłem się wycierać chusteczkami
suchymi i wilgotnymi, aby zmyć to wszystko z siebie. Wyszedłem do
korytarza i rozejrzałem się. Dziewczyny w środku nie było więc pewnie
poszła na drzewo. Jakkolwiek to brzmi. Zebrałems woje brudne chusteczki
po krwi, tak samo zabierajac torbe dziewczyny. Zamierzałem śmieci
wyrzucić a torbe dać gdzieś blisko niej samej by nie pomyślała że ją
okradłem czy coś. Wyszedłem na zewnątrz.
9 lipca 2019
7 lipca 2019
Od Aven CD Pana Stasia
Wiem, że zdecydowanie nie powinnam nachodzić tego dobrego człowieka w środku nocy, jednak jego odpowiedź bardzo mnie ucieszyła. Ba, byłam nawet zaskoczona. Może nigdy nie zdarzyło mi się nawiedzać nocą osób które korzystały z moich usług, jednak gościnność niektórych osadników ograniczała się do powstrzymania się od pożegnania mnie serdecznym kopem w dupę, nie mówiąc już o zaproponowaniu szklanki wody. Podziękowałam mu grzecznie i stwierdziłam, że tak dobrej ofercie nie można powiedzieć nie. Gospodarz postawił przede mną dzbanek wody, który opróżniłam szybko kubek za kubkiem, zagadując przy okazji żeby zapoczątkować jakąś rozmowę, ot zwykłe łamacze lodów – jak jego zwierzęta i plony radzą sobie w upale, co właściwie hoduje i takie tam. Miły i spokojny mężczyzna spokojnie prowadził ze mną dialog, nie wykazując cienia chęci pozbycia się mnie w celu wyspania się, a przecież musiał ciężko pracować jako rolnik. Gdy zapytałam o możliwość umycia się Staś wskazał mi łazienkę i gdzieś zniknął. Dopiero gdy wymoczyłam się w chłodnej wodzie poczułam, że odżyłam. Po wyjściu z łazienki nadal nie było go w kuchni, nie wiedziałam czy poszedł spać czy gdzieś indziej, tym bardziej nie chciałam krzątać się po jego domostwie, zatem wyszłam na podwórze. W lekkiej poświacie księżyca gospodarstwo wyglądało jak namalowane, wręcz magicznie.
Pomyślałam sobie, że w taką ciepłą letnią noc w moim dawnym życiu pewnie właśnie tańczyłabym na jakiejś imprezie, a może siedziała na jakiejś ławce w parku trzymając się za ręce z jakimś chłopakiem. Przechodziłam się tak powoli wzdłuż ścieżki prowadzącej z gospodarstwa na pole wsłuchując się w ciszę i rozmyślając. Zabawne, jak dużo wspomnień i gdybań przychodzi w najróżniejszych momentach. Tak, jak zazwyczaj rozmyślałam w domu o niesamowitych książkowych światach i ich dziejach, tak teraz moje myśli uciekały do gdybań o zwykłym świecie, pełnym zwykłych, szarych ludzi.
Pomyślałam sobie, że w taką ciepłą letnią noc w moim dawnym życiu pewnie właśnie tańczyłabym na jakiejś imprezie, a może siedziała na jakiejś ławce w parku trzymając się za ręce z jakimś chłopakiem. Przechodziłam się tak powoli wzdłuż ścieżki prowadzącej z gospodarstwa na pole wsłuchując się w ciszę i rozmyślając. Zabawne, jak dużo wspomnień i gdybań przychodzi w najróżniejszych momentach. Tak, jak zazwyczaj rozmyślałam w domu o niesamowitych książkowych światach i ich dziejach, tak teraz moje myśli uciekały do gdybań o zwykłym świecie, pełnym zwykłych, szarych ludzi.
3 lipca 2019
Od Pana Stasia CD Aven
Droga do farmy zajęła mi chyba jeszcze mniej czasu niż droga do osady. Gdy wróciłem
od Aven zająłem się zwierzakami -wypuszczając je na wybieg,
gospodarstwem - sprzątając i przygotowując się pod zabudowę nowego
budynku i deskami które
dalej trzeba było ciąć, dzień zleciał tak szybko jak się zaczął. Po
kolacji zasnąłem z myślą że może następnego dnia zjem jakieś mięso i
choć trochę zaspokoję swój krwio-mięsożerczy głód.
Następnego dnia świeże mięsko chodziło po moich kubkach smakowych od samego rana. Wyszedłem w pole powtarzając swój monotonny harmonogram jak każdego dnia. Po powrocie z pola uprawnego i dojściu na farmę rozejrzałem się i wypuściłem swoje zwierzaki by trochę po chadzały po świeżym powietrzu. Ze względu upału jednak moje maleństwa takie chętne na spacery nie były.
- No? Na co czekacie ? .. Chodźcie się przejść.. - uśmiechnąłem się do nich i zrobiłem zapraszający gest dłonią.
Zwierzaki bardzo niechętnie, jednakże wstały po moich słowach, leniwie idąc na dziedziniec gospodarstwa. Znalazły chyba jedyne ocienione miejsce i momentalnie położyły się tam wszystkie razem. Muszę przyznać że maści od Harry pomogły już po dwóch dniach stosowania . Zwierzaki już niemalże nie miały nawet śladów po ranach. Kiedy byk przechodził obok mnie poczułem jak głód mnie rwie i każe się rzucić na umięśnione zwierzę by spróbować nieco jego mięsa. Smak, zapach i widok świeżego, zakrwawionego, surowego i ciągnącego się mięska przyprawiał mnie o zawrót głowy. Cóż to za przyjemność była by spróbować tak świeżego podanego na tacy mięsa. Mrugnąłem dwa razy i spojrzałem na swojego byka. Pogłaskałem go po głowie a ten leniwie i przeciągle zamruczał, wypuszczając powietrze ze swoich nozdrzy i spojrzał na mnie. Mimo wszystko nie mógłbym ich przecież skrzywdzić. Darzyłem je zaufaniem a one darzyły mnie, co tworzyło taką przyjemną atmosferę na całym gospodarstwie. Mimo iż byłem na wyspie, czułem się ze zwierzętami jak u siebie w domu. Momentami zastanawiałem się czy nie zrobić tu czegoś.. większego.. Dla samotników, dla osadników, aby każdy poczuł się choć trochę jak w domu. Zwierzęta na prawdę potrafiły sprawić, by człowiek czuł się lepiej, będąc zupełnie w obcym miejscu. Zastanawiałem się jednak czy to dobry pomysł ze względu na nienawiść obu grup do siebie, względów logistycznych, materiałowych i zwierzęcych. Zwierząt na wyspie było mało. Istniała jeszcze opcja rozrodu hodowli zwierząt które mam aktualnie. Wiązało by się to jednak ze zwiększeniem budynków gospodarczych, zwiększeniem ilości paszy, czasu którego musiałbym poświęcić zwierzętom, do tego przydała by mi się jakaś pomocna dłoń. Mimo przyjaznych stosunków z wieloma ludźmi tu, nie mógłbym raczej nikomu powierzyć niektórych spraw. Swoją drogą każdy miał swoje problemy, rzeczy do zrobienia czy zawody. Westchnąłem cicho i wróciłem do moich nieszczęsnych desek. Ściągnąłem koszulkę, zrobiłem sobie chłodny okład który położyłem na opalonym karku, wziąłem narzędzia i poszedłem ciąć kłody. Standardowo poświęciłem się temu zadaniu w stu procentach, sprawiając że deski, mimo mojego amatorstwa w tym temacie, były na prawdę dobrej jakości. Nie były za grube ani za chude, cięte ostrożnie by nie uszkodzić ich czy nie nadłamać, i każda deska była odkładana do wysuszenia. Mokre deski nie nadawały by się do żadnej obróbki czy zbijania.. Praca zajęła mi czas do godziny około dziewiętnastej. Spojrzałem na pozostałe kłody i o dziwo została mi już tylko jedna jedyna do pocięcia. Stwierdziłem że nie ma jednak co szaleć i odłożyłem piłę, napiłem się wody po czym resztę wody z butelki wylałem na swoje ciało. Woda zaczęła mnie obmywać od włosów aż do ziemi kapiąc z nosa, brody czy płatków uszu. Krople reszty wody powoli i leniwie spływały w dół mojego ciała po klatce piersiowej, brzuchu by po chwili zatrzymać się i wchłonąć w moje spodnie. Spojrzałem na butelkę i na swoje ciało. Niby fajne uczucie ale tylko chwilowe. Woda momentalnie parowała lub znikała wchłaniana w moich spodniach. Westchnąłem podchodząc do koszulki. Ubrałem ją i wpuściłem zwierzaki do obory, zamykając ją gdy weszły wszystkie. Nie zanosiło się na deszcz więc nie nakrywałem desek na noc. Wszedłem do domu zamykając drzwi.
Następnego dnia świeże mięsko chodziło po moich kubkach smakowych od samego rana. Wyszedłem w pole powtarzając swój monotonny harmonogram jak każdego dnia. Po powrocie z pola uprawnego i dojściu na farmę rozejrzałem się i wypuściłem swoje zwierzaki by trochę po chadzały po świeżym powietrzu. Ze względu upału jednak moje maleństwa takie chętne na spacery nie były.
- No? Na co czekacie ? .. Chodźcie się przejść.. - uśmiechnąłem się do nich i zrobiłem zapraszający gest dłonią.
Zwierzaki bardzo niechętnie, jednakże wstały po moich słowach, leniwie idąc na dziedziniec gospodarstwa. Znalazły chyba jedyne ocienione miejsce i momentalnie położyły się tam wszystkie razem. Muszę przyznać że maści od Harry pomogły już po dwóch dniach stosowania . Zwierzaki już niemalże nie miały nawet śladów po ranach. Kiedy byk przechodził obok mnie poczułem jak głód mnie rwie i każe się rzucić na umięśnione zwierzę by spróbować nieco jego mięsa. Smak, zapach i widok świeżego, zakrwawionego, surowego i ciągnącego się mięska przyprawiał mnie o zawrót głowy. Cóż to za przyjemność była by spróbować tak świeżego podanego na tacy mięsa. Mrugnąłem dwa razy i spojrzałem na swojego byka. Pogłaskałem go po głowie a ten leniwie i przeciągle zamruczał, wypuszczając powietrze ze swoich nozdrzy i spojrzał na mnie. Mimo wszystko nie mógłbym ich przecież skrzywdzić. Darzyłem je zaufaniem a one darzyły mnie, co tworzyło taką przyjemną atmosferę na całym gospodarstwie. Mimo iż byłem na wyspie, czułem się ze zwierzętami jak u siebie w domu. Momentami zastanawiałem się czy nie zrobić tu czegoś.. większego.. Dla samotników, dla osadników, aby każdy poczuł się choć trochę jak w domu. Zwierzęta na prawdę potrafiły sprawić, by człowiek czuł się lepiej, będąc zupełnie w obcym miejscu. Zastanawiałem się jednak czy to dobry pomysł ze względu na nienawiść obu grup do siebie, względów logistycznych, materiałowych i zwierzęcych. Zwierząt na wyspie było mało. Istniała jeszcze opcja rozrodu hodowli zwierząt które mam aktualnie. Wiązało by się to jednak ze zwiększeniem budynków gospodarczych, zwiększeniem ilości paszy, czasu którego musiałbym poświęcić zwierzętom, do tego przydała by mi się jakaś pomocna dłoń. Mimo przyjaznych stosunków z wieloma ludźmi tu, nie mógłbym raczej nikomu powierzyć niektórych spraw. Swoją drogą każdy miał swoje problemy, rzeczy do zrobienia czy zawody. Westchnąłem cicho i wróciłem do moich nieszczęsnych desek. Ściągnąłem koszulkę, zrobiłem sobie chłodny okład który położyłem na opalonym karku, wziąłem narzędzia i poszedłem ciąć kłody. Standardowo poświęciłem się temu zadaniu w stu procentach, sprawiając że deski, mimo mojego amatorstwa w tym temacie, były na prawdę dobrej jakości. Nie były za grube ani za chude, cięte ostrożnie by nie uszkodzić ich czy nie nadłamać, i każda deska była odkładana do wysuszenia. Mokre deski nie nadawały by się do żadnej obróbki czy zbijania.. Praca zajęła mi czas do godziny około dziewiętnastej. Spojrzałem na pozostałe kłody i o dziwo została mi już tylko jedna jedyna do pocięcia. Stwierdziłem że nie ma jednak co szaleć i odłożyłem piłę, napiłem się wody po czym resztę wody z butelki wylałem na swoje ciało. Woda zaczęła mnie obmywać od włosów aż do ziemi kapiąc z nosa, brody czy płatków uszu. Krople reszty wody powoli i leniwie spływały w dół mojego ciała po klatce piersiowej, brzuchu by po chwili zatrzymać się i wchłonąć w moje spodnie. Spojrzałem na butelkę i na swoje ciało. Niby fajne uczucie ale tylko chwilowe. Woda momentalnie parowała lub znikała wchłaniana w moich spodniach. Westchnąłem podchodząc do koszulki. Ubrałem ją i wpuściłem zwierzaki do obory, zamykając ją gdy weszły wszystkie. Nie zanosiło się na deszcz więc nie nakrywałem desek na noc. Wszedłem do domu zamykając drzwi.
2 lipca 2019
Od Aven CD Pana Stasia
Upalne lato każdemu wdawało się we znaki. Żar prawie codziennie nieubłaganie lał się z nieba na wioskę, która około południa niemalże zamierała. Większość mieszkańców kryła się w swoich domach, współczując każdemu kto musiał pracować na otwartej przestrzeni. Na szczęście z rana nie było aż tak źle. Po okresie wiosennym w lesie było znacznie więcej zwierzyny, co wiązało się z obfitszymi i rzadszymi polowaniami. Po makabrycznej śmierci Avalon zostałam jedną z jedynych myśliwych w wiosce, co przekładało się na znacznie zwiększona ilość pracy. Za dnia można mnie było znaleźć albo w izbie łowców, gdzie po przytaszczeniu z pewną pomocą balii moczyłam się godzinami w deszczówce żeby nie wyschnąć, tudzież byłam złączona z moim zielonym Domem.
1 lipca 2019
Ah Śpij, Kochanie…
Do wszystkich czytelników.
Opowiadanie zawiera sceny drastyczne.
Czytasz na własną odpowiedzialność.
Napisane zostało w 3 osobie liczby pojedynczej z tzw. punktu wszechwiedzącego obserwatora. Wydarzenia zawarte w opowiadaniu mają wpływ na relacje samotnik/osadnik w odniesieniu do całej przestrzeni bloga.Bohaterowie nie zostali wybrani przypadkowo.
Subskrybuj:
Posty (Atom)