9 lutego 2019

Od Phanthoma do kogoś

Obudziłem się jakoś przed południem, kiedy promienie słoneczne dotarły do mojego okna. Zlazłem z łóżka, szukając dla siebie ubrań, a potem zabierając się za szybkie śniadanie z jajek. Dzisiaj miał przyjść transfer, więc musiałem ogarnąć wszelką broń. W południe poszedłem do warsztatu, który był na tyłach domu. Od razu poczułem znajomy zapach gorącego metalu. Nim jednak zabrałem się do pracy, przebrałem się w robocze ubranie. Następnie zacząłem sprawdzać, co przez ten tydzień wykułem i ile mogę dać transferowi. Trzy miecze, dwie kompletne zbroje, cztery mocne hełmy, z jakieś pięć sztyletów do rzucania. Do tego wyskrobałem dwa łuki i zrobiłem ostre strzały, zakończone metalowym ostrzem, które nie ma szans, by nie wbiło się w czyjeś ciało. Wszystko układałem w jednym miejscu, równo i obok siebie. Gdy skończyłem, zostało mi tylko czekać, aż przyjdzie transfer. Do tego czasu mogłem zrobić nową broń, ale czy każdego dnia muszę coś kuć? Oczywiście, że nie. Przebrałem się w czyste ubrania i wyszedłem z warsztatu, przed drugie wyjście z młynu. Były dwie pary drzwi, przez które można było wejść do budynku. Te z przodu jednak prowadziły do mojego domu, a te drugie, z tyłu, przez które teraz wyszedłem, prowadziły bezpośrednio do warsztatu. Po co ktoś, kto przyszedł do miecz, ma oglądać mój dom? Albo ktoś, kto przyszedł mnie odwiedzić, ma oglądać moje miejsce pracy? Postanawiając skorzystać z tego spokojnego, lekko chłodnego dnia, poszedłem na skraj lasu, blisko drogi i usiadłem pod drzewem. Oparłem głowę o pień i patrzyłem w dal, na horyzont. Oglądałem lecące ptaki na panoramie gór, łąk i jakichś domków. Na chwilę zamknąłem oczy, a otworzyłem je, gdy usłyszałem pukanie do moich drzwi – w końcu nie odszedłem za daleko. Szybko się podniosłem i żwawym krokiem ruszyłem do tego kogoś. Czy to był transfer? Czy może ktoś inny? Stanąłem za plecami tej osoby.
- W czym pomóc?

Ktoś?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz