31 grudnia 2019

Od Melody - zadanie dyktatora

Temat: Pertraktacja
Szczegóły: „O zmierzchu, Śpiący Kanion, bez wsparcia” - głosił koślawy napis wysmarowany roślinnym pigmentem na kawałku zwierzęcej skóry, do której dołączony był oderwany fragment kobiecej chusty. Należała do jednej z panien mieszkających na obrzeżach wioski.
Samotnik wdarł się do osady i zabrał ze sobą jej mieszkańca w roli zakładnika, zanim jednak zniknął zostawił wiadomość pod drzwiami dyktatora. Zadaniem jest ocalenie kobiety i sprowadzenie jej z powrotem do wioski, lecz to, jakim sposobem – pozostaje jedynie kwestią kreatywności.


30 grudnia 2019

Od Raven CD Pana Stasia

Marudziła z niedowierzaniem spoglądając na swojego towarzysza niedoli, który wpatrzony w jedno miejsce w pomieszczeniu, dogłębnie poszukiwał najprawdopodobniej sensu swojego życia. Dlatego też, aby nie marnować swojego czasu, czarnowłosa zeszła na dół. Jeszcze tak namiętnie od długiego czasu nie używała swojej kuchni, gdzie przygotowywała jedzenie dla swojego pacjenta. Nie zapowiadało się na szybko powrót do pełnej sprawności wilkołaka, zaś sama kobieta nie zamierzała go stąd tak łatwo wypuścić.Bądź co bądź, miała jeszcze resztki człowieczeństwa w swojej osobie. Było to tylko wyłącznie jej wina, doskonale wiedziała, że prędzej, czy później mężczyzna ją odwiedzi. Chociażby powinna wyjść mu naprzeciw, krzyknąć głośno z oka. Ale nie, duma i ciekawość wzięła górę nad jej osobą.

29 grudnia 2019

Od Pana Stasia CD Raven

Przyglądałem się wampirzycy, która powoli przykładała rozżarzony kawałek stali, w postaci noża do mojej skóry. Z moich ust wydobył się krzyk, jakby co najmniej obdzierali mnie ze skóry. Tak się też zresztą czułem podczas tego zabiegu. Miałem szczerą ochotę ją rozszarpać na miejscu. Mimo moich zwierzęcych chęci, nie zrobiłem tego, gdyż straciłem przytomność z powodu bólu.
Czas mi zleciał bardzo szybko. Cały czas spałem, co pozwalało Raven na zabawianie się moją  osobą. W każdym możliwym znaczeniu. Obudziłem się w końcu, gdy było ciemno dookoła. Rozejrzałem się obolały i zmęczony. Rany na nogach mnie jeszcze dość mocno szarpały, jakby ktoś mi rozrywał skórę. Powoli zacząłem wstawać, kiedy nagle poczułem rękę na swoim ramieniu i pociągnięcie do tyłu.
- Leż, wilczku, gdzie zamierzasz wstawać? - Usłyszałem cicho za swoimi plecami.
Zdezorientowany powoli się obróciłem i poczułem smak delikatnych ust, obejmujących moje usta. Czyżby wampirzyca znów zaczęła grać w swoje gierki? Zraniła, unieruchomiła i zaatakowała w czuły punkt. Z każdą chwilą delikatnie pogłębiała swoje nieśmiałe pocałunki. Domagała się coraz to więcej i więcej. Jej delikatne dłonie ostrożnie mierzwiły moje włosy, niszcząc mój artystyczny nieład na głowie. Przymknąłem oczy, starając się nadążyć za jej pocałunkami. Problem w tym, że nie była to zbyt wygodna i dogodna pozycja do całowania. Mogłaby się chociaż przesunąć, skoro mi nie pozwalała wstawać.

Od Derycka CD Lynn

Zimowy czas męczył mnie na każdym kroku. Podczas zimy liczba krzaków była o wiele mniejsza, co działało na mnie dość negatywnie. Gen wendigo odzywał się we mnie dość mocno, domagając się czerpania sił z natury. Chęć mroku, obecności natury oraz pożywiania się padliną był tak silny, że mocno osłabiało to mój organizm. W okresie zimowym bardzo trudno było znaleźć jakiekolwiek świeże mięso a co dopiero padlinę. Każde zwierzę gdy tylko miało okazję to korzystało z martwych innych zwierząt, aby zaspokoić swój głód. Najlepszym więc sposobem na pożywienie się padliną, było zabić jakieś zwierze i odstawić go gdzieś, czekając na delikatny rozkład. Najlepszym sposobem było zostawienie go na mrozie, bo wtedy nie zabierały się za niego robactwa. Pech w tym, że przyciągało inne wygłodzone zwierzaki.

Od Raven CD Pana Stasia

Przysłoniła swoje uszy, gdy kolejna wiązanka niemiłych słów i oszczerstw pod jej adresem, opuściła usta obecnego tu mężczyzny. W pewnym momencie poczuła poczucie swoistej winy, jednak równie szybko powróciła do rzeczywistości. Kurwa, tak nie mogło być. Był w obecnej sytuacji zależny od niej, na jej własnym terenie, a ten jeszcze słownie ubliża jej, jakby była szmatą? Wyprostowała dumnie swoją sylwetkę, krzyżując ręce na klatce piersiowej. Przyglądała się beznamiętnie na jego szarpaninę, ten nienawistny wzrok skierowany do niej. Podeszła jeszcze kilka kroków do momentu, gdzie mógł sięgnąć łańcuch pułapki na niedźwiedzie. Miała tylko nadzieję, iż nie będzie miała do czynienia z wściekłym wilkiem. Tego prawdopodobnie by nie przetrwała, gdyż ostatnimi czasy nie miała tyle swoistej energii i piła coraz to większe ilości krwi. Stawiała swoje problemy na jakieś swoiste badania doświadczalne wprowadzone przez białe kitle, a nie przez wyniki błędów w swoim organizmie. Nie było przecież innej możliwości, była jednym ze stworzonych potworów, jakie nie miały prawa bytu. Pokiwała tylko niedowierzająco, przyglądając się “dzikiej bestii” będącej w niebezpiecznej furii, agonii i bólu. Musiała działać jak najszybciej, cholera. Bo dziecko zrobi sobie krzywdę.

Od Lynn do Derycka

     Mozolnym było naszywanie łat na podziurawione spodnie jednego z mieszkańców osady, ale rozplątywanie każdej pojedynczej nici jest jeszcze gorsze. Moje palce są chyba za grube na tę robotę, a kiedy się wyprostuję, mój kręgosłup chyba pęknie w pół. Może jako kaleka nie będę musiała pracować? Pech chciał, aby krytycznie małe zapasy nici uszczupliły się właśnie teraz, kiedy na targu nie ma pani, która nam je sprzedaje za połowę ceny. W innym wypadku po prostu bym je wyrzuciła i całkowicie nie zawracała sobie tym głowy, ale to ostatnie zapasy jakimi dysponuję. Także, chcąc nie chcąc, od godziny tkwię w jednym miejscu, starając się rozplątać węzeł z różnobarwnych nici.
     – Dalej je męczysz? – pyta przechodząca obok Melody. Dzierży w dłoni skończony płaszcz, który wiesza na wieszaku i zaczepia o metalowy drut. – Odpuść sobie to. Nie gonią nas terminy. Jutro będziesz miała nowe nici – mówi, na co ja obrzucam niezadowolonym spojrzeniem pomarańczowy, niedokończony szalik. Jest z wełny, ale trzeba go dokończyć, aby jego krańce się nie pruły. Zamówiła go stara kobieta z obrzeży osady i chciała, abym dostarczyła go jej maksymalnie do końca tygodnia. A był piątek.

28 grudnia 2019

Od Phanthoma CD Fafnira

Do domu wróciłem naprawdę późno, nie mając humoru. Chciałem zabrać ze sobą Fafnir’a, ale Melody mi nie pozwoliła, w sumie, to dałem jej się przekonać, żeby go nie budzić. Chyba miała rację, wyglądał tak uroczo, gdy spał, że nie miałem serca go budzić… jak wyglądał? Chyba za krótko spałem, mogłem jednak poleżeć chociaż do tej dziesiątej, a nie wstać o siódmej i szykować się do pracy. Chociaż… do jakiej pracy? Zrobiłem śniadanie na dwie osoby, a gdy sobie przypomniałem, że chłopak nie śpi u mnie w domu, siedziałem z dwie godziny przy stole, powoli pijąc potem już zimną herbatę i czekając. Ale wracając: czemu nie miałem humoru wczoraj wieczorem i dzisiaj rano? Chociaż znam odpowiedź, jest ona tak bezsensowna i niedorzeczna, że nie potrafię jej powiedzieć na głos. Niby dlaczego on był dla mnie taki ważny, skoro go ledwo znałem? To głupota.
Przetarłem zmęczone oczy i w końcu wstałem od stołu. Poszedłem do warsztatu. Tam przebrałem się w robocze ciuchy i zacząłem kuć miecze na zamówienie. Nie ważne jak bardzo starałem się skupić na tej jednej czynności, mój umysł ciągle się zastanawiał, gdzie Fafnir. Powinien już o tej porze wrócić, a jego ciągle nie ma. Pewnie Melody go przytrzymała dłużej… a jednak instynkt mi podpowiadał, że to nie to. Obiecała, że puści go jak najszybciej, więc czemu go dalej nie ma?
Przestałem pracować, kiedy miecz wyszedł mi jakiś koślawy. Nie miałem cierpliwości, by go dobrze wykuć, dlatego rzuciłem go gdzieś w bok i poszedłem się przebrać. Było już po południu, słońce chowało się za drzewami i za jakieś trzy godziny zrobi się ciemno. Spojrzałem za okno, nie było śladu po nim. W końcu nie wytrzymałem, ubrałem się ciepło i wyszedłem na zewnątrz. Skierowałem się do Osady.

21 grudnia 2019

Od Pana Stasia CD Raven

Śnieżyca panowała w najlepsze, przez co wcale nie zamierzałem wynurzać się ze swojej chatki. Zimowe długie, szarawe i pochmurne dnie, spędzałem na wylegiwaniu się w fotelu, czytaniu książek, obserwowaniu palącego się kominka, spaniu oraz jedzeniu. Mój wszczepiony gen wilka, domagał się dużych zapasów tłuszczu na zimę. Zdecydowanie coś w tym było, gdyż sam zauważyłem, że przytyłem dobre pięć kilo.
W sumie nie było w tym nic dziwnego. Całe dnie spędzałem na leżeniu na fotelu oraz zajadaniu się. Miałem podczas zimy mało ruchu, jedynie ten, w którym chodziłem karmić zwierzęta.  Stwierdziłem, że pora to zmienić i wyruszyć do krwiopijcy na pogawędki. Zanim jednak przystąpiłem do drogocennego celu, udałem się na farmę, oglądając rozbudowane i ulepszone pułapki wokół niej.
Obchodząc je dokoła, natrafiłem na martwe zwierzę w dole. Było nabite na paliki. Był to rodzaj zmutowanego dzika, więc jeśli nie ta pułapka, zniszczyłby mi pole. Byłem zadowolony ze swojego dzieła. Raz, że chroniłem plony, a druga rzecz, że miałem świeże zapasy mięsa oraz krwi. Wyciągnąłem zwierzaka z dołu, poprawiłem paliki i przykryłem dziurę warstwą śniegu. Teraz trzeba było dzika oskórować, poćwiartować i zjeść.
Nigdy nie lubiłem tego robić. Sam nie wiem dlaczego, jednak obrzydzało mnie to, mimo faktu, że w swojej zwierzęcej formie potrafiłem zjeść całego dzika na surowo. Cicho westchnąłem i zabrałem się za pracę. Gdyby Yaria nie zniknęła w tajemniczych okolicznościach, to pewnie zrobiłaby to dla mnie. Oczywiście za małą zapłatę.

Od Raven CD Pana Stasia

Odprowadziła mężczyznę wzrokiem, dłonią dotykając miejsca na rumianym policzku. Znowu to zrobił, przeszło jej przez myśl. Targały nią sprzeczne emocje, sama nie wiedziała, jak ma zareagować na każdą z nich. Gubiło ją to wszystko po czasie tak długim, gdy niegdyś przeżywała nastoletnie rozterki. Przedtem, gdy upadła na dno drabiny społecznej, nazywana przez innych wyrzutkiem. Widziała istotną zmianę w ich relacjach, jednak argumentowała to tylko przypadkiem, darem swoistym od losu. Jedna namiętna noc, mogąca tak zmienić dwie odmienne sobie osoby? Prawie niemożliwością było, aby była to prawda. Wyjrzała jeszcze raz przez okno, jednak ciemną postać zdążyła zniknąć wśród ciemności drzew. Znowu została sama w wielkim, zimnym i pustym domu sama. Jednak czy była to odmiana? Nie, raczej przyzwyczajenie do obecnego systemu życia. Spędzając czas we dwójkę, nawet na bezczynnym i nieproduktywnym leżeniu, ich czas pędził jakby inaczej.

20 grudnia 2019

Od Raven CD Bezimiennego

Ogień rządzący do tej pory jej myślami i czynami organizmu, jakby za dotknięciem czarodziejskiej różdżki zgasł. Powróciła tylko pustka umysłu i ostatnie wizje swoich działań do czasu, gdy oczy zaszły jej swoistą mgłą. Czyżby odbyła się jakaś zakrapiana ostro impreza, czy jak? Nie, nie było takiej możliwości. Kilka łyków pociągniętego płynu prosto z butelki, nie mogło przeprowadzić takich “zniszczeń” na jej pamięci. Wtem spojrzała prosto w siedzącego przed nią mężczyznę, który z nienawiścią spoglądał na wampirzycę. Kojarzyła go skądś, ale… Nie. Rozejrzała się zagubiona po zimnym pomieszczeniu, nie pamiętała go. A jednak był w nim istny burdel słowny, opisujący jakieś wydarzenie odbyte tutaj. Próbowała się znienacka szarpnąć, wstać, zabrać swoje rzeczy i zniknąć. Jęknęła głośno, zakrywając swoje niespotykane oczy pod powiekami. Niemiłosierny ból przeszedł przez pół jej ciałka, tym bardziej żebra utrudniały jej oddychanie. Przecież pod żadnym pozorem nie zrobiła nic, tylko chciała zatracić gospodarza tego miejsca w słodkiej nieświadomości.
Grube sznury nie pozwalały jej wstać z miejsca, jednak dziewczyna nie zamierzała siedzieć bezczynnie. Była zagubiona. Poczuła słodki aromat, przeszywający na wskroś jej zmysły. Jakże najbardziej drogocenna ambrozja tej wyspy, będąca dla jej gatunku możliwością egzystencji. Nieznajomy wyglądał źle, poszarpany, jakby ktoś nieźle mu przypierdolił. Walką musiała być ciężka, ale… Kto to spowodował? Serce momentalnie przyspieszyło swoją pracę, zaś niektóre elementy zaczęły łączyć się w całość. Brak pewnych urywków czasowych w jej głowie, zły stan mężczyzny jak i jej. Dewastacja pomieszczenia i krew, rana na jego szyi.

Nowy samotnik - Iri



arz28

Iri | 29 lat | Faun


17 grudnia 2019

Od Nyx CD Sędziego

Zejście siwobrodego do piwniczki uniemożliwiło mu dostrzeżenie delikatnego, krótszego niż ułamek sekundy uśmiechu, który zawitał na twarzy czarnowłosej. Gdyby jednak zdarzyło się, że Sędzia ów uniesienie kącików ust by zauważył, przy czym najprawdopodobniej skomentował, Rita opisała by to zjawisko jako przejaw czystej ironii. W rzeczywistości jednak, był efektem skonfrontowania owego wyznania z osobistym przekonaniem dziewczyny o swojej bezużyteczności w tej mikrospołeczności. Żeby jednak nie skupiać się za bardzo na poczuciu bycia niepotrzebnym pasożytem dragonka zakładała, że jest dla siwego inwestycją na przyszłość. No bo któż nie chciałby mieć zadłużonego u siebie wielkiego, ziejącego ogniem i latającego gada? Z zamyślenia wyrwały ją ciężkie kroki zwiastujące powrót siwego giganta.
- Z głodu to my raczej nie umrzemy - zakomunikował zadowolony mężczyzna. - Prędzej sami się wzajemnie pozabijamy.
- Przed chwilą dziękowałeś za moją obecność - uniosła pytająco brew czarnowłosa zaplątując ręce na piersi. - Teraz zakładasz, że doprowadzimy się wzajemnie do podwójnego samobójstwa?
- Przypominam, że jesteśmy mniej lub bardziej udanymi, zmutowanymi hybrydami, przy czym jedno z nas zieje ogniem, a drugie potrafi zrobić użytek ze swoich mięśni.
Dziewczyna pokiwała głową w milczeniu nie mogąc znaleźć kontrargumentu, po czym powróciła do gotowanej przez siebie potrawy, która przypominała o swojej obecności agresywnie bulgocząc pod przykrywką.

13 grudnia 2019

Od Lucana C.D Melody. - Śmierć Krwiopijcy.

       Uczucie ciepła, które zacząłem odczuwać przy tej drobnej, niewinnej istocie, zdawało się nie mieć końca, a za razem było dla mnie tak obce, że czułem się niedobrze. A może wcale nie było obce, tylko po prostu dawno i głęboko zakopane gdzieś wewnątrz mnie? Nie wiem. Patrząc na nią wydawało mi się, że skądś ją znam, najprawdopodobniej z życia, kiedy jeszcze nie byliśmy skazani na cały ten koszmar - bycia wyklętymi istotami podążającymi donikąd. Sapnąłem pod nosem, wgapiając się w jej duże, niebieskie oczy.

11 grudnia 2019

Od Lynn CD Renarda

Chłopak odebrał ode mnie zszytą pelerynę, nie kryjąc swojego zadowolenia. Chyba była dla niego ważna albo może miał tylko ją? Z uwagi na panujący chłód wolałam oddać mu ją od razu, niż miałby wracać do domu w swoim lichym okryciu.

     – Jeżeli coś jej się stanie, przynajmniej będę miał okazję wrócić – posłał mi zadziorny uśmiech, którego nie zrozumiałam. Pewnie dlatego, że... Renard? Był pierwszą osobą na wyspie, będącą w moim wieku, a na dodatek... nie był dziewczyną. Relacje damsko - męskie wyglądały zupełnie inaczej już od samego zapoznania się, niż te damsko - damskie. Poza tym, przywykłam raczej do samotności, a poznawanie innych nie było moim priorytetem. Cóż, tu każdy myślał jedynie o przetrwaniu. Ja także, chociaż pozornie, na taką nie wyglądałam.

     – Renek, wybierasz się gdzieś teraz? – usłyszałam za nami głos Melody.

     – N-nie no, miałem właśnie... – zaczął, ale kobieta nawet nie dała mu dojść do słowa. Czemu chciała go tutaj na siłę zatrzymać?

     – To świetnie, bo przyda nam się pomocna dłoń – pokiwała głową. – Lynn ma dzisiaj sporo pracy. Na pewno przyda jej się dodatkowa para rąk.

     – No, jeżeli potrzebna wam męska ręka, to chętnie pomogę – odparł, a widząc mój grymas wypisany na twarzy, szybko dodał: – W takim razie co mam robić?

10 grudnia 2019

Od Renarda CD Lynn

    Idąc z niską kobietą do łazienki myślałem tylko o oczach, które nie wiedzieć czemu przyglądały mi się z taką ciekawością. Nic niezwykłego poza brudem walki we mnie nie było żeby zawiesić oko chyba, że z obrzydzeniem. Wzruszyłem ramionami i wszedłem za Melody do małej łazienki, w której ledwo się razem zmieściliśmy zapewne przez mój wzrost. Rozglądając się szybko wybrałem miejsce do siedzenia, a mianowicie róg wanny, gdzie nie było zbyt wygodnie, ale musiałem wytrzymać.
- No, a teraz pokazuj co tam masz - westchnęła kobieta z kufrem pełnym przeróżnych leków i preparatów.
Serio, skąd ona to wszystko wzięła? Była krawcową, a nie uzdrowicielką czy nawet handlarką. Uniosłem lekko brew, ale nie wnikając w szczegóły uniosłem nogawkę naderwanych spodni odsłaniając siną, zakrwawioną i zaropiałą ranę. Była otwarta i wyglądała na tyle obrzydliwe, że musiałem szybko odwrócić wzrok, aby zaraz się nie porzygać. Wstrzymałem powietrze obserwując równie zniesmaczoną minę Melody, która tylko bez słowa postawiła skrzynkę na ziemi i zaczęła w niej grzebać. Nic dziwnego, że nic nie mówiła, pewnie również wstrzymywała się od puszczenia pawia.
- Ciesz się, że znam się na szyciu - odparła w końcu odnajdując fiolkę z niebieskim płynem, igłę i zwykłą nić.
- Mam nadzieję, że załatasz mnie ładnie jak swoje kreacje - przełknąłem głośno ślinę patrząc jak nawleka nić na przerażająco ostrą igłę.
Może i to głupie, że nie obawiałem się walk z przeróżnymi potworami, a jedna igła pozwoli mnie załatwić, ale kto się ich nie boi. Chyba wszyscy, nie?

Od Pana Stasia CD Raven

Noc z wampirzycą była zdecydowanie moją najlepszą nocą na wyspie, a może nawet i w dotychczasowym życiu. Szczególnie miły był fakt, że można było przytulić się do, co prawda chłodnego, ciała dziewczyny, jednak cieplejszego niż otoczenie. Noce były zimne, więc kilka objęć sprawiało, że temperatura wzrastała. Rano jednak dziewczyna uciekła ode mnie na znaczną odległość, sam nie wiedząc czemu. Raven była dzikusem momentami, co wiedziałem w sumie od samego początku. Bała się dotyku, bliskości i czułości. Momentami miała jedynie chwile „słabości”, w których okazywała nieco uczuć.
Po porannych przepychankach i dokuczaniu sobie postanowiłem wrócić do siebie na farmę.  Trzeba było zająć się zwierzakami i rozpalić w kominku. Co prawda zwierzęta miały zapas jedzenia i wody, jednakże wolałem wszystkiego dopilnować osobiście. Do tego dochodziły sprawy ze zrobieniem z farmy, bunkru i twierdzy nie do zdobycia. Oczywiście w cudzysłowie.

Nowy osadnik - Eris



???

Eris | 26 lat | Wilkołak



Od Raven CD Pana Stasia

Cała ekscytacja, podwyższenie emocjonalne zdawało się spadać z każdą minutą. Gdy tak leżała obok mężczyzny zdała sobie sprawę, co uczyniła takiego. Dopiero szara rzeczywistość uderzyła prosto do jej głowy, pokazując możliwości ich dotychczasowego przedsięwzięcia. Arleight… Kurwa jesteś taka beznadziejna, przeszło jej przez myśl. Ostatni raz spojrzała badawczo spod przymkniętych powiek na swojego towarzysza niedoli, który zdawał się myślami gdzieś indziej. Nie myśląc zbyt wiele sięgnęła po swoją koszulę, przewieszoną przez zagłowie łóżka. Ubrana w nią położyła się w najdalszym zakątku swojego dużego łóżka, aby mieć odrobinę swobody i prywatności. Jednak tak mało znaczące ruchy po łóżku spowodowały swoisty grymas na jej twarzy, gdy poczuła dokuczliwy ból w dolnych partiach swojego ciała. W sumie nie dziwiła się z takich negatywów tamtejszych jakże kreatywnych aktywności, gdyż sama już pogubiła rachubę czasu. Szybko policzyła w myślach, kiedy miała możliwość robienia podobnych aktywności. Czując swoją beznadziejność złapała się za głowę, przeklinając cały świat.

9 grudnia 2019

Od Lynn CD Renarda

    Zaklęła siarczyście, wywracając oczami. Zupełnie nic jej dzisiaj nie szło, a sprawy nie polepszały goniące ją terminy i oddech klientów czekających na ubrania, który Lynn nieustannie czuła na swoim karku. Dwie zarwane noce pozwoliły jej na drobne nadrobienie zaległości, ale wciąż czuła się tak zagubiona, jakby miała do uratowania cały świat - a w sumie miała. W końcu dwie krawcowe na całej wyspie musiały sprostać ciepłym, wierzchnim ubraniom dla każdego mieszkańca wioski, a nie było ich znowu tak mało. Temperatury były coraz niższe z dnia na dzień, śniegu było dużo, a dopominających się osadników jeszcze więcej. Jesienne rozleniwienie w dużej mierze przyczyniło się do problemów, jakie miała teraz Lynn z tymi wszystkimi ludźmi, których trzeba było niezwłocznie przyodziać w coś, w czym nie zamarzną. Z każdym mijającym dniem mieszkańcy dopominali się coraz głośniej, narzekając na minusowe temperatury i czerwone nosy, ale ani Melody, ani Lynn nie miały dwóch par rąk i było to ponad ich możliwości. W skutek tego, dziewczyny jedyne co robiły, to szyły, czasem jadły albo spały, choć skupiały się głównie na tym pierwszym.

Od Renarda do Lynn

     Zima niby zwykła pora roku, która na wyspie nastaje zawsze po senniku i jest równie gburowata, ale i na swój sposób piękna. Widoki są wspaniałe i wynagradzają ogromne mrozy, dosyć ciężkie dla mieszkańców. Białym krajobrazem może cieszyć się każdy, ale nie każdy ma na to czas i przede wszystkim chęci. Takim niezadowolonym osobnikiem okazał się również Renard, któremu metrowe zaspy rujnowały wszystkie zamiary i jeszcze dodawały mu obowiązków. W jego skromnej chacie, którą zostawił mu ojciec było potwornie zimno, a mu zwyczajnie nie chciało się codziennie palić w kominku lub zagotowywać wody dlatego też częściej przebywał nielegalnie w wiosce lub podróżował po wyspie. Tego popołudnia zdecydował się odwiedzić swoją kompletnie zmarłą rodzinkę pochowaną za szczycie gór Ungcy. Zabrał ze sobą tylko plecak z najpotrzebniejszymi rzeczami, a przed wyjściem zawiązał ciepłe glany i pelerynę podszytą futrem, którą zrobiła mu Melody. Był jej bardzo wdzięczny za wszelką troskę, jaką go obdarza, gdyż od śmierci matki to ona sprawuje w jego życiu rolę opiekunki. No oczywiście nie dosłownie i tylko wtedy, gdy Renard jej na to pozwoli. Opatulony wyszedł na zewnątrz i jak najszybciej znalazł się przy Dastonie, którego ciało lekko drżało z zimna. Ciemnowłosy pogłaskał go przyjaźnie po pysku żeby dodać mu nieco otuchy i osiodłał konia swojej młodszej siostry.
- Chodź kolego, musimy się nieco rozgrzać - uśmiechnął się chytrze, gdy dosiadł konia i wbił pięty w jego boki na znak czego ogier pognał przed siebie.

Nowy osadnik - Lynn



SandraWinther

Lynn | 16 lat | Żniwiarz



Od Sędziego CD Nyx

Dzień szedł powoli do przodu, nieco leniwie, jednak nie znaczyło to, że również my możemy sobie pozwolić na labę. Czekało nas kolejne polowanie, ponieważ jedliśmy podwójne racje. Ona, gdyż musiała wyzdrowieć, natomiast ja potrzebowałem więcej siły i dłużej być na nogach. Niestety ciągła praca odcisnęła na nas swoje piętno. Tygodniami zasuwaliśmy, co przekładało się na zmęczenie i rozdrażnienie.
Teraz jednak ukazała się jeszcze jedna cecha wymęczenia organizmu, jaką było nieogarnięcie tematu rozmowy, jaka się wywiązała podczas tego polowania.
- Po co tu jesteśmy … - powtórzyłem, stąpając powoli naprzód i rozglądając się na boki. Ślady wskazywały, że zwierzyna była niedaleko. – Szczerze to nie wiem. Ale logicznie myśląc, to jest to sposób na odizolowanie pozornie niebezpiecznego eksperymentu – powiedziałem na początek, rozgarniając gałęzie. Na niewielkiej polance stał młody jelonek. Ledwo trzymał się na trzech nogach, ponieważ czwarta została odcięta przez pułapkę. Z boku krwawił na tyle, że nie udałoby się nawet ślepemu przegapić takiej okazji.
- Trudno powiedzieć w sumie – powiedziałem, gdy wychodziliśmy spośród drzew. Zwierz nawet nie próbował uciekać, jedynie runął na trawę, dysząc ciężko. Nyx wyjęła zza pasa sztylet, którym miała poderżnąć gardło naszemu obiadowi. – Może to być także eksperyment społeczny. Jak zmutowani ludzie ustalą hierarchię, jak poradzą sobie sami na zapomnianej wyspie i jak zareagują. Jak się potoczą nasze losy – mówiłem, patrząc jak dziewczyna kończy cierpienie zwierzęcia. 

Od Nyx CD Sędziego

Drobna sylwetka dziewczyny siedziała skulona i przygarbiona przy palenisku. Bursztynowe języki ognia, nie niepokojone przez jakiekolwiek wietrzne podmuchy, pląsały dziko i pięły się odważnie ku górze muskając dno żeliwnego naczynia. Swoimi bezkarnymi igraszkami podgrzewały popełniony przez siwowłosego warzywny bulion, który pod wpływem generowanej temperatury bulgotał leniwie. Każdy wyłaniający się na powierzchnię wywaru pęcherzyk gazu uwalniał do atmosfery aromatyczną woń. Z kolei u podnóża tego wszystkiego skwierczały gorliwie, zwęglone już w znacznym stopniu, polana stanowiące siłę napędową plazmowych tancerzy, których intensywna praca objawiała się rzucanymi na nieregularne ściany jaskini przebłyskami. Każdy element tej ukrytej przed oczami ciekawskich scenki rodzajowej posiadał swój cel. Stanowił nieodzowny element niemożliwego do opisania ładu i jakże delikatnej harmonii. Można by odnieść wrażenie, że bierze się udział w starannie zaplanowanej i mistrzowsko rozgrywanej sztuce. Każdy element bezbłędnie wykonywał powierzoną sobie przez bezimiennego reżysera rolę. Trzymał się kurczowo precyzyjnie wykonanego, a jednocześnie idealnego scenariusza, w którym Ritę, odnosiła wrażenie dziewczyna, pominięto. Czuła się, jak gdyby autor spektaklu omyłkowo usunął ją z rejestru w swym procesie twórczym, a scenarzysta zapomniał przygotować spersonalizowany dla dziewczyny skrypt.

8 grudnia 2019

Od Sędzi - zadanie dyktatora


Temat: Kradzież plonów 
Szczegóły: W osadzie bardzo ważne jest uprawianie roli, czym zajmują się odpowiednie osoby znające się na roślinach. Hodowane przez nich warzywa i owoce następnie trafiają do ludzi, którzy tworzą z nich wspaniałe potrawy, jakimi można wykarmić całą wioskę. Niestety jednego dnia zaczęło nagle brakować roślin - pola uprawne zostały rozkopane, a raczej zmasakrowane. Jako dyktator postanawiasz stawić temu problemowi czoła. Musisz uspokoić osadników i załatwić im jakieś pożywienie na czas poszukiwań złodzieja plonów. Jedyne wskazówki jakie widzisz, to dziura w murze obronnym, wykopane dołki w glebie oraz dużo sierści. Podołasz i uratujesz wioskę przed głodem?

! Informacyjnie - powrót administratorki? !

   Witam wszystkich w tym nietypowym poście, który jednak na chwilę obecną jest bardzo potrzebny. Otóż chciałabym powrócić do początku bloga i zatrzymać się na odejściu pierwszej adminki - Justyny. Nie wiem czy można to nazwać odejściem, czy raczej wyrzucenie jej przeze mnie, ale w każdym razie było to po części z mojej winy. Po bardzo dużej części. Można powiedzieć, że nieco zbłądziłam i nie byłam już pewna co będzie dla kogo dobre więc wybrałam najłatwiejszą opcję przez co sprawy nieco się pokomplikowały.

    Wraz z Justyną znamy się dosyć długo i razem wpadłyśmy na pomysł o zrobieniu bloga. Przed wyspą otworzyłyśmy jeden blog, który jednak szybko upadł, a w zanadrzu miałyśmy jeszcze dwa, które nie zostały opublikowane. Z tych wszystkich pomysłów najlepszym i najciekawszym okazała się wyspa przeklętych. Początki były trudne jak to w życiu bywa, ale zaczęłyśmy się rozkręcać, dużo pisać i tworzyć, aż w końcu blog ożył i zaczął fajnie funkcjonować. Układało się super, co raz to nowe osóbki, a niektóre z nich są z nami nadal i mam nadzieję, że nie mają w planach nas opuszczać. Psuć się zaczęło właściwie po jakimś czasie. Niby nie jest to niczyja wina, a jednak odczuwam, że to wina mojego charakteru i egoizmu, jakim byłam przedtem przepełniona. Muszę przyznać, że z czasem nauczyłam się akcpetować niektóre rzeczy, ale i rozwiązywać sprawy w nieco lepszy sposób. Nie chcę też wykluczać Martyny, która również mi pomagała i dawała z siebie wszystko. Bardzo doceniam jej pomoc i wkład w bloga.

    Tak więc ostatnio, gdy skontaktowała się ze mną Justyna stwierdziłyśmy wspólnie, że trzeba zrobić z tego miejsca jakiś pożytek i pchnąć w nie więcej życia. Z tego powodu chciałabym jeszcze raz przeprosić was i Justynę i przyjąć ją spowrotem, bo jakby nie patrzeć, to ona zapoczątkowała tego bloga i zupełnie niepotrzebnie została z niego wykluczona. Dlatego proszę cię Justyna, wRóĆ i MniE RatUj! /Natalia

***

    Uważam, że z mojej strony należą wam się drobne wyjaśnienia. Wiem też, że większość z was nawet mnie nie zna. Chcę zacząć od początku, a więc - wszystko zaczęło psuć się w listopadzie 2018 roku (nie będę teraz streszczać sytuacji, która zaszła, bo to tylko tło dla mojego zachowania i tego, co się wtedy działo). Najważniejszym jest chyba, że po prostu jako administratorka opuściłam bloga i was, rzecz jasna, są sprawy ważne i ważniejsze, a blog jest tylko umileniem czasu. Mimo tego, było to dla mnie coś naprawdę ważnego, co po prostu zostało mi odebrane przez sytuację życiową, ale w końcu jesteśmy tylko ludźmi, nie? Nie ukrywam też, że cała ta sprawa sprawiała, że nawet nie miałam ochoty wchodzić na Discorda i mierzyć się z tymi wszystkimi problemami. Nie mam wątpliwości, że wina leży także po mojej stronie, ale nie jestem tu od osądzania, tak więc teraz, kiedy wszystko w końcu się unormowało, postanowiłam to napisać. Ciężko jest patrzeć, jak coś, nad czym pracowałeś rozpada się, a ty nie masz nad tym kontroli, bo już w tym nie uczestniczysz. I możecie nie zdawać sobie z tego sprawy, ale ten blog był i jest dla mnie ważny, mimo że jest stworzony do niezobowiązującej zabawy. W rzeczywistości nie tworzą go te wszystkie strony, etykiety, ładne zdjęcia, tylko wy. I dlatego między innymi chcę tu wrócić. Nie kryję też, że przedtem uraza była zbyt duża, abym się na to zebrała, ale teraz, kiedy tęsknota wygrała, ze swojej strony mogę zapewnić, że jestem gotowa naprawić swoje błędy. Mogłabym bez słowa wrócić, przejąć obowiązki i uciszać każdego, kto miałby coś przeciwko mojej obecności, ale jak mówiłam, blog tworzą członkowie - wy. Dlatego chciałabym, aby każda osoba wypowiedziała się na temat mojego powrotu i obecności, bo przecież nie jestem tu, by odstraszać, dlatego też chcę znać waszą opinię na temat mojego powrotu. Macie lepszy pogląd na to, jak jest na blogu i stąd moje pytanie - czy chcecie zostawić to wszystko tak, jak jest, czy może mogę wrócić ja i to, co ze sobą zabrałam odchodząc. Także, podsumowując, chciałabym, aby to miejsce było pozytywne, przyjemne i dla każdego przyjazne, bez głupich sprzeczek i tym podobnych. Zapewniam, że jeśli wy też będziecie tego chcieli - to na powrót postaramy się z Natalią to uczynić, więc w skrócie, tak jak to jedna osoba mi powiedziała „mejk ioc grejt egen”. / Justyna

***

    Z tej okazji powstanie więc na discordzie kanał, na którym każdy będzie mógł wypowiedzieć się na ten temat i dodać coś od siebie. Jeżeli wszystko pójdzie dobrze, administracja będzie składała się ze mnie, Justyny i owieczki. Zapraszamy więc na kanał ,,dyskusja’’ do wspólnej rozmowy i wyrażenia swojego zdania. Chciałybyśmy poznać wasze opinie.


EDIT: No więc witamy z powrotem naszą Justysię! XD

~Złota administracja, Justyna i Natalia

Od Bezimiennego CD Raven

Huk zwalonego stropu niemal od razu przywrócił mu jasność umysłu. Jakby w tym samym momencie alkohol wyparował z jego żył. Adrenalina uderzyła, przywracając siły. Mięśnie napięły się, niesione nabytą energią. Był gotów na najgorsze, obronę, atak, wszystko. Obserwował w skupieniu, próbując możliwie najlepiej ocenić sytuację. Do momentu, gdy zobaczył te oczy, wściekle czerwone błyszczące ostrzegawczo w blasku księżyca. Tyle mu wystarczyło, by wiedzieć, że byłą to ta samo osobą, którą widział ledwie godzinę temu.
– N-nie podchodź bliżej… Rozumiesz, co mówię za słowa, nie podchodź… – nagły atak kaszlu nie pozwolił jej dokończyć.
Zignorował jej zakaz, chciał przyjrzeć jej się z bliska, może nawet pomóc. Nie tracił jednak czujności, nie wiedział, czego może się po niej spodziewać. Była kimś całkowicie mu obcym, pewnie wrogo nastawionym, nie mógł jej ufać… tak jak ona jemu. W razie potrzeby nie zawaha się bronić, choć z całą pewnością nie miał zamiaru wyrządzić jej jeszcze większej krzywdy. Upadek na plecy skutecznie wyręczył go w tym. Przez jakiś czas będzie nieszkodliwa. Może nawet uda mu się nawiązać z nią jakiś kontakt.
Mimo pewności co do autentyczności tej sceny, niedowierzanie i paradoks losu, jakiego doznawał w tamtej chwili i tak próbował wmówić mu, że to wszystko to jedynie majak. Wytwór spragnionej ludzkiego towarzystwa duszy. Nawet gdy usłyszał tłumiony jęk i widząc żeński kształt malujący się za chmarą szarego kurzu.
– Kim jesteś dziewczyno o oczach czerwonych oczach? – spytał.
Opadający już kurz nadawał mirażowi bardziej ludzki wygląd. Czarny zarys wyostrzył się, prezentując mężczyźnie dobrze zapamiętany widok. 

Od Pana Stasia CD Raven [+18]

Po rozmowie z Raven wyszedłem przez drzwi, trzymając swoje ukochane jagnię na ręce. Zamknąłem drzwi tak, jak prosiła i powoli ruszyłem w stronę farmy. Czułem gdzieś w głębi duszy, że obdarzam dziewczynę swoistym uczuciem. Może nie była to do końca miłość, przywiązanie to też raczej złe słowo. Między nami była dziwna relacja. Pełna Mieszanych uczuć z jednej skrajności, przechodzących w drugą skrajność. Chęć zjedzenia siebie nawzajem, ale i troski o siebie. Sam nie wiedziałem jak mam to wszystko określić. Poza tym było zbyt zimno na tego typu rozmyślania. Spojrzałem na jagnię, które próbowało spać na mojej ręce. Mimo iż nie widziałem go zaledwie kilka dni, stęskniłem się za nim. Każde zwierzę było dla mnie niczym moje własne dziecko, rodzina i przyjaciele. Na wyspie nie można było ufać każdemu, przez co szukałem sojuszników w zwierzętach. Tam też ich odnalazłem.

Od Leo CD Bobby

- Znowu to samo! - wykrzyknąłem, zbudzony przez promienie światła wpadające do wnętrza mojego prowizorycznego mieszkania. Zasłoniłem oczy i powoli wracałem do świata żywych, wciąż nie mogąc się przyzwyczaić do tego co się wydarzyło, mimo że minęło już trochę czasu od pamiętnego incydentu. Miałem okazje poznać kilku ludzi i znaleźć sobie jakieś zajęcie, inne niż samotne przesiadywanie w tej jaskinie, bo chcąc nie chcąc w najlepszym wypadku można to miejsce nazwać ruiną, a nie domem.

7 grudnia 2019

Od Raven CD Pana Stasia


Zaskoczona zamrugała kilka razy, aby zrozumieć powagę sytuacji. Czy on zamierzał…? Raven jesteś najgłupszym stworzeniem na tym świecie, przeszło jej przez myśl, jednak z tak wielkim uczuciem bólu gdzieś tam głęboko w niej. W trybie wręcz natychmiastowym odsunęła się na kilka centymetrów, aby spojrzeć ostatni raz ukradkiem na tak piękne oczy. Niby zapalenie niewinnego zioła nie wnosi nic ciekawego, jednak szczerze potrafiło pokazać tą “prawdziwą” połowę człowieka. Która przeważnie miewała być ukrywana, aby nikt nie wykorzystał jej jako słabość. Głupie i nieprzemyślane zachowanie pchało ją w sytuacje, jakie chciała ponad wszystko chciała uniknąć. Gdyż stawianie ją w beznadziejnych sytuacjach, doprowadzały niekiedy do nieprzemyślanych decyzji. Ośmieszając ją na wiele efektywnych sposobów, szkoda tylko, że takie realia rodziły się tylko w jej głowie. Ściągnęła dłonie z jego torsu. Arleight, popełniłaś tak wielki błąd.
- Przepraszam Cię… Nie powinnam dotykać tego zielonego gówna, cholerstwo. Ścierwo niszczące niekiedy życie porządnych ludzi, prowadząc ich na dno. - chwyciła się niespodziewanie za skroń, kiedy nikły ból przeszedł przez jej czaszkę. W oka mgnieniu znalazła się na drugim końcu pomieszczenia, przykładając czoło do zimnej ściany swojego domostwa. Głód zaczął upominać się o swoje, mieszając całkowicie w jej głowie, przepełniona goryczą niskiego upadku.
- Raven. . . Naprawde uwarunkowanie odejścia jest wymuszone, zwierzęta same nie dostarczą sobie pożywienia. Widziałaś na własne oczy, jak wygląda częściowo moje życie na farme, Raven…
- Rozumiem pustkę Twoich słów, jakie wychodzą tak szybko. Wyczuwam lekkie zagubienie i żałość za czyny, jakich doprowadza palenie zioła.
- Myślałem, że rozumiesz…

Od Bobby - odejście Bjorna - etap2 > etap3 [+18]

Znam ten typ, te w głębi delikatne i skrzywdzone dusze. Otacza ich niewidzialny mur, którego czasem będą zajadle bronić, a czasem tylko patrzeć jak kruszeje. Ten wysoki i siwy mężczyzna już po kilku głębszych w barze otworzył się jak kokos – biedaczysko już dawno musiał nie utrzymywać bliższych stosunków z jakimkolwiek człowiekiem. Mimo nie najlepszego pierwszego wrażenia dawał się lubić. Do końca wierny swojej żonie i gotowy nieść pomoc tym, których uważał za bliskich swemu sercu. Tu, na tej przeklętej wyspie spoczywa Agnar, znany, lub nie znany bliżej jako Björn.

Taką krótką przemowę wygłosiłabym, gdybym nie była jedyną uczestniczką tego pogrzebu. Przerzuciłam ostatnie już grudki ziemi i oparłam się na stylisku łopaty. Odetchnęłam ciężko. Pośród gęstej wieczornej mgły, biała para oddechu rozpełzała się niczym dym. Kopanie zmarzniętej gleby zajęło mi znacznie dłużej niż przypuszczałam, ale nie chciałam jeszcze opuszczać przyjaciela, dzięki któremu jeszcze nie wącham kwiatków od spodu. Już wiem, że tego wieczoru na pewno urżnę się do nieprzytomności, pijąc do lustra w swoim domu na bagnach.

Jak do tego mogło dojść? Dlaczego to on leży w zimnej mogile, poległszy śmiercią bohatera? Sama myśl o odpowiedzi ściska mnie za gardło.

Podsumowanie miesiąca - listopad

Serdecznie witam w kolejnym podsumowaniu! Trwa weekend, więc cieszmy się i radujmy, póki jeszcze jest czas. ^^

 Na samym początku pragniemy powitać dwie nawrócone owieczki - Nyx i Sędzię, za którymi się bardzo stęskniliśmy. Znowu możemy śledzić Wasze szalone przygody na wyspie i ogromnie się z tego powodu cieszymy. Bardzo nam Was brakowało. <3

Od Sędzi do kogoś

Obudziłem się całkiem wcześnie, co w sumie było normalne ostatnimi czasy. Nie mogłem spać długo, sam z siebie wstawałem rano. Żyjąc z Nyx w nowym miejscu, nie pozwalałem sobie na leniuchowanie. Palisada, chatki, jedzenie – musieliśmy wszystko to zrobić, żeby zadomowić się tu na dobre.
Przeplatając poranioną klatkę bandażami, wyszedłem z namiotu. Te same bojówki co tydzień temu, łańcuchy i buty wojskowe – łącznie z białymi szmatkami na moim korpusie dawało mi to zadziorny wygląd, a prężne muskuły mogły odstraszyć niejednego. Choć nie zawsze się to udaje, jak się potem okazało.
Nie widziałem nigdzie smoczycy, więc przygotowałem na zapas śniadanie dla niej, gdyby była głodna. Spędziłem pół godziny gotując i smażąc kąski dla niej oraz dla mnie. Sobie jeszcze musiałem zrobić więcej, ponieważ dzisiaj była moja kolej na polowanie i zbieranie roślin. Zejdzie mi na to całe przedpołudnie, ale taki mus.
Gdy skończyłem robić śniadanie i zebrałem potrzebne rzeczy, udałem się prosto do wyjścia z groty. Po Nyx nie było śladu, więc trochę bałem się opuścić nasz obóz. Ale potem pomyślałem, że jest dobrze ukryty, więc wziąłem do ręki toporek i ruszyłem w las, gdzie miałem zapolować i zebrać drewno.

Od Tenebris'a CD Renarda

Słysząc, jak chłopak ciągnie nosem, spojrzałem na niego kątem oka.
- Więc też jesteś Samotnikiem? - zapytał po chwili, usiłując za wszelką cenę zwalczyć napływające emocje.
- To nie jesteś z osady? Przecież Galia była Osadniczką. - odparłem, ściągnąwszy brwi ze zdziwienia. Odwróciłem twarz w stronę chłopaka, by na niego spojrzeć.
- Nie. Ja mieszkam z ojcem od jej śmierci, a że Lucio ma słabą reputację... Musiałem odejść z wioski. - odparł chłopak, jakby to było oczywiste i wzruszył przy tym ramionami. Następnie brunet naciągnął kaptur na głowę. Po chwili ja również poczułem na skórze zimne krople deszczu.
- Rozumiem. Też słyszałem o Lucio. - mruknąłem, przypominając sobie wilkołaka. Czyli to on był partnerem Galii i ojcem jej dzieci? Spojrzałem po raz ostatni na grób przyjaciółki.
- Na mnie już czas, pogoda się psuje. - powiedziałem, podnosząc się na równe nogi, a następnie ruszając w stronę ścieżki. Wilczą skórę postanowiłem zostawić chłopcu. Jemu się bardziej przyda.
- Ja też idę. - usłyszałem za sobą - W której części wyspy mieszkasz? - zapytał brunet, dobiegając do mnie.
- W tamtą stronę. - odparłem, wskazując palcem obrany kierunek.
- O to super, bo ja też. - powiedział chłopak, kiwając głową, po czym wyprzedził mnie o kilka kroków, by być na prowadzeniu. Uniosłem kącik ust rozbawiony. Bez wątpienia był synem tej samej Galii, którą znałem.
Szliśmy w ciszy. Nie chciałem męczyć nastolatka pytaniami, które mogłyby na nowo go dobić. Sam również nie odzywałem się nieproszony.
Wkrótce dotarliśmy do dobrze znanych mi sosen.

6 grudnia 2019

Od Sędzi do Nyx

Spojrzałem na Nyx w milczeniu i westchnąłem głośno.
- Ty mnie kiedyś przyprawisz o śmierć przedwczesną, naprawdę. Jak mogłaś być tak głupia i jeszcze teraz próbować uciec? - zapytałem lekko zirytowanym głosem.
- Myślałam, że będziesz chciał zrobić mi krzywdę … i bałam się … spanikowałam, widząc takiego Santa Clausa na sterydach! – wyrzuciła z siebie dziewczyna
- Nie zabiję cię, nie martw się. Polubiłem cię i wolałbym, żebyś nie panikowała tak, bo sobie nogi połamię szukając ciebie – odparłem, posyłając ku niej uspokajający gest.
Po chwili, już w ciszy, podszedłem do niej i spojrzałem na jej bok. Nie był zaleczony do końca, tak jak i moje rany. Oboje stoczyliśmy porządne walki przez ostatnie kilka dni.

Wziąłem szybę, przyjrzałem się jej, oceniłem. Była niewiarygodnie dobra.
- Szkoda tylko, że już tu nie będę mieszkać – westchnąłem, biorąc narzędzia i mocując szkło w futrynie. Dragonka zapytała o co mi chodzi, na co ja wzruszyłem ramionami.
- Wyprowadzam się, moje miejsce tu ktoś bierze. Zresztą, jeśli masz mieszkać ze mną, a innej możliwości nie widzę, to potrzebujemy bezpiecznego, dużego i ukrytego lokum, gdzie żaden samotnik ani osadnik nas nie znajdzie zbyt szybko i nie wypruje nam flaków. – Mówiąc to montowałem spokojnie i wprawnie szybę, uszczelniając ją. Takie naprawy były na porządku dziennym, więc poszło mi to sprawnie i gładko.
Za sobą usłyszałem głośne burczenie, na które odpowiedział mój żołądek. Odwróciłem się z uśmiechem do dziewczyny.
- Chyba oboje jesteśmy głodni, co nie? – zapytałem, łapiąc ją za rękaw. Kwiknęła zaskoczona, a ja tylko zaciągnąłem ją, opierającą się, w stronę drzwi. – Siad! – zakomenderowałem, puszczając ją. Wszedłem do chatki i szybko wyniosłem z niej stół oraz krzesło dla nas obojga, po czym przyniosłem niemal cały zapas konserw i pieczywa, jaki tylko znalazłem.
- To, że się wyprowadzam, nie musi znaczyć, że mój następca dostanie po mnie jedzenie! – zakrzyknąłem i nałożyłem na talerz kilka konserw oraz pieczywo, po czym podsunąłem go Nyx. – Smacznego, łuskowata.

2 grudnia 2019

Od Fafnir'a CD Phanthom'a - etap 3 > etap 4

Znieruchomiałem podobnie jak Phanthom. Usilnie próbowałem sobie wytłumaczyć, jak do tego mogło dojść. A jedynie, do czego udało mi się dotrzeć, to to, że znowu wszystko zepsułem.
Nie byłem w stanie wydobyć z siebie żadnego dźwięku. Czułem się tak bardzo zawstydzony i zażenowany, że w końcu zeskoczyłem z bruneta i łóżka jednocześnie, następnie wybiegając z pokoju. Moje serce biło jak szalone i zaczynałem mieć problemy z oddychaniem.
Wbiegłem do pierwszego lepszego pokoju i skuliłem się w jego kącie. Naciągnąłem materiał koszulki aż po kostki, po czym ukryłem twarz między kolanami, walcząc z napływającymi łzami. Dlaczego znowu wszystko zepsułem?

1 grudnia 2019

Od Derycka CD Damena

Mimo późnej pory oraz chłodnego wieczoru uwielbiałem spacerować po wyspie. Sam fakt, że byłem samotnikiem, sprawiał, że osadnicy trzymali się z daleka, a inni samotnicy trzymali się swoich interesów. Tego wieczoru usiadłem akurat na klifie, niedaleko latarni morskiej. Kiedyś podobno była zamieszkała, teraz jednakże stoi pusta i równie martwa, co które statki zostały tutaj wyrzucone przez fale. Czas mijał powolnie, a wiatr delikatnie głaskał krajobraz dokoła, wraz z moją osobą. Po około godzinie siedzenia i wpatrywania się w fale poczułem zapach jakiejś osoby. Zaraz po tym usłyszałem kroki, przez co wstałem i się rozejrzałem. Dróżką szedł młody, wysoki i postawny mężczyzna, który podszedł bliżej latarni. Po chwili i on się rozsiadł i zaczął kontemplować bodajże nad swoim losem. Najwidoczniej jakiś nowy narybek na wyspie, skoro nie bał się spacerować tędy o tak późnej porze.

Od Pana Stasia CD Bobby

Uwielbiałem pracować z Bobby. Od samego początku, gdy zaczęła pracować na mojej farmie, polubiłem ją i pomaganie przy jej pracy. Budownictwo i rzeczy z nim związane, jak się okazało, relaksowało mnie podobnie niczym książka przy kominku. Zawsze byłem typem majsterkowicza, jednakże nie miałem co do tego dyspozycji i możliwości rozwijania się w tym kierunku. Jedyne rzeczy, jakie robiłem na swojej rodzinnej farmie, to drobna pomoc ojcu. Głównie to on się zajmował wszystkim, co było na miarę jego możliwości. Gdy miałem okazję, sam mu chętnie pomagałem we wszystkim, nabywając jakichś drobnych umiejętności, a następnie je rozwijając. Będąc małym brzdącem, standardowo zaczynało się swoją przygodę od patyków i domków dla żołędzi. Następnie zaczęło się robienie domków dla ptaków. Mimo to nie wystarczało mi. Cały czas chciałem więcej i więcej. W ten oto sposób zbudowałem dla swojej młodszej siostry domek dla lalek. Nie była to fachowa jakość ani trochę też nie dorównywało sklepowemu, jednakże siostra w zamian za niego była mi aż tak wdzięczna, że piekła mi przez miesiąc ciasteczka czekoladowe w postaci muffinek. Swoją drogą chyba moje ulubione ciastka.

26 listopada 2019

Od Raven CD Bezimienny

        “Arleight… Jesteś moją córką, co oznacza, że nigdy nie możesz paść na kolana przed innymi. Zepsuci świata obecnego kłaniać się przed tobą będą, gdyż będziesz na to zasługiwać. Ciężka praca nad sobą, każda łza, pot i krew - to będzie twoje trofeum victorii.“
Ojczulku, jak bardzo myliłeś się w swoich słowach, jakimi karmiłeś moje młode jestestwo. Dopiero z czasem zrozumiałam, jakim wielkim fałszem były przepełnione, przedstawiając mi w umyśle iluzyjne widzenie świata. Życie jednak okazało się dla mnie wręcz zabójcze, tym samym upadłam na dno. Przeżyłbyś tortury zadane przez żniwiarzy, które ja, delikatna osoba cieleśnie przeżyła? Dałabym sobie uciąć swoją dłoń. Twoje błagania rozeszłyby się poprzez piwniczne korytarze, ale może kamienne serce, jak i charakter nareszcie by pękło. Poznałbyś ból emocjonalny, jaki czułam JA, kiedy opuściłeś najważniejsze momenty mojego życia.

23 listopada 2019

Od Renarda CD Tenebrisa

   Z przykrością Renard musiał stwierdzić, że ten mu obcy człowiek wiedział o jego matce więcej niż on. Nie zdążył jej dobrze poznać, ani dowiedzieć się czegoś więcej o jej przeszłości. Co prawda Galię ciężko było namówić do opowiadania o jej niesamowitych przygodach, ale Renard od zawsze miał dar przekonywania. Część z jej historii została mu przekazana, ale o reszcie słuch zaginął. Ciemnowłosy pociągnął nosem na wspomnienie swojej pomocnej matki, która zawsze wyciągała dłoń do kogo trzeba. Była bardzo rozsądna i rozważna, ale też cholernie odważna.
- Więc też jesteś samotnikiem? - odparł po chwili chłopak starając się w końcu uspokoić głos.
- To nie jesteś z osady? Przecież Galia była osadniczką - skrzywił brwi obserwując niższego i młodszego.
- Nie. Ja mieszkam z ojcem od jej śmierci, a że Lucio ma słabą reputację... Musiałem odejść z wioski - wzruszył ramionami i nasunął mocniej kaptur, żeby ochronić oczy od deszczu, który zaczął spadać z nieba.
- Rozumiem. Też słyszałem o Lucio - zamyślił się na chwilę i spojrzał ostatni raz na pomnik jego starej przyjaciółki - Na mnie już czas, pogoda się psuje - dodał ruszając w stronę ścieżki.
- Ja też idę. W której części wyspy mieszkasz? - zagadał Renard doganiając Tenebrisa.
- W tamtą stronę - wskazał palcem akurat w kierunku, w którym zmierzał również dzieciak.
- O to super, bo ja też - pokiwał głową bez wyrazu i wyprzedził nieco faceta chcąc prowadzić.

Od Bezimiennego do Aven

  Siedział w swojej kryjówce, na ziemi, pod ścianę opierając głowę o zimny kamień. Miał zamknięte oczy, ale nie spał. Nie próbował zmylić nieistniejącego otoczenia. Zwodził sam siebie. Tkwił w ciemności podobnej do tej ogarniający ludzki umysł podczas snu. Na pozór spokojny i cichy. Jedynie coś będącego najprawdopodobniej zakamarkiem ludzkiej podświadomości zaczyna szeptać do ucha, rzeczy, o których nazajutrz świadomość już nie pamięta. Zupełnie takim samym był mu stojący w przeciwległym koncie piec. Cicho majaczyły w nim jarzące się węgle. Były jego cichym szeptem.

  Mężczyzna wydał z siebie ciche westchnienie. Drgnął nieznacznie, czując, jakby coś się zmieniło. Choć jego umysł nie spał, ciało zdawało się właśnie obudzić. Jak gdyby ktoś kliknął przełącznik, włączając nowy tryb. Ostatnimi czasy nabrał sporej wprawy w przeczuwaniu pory dnia i nocy. Potrafił z pozycji księżyca, gwiazd i słońca ocenić w przybliżeniu, jaka może być godzina. Tym razem było podobnie.

  Wstał, powoli, nieśpiesznie, nie chciał dłużej siedzieć w tych ponurych czterech ścianach. W końcu przeczekał w nich całą noc. Przechodząc pomieszczenie, pobieżnym ruchem zgarnął leżący na blacie stołu, własnoręcznie wykonany nóż. Równie pośpiesznie co niedbale wsunął go do cholewy prawego buta. Ostatnim razem zdołał się przekonać, że nierozsądnym jest opuszczać kryjówkę bez odpowiedniego zabezpieczenia swojego życia, bawet czymś tak niepozornym.

21 listopada 2019

Od Damena do Derycka

Słowa tej kobiety z chaty ciągle krążyły mi w głowie, nie mogłem ich zrozumieć, może nawet nie chciałem. Jeszcze niedawno świętowałem ze swoimi przyjaciółmi, piliśmy litry piwa, wódki, wina i innych dobrych trunków. Stawialiśmy sobie kolejki i robiliśmy zakłady, który padnie pierwszy i  odleci. A teraz co? Jestem na jakiejś wyspie, pozostawiony sam sobie, wokół są inni mieszańcy podobni do mnie. Jesteśmy odmieńcami? Mutantami? Kto co woli, obydwie nazwy są okropne. Zaczynałem żałować, że w ogóle poszedłem do tej chatki uzdrowicielki, może gdybym się tam nie udał, żyłbym w błogiej niewiedzy. Pokręciłem szybko głową, analizując wszystko raz jeszcze. Z objawów, które przedstawiłem, wynikało jedno. Miałem być mutantem Syrenem... Trytonem...?

17 listopada 2019

Od Derycka CD Bobby

Wiedziałem, że dziewczyna będzie zaskoczona moim małym zapasem kawy. Nie wiedziała jednak, że w moim miejscu zamieszkania tej kawy było więcej. Mówią jednak, czego oczy nie widzą, tego duszy nie żal. Mimo iż to ja byłem samotnikiem, a ona osadnikiem, nie mogłem jej ufać. Wyspa była miejscem, w którym budziły się nasze ukryte myśli, zboczenia oraz dzikość łączona ze zezwierzęceniem. Nie mogłem być pewny czy akurat dziewczyna nie była jakimś seryjnym mordercą a wysłanie jej na wyspę to tylko kara. Każdy z nas mógł być tutaj kimś innym, niż był.
Czas mijał nam bardzo przyjemnie, pomimo iż nie kleiła nam się rozmowa, szczególnie na początku. Kawa jednak przełamała lody i można było jako tako porozmawiać. Wiedziałem, czym się dziewczyna zajmuje, więc chciałem pomóc jej dorobić. Szczególnie że dla mnie pieniądze nie miały żadnej wartości.

Od Pana Stasia do Leo

Jeden plan wypalił, co sprawiało mi dziką satysfakcję. W sumie to poniekąd wypalił, bo to była dopiero wersja testowa. Dużo zależało teraz od produkcji, dystrybucji, sprzedaży i chętnych na zakup. Pojawiał się jednak drugi problem, związany z umową pomiędzy mną a Yarią. Ona miała się zajmować łowiectwem i zdobywaniem pierwszej jakości skór, a moim zadaniem było to, aby je sprzedawać dalej do obróbki. Każdy by był zadowolony z tego planu. Ja poprzez współpracę i pobyt pobliski kobiety, która mi się podobała, Yaria, gdyż lubi tropić i łowić zwierzynę, transfer, który mógł zarobić za przewóz materiałów i ludzie, którzy by z tego skorzystali.

16 listopada 2019

Od Bobby CD Pana Stasia

Zupełnie inaczej poczułam się po zjedzeniu sytego i smakowitego posiłku przygotowanego przez gospodarza. Poświęciliśmy na rozmowę po jedzeniu ładny kawałek czasu, zaczynając robotę dopiero około południa. Słońce było w zenicie, a jednak nie dawało już tyle przyjemnego ciepła. W zasadzie to i tak mieliśmy z pogodą dużo szczęścia, gdyby było bardzo mokro, prace dłużyłyby się w nieskończoność i wypływały by z tego dosyć nieprzyjemne konsekwencje, wliczając w to również niestabilność budowanych obiektów. Korzystając z tego przyjaznego zrządzenia losu, trzeba było brać się do roboty. Poza tym zaczęło robić się znacznie chłodniej, a na wioskowych targowiskach zagościły wszelkiej maści ciepłe ubrania. Za ciułane przeze mnie pieczołowicie pieniążki (oraz kilka zamontowanych półek w domu właścicielki straganu, ale uznajmy to za rabat) zakupiłam gruby, czarny płaszcz podszyty futrem. Był bardzo elegancki i nie mogłam pozwolić sobie na uszkodzenie go przy pracy. Któregoś razu w trakcie prac na farmie zostawiłam go tam, pospiesznie udając się do domu. Obiecałam gospodarzowi, że odbiorę go, gdy skończymy robotę.

Od Pana Stasia do Spectera

Ten dzień musiał kiedyś nadejść. Przez część osób oczekiwany, niektórych znienawidzony a jeszcze innych obojętny. W końcu nadszedł pierwszy dzień zimy, a wraz z nim pierwsze płatki śniegu. Dla mnie oznaczało to swoistego rodzaju bezrobocie na mojej farmie, nie licząc pojenia, dojenia, karmienia i opieki nad zwierzętami. Prócz tego dochodziła mała hodowla w mojej piwniczce pod chatką. Wydawałoby się, że pomimo pobytu na wyspie, opady śniegu będą raczej znikome. Jakże jednak było zdziwienie, gdy na drugi dzień po otworzeniu drzwi, śnieg sięgał aż po kolana. Biały, puszysty, jeszcze nieugnieciony puch, otaczał i otulał każde drzewo, chatę, płot czy inne możliwe przedmioty swoim bytem. Tworzyło to taką magiczną aurę, której już dawno nie miałem sposobu zaznać. Brakowało mi świątecznej atmosfery przy rodzinnym stole, słuchając, jak mama krzyczy na tatę, siostra nie ma się w co ubrać, a ja tylko podchodziłem i wyjadałem ze stołu świąteczne potrawy.

Od Pana Stasia CD Melody

Nie zarzucałem nic Melody, jednakże wiem, że nie poradziłaby sobie z tymi rzeczami. Kupiła na prawdę dużo rzeczy ode mnie, które może i nie były same w sobie ciężkie, jednakże ich ilość powodowała, że łącznie sporo ważyły. Po wniesieniu toreb i tobołków do domku dziewczyny, ta zaprosiła mnie na herbatę. Początkowo nie chciałem się zgodzić, jednak wiedziałem, że mi nie odpuści. Wszedłem do salonu i usiadłem na kanapie, rozglądając się po wnętrzu.

Siedziałem w salonie, bodajże w centrum dolnego piętra. Zdawało mi się, że po prawej stronie widziałem kuchnie z jadalnią, a z lewej gdzieś moim oczom ukazała się pracownia, w której to Mel przygotowywała świetnego rodzaju materiały.

12 listopada 2019

Podsumowanie miesiąca - październik

Serdecznie witam w kolejnym podsumowaniu!

Mam zaszczyt poprowadzić je pierwszy raz jako świeżo włączony do współpracy administrator, do którego również możecie zgłaszać się z opowiadaniami, formularzami i problemami. Przytulę do serducha jak kochana cioteczka, której wszyscy unikają na rodzinnych spotkaniach. Szczerze liczę na to, że dobrze zajmę się moimi obowiązkami i uda mi się podołać Waszym oczekiwaniom. Będę się starać jak za dwóch! *^ * I jednocześnie bardzo przepraszam za spóźnienie z podsumowaniem.

Od Bobby CD Derycka

Za kogo on się w ogóle miał?!

Stojący przede mną facet musiał być jednym z samotników. Szczerze to wyglądał mi na zawadiakę, ale do tego obrazu nie pasował mi jego spokój. Jeszcze miał czelność oskarżać mnie o kłamstwa... Do pedantów ani praworządnych obywateli nie należałam, ale w moim salonie nie było mowy o pozostawianiu jakichkolwiek porozrzucanych śmieci i bibelotów, a stare przyzwyczajenia nie wychodzą tak szybko z człowieka. Oczywiście moje nieudolne prace zabrałam ze sobą.

3 listopada 2019

Od Bezimiennego do Raven

Poły czarnego płaszcza zwisały bezwładnie, marszczone chłodnym wiatrem. Siedzący na gałęzi mężczyzny spuścił z niej prawą nogę. Melancholijnie poruszająca się kończyna przypominała wahadło zegara, ukryte za ciemnym materiałem. Mężczyzna siedział w zupełnym bezruchu, niewzruszony okazjonalnie potężniejszymi atakami wiatru — marmurowe posąg. Siedział z głową uniesioną ku niebu, co chwila, opieszale smakując nocnego powietrza, zdradzającego niechybnie nadejście chłodniejszych dni. Wzbijające się w górę obłoki pary oddechu niczym nie ustępowały chmurą, tak zajadle przysłaniające migocące oczy gwiazd. Spoza nich przebijał się jedynie majestat księżyca. Ogromnej tarczy prezentującej w pełni swoje obliczę, rzucając na świat morze bladego światła. Zdawać by się mogło, że ten blask zalec może w każdym kącie, przeniknie wszystko, pozna każdą tajemnicę.
Colette westchnął głośno, z utęsknieniem próbując doszukać się gwiazd na niebie. Mimo wszystko ich brak nie przeszkodził mu w zachwycaniu się nocą. Nic nie było, ani brak gwiazd, ani zimno, ani nawet pustka. Pustka powoli pochłaniająca każdy cal jego jestestwa.

skąd się we mnie bierze, ta miłość do nocy,
w której niezmącona cisza
wciąż szepcze do ucha

w której gwiazdy oświetlają drogę
ku przeszłości
i przyszłości

a księżyc daruję pogodę
dzięki której ma dusza, nie oczy
podziwia piękno nocy

Od Phanthoma CD Fafnira

Otworzyłem oczy w momencie, w którym ktoś zaczął mi naciskać na brzuch. Nie był to silny ucisk, ale ten ktoś „wspinał się po mnie”. Myślałem, że to jeszcze sen, ale kiedy położyłem dłonie wzdłuż ciała i zamiast materaca poczułem zimne kostki, otworzyłem oczy. Parę razy zamrugałem, a kiedy ostrość się wyostrzyła, zrobiłem się cały czerwony, a sami opisywanie tego widoku w późniejszym czasie będzie… bardzo dziwne, ale jednocześnie zabawne.
Na moich biodrach siedział Fafnir, był tak samo jak ja zaspany, ale kiedy oboje zdaliśmy sobie sprawę, że młodszy siedzi na moich biodrach, gdy jestem w samych bokserkach, a on jest pozbawiony bielizny, ponieważ ostatnią parę zamoczył, a za duża koszula, w której spał, podwinęła mu się do góry i ujrzałem coś, czego bym się nie spodziewał, nasze twarze przybrały czerwony kolor – nie, to nie był czerwony, to był tak krwisty odcień, jak nigdy w życiu. Przez chwilę żaden z nas się nie poruszył, a ja patrzyłem to na jego oczy, to na jego dół, nawet nie mam pojęcia dlaczego. Nie wspomniałem jeszcze o jednej, naturalnej rzeczy, przez którą przechodzi praktycznie każdy mężczyzna rano… ale powinniście się domyślić, dlaczego miałem „namiot”.

30 października 2019

Od Melody CD Pana Stasia - etap 2 > etap 3

Z uśmiechem obserwowałam krajobraz, widziany w drodze na farmę. Promienie słońca ogrzewały moją twarz, a śpiew ptaków dodatkowo umilał podróż.
Gdy wyjechaliśmy poza granice wioski, przejęłam od woźnicy czynność, którą zawsze wykonuje jednocześnie z powożeniem, a było nią wypatrywanie Samotników. Las wyglądał spokojnie, ale mężczyzna twierdził, że może to być jedynie złudzenie.
- Nigdy nie możesz mieć pewności, że nikt cię nie obserwuje. - mruknął, rozglądając się na boki. Zrobiłam to samo, wytężając przy tym wzrok. Nikogo jednak nie zauważyłam. Mimo tego, wciąż pozostawałam czujna. 

Droga minęła nam bez przeszkód i wkrótce mogłam zobaczyć farmę Pana Stasia. Zeskoczyłam z wozu, następnie rozglądając się dookoła. Na końcu drogi wiodącej do domu rolnika dostrzegłam gospodarza. Mężczyzna pomachał do mnie i zaczekał, aż do niego podejdę. Wolnym krokiem ruszyłam w jego kierunku, rozglądając się przy tym nieco po farmie.
- Witaj, Mel... - zawołał, kładąc dłonie na swoich biodrach - Co cię aż tutaj sprowadziło? - zapytał wyraźnie zaskoczony moją wizytą.
- Witaj, Stasiu. Mówiłeś ostatnio o różnych materiałach, których... - zaczęłam, ale rolnik nagle mi przerwał, przypominając sobie naszą ostatnią rozmowę.

29 października 2019

Od Aven CD Melody

Kamień spadł mi z serca w momencie, gdy dowiedziałam się czego oczekuje w zamian krawcowa, niemniej jednak byłam dość zdziwiona. Wydawała się drobną i delikatną dziewczyną, pokusiłabym się nawet o przypuszczenia, że bardziej powinna chcieć czegoś… lżejszego? Lepsze było jednak to, niż odmowa, albo gdyby jednak chciała ode mnie pieniędzy i musiałabym coś szybko załatwiać.

Melody poczęstowała mnie by umilić mi czekanie w zakładzie, ale w zasadzie to bardzo ciekawe było przyglądać się wykonywanym przez nią pomiarom, które szły aż za łatwo. Zdawałam sobie sprawę, że tygrany nie wykazują specjalnej agresji w stosunku do kobiet, ale teraz to to bydle wielkości konia, stojące w pokoju było potulne jakby zmieniło się w niesamowicie rozpieszczonego, kanapowego kociaka. Cała procedura nie potrwała jakoś szczególnie długo i już ładną chwilę potem byłam wolna, a raczej mogłam wrócić do „domu” i udać się na spoczynek. Zbliżający się tydzień miał zapowiadać się naprawdę pracowicie.

Muszę przyznać, że z biegiem czasu nie dało się zauważać zmian zachodzących w wiosce, a w zasadzie to głównie w jej mieszkańcach. Początkowo to miejsce miało być ostoją dla wszystkich mutantów, którzy nie chcieli się odczłowieczać i próbować żyć w społeczeństwie udającym normalne. Część z nich stawiała tu pierwsze kroki nowego życia, chociażby po wyjściu z więzień czy opuszczeniu gangów. Jednak pory roku się zmieniały, a wraz z nimi przybywało zdeformowań oraz zwierzęcych nawyków, przez które czasem ludzie musieli opuścić wioskę dla dobra własnego i wszystkich pozostałych, a niegdysiejsze grupy społeczne zaczęły się dzielić nawet na coś w rodzaju stad.

26 października 2019

Od Pana Stasia CD Yaria

Nie ukrywam, że cały czas byłem pełen podziwu całokształtu kobiety. Raz, że zrobiła świetne skóry i przygotowała dobrze mięso, a dwa... Ta jej postura. Boże drogi... Wyglądała jak krzyżówka małego niedźwiedzia, wikinga i wysokiej i ładnej kobiety. To wszystko ładnie ze sobą współpracowało i zgrywało się. Nie powiem, od razu mi się spodobała już na pierwszym spotkaniu, a każda kolejna minuta z nią, tylko mnie upewniała w tym wszystkim.

Od Tenebrisa CD Renarda

Zmierzyłem wzrokiem młodego bruneta, trzymającego w dłoni bukiet z kolorowych kwiatów.
- Synem tej, do której przyszedłeś jak mniemam - nastolatek powoli podszedł bliżej, sięgając przy tym drugą ręką do rękojeści miecza - Chciałeś go zniszczyć? Rozkopać?! - zapytał przez zaciśnięte zęby. Ciekawe oskarżenie, ale szczerze, jaki bym miał w tym cel? Jeszcze nie upadłem tak nisko, żeby wyżywać się na zmarłych.
- Skądże. - odparłem, marszcząc lekko brwi - Twoja matka, jak rzeczesz, była moją drogą przyjaciółką. Nie wiedziałem, że miała dzieci - dodałem, spoglądając na imię żniwiarki, wyryte w skale.
- Miała, dwójkę - chłopak westchnął cicho, zbliżając się do grobu Galii, na którym położył przygotowany bukiet - Mnie i Farrah - sprostował, ze smutkiem wyjmując z kieszeni porcelanową lalkę, którą ustawił na ziemi obok skromnego pomnika, należącego do drugiej z kobiet. Następnie brunet szybko wytarł oczy i nos. Przychodzenie na miejsce pochówku rodziny całkiem samemu musiało być dla niego bardzo trudne, więc przeniosłem wzrok na nagrobki, udając, że niczego nie zauważyłem.
Chłopak ponownie zwrócił się w moją stronę, udając twardziela.

25 października 2019

Od Fafnira CD Phanthoma

Brunet przeniósł wzrok z okna na mnie. 
- Dobrze mieć w znajomych krawcową. - powiedział, na co przytaknąłem. Rzeczywiście zdolności krawieckie Melody nie raz mi pomogły i byłem jej za to ogromnie wdzięczny.
Nie ciągnęliśmy tego tematu dłużej i razem wróciliśmy do kuchni. Zasiedliśmy przy stole i zajęliśmy się kolacją.
- Powiedz mi, jak to możliwe, że jesteś Samotnikiem? - zapytał w pewnym momencie kowal, unosząc na mnie wzrok.
- Nie rozumiem. - odparłem, zerknąwszy na niego. Kim jak nie Samotnikiem mógłbym być? W końcu na Osadnika się nie nadawałem. 
- No wiesz, Samotnicy raczej nie przyjaźnią się tak z Osadnikami. - wyjaśnił brunet. To prawda. Samotnicy i Osadnicy zazwyczaj są ze sobą skłóceni, ale ja wolałem utrzymywać dobre relacje z mieszkańcami wioski. To, że żyję z dala od nich nie znaczy, że muszę ich nienawidzić. Na wyspie lepiej żyć w zgodzie ze wszystkimi, jeśli chce się przeżyć. Łatwo jednak stracić cudze zaufanie. Nawet jak nie mieszka się na wyspie, a w cywilizowanym świecie. Ja już je straciłem. Sprowadzając do wioski hybrydę, stałem się jak inni Samotnicy. 
- Tak jest lepiej, przynoszą same nieszczęścia. - odparłem krótko, dłubiąc widelcem w ziemniakach. 
- Mówisz o tej bestii? - dopytał Phanthom. W odpowiedzi skinąłem głową. 
- Nie przejmuj się, każdemu to się mogło zdarzyć. - dodał brunet. Czy naprawdę w to wierzył? Kto inny by zrobił coś takiego?
Po skończonej kolacji Phanthom zebrał talerze i włożył je do zlewu. Wstałem powoli z krzesła, zwracając na siebie tym samym uwagę kowala.

22 października 2019

Od Yarii CD Pana Stasia

Jak grochem o ścianę. Przecież jasno powiedziałam „nie”. Dlaczego nadal zaprasza? Głuchy jakiś.
Stałam, taksując jego osobę. Byłam szczerze zaskoczona jego postawą, nie mogłam jej zrozumieć. Dlaczego nadal jest dla mnie taki miły? Nie widzę żadnego sensownego powodu, dla którego miałby chcieć nawiązać ze mną dłuższą interakcję. To zupełnie nielogiczne.
— Więc jak? — ponowił pytanie, pozostawiając słowa w nienagannie uprzejmym i zachęcającym tonie.
Zawahałam się. Nie miałam najmniejszej ochoty skorzystać z jego zaproszenia. Jednocześnie nie mogłam pozbyć się wrażenia, że jeśli tego nie zrobię, będę długo żałować.
Zaciśnięte w pięści dłonie wydały z siebie serię głośnych trzasków wyrywających się z pobielałych knykci.
— Dobra — wycedziłam przez zaciśnięte zęby.
Na gładziutkiej twarzy rolnika wykwitł szeroki uśmiech, którego obraz tak głęboko wrył się w moje wyobrażenie jego osoby.
Dom zbudowany z bali metodą zębatkową, stabilną, na dodatek tak ładnie wyglądającą. Zawsze miałam słabość do tego typu budownictwa. Drewniana konstrukcja o kamiennych fundamentach — wrażenie stabilności i mocy. Właśnie to sprawiało, że chata wydawała się większa, niż jest w rzeczywistości. Ten widok wzbudzał we mnie mieszane uczucia. Jakby mieszanka nostalgii i niechęci. Ten dom aż nadto przypominał miejsce, w którym dorastałam.

Nowy samotnik - Bezimienny



Merwild

Bezimienny | 24 lata | Zmora



15 października 2019

Od Pana Stasia CD Raven

Ten narkotyk to zdecydowanie dobry interes na tej wyspie. Był łatwy do zdobycia, łatwy w hodowli, z dużą ilością plonów i szybki do obróbki. Przynajmniej tak mi się teraz wydawało. Wszystko by się dopiero okazało podczas hodowli i produkcji. Szczerze powiedziawszy, nie spodziewałem się aż takich efektów upalenia tym zielskiem. Zaledwie po kilku zaciągnięciach poczułem, że odlatuje. Świat stał się nagle bardziej kolorowy, dynamiczny i jakby opływowy.
Mimo to i tak odleciałem nieco później, niż wampirzyca. Widziałem jej brak kontaktu tuż przed tym, zanim ja odpłynąłem w swoją podróż. Stała się nieobecna, wzrok miała inny, patrzyła w jedną stronę, jakby w mały punkt, którego nikt inny nie widzi.

- Skoro nie jesteśmy w pełni świadomości pomyślałam, że można inaczej zagospodarować czas. Jednak… Jestem świadoma, że nie zasługuje na towarzystwo takiej osoby, jaką jesteś Ty. - uśmiechnęła się smutno, wciskając w usta ostatki zioła. Czule pocałowała jego, aby po chwili zeskoczyć ze stołu.

14 października 2019

Od Phanthoma CD Fafnira

Nie spodziewałem się żadnej wizyty, dlatego zdziwiła mnie obecność Melody w moim domu, tym bardziej o tej godzinie. Jednak nie ma się co dziwić, Melody to bardzo miła i opiekuńcza dziewczyna, skoro znali się z Fafnirem, nic dziwnego, ze się o niego martwiła. Kiedy wyszła, spojrzałem na chłopaka.
- Dobrze mieć w znajomych krawcową – stwierdziłem. Chłopak tylko przytaknął, po czym oboje wróciliśmy do naszej kolacji. - Powiedz mi, jak to możliwe, że jesteś Samotnikiem? - zapytałem ciekawy.
- Nie rozumiem – zerknął na mnie.
- No wiesz, Samotnicy raczej nie przyjaźnią się tak z Osadnikami – powiedziałem. Do tego chłopak wyglądał na zbyt delikatnego, aby żyć samemu.
- Tak jest lepiej, przynoszą same nieszczęścia – przewróciłem oczami, jak mógł tak o sobie mówić?
- Mówisz o tej bestii? - chłopak pokiwał głową. - Nie przejmuj się, każdemu to się mogło zdarzyć – Fafnir nie wyglądał, aby uwierzył w te słowa, ale w ciszy kontynuowaliśmy posiłek. Potem zabrałem talerze do zlewu, a wtedy albinos wstał i ponownie zwrócił na siebie moją uwagę.
- Jeszcze raz, bardzo ci dziękuje za pomoc i wszystko inne, ale powinienem się zbierać – i nie czekając na moją odpowiedź, ruszył do wyjścia. Wytarłem dłonie o szmatkę i ruszyłem za nim.
- Oszalałeś? Gdzie niby pójdziesz – zapytałem dość surowo. Rozumiem, że nie chce się narzucać, ale to nie powód, by tracić zdrowy rozsądek.

Od Fafnira CD Phanthoma

Z trudem otworzyłem oczy i rozejrzałem się po obcym mi pomieszczeniu. Czułem się tak słaby, że nawet powieki wydawały się ogromnie ciężkie.
Kilka szczegółów, jakie udało mi się wyłapać pomogło mi przynajmniej częściowo dowiedzieć się, gdzie się znajduję. Byłem w sypialni. I to w sumie tyle. Nie wiedziałem, do kogo należy, ale najprawdopodobniej jej właścicielem był mężczyzna, gdyż wystrój pokoju nie wyglądał na kobiecy.
Powoli podniosłem się do pozycji półsiedzącej. Dopiero wtedy zauważyłem, że mój ubiór również się zmienił. Miałem na sobie koszulkę, która nie wyglądała na moją własność. Była za duża. Reszta ubrania była taka, jak wcześniej - moja, brudna i podarta.
Usilnie próbowałem przypomnieć sobie, co się wydarzyło, ale miałem pustkę w głowie. Podniosłem z poduszki wilgotny materiał i obejrzałem go ze wszystkich stron, jakby na którejś z nich była napisana odpowiedź.
Po chwili usłyszałem odgłos głośnego uderzenia jakby obijające się o siebie metale. Niepewnie wstałem z materaca i ruszyłem do miejsca, z którego dochodził owy dźwięk. By nie stracić równowagi, przytrzymywałem się ścian.
Idąc korytarzem, rozpoznawałem coraz więcej przedmiotów. Nie byłem pewien, do kogo należą, ale wydawały mi się dziwnie znajome.
Nagle hałas ucichł. Rozejrzałem się po wnętrzu domu, a zauważywszy ciepłe światło, rozświetlające jedno z pomieszczeń, zbliżyłem się do drzwi i stanąłem w progu pokoju.

7 października 2019

Od Raven CD Pana Stasia

“ Z pozoru zwykła fabryka, znajdująca się obrzeżach miasta. Niegdyś wzorcowa potęga początkowego przemysłu na wielką skalę, obecnych czasach grabiona przez złomiarzy od środka i przyrodę. Teraz na koncie miała podpisane dokumenty o rozbiórkę, jednak dla rządu z biegiem lat straciła większe znaczenie. Znalazła jednak istotne znaczenie dla wielu grup społecznych, artystów i odludków. Formę ekspozycji swoistej architektury, czy nawet bycie przystankiem zwiedzania zapaleńców miejsc opuszczonych. Najczęściej była swoistą przystanią, broniącą szkalowane głowy wykończonej życiem młodych ludzi.

Obecnie urzędująca ta banda nie znalazła żadnych przeciwwskazań, było nawet odwrotnie. Podziały i rozmowy w tym temacie poszły gładko, kosztując kilka działek mocnego narkotyku i taniego alkoholu. Tym samym mogli cieszyć się dowoli swoim miejscem spotkań i wspólnych planów na rzeczy, do których wtajemniczeni mieli tylko dostęp. Oczywiście nie posiadali ładki obywateli na medal, kolorowych w świetle współczesnego prawa. Porzuceni przez rodziców, poczucie zaniedbania , brak szacunku ogółu i wiele powodów skłaniało ich, aby popaść w skrajność. Ciałem pozostać na ziemi, jednak umysłem sięgnąć do wyższych warstw umysłu. Całkowicie innych wymiarów świadomości ludzkiej, o której nikt otwarcie nie miał większego pojęcia. Tak przynajmniej mówił “naczelnik” ich grupy, który ponad wszystko dbał o swoją rodzinę od dwóch lat.

Podsumowanie miesiąca - wrzesień

Witam na kolejnym podsumowaniu!

Tym razem napiszę trochę mniej, gdyż zwyczajnie nie mam pomysłu XD
Ten miesiąc mimo początku szkoły i pracy był całkiem owocny i cieszy mnie to, że znajdujecie jeszcze czas na pisanie tutaj opowiadań.
Bardzo mnie to cieszy i jestem niezmiernie wdzięczna, a także mam nadzieję, że wytrwamy kolejny rok razem, a może i jeszcze więcej.

Na zbliżające się halloween planuję zorganizować event, więc szykujcie się i czekajcie cierpliwie, gdyż wiecie, że zbyt punktualna nie jestem XD za co z góry przepraszam

Może w końcu też uda mi się dodać tą długo wyczekiwaną faunę i florę, naprawdę bym chciała! Ale mam nadzieję, że już was nastawiłam do mojej roboty i poczekacie jeszcze trochę c:

Pora roku pozostaje sennikiem, a w przyszłym miesiącu zmienia się już na zimę. Na szczęście jeszcze nie u nas. Brrr...

Nasz blog opuszcza również Hayi przez zbyt długie zwlekanie z opowiadaniem, a Lunaye i Virion niestety dostają po jednym upomnieniu z powodu braku odpowiedzi na wiadomości prywatne.

Przejdźmy więc do spraw ważniejszych

Stan osadników:
- 6 kobiety
- 10 mężczyzn

Stan samotników:
- 3 kobiety
- 6 mężczyzn

Łączna liczba postaci na blogu:
25

Dyktatorzy na wrzesień:
Pan Staś (5 głosów)
  Leo (4 głosy)

Stan opowiadań:
 
 - Pan Staś: 11
- Raven: 7
- Bobby: 2 
 - Phanthom: 2
- Aven: 1
- Deryck: 1
- Fafnir: 1
- Melody: 1
- Nicholas: 1
- Renard: 1
- Tenebris: 1

 Osoby, które nie napisały jeszcze opowiadania lub napisały tylko jedno, przypominamy o aktywniejszym udzielaniu się na blogu i w nagłych przypadkach zgłaszaniu nieobecności.

 ~
Upomnienia: 
- Lunaye: 1
- Virion: 2

Stan kont:

[w trakcie przeliczania]

~

To by było na tyle, więc teraz proszę mi nie zapominać o blogu i do zobaczonka pod koniec października!

~Adminifaza, Mashi

30 września 2019

Od Tenebris'a CD Atheny

Sprawdziłem wszystkie strzały, oszczepy i łuk. Następnie zapakowałem je do kołczanu z zamiarem udania się na polowanie. Włożyłem płaszcz wykonany z wilczej skóry, po czym zarzuciłem wspomniany kołczan na ramię. Chwyciłem następnie torbę oraz łuk i wyszedłem z domu. Zanim opuściłem twoje terytorium, jak zawsze nakarmiłem zwierzęta, którymi się opiekowałem. Nie mogłem mieć pewności co do dnia mojego powrotu, więc ta czynność niezmiennie była na pierwszym miejscu.

Powoli kroczyłem przez las. Drobniejsze gałęzie łamały się pod moimi stopami. Po ulewnych deszczach mech przypominał nasączoną wodą gąbkę. Chodzenie po nim nie należało do najprzyjemniejszych doznań, ale cóż mogłem zrobić? Taki mamy klimat.
W pewnym momencie zdało mi się, że usłyszałem krzyk. Zignorowałem go jak wszystkie poprzednie. Tutaj, w świecie Samotników, każdy musiał myśleć tylko i wyłącznie o sobie. Mieszając się w nie swoje sprawy, szybko stałbym się jedną z ofiar, a tego wolałbym uniknąć. Często słyszałem czyjś wrzask. Czasem naprawdę, a innym razem był to tylko wiatr, który idealnie naśladował zesłańców.
Wróciłem do szukania potrzebnych roślin oraz innych materiałów lub przedmiotów, mogących się przydać w codziennym życiu. Było ich niewiele, ale lepsze to niż nic.

29 września 2019

Od Melody CD Aven

Czując na twarzy ciepłe promienie słońca, uchyliłam powieki. Spojrzałam na szczyty gór skąpane w złotym blasku. Uniosłam kącik ust i wtuliłam się w pierś leżącego obok Lucan'a.
Po chwili blondyn zaczął gładzić mnie po włosach. Podniosłam wzrok na ukochanego. Nasze spojrzenia się spotkały. Uśmiechnęłam się ciepło i powoli przeniosłam dłoń z torsu mężczyzny na jego policzek. Musnęłam go palcami, składając przy tym delikatny pocałunek na wargach wampira. Następnie wstałam z łóżka i przeszłam do kuchni.

Związałam długie włosy w kucyk, po czym zabrałam się za przygotowanie śniadania. Lucan dołączył do mnie w krótkim czasie. Czując jego ręce, oplatające mnie w pasie, odwróciłam głowę w jego stronę i ucałowałam blondyna w policzek.
Po chwili mogłam już nakryć do stołu.

Po śniadaniu wraz z wampirem udałam się poza teren wioski. Musiałam znaleźć materiały niezbędne do wykonania koszy o różnych rozmiarach, kształtach i funkcjach, które miały pełnić w przyszłości. Uznałam, że doskonałe do tego będą witki wierzbowe oraz liany. Lucan był niezastąpioną pomocą zarówno przy zbiorach, jak i przeniesieniu materiałów do mojego zakładu. Chodzenie tam i z powrotem z kolejnymi partiami lian oraz witek zajęło nam cały dzień. Mimo wszystko miło go spędziłam w towarzystwie bliskiej mi osoby.

Nowy osadnik - Damen



LAS-T

Damen | 20 lat | Syren



Miano: Damen
Imię i nazwisko: Maxwell Sena
Wiek: 20 lat
Data urodzenia: 24 Grudnia
Numer: 045
Modyfikacja genetyczna: Syren/ tryton
Etap modyfikacji: etap 1
Status: Osadnik
Stanowisko: Transfer
Miejsce zamieszkania: Ukryty dworek
Aparycja:  Maxwell jest wysokim mężczyzną, który może się pochwalić swoimi 198 centymetrami wzrostu. Jak na takie rozmiary ma ładnie zarysowaną talie i średnio wyrzeźbione ciało. Jego blada skóra idealnie komponuje się z wysokimi kościami policzkowymi i jasnym (niebieskim) kolorem oczu. Na głowie stara się zawsze utrzymać krótką fryzurę, jego czarne włosy jednak żyją swoim własnym życiem i sprawiają mu niezłe kłopoty każdego dnia, kiedy ten chce wyjść. Skoro o pokazywaniu mowa, Damen preferuje ciemne ubrania. Nigdy nie odważył się założyć na siebie czegoś innego niż czerń i szarość. W jego szafie można znaleźć tylko tą game kolorów. Niektórzy uważają to za dosyć monotonne i nudne, ale nie on w tym zestawie czuje się jak "ryba w wodzie". No tak, propo ryby.. Niestety podczas przemiany w syrena, jak nazłość jego ogon jest jasno-niebieski z czerwonymi wzorami, które się wręcz iskrzą. Na szyji nosi coś w rodzaju zęba, podobno należy on do jakiegoś wielkiego "drapieżnika".
Charakter: Maxwell mimo tej mrocznej otoczki, która wokół siebie rozsiewa jest zupełnie innym człowiekiem. Gdyby kazać osobie znającej Damena od kilku dni, opisać go w dwóch słowach, zapewne otrzymano by odpowiedź: dusza towarzystwa. Faktycznie, mężczyzna ten uwielbia kontakty międzyludzkie, a w dużych grupach czuje się jak ryba w wodzie. Obdarzony jest wykwintnym poczuciem humoru (czyt. ma w zanadrzu zawsze jakiegoś suchara, czy głupkowaty tekst). Z jego twarzy rzadko znika uśmiech. Jest z natury pogodny, stara się znaleźć chodź jeden, drobny pozytyw nawet w najgorszej sytuacji. Ceni sobie każdego nowego przyjaciela, czy znajomego, a każdy nowy "sojusznik" jest na wagę złota. Lubi okazjonalne psoty, przez co czasem wpada w kłopoty. Jednym z jego ulubionych zajęć jest pocieszanie i rozśmieszanie przyjaciół, które w pewnym sensie daje mu powód do życia. Mimo całej tej otoczki "pędzącego pociągu szczęścia" chłopak jest dość niepewny w swoich działaniach i brak mu poczucia własnej wartości.
Historia: Maxwell urodził się w bogatej rodzinie, w życiu nigdy mu niczego nie brakowało. Od rodziców dostawał cały czas nowe zabawki, czy też ubrania. Gosposie sprzątające w ich domu co jakiśc czas, śmiało mogły nazwać go rozpuszczonym dzieciakiem. Taki też był, kiedy czegoś nie dostawał, albo mu się coś nie podobało wpadał w złość. Jego charakter uległ drastycznej zmianie, kiedy rodzice wysłali go do prywatnej szkoły. Tam naptkał problemy w postaci złośliwych równieśników. Kat wpadł w swoją własną pułapkę, drapieżnik stał się ofiarą. Po ukończeniu pierwszej szkoły udał się do następnej, tam sytuacja zmieniła się zupełnie nie do poznania. Damen spotał prawdziwych przyjaciół, przez co w niebywałym tempie otworzył się na świat, mimo przeszłości która ciągle za nim pełzała. Dzięki nim dostał się do klubu pływarskiego i tam zdobył swoje pierwsze osiągnięcia. Pewnego dnia on i jego "chłopacy" udali się do klubu na mocną popijawkę i tańce. Niestety dla Maxwella nadszedł ten moment w którym musiał wyjśc na zewnątrz i trochę ochłonąć. Niestety kiedy odszedł trochę dalej poczuł mocny ból  tyłu głowy.. Ciemność przesłoniła mu oczy.
Partner: Brak
Wyposażenie: Chwilowo brak
Inne:
-  Uwielbia pływać.
- Jego ulubionym jedzeniem są pieczone warzywa.
- Tęskni za swoimi przyjaciółmi, każdego dnia o nich rozmyśla.
Kieruje:
E-mail: amyhikaru8@gmail.com
Howrse: Red Lion (prawie nie wchodzę)

28 września 2019

Od Lucia - odejście

    W życiu mężczyzny o kiepskiej przeszłości i rodowodzie miłość mogła okazać się jedynym ratunkiem. Nie sądził nawet, że kiedykolwiek takową znajdzie i zadurzy się w kimś po uszy. Oczywiście nie w jego naturze było przyznawanie się do taki wstydliwych tematów, ale owszem, kochał Galię. Odkąd pierwszy raz ją ujrzał wiedział, że szybko z jego życia nie zniknie. Jak się poznali? Cóż, wszystko zaczęło się od dźgnięcia wilkołaka w żebra. Lucio na pewno sam bardzo dobrze by sobie poradził i się z tego wylizał, ale nie mógł odstąpić od pomocy Galii. Dziewczyna chciała mu pomóc, a on musiał oczywiście skorzystać. Ich ogólna relacja następnymi czasy nie wyglądała zbyt radośnie, ale to nic. Facet nie był idealny i dlatego jego los również nie mógł toczyć się tak jakby on sobie go wymarzył. Często były kłótnie, krzyki, a nawet walki, ale to nie oznacza, że nie było miłych momentów. Takich, które zapadają w pamięci na długie lata późniejszego życia. Było sporo wspaniałych wspomnień, które bardzo często powracały Lucio w pamięć. Szkoda było tylko, że nowych wspomnień nie dało się już kreować. Nie było z kim i po co.

    Kobieta, którą Lucio miał przed sobą była piękna. Jej włosy w połyskującej czerni były miękkie w dotyku, a zaróżowione policzki pełne uroku. Nigdy jej się do tego nie przyznał, ale uwielbiał na nią patrzeć. Często miewali swoje wieczorne pikniki daleko od wioski, od wszystkich, gdzie nikt nie mógł dostrzec, że osadniczka brata się z samotnikiem. Te spotkania były chyba najlepszym co spotykało go na tej potwornej wyspie. Bo co innego mogłoby mu sprawiać przyjemność? Zabójcze zwierzęta krążące dookoła, czy okropna wilgoć i bieda? Mimo, iż Lucio nie umiał odnaleźć się w sytuacji, jego serce przynajmniej na chwilę przystanęło i znalazło swoje miejsce. Podczas pewnego pikniku usiłował odwrócić wzrok od ciemnowłosej, ale nie potrafił, a na jego twarzy zawitał niespodziewany uśmiech. Gdy Galia zwróciła się ku niemu, on oczywiście musiał spojrzeć gdzieś indziej, ale dziewczynie udało się go zdemaskować.

27 września 2019

Od Renarda CD Tenebris'a - etap 2 > etap 3

    Ręce niesamowicie mu się trzęsły i możliwe, że to ze stresu, ale on wolał twierdzić, że z ekscytacji. Nie codziennie miał świetną okazję włamywania się do jednej z największych posiadłości w osadzie. Miał nadzieję, że jest zamieszkiwany przez kogoś bogatszego, gdyż wtedy łupy będą więcej warte, ale gdy pchnął lekko drzwi, te bez przeszkód się przed nim otworzyły. Zdezorientowany postawił krok przed siebie uważnie rozglądając się po obszernym pomieszczeniu. Schody prowadzące na górę były w połowie uszkodzone, wszędzie wisiały pajęczyny i jakieś białe płachty zakrywające niektóre meble. Świetnie, trafił na opuszczony dom czego właściwie chciał uniknąć. Co prawda nadal mógł rozejrzeć się po rezydencji i zgarnąć to, co zostało, ale większą przyjemność sprawiłby mu fakt, że zabiera coś dla kogoś bardzo cennego. Westchnął zrezygnowany i podszedł do starej komody na wpół zakrytej przez biały materiał. Odkrył mebel, żeby zobaczyć go w całej okazałości i nie przedstawiał się zbyt dostojnie. Prawie cały lakier został pozdrapywany, więc pewnie mieszkała tu jakaś hybryda o ciężkich przemianach. Słyszał o przemianach od ojca, gdyż on przeszedł swoją pierwszą bezboleśnie, a przynajmniej tak mu się wydawało. Lucio twierdził, że był jeszcze mały i ból tak go przerósł, że o mało nie zginął. Uzdrowiciele spędzili wiele czasu, żeby go odratować i udało się, ale skończyło się tym, że Renard nic nie pamiętał. Może i dobrze, a może i nie, gdyż nie wie co czeka go dalej. Chłopak przykucnął przy komodzie przejeżdżając palcami po głębokich zadrapaniach i przeszły go nieoczekiwane ciarki. Spotykały go na wyspie gorsze widoki, ale nie wiadomo dlaczego akurat ten wywołał na nim takie wrażenie. Wzdrygnął się i podniósł chcąc obejrzeć resztę domu. Wszędzie było ciemno i chłodno, gdyż był środek nocy, ale wyostrzone zmysły pół wilkołaka pozwoliły mu doskonale odnaleźć się w otoczeniu. Pomimo kilku strasznych elementów jak na przykład porozrywana tapeta, poszarpane meble i masa pajęczyn, podobało mu się tutaj. Stwierdził nawet, że jeżeli żaden osadnik nie przejmie tego domu, będzie mógł się tutaj ukrywać. Rezydencja stała wystarczająco daleko od reszty budynków, że pewnie o niej zapomnieli. 

Odejście i zawieszenie


    

Z przykrością muszę poinformować, iż Szepcząca (Imoth) opuszcza bloga z przyczyn osobistych. Zaś Yaria Irikhri (Arry) zostaje zawieszona na własną prośbę. Oznacza to, że formularz zostanie przechowany do momentu, aż osoba zawieszona podejmie decyzję o powrocie na bloga.

Pamiętajcie, że każdy na naszym blogu jest mile widziany i zawsze można tutaj wrócić. 

 
  

25 września 2019

Od Atheny do Tenebris'a

     Gdy obudziłam się słyszałam morze oraz fale obijające się o łódź na której zapewne się znajdowałam wokoło chodzili ludzie i rozmawiali jednak nie mogłam zrozumieć sensu ich wypowiedzi. Drewno na którym leżałam było mokre od wdzierającej się na pokład morskiej wody która jakimiś szczelinami przedostawała się do środka pomieszczenia w którym się znajdowałam. Powoli aczkolwiek z trudem otworzyłam oczy i rozejrzałam się. Widziałam stojące skrzynie, ludzi stojących i czasem wskazujących na mnie. Nie rozumiałam kim byłam ani co robiłam w tym miejscu. Z pozycji podłogi niewiele mogłam dojrzeć więc spróbowałam wstać. Nadaremnie. Kołysząca się łódź wcale nie ułatwiała mi tego, gdy jakieś buty zaczęły zbliżać się do mnie zamknęłam oczy i udawałam nieprzytomną.
     - Blondynek choć tu! - wydarł się chrapliwym głosem - Zaraz się obudzi i możemy mieć problem
     - O Jezu co ty tak panikujesz - odpowiedział za pewne ten mężczyzna o którym mówił właściciel butów - Spójrz na nią myślisz, że da radę cokolwiek zrobić? Nawet się nie podniesie…. - Mówiąc to zbliżał się do mnie po czym trącił mnie butem. - Jeszcze śpi ale możemy już ją wynieść nie trzeba będzie schodzić na dół - po tych słowach złapał mnie za ręce,a ten drugi za nogi. Zostałam gdzieś wyniesiona. Na pewno nie znajdowałam się już w żadnym krytym pomieszczeniu na skórze czułam powiew wiatru częściowo tłumiony przez burtę, lodowaty deszcz oraz morską wodę z rozbijających się fal. Lekko otworzyłam oczy żeby rozeznać się w sytuacji - była noc co z jednej strony było moim wrogiem bowiem nic nie mogłam zauważyć, a z drugiej przyjacielem bowiem moja obserwacja mogła przejść bez zauważenia. Wokoło mnie nie było nikogo. Obróciłam się na plecy. Znajdowałam się na boku łodzi pod ścianą wśród ludzi którzy nie są moimi przyjaciółmi pewnie musiałam się im narazić jedną z moich akcji… Tylko jakich akcji, co takiego zrobiłam? Musieli mi nieźle czymś przywalić, że dostałam chwilowej amnezji. Gdzieś tu musi być szalupa ratunkowa, jakiś nadajnik czy nawet telefon. Musiałam tylko to załatwić szybko zanim się zorientują, że zniknęłam. Wstałam i powoli zaczęłam przemieszczać się po pokładzie. Po chwili znalazłam pierwszą rzecz z mojej listy. Teraz czas na drugą. 

24 września 2019

Od Pana Stasia CD Raven

Czytałem sobie spokojnie książkę, którą Raven mi podarowała na czas przebywania u niej. Nie spodziewałem się, szczerze mówiąc, że może mieć w swojej biblioteczce, aż tak dobre książki. Od czasu do czasu popijałem ten paskudny wywar, który dla mnie przygotowała i to w wielkim kubku. Wiedziała jak się znęcać, w każdy możliwy sposób.
Zawsze potrafiła znaleźć dobry sposób, by się nade mną poznęcać psychicznie, jak i fizycznie. Na przykład w postaci okropnego napoju, który i tak na moje nie działał, tak jak powinien. Dodatkowo czułem jej świdrujący wzrok na moich plecach. Wypalał mi dziurę, momentami wiercąc głębiej, niczym wiertarka udarowa. Wiedziałem, że sprawia jej to dziką satysfakcję.

- Znowu to robisz… Niedługo będę miał dziurę w większej części pleców niż skórę i mięśnie. - Stwierdziłem beznamiętnie, by po chwili poczuć, jak podchodzi do mnie od tyłu. - Nawet nie próbuj podchodzić do mojej osoby…
- S t a s i e k… Mam fajny pomysł na zabawę na wieczór, ale możliwość jedyna to fajny stan połowicznej nieświadomości. Najlepiej robi się to w dwie osoby, więc potowarzyszysz mi? - szepnęła do jego ucha, zarzucając ramiona na jego barki.
- Nie mam zamiaru przespać się z Tobą! Nigdy, przenigdy i nawet o tym nie śnij!
- Nigdy nie dotknę osadnika, nigdy. Nawet nie o tym mowa, a seks dla mnie mógłby nie istnieć. - Stwierdziła z lekkością.
- Czy Ty zamierzasz…
- Życie bez adrenaliny nie ma większego sensu, witam w moim świecie. Ach… Dobra jakość, robimy dystrybucję? Może zapalisz ze mną, bo czuję się samotna?