Film mi się urwał tuż po wejściu do chatki Venti. Nie spodziewałbym się, że można aż tak szybko odlecieć. Choć na dobrą sprawę naskładało się na to wiele innych aspektów. Zmęczenie, stres, tęsknota, to, że się martwiłem i sam fakt tej rośliny, która mnie postanowiła dziabnąć. Wszystkie rzeczy skupione w jedno, spowodowały mój stan.
Sam nie wiem, ile czasu byłem nieprzytomny, ani co się wokół mnie działo.
Wtedy też wpadłem w jakiś dziwny trans, który mnie ciągnął za rękę. Szedłem w stronę oświetlonego pomieszczenia przez tunel, który był oświetlony jedynie jednym światłem co półtora metra. Nie szedłem, a wręcz sunąłem nad ziemią w stronę pokoju, widząc przebłyski na ścianach, jakby różne momenty wyjęte z mojego życia. Pomniejsze aspekty, jak i ważniejsze wydarzenia. Wszystko prawdziwe i to, co się wydarzyło. W pewnym momencie jednak powoli zamieniało się to w coś jakby iluzje, rzeczy, które się nie wydarzyły, lub nawet nie mogły się wydarzyć. Mocno przejaskrawione oraz przekoloryzowane. W pewnym momencie zacząłem się czuć dziwnie. Nieswojo oraz lekko zagubiony. Zaczynałem słyszeć jakby nowe dźwięki, kolory czy też postacie.
Z czasem chciałem, aby ten dziwny stan się już kończył, jednakże wcale się na to nie zapowiadało. Byłem może w połowie korytarza, jednak jakbym nieco zwalniał. Obrazy był coraz intensywniejsze i bardziej wyraźne, aby po chwili niknąć za mgłą.
Miałem wrażenie, że ta roślina, co mnie udziobała, musiała zadziałać na mnie jak narkotyk.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Deryck. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Deryck. Pokaż wszystkie posty
8 kwietnia 2020
4 kwietnia 2020
Od Derycka CD Bobby
Gdy tylko Bobby otworzyła puszkę kawy, uśmiechając się od ucha do ucha, sam poczułem napływ miłego uczucia. Cieszyło mnie, że chociaż tyle mogłem dla niej zrobić, gdy ta pomogła i mnie. Zastanawiałem się przez ten jeden krótki moment, o czym myśli. Być może odpłynęła swoimi myślami w czasy, w których pewnie popijała kawę siedząc w swoim ogrodzie, podczas pięknej pogody i relaksowała się nad książką. Być może wspominała swoje dobre lata, w których wstała wcześnie rano, piła kawę, by jakoś przeżyć dzień do końca i też było coś w tym sentymentalnego.
Przyglądałem się jej, w dłuższym milczeniu zastanawiając się nad nią samą. Trzeba było przyznać, że jest bardzo piękną kobietą, choć nigdy nie przepadałem za dziewczynami z dredami i wydziwianymi fryzurami. Miała w sobie jakąś dzikość i coś, co przyciągało wzrok. Sam nie do końca umiem powiedzieć, co to dokładnie było.
Po chwili jednak skończyłem swoje dumanie i uznałem, że najwyższa pora zawijać się do domu. Nie mogłem przecież u niej siedzieć w nieskończoność. Moje zbieranie się, wybudziło i Bobby ze swoich wspominek. Od razu się zebrała i zapytała, gdzie się wybieram. Cóż, musiałem już wracać. Natura Wendigo nie śpi, robię się głodny, a nie będę się narzucać. Nie mogłem jej jednak tego opowiedzieć.
Po chwili jednak dostrzegła coś, czego w sumie nie powinna. Złapała mnie i zaczęła robić oględziny. Nie byłem chyba gotowy na takie czułości z jej strony, przez co ją złapałem, a ta sprytnie wyrwała ręce.
-Jesteś ranny! - Krzyknęła, stojąc naprzeciwko mnie.
-To nic takiego… - Zaoponowałem i mimo wszystko chciałem wyjść, przez co stanęła mi na drodze do drzwi.
- Nie wyjdziesz z tego domu ranny i w takim ubraniu. - Powiedziała stanowczo, krzyżując dłonie na piersiach.
Przyglądałem się jej, w dłuższym milczeniu zastanawiając się nad nią samą. Trzeba było przyznać, że jest bardzo piękną kobietą, choć nigdy nie przepadałem za dziewczynami z dredami i wydziwianymi fryzurami. Miała w sobie jakąś dzikość i coś, co przyciągało wzrok. Sam nie do końca umiem powiedzieć, co to dokładnie było.
Po chwili jednak skończyłem swoje dumanie i uznałem, że najwyższa pora zawijać się do domu. Nie mogłem przecież u niej siedzieć w nieskończoność. Moje zbieranie się, wybudziło i Bobby ze swoich wspominek. Od razu się zebrała i zapytała, gdzie się wybieram. Cóż, musiałem już wracać. Natura Wendigo nie śpi, robię się głodny, a nie będę się narzucać. Nie mogłem jej jednak tego opowiedzieć.
Po chwili jednak dostrzegła coś, czego w sumie nie powinna. Złapała mnie i zaczęła robić oględziny. Nie byłem chyba gotowy na takie czułości z jej strony, przez co ją złapałem, a ta sprytnie wyrwała ręce.
-Jesteś ranny! - Krzyknęła, stojąc naprzeciwko mnie.
-To nic takiego… - Zaoponowałem i mimo wszystko chciałem wyjść, przez co stanęła mi na drodze do drzwi.
- Nie wyjdziesz z tego domu ranny i w takim ubraniu. - Powiedziała stanowczo, krzyżując dłonie na piersiach.
Od Derycka CD Venti
Pożegnałem się z dziewczyną w dość oschłych okolicznościach. Nie podaliśmy sobie nawet ręki, co było aż dziwne, szczególnie z tego względu, że zamierzała mi pomóc i to w nietypowy sposób. Po cichu liczyłem, chociaż na lekkie przytulenie się nawet. Nie poznałem jeszcze na wyspie osoby ba, tym bardziej osadnika, który chciałby pomóc mi przeniknąć w swoje szeregi. Było to z jednej strony głupie, ale i odważne przedsięwzięcie dla obu stron. Dla mnie, gdyż co niektórzy mnie znali i wiedzieli o mnie co nieco, szczególnie strażnicy, którym często się wymykałem i dla Venti, która chciała narażać swoje życie i zdrowie, aby mi w tym pomóc. Nie do końca też rozumiałem, dlaczego chce to zrobić, jednakże nie zwracałem na to większej uwagi. Byłem jej cholernie wdzięczny, przez co postanowiłem się jakoś odwdzięczyć. Musiałem tylko sprytnie obmyślić plan działania.
31 marca 2020
Od Derycka CD Venti
Następnego dnia, gdy tylko słońce zaczęło delikatnie przebijać się przez zniszczone deski nad moją głową, wstałem z nową energią oraz nadzieją. O dziwo czułem się wypoczęty, wyspany oraz czułem jakiś podejrzany i dziwny napływ motywacji. Sam nie wiedziałem czym, to jest spowodowane. Bardzo możliwe, że mocno się do tego przyczyniła moja wczorajsza nowa znajoma, z którą dość dobrze się dogadywałem.
29 marca 2020
Od Derycka CD Venti
Spojrzałem na dziewczynę pytająco i jedyne co usłyszałem to "nie jestem zabójczynią". Te słowa padły tak stanowczo, że chyba je zapamiętam na dość długi czas. Mruknąłem cicho w zrozumieniu, a dziewczyna zaczęła mnie zaskakiwać jeszcze bardziej z każdym momentem.
Gwizdnęła gdzieś w powietrze, a po chwili można było usłyszeć, jak coś przedziera się przez krzaki. Oczywiście dalej jej nie ufałem oraz nie byłem pewny, co tam przygotowała i kogo zawołała. Po chwili dopiero dostrzegłem pięknego konia, który z gracją podszedł do kobiety.
Gwizdnęła gdzieś w powietrze, a po chwili można było usłyszeć, jak coś przedziera się przez krzaki. Oczywiście dalej jej nie ufałem oraz nie byłem pewny, co tam przygotowała i kogo zawołała. Po chwili dopiero dostrzegłem pięknego konia, który z gracją podszedł do kobiety.
28 marca 2020
Od Derycka CD Venti
To miało być proste polowanie, tak samo, jak zrobienie sobie bułki z masłem. Sęk w tym, że na wyspie ciężko było o bułkę, a co dopiero o masło. Skończyłem w jakiejś klatce, zraniony, głodny i zmęczony. Na dodatek ta kobieta, która we mnie celowała z łuku. Do tego jednak wrócę później.
Ten dzień już zaraz po przebudzeniu okazał się dla mnie dość okrutny. Ból brzucha, mięśni oraz głowy. Czułem się, jakbym co najmniej wypił litra wódki i to samemu w godzinę. Nie wiedziałem, czym mój stan był spowodowany, jednakże wiedziałem, że miałem ochotę skoczyć z klifu. Próbowałem sobie odtworzyć, chociaż wczorajszy wieczór, aby sobie przypomnieć, czy nie zjadłem czegoś dziwnego. Sęk był jednak w tym, że jako wendigo miałem ograniczone pole, jeśli chodzi o logiczne myślenie, czy pamięć. Moja druga forma działała bardzo, nawet aż za bardzo na intuicji czy też zwierzęcej chęci zabijania.
Ten dzień już zaraz po przebudzeniu okazał się dla mnie dość okrutny. Ból brzucha, mięśni oraz głowy. Czułem się, jakbym co najmniej wypił litra wódki i to samemu w godzinę. Nie wiedziałem, czym mój stan był spowodowany, jednakże wiedziałem, że miałem ochotę skoczyć z klifu. Próbowałem sobie odtworzyć, chociaż wczorajszy wieczór, aby sobie przypomnieć, czy nie zjadłem czegoś dziwnego. Sęk był jednak w tym, że jako wendigo miałem ograniczone pole, jeśli chodzi o logiczne myślenie, czy pamięć. Moja druga forma działała bardzo, nawet aż za bardzo na intuicji czy też zwierzęcej chęci zabijania.
5 lutego 2020
Od Derycka CD Damen
Wiedziałem, że mężczyzna do mnie przyjdzie po jeszcze więcej pytań i odpowiedzi. To była tylko kwestia czasu. Dlatego też wróciłem do swojej kryjówki, odświeżyłem się i zrelaksowałem. Miałem przeczucie, że zainteresowałem go tym tematem. Będzie jak dziecko chciał więcej zadać pytań i otrzymać odpowiedzi. Skąd to wiedziałem? Może dlatego, że na początku byłem taki sam. Też szukałem, krążyłem i czułem się zagubiony. Z tym że na niektóre nie znalazłem jeszcze odpowiedzi.
Minęło kilka dni, może tydzień, może nawet niecały. Kto by to liczył. Ja w tym czasie relaksowałem się w swoim pokoju. W ten usłyszałem jakieś kroki, najprawdopodobniej tego samego faceta co wtedy i wołanie. Po głosie rozpoznałem mężczyznę, któremu wcześniej udzielałem lekcji życia na temat wyspy. Moje przeczucia były więc słuszne. Czasem mnie to aż przerażało. To, że tak często miałem racje. Przynajmniej ostatnimi czasy.
Minęło kilka dni, może tydzień, może nawet niecały. Kto by to liczył. Ja w tym czasie relaksowałem się w swoim pokoju. W ten usłyszałem jakieś kroki, najprawdopodobniej tego samego faceta co wtedy i wołanie. Po głosie rozpoznałem mężczyznę, któremu wcześniej udzielałem lekcji życia na temat wyspy. Moje przeczucia były więc słuszne. Czasem mnie to aż przerażało. To, że tak często miałem racje. Przynajmniej ostatnimi czasy.
12 stycznia 2020
Od Derycka cd Lynn
Klasnąłem w ręce dwa razy, gdy dziewczyna wyszła ze swojej chatki. Był tutaj ogrom pracy do wykonania. Odrywające się deski pod wpływem wiatru, przeciekający dach, nieszczelne okna, odchodzące gwoździe. Sam nie wiedziałem, za co się zabrać na samym początku. Obstawiłem jednak dach jako pierwszy. Uznałem, że jeśli nie naprawie dachu, tylko wpierw ściany to i tak wszystko będzie mogło runąć. Ściany chcąc nie chcąc musiały się trzymać poprzez betonowe słupy i elementy. Otworzyłem książkę odnośnie do majsterkowania i przeczytałem co nieco. Wyszedłem drabiną na dach i rozejrzałem się. Było mokro i ślisko, jednakże na to też byłem przygotowany. Zapiąłem sobie uprząż wokół bioder i nóg, zarzuciłem line wokół komina i mocno przywiązałem. Wyszedłem na sam czubek dachu i zacząłem powoli, deskę po desce, ściągać dachówki. No, przynajmniej te zniszczone. Te, które nie wymagały naprawy, renowacji lub wymiany, zostawiałem w spokoju.
Po niecałej godzinie, stare spróchniałe i zniszczone deski były ściągnięte. W miejsce tamtych zacząłem powoli przybijać nowe, pomalowane specjalnym impregnatem, do krokwi dachowej. Nie było to łatwe zadanie, szczególnie w pojedynkę, jednak chatka Lynn nie była aż tak duża, poza tym byłem dość silną osobą. Oprócz tego pomagałem sobie całym zestawem linek, karabińczyków, drewnianych klocków czy nawet dźwigni.
Następnym zadaniem, było uzupełnienie jakichkolwiek ubytków i przestrzeni pomiędzy deskami. Dachówki miały to do siebie, że ponakładane na siebie, tworzyły swoistą ochronę przed przedostawaniem się, chociażby kropli wody do środka. Przy deskach taką ochronę było uzyskać ciężej i trudniej. Drewno też samo w sobie piło i nasiąkało wodą. Zszedłem z dachu i w specjalnej misce zacząłem przygotowywać specjalny roztwór. Substancją przypominało pastę do zębów, jednakże było to szybkoschnące i lekko puchnące przy dodatniej temperaturze. Padał deszcz, jednak było ciepło, przez co Mogłem spokojnie to nakładać. Odstawiłem jednak pastę i wszedłem do chatki. Chciałem przed jej nałożeniem założyć jeszcze materiał od spodu desek, aby pasta się nie wylała i nie potworzyła kolejnych dziur.
Po niecałej godzinie, stare spróchniałe i zniszczone deski były ściągnięte. W miejsce tamtych zacząłem powoli przybijać nowe, pomalowane specjalnym impregnatem, do krokwi dachowej. Nie było to łatwe zadanie, szczególnie w pojedynkę, jednak chatka Lynn nie była aż tak duża, poza tym byłem dość silną osobą. Oprócz tego pomagałem sobie całym zestawem linek, karabińczyków, drewnianych klocków czy nawet dźwigni.
Następnym zadaniem, było uzupełnienie jakichkolwiek ubytków i przestrzeni pomiędzy deskami. Dachówki miały to do siebie, że ponakładane na siebie, tworzyły swoistą ochronę przed przedostawaniem się, chociażby kropli wody do środka. Przy deskach taką ochronę było uzyskać ciężej i trudniej. Drewno też samo w sobie piło i nasiąkało wodą. Zszedłem z dachu i w specjalnej misce zacząłem przygotowywać specjalny roztwór. Substancją przypominało pastę do zębów, jednakże było to szybkoschnące i lekko puchnące przy dodatniej temperaturze. Padał deszcz, jednak było ciepło, przez co Mogłem spokojnie to nakładać. Odstawiłem jednak pastę i wszedłem do chatki. Chciałem przed jej nałożeniem założyć jeszcze materiał od spodu desek, aby pasta się nie wylała i nie potworzyła kolejnych dziur.
4 stycznia 2020
Od Derycka CD Lynn
Dziewczyna była dla mnie bardzo miła. Nie spodziewałem się po niej takiego zachowania, szczególnie biorąc pod uwagę fakt, iż byłem dla niej zupełnie nieznajomy. Do tego dochodził fakt, że byłem samotnikiem, a ona osadnikiem. Strach pomyśleć, co by było, gdyby nakryli nas strażnicy.
Najpierw kawa, potem propozycja podarowania czapki i dość spore zaufanie w stosunku do mnie. Była urocza, ale może nie zdawała sobie sprawy z niebezpieczeństwa na wyspie, ze względu na swój młody wiek. Tak czy inaczej, nie zamierzałem jej skrzywdzić. Chciałem jej pomóc i to zrobiłem. W nagrodę nawet dostałem kawę!
Najpierw kawa, potem propozycja podarowania czapki i dość spore zaufanie w stosunku do mnie. Była urocza, ale może nie zdawała sobie sprawy z niebezpieczeństwa na wyspie, ze względu na swój młody wiek. Tak czy inaczej, nie zamierzałem jej skrzywdzić. Chciałem jej pomóc i to zrobiłem. W nagrodę nawet dostałem kawę!
29 grudnia 2019
Od Derycka CD Lynn
Zimowy czas męczył mnie na każdym kroku. Podczas zimy liczba krzaków była o wiele mniejsza, co działało na mnie dość negatywnie. Gen wendigo odzywał się we mnie dość mocno, domagając się czerpania sił z natury. Chęć mroku, obecności natury oraz pożywiania się padliną był tak silny, że mocno osłabiało to mój organizm. W okresie zimowym bardzo trudno było znaleźć jakiekolwiek świeże mięso a co dopiero padlinę. Każde zwierzę gdy tylko miało okazję to korzystało z martwych innych zwierząt, aby zaspokoić swój głód. Najlepszym więc sposobem na pożywienie się padliną, było zabić jakieś zwierze i odstawić go gdzieś, czekając na delikatny rozkład. Najlepszym sposobem było zostawienie go na mrozie, bo wtedy nie zabierały się za niego robactwa. Pech w tym, że przyciągało inne wygłodzone zwierzaki.
1 grudnia 2019
Od Derycka CD Damena
Mimo późnej pory oraz chłodnego wieczoru uwielbiałem spacerować po wyspie. Sam fakt, że byłem samotnikiem, sprawiał, że osadnicy trzymali się z daleka, a inni samotnicy trzymali się swoich interesów. Tego wieczoru usiadłem akurat na klifie, niedaleko latarni morskiej. Kiedyś podobno była zamieszkała, teraz jednakże stoi pusta i równie martwa, co które statki zostały tutaj wyrzucone przez fale. Czas mijał powolnie, a wiatr delikatnie głaskał krajobraz dokoła, wraz z moją osobą. Po około godzinie siedzenia i wpatrywania się w fale poczułem zapach jakiejś osoby. Zaraz po tym usłyszałem kroki, przez co wstałem i się rozejrzałem. Dróżką szedł młody, wysoki i postawny mężczyzna, który podszedł bliżej latarni. Po chwili i on się rozsiadł i zaczął kontemplować bodajże nad swoim losem. Najwidoczniej jakiś nowy narybek na wyspie, skoro nie bał się spacerować tędy o tak późnej porze.
17 listopada 2019
Od Derycka CD Bobby
Wiedziałem, że dziewczyna będzie zaskoczona moim małym zapasem kawy. Nie wiedziała jednak, że w moim miejscu zamieszkania tej kawy było więcej. Mówią jednak, czego oczy nie widzą, tego duszy nie żal. Mimo iż to ja byłem samotnikiem, a ona osadnikiem, nie mogłem jej ufać. Wyspa była miejscem, w którym budziły się nasze ukryte myśli, zboczenia oraz dzikość łączona ze zezwierzęceniem. Nie mogłem być pewny czy akurat dziewczyna nie była jakimś seryjnym mordercą a wysłanie jej na wyspę to tylko kara. Każdy z nas mógł być tutaj kimś innym, niż był.
Czas mijał nam bardzo przyjemnie, pomimo iż nie kleiła nam się rozmowa, szczególnie na początku. Kawa jednak przełamała lody i można było jako tako porozmawiać. Wiedziałem, czym się dziewczyna zajmuje, więc chciałem pomóc jej dorobić. Szczególnie że dla mnie pieniądze nie miały żadnej wartości.
Czas mijał nam bardzo przyjemnie, pomimo iż nie kleiła nam się rozmowa, szczególnie na początku. Kawa jednak przełamała lody i można było jako tako porozmawiać. Wiedziałem, czym się dziewczyna zajmuje, więc chciałem pomóc jej dorobić. Szczególnie że dla mnie pieniądze nie miały żadnej wartości.
9 września 2019
Od Derycka do Bobby
I tym razem, wypoczywałem w krzakach pod jednym ze starych murków. Od dłuższej chwili słyszałem, że ktoś tam się przekomarza i nawet... zaczyna coś rysować, może szkicować. To było chyba rzadkie zjawisko, szczególnie tutaj na wyspie. Poza tym, skąd wzięła ołówek, skoro ja wszelkie ołówki próbowałem zawsze zgarniać z wraków statków, które lądowały na plaży.
Jako człowiek nie poruszałem się zbyt cicho, przez co wiedziałem, że dziewczyna będzie wiedziała o mojej obecności tuż za jej plecami. Przez długi czas siedziałem w bezruchu, próbując odgadnąć, co robi. Słyszałem jedynie, jak zaczyna coś rysować, złości się i rzuca zmiętymi kartkami po lesie. Moim lesie. Gdy wstała za drugim razem i ja się poruszyłem, gdyż było mi niewygodnie. Wprawiłem przez to zieleń w delikatny szmer.
Sytuacja sprawiła, że obydwoje się podnieśliśmy w tym samym czasie, by sprawdzić, kto tam jest po drugiej stronie murka. Nie spodziewałem się, że dziewczyna okaże się taka ładna. Co prawda, mojej ulubienicy nie dorównywała, ale mimo to podobała mi się. Była typem odważnej dziewczyny i lekkiej buntowniczki. Nie pasowała mi zbytnio na osadnika, ale każdy sam swoje ścieżki wybiera.
24 sierpnia 2019
Od Derycka CD Olyvii
Trzeba było przyznać że
rudawoblond dziewczyna miała piękny i delikatny głos. To w połączeniu z
jej drobną i niską sylwetką, sprawiało że nie wyglądała groźnie, a
słodko i uroczo. Deryck zdecydowanie uznał że można się dziewczyną nieco
"zabawić". Może nawet nie tyle co nią, a jej strachem przed nim.
Zrobił pewny krok do przodu gdy ta, wycelowała w niego nożem. Nóż to niebezpieczna broń, szczególnie w rękach osoby, która potrafi się nią dobrze obsługiwać. Uśmiechnął się pewnie patrząc na nią i przelotem na nóż.
- Naturalnie. - Odparł tylko tyle i palcem wskazującym, dotknął noża, by go opuścić ku podłodze. - Może pomogę?
- W zamian za co? Jeżeli twoją kolacją mam być ja, to chyba jednak podziękuję. - Dziewczyna pewnie odpyskowała w jego kierunku.
Nagle delikatna piękność zrobiła delikatny krok do tyłu co zadziałało jak efekt domina. Jej nóż w mgnieniu oka wyślizgnął się i wpadł do płynącej dość żwawo rzeczki. Dziewczyna straciła równowagę i już miała wpaść do wody. Jednak nie tym razem.Zrobił pewny krok do przodu gdy ta, wycelowała w niego nożem. Nóż to niebezpieczna broń, szczególnie w rękach osoby, która potrafi się nią dobrze obsługiwać. Uśmiechnął się pewnie patrząc na nią i przelotem na nóż.
- Naturalnie. - Odparł tylko tyle i palcem wskazującym, dotknął noża, by go opuścić ku podłodze. - Może pomogę?
- W zamian za co? Jeżeli twoją kolacją mam być ja, to chyba jednak podziękuję. - Dziewczyna pewnie odpyskowała w jego kierunku.
Deryck momentalnie złapał ją za rękę i przyciągnął do swojej, o wiele wyższej i większej osoby. Nie przyciągnął jej jednak stricte by dotykać się nosami. Spojrzał w jej piękne zielone oczy i przysunął się do jej szyi. Obwąchał ją delikatnie jakby chcąc wyczuć coś, czego zwykły człowiek nie wyczuje.
- Widzisz? Mało nie wpadłaś do rzeki przez strach który nie jest w tej chwili wymagany. Czuję od Ciebie delikatny zapach lasu, kory drzew i ziół. Świeżych kwiatów, powietrza hulającego po polu i taką... delikatność. - Deryck zmrużył oczy patrząc głęboko w jej.
-Jesteś nimfą, leśną. Mam rację? - Zapytał dumnie patrząc na nią.
Dziewczyna jakby nie mogąc uwierzyć w to co właśnie ją spotkało i co mężczyzna zrobił, zaniemówiła. Pokiwała jedynie głową pomrukując na potwierdzenie jego słów.
17 sierpnia 2019
Od Derycka do Olyvii
Jako iż jesień powoli się kończyła, a zima nadchodziła co raz to większymi krokami, jako pierwszy cel Deryck obrał sobie zrobić zapasy na zimę. Wstał z samego rana zabierając dzidę którą sam wystrugał dzień wcześniej, siekierke i swój ulubiony nożyk. Do tego pare linek i torbę. Mając wszystko mógł ruszyć na polowanie i ścinanie drzewa do pobliskiego lasu. Każdy "wypad" do lasu miał pewnego rodzaju rutyne. Należało do nich: przygotowanie narzędzi, narąbanie drewna, nazbieranie patyków liści i błota a na sam koniec polowanie na zwierzynę. Mimo iż nie było w tym wiele do zrobienia, uwielbiał spędzać cały dzień w lesie. Skoro już się rano wybierał do lasu to nie po to by wrócić po dwóch godzinach. Polowanie zawsze zostawiał sobie na wieczór ze względu na swoją drugą, potworną strone. Podczas niej polowanie wychodziło łatwiej, lepiej i miał z niego większą satysfakcję. Deryck tuż przed przemianą gdy znalazł godne zwierze do zjedzenia, ugadzał je dzidą i pozwalał uciec. Gdy tylko przemeniał się w swoją nadnaturalną formę, tropił zwierze i wtedy dopiero je zabijał i zjadał. Nie uwielbiał tego robić jednakże nie miał na to żadnego wpływu. Reszte mięsa którego nie zjadał, pakował w małe paczuszki zawijane liśćmi i chował do torby. To wszystko zanosił do swojego lokum w którym to składował. Gdy mięso zaczynało się robić dwu-trzy dniowe, dopiero zabierał się za zjadanie tego. Jadł to jednak dopiero gdy był w swojej drugiej, okropniejszej formie.
28 lipca 2019
Nowy samotnik - Deryck

![]() |
| Ilusoire |
Deryck | 28 lat | Wendigo

Miano: Deryck
Imię i nazwisko: Eurydy Dyryck
Wiek: 28
Data urodzenia: 01.02
Numer: 033
Modyfikacja genetyczna: Wendigo
Etap modyfikacji: 1
Status: Osadnik
Miejsce zamieszkania: Dom w skale
Stanowisko: Drwal
Aparycja: Eurydy jest postawnym mężczyzną, dobrze zbudowanym i wysokim na sto dziewięćdziesiąt centymetrów wzrostu. Ma smoliste czarne, proste włosy do ramion, które ścina gdy przekroczą linię łopatek. Od urodzenia posiada bardzo bladą cerę, przez co jego ciemny zarost i czarne włosy tworzą kontrast. Zarost najczęściej nosi trzy lub czterodniowy, chyba że nie chce mu się najzwyczajniej golić. Jego blado niebieskie oczy nie raz potrafiły zamrozić krew w żyłach co niektórym kobietom a nawet i mężczyznom. Posiada również długi i szeroki nos przez który ma małe kompleksy. Najczęściej ubiera się na czarno, gdyż najbardziej lubi ten właśnie kolor. Najczęściej nosi skórzaną czarną cienką kurtkę, czarną koszule rozpinaną na cztery guziki na dekolcie oraz czarne spodnie. Na szyi często ma zawieszony naszyjnik blado brązowy, najprawdopodobniej miedziany który twierdzi że dostał za młodu. Na czole posiada trzy blizny w postaci zadrapań. Na ciele posiada kilka podobnych, jednakże nie afiszuje się z pokazywaniem ich.
Charakter: Eurydy jest osobą na pierwszy rzut oka spokojną, stonowaną, miłą i sympatyczną. Oczywiście nic bardziej mylnego. Tak naprawdę jest osobą bardzo porywczą, impulsową i o bardzo cienkich łatwych do zerwania nerwach. Mimo tego potrafi być szarmancki, uprzejmy i miły, szczególnie przy płci pięknej. Często stawia na swoim i nie lubi przyznawać się do błędu. Woli kłótnie od normalnej rozmowy. Często gęsto przed zakończeniem kłótni, mówi co myśli i po prostu odchodzi nie pozwalając dokończyć swojemu rozmówcy. Mimo bycia samotnikiem nie przepada za napadaniem na wioskę. Trzyma się z dala od ludzi i ich problemów zajmując się tylko swoimi. Jest typowym samotnikiem, ignorantem i samolubem. Zrobi wszystko by dla siebie mieć jak najlepiej. W przeszłości dużo palił i pił. Teraz ogranicza się tylko do picia. Prawda jest też taka że za dobry towar marihuany mógłby zrobić wiele. Wieczory lubi spędzać przy lampce wina, szczególnie gdy są burzowe i ulewne. Dniami krąży po mrocznych lasach w poszukiwaniu jakiś swoich spraw. Rzadko się zapuszcza w tereny osadnicze. Nienawidzi swojego imienia.
Historia: Eurydy urodził się w małym miasteczku w którym wychowywał się z rodzicami i siostrą. Od najmłodszych lat niczego mu nie brakowało a rodzice szkolili go w wybranych przez siebie kierunkach, niespełnionych swoich ambicjach i marzeniach. Od młodości grał na pianinie, uczył się tańca, uczęszczał do prywatnych szkół. Miał beztroskie życie przepełnione słodyczą od strony rodziców. Nigdy o dziwo też nie kłócił się ze swoją młodszą siostrą, a nawet na wszystko jej pozwalał, gdy rodzice nie patrzyli. Chciał by chociaż jego siostra nie była tak zepsuta rodzicami jak on sam.
Pewnego dnia po powrocie z prywatnej uczelni, pod wpływem zielska wszedł na jezdnie pod rozpędzony samochód. Na jego szczęście zakończyło się to tylko kilkoma złamaniami i siniakami, ale to właśnie wtedy zainteresowała się nim organizacja. Byli zdziwieni że pomimo tak rozpędzonego samochodu i takiego wypadku, chłopak nie poniósł większych zagrażających życiu obrażeń. Po wielu testach, badaniach oraz obserwacjach został zesłany na wyspę.
Partner: Nie odczuwa potrzeby posiadania partnerki. Zdecydowanie woli związki bardziej przelotne i tymczasowe.
Wyposażenie: Jeden średniej długości sztylet z kości, długi rapier który znalazł przy wraku statku, ubrania z kradzieży.
Inne: Nie lubi swojego imienia.
Uwielbia palić jedynie dobrej jakości zioło.
Nie odmówi wspólnego napicia się wina.
Za młodu trenował rzucanie nożami do celu.
Kieruje: tylkowazne@op.pl
Punkty doświadczenia:
przydzielone [11PD], luźne [21PD]:
Zwinność: 2
Wytrzymałość: 2
Siła: 2
Percepcja: 1
Opanowanie: 1
Subskrybuj:
Posty (Atom)
