30 czerwca 2020

Od Aven CD Bezimiennego

Przez pewną część drogi, choć było to nieco głupie zastanawiałam się czy samotnik powinien był widzieć zajście przy zwłokach. Z całą pewnością rozumiał moją pomyłkę, wynikającą z jego nie spotykanego często koloru skóry, jednak gdzieś z tyłu głowy wciąż czaiła się myśl, że było to nieco uwłaczające. I choć to, że nie chciał zdradzić swojej mutacji nie wróżyło nic specjalnie dobrego, to nie mogłam mieć do niego żalu. Na wyspie każdy miał swoje tajemnice i brudne sprawki, a szczególnie ci, którym nie podpasowało życie w mniej lub bardziej cywilizowanym społeczeństwie. Z resztą mutacja nie była czymś, co da się ukrywać całą wieczność.

Zwierzęce truchła opadły ciężko na podłogę chatki. Chcąc upiec dwie pieczenie na jednym ogniu musiałam mocno się sprężać. Przeszłam do patroszenia i wstępnego oczyszczania ciał. Pozbawione flaków mogły sobie jeszcze poczekać,wręcz przeciwnie do lekcji strzelectwa. Zmyłam z siebie ślady działalności, ogarnęłam przestrzeń warsztatu i ruszyłam odebrać nagrodę za bandytę.

Część ciała bezceremonialnie ciśnięta na podłogę uderzyła o podsuszone, drewniane deski z niemiłym tąpnięciem. Strażnik siedzący naprzeciw wejścia nie poruszył się od razu. Nie weszłam razem z drzwiami, nie byłam przerażona. Wiosce nic nie groziło, więc mógł pozwolić sobie na powolne, a wręcz ślamazarne podniesienie oczu na leżący obiekt, następnie na mnie. Zagwizdał cicho. Podeszłam do tablicy, do której doczepione były rysunki rozmaitych mniej i bardziej zmutowanych osób, które zaszły za skórę okolicznym mieszkańcom wystarczająco mocno, by ich portret zagościł wraz z wyceną i zbrodniami na tym niechlubnym piedestale. Jednym, szybkim ruchem zdarłam podobiznę denata i podałam zbrojnemu. Wiem, że nie wyglądałam na najgroźniejszą osadniczkę i byłam czasem traktowana wręcz protekcjonalnie i stąd każdy moment poważania, który zasłużenie otrzymywałam był dla mnie nawet cenniejszy niż pieniądze.

28 czerwca 2020

Od Renarda CD Lynn

    Było to dziwne uczucie. Nie można było tego porównać do całusa w czoło na dobranoc jakim zawsze obdarowywała mnie matka. To było zdecydowanie przyjemniejsze i jak już się zaczęło, chciało się aby trwało jak najdłużej. Dlatego też przesunąłem swoje dłonie na plecy blondynki żeby mocno ją do siebie przytulić. Bałem się, że zaraz coś się stanie i wszystko okaże się nieprawdą albo, że Lynn zniknie tak samo jak matka pozostawiając mnie samego, bez czułości. W końcu nie tak to u mnie działało? Najpierw ktoś okazywał troskę i przyjaźń, a potem znikał na zawsze bez chociażby pożegnania. Nie mogłem pozwolić, aby i tym razem stało się tak stało. Nie byłem jednak do końca przekonany co mam zrobić, żeby koło znów się nie zatoczyło. Pierwszy raz przechodziłem przez coś takiego, a gdy na wyspie coś było obce, to przeważnie okazywało się niepokojące. Co jeżeli to też nie jest dobre, mimo iż czułem się wręcz idealnie? Zaniepokojony zmarszczyłem brwi i odsunąłem się od dziewczyny spoglądając na jej twarz. Była spokojna i chyba szczęśliwa. Nie wyglądała na wystraszoną jakby miało stać się coś złego.
- Wszystko gra? - zapytała powoli zabierając ręce z mojej szyi.
- Tak. Znaczy chyba. Dziwnie się czuję - odchrząknąłem zabierając dłonie z jej talii i cofnąłem się o krok - Robi się chłodno, lepiej wracajmy - dodałem zmierzając już w stronę brzegu.

23 czerwca 2020

Od Lynn CD Renarda

      Bestia była dwa razy większa ode mnie. Niemiłosiernie od niej śmierdziało i podejrzewałam, że zapach, który się unosił był głównie za sprawą jej sierści oblepionej brudem. Ciężko było stwierdzić czym tak właściwie była pokryta, ale mogłam przysiąc, że nie było to błoto. Otwór gębowy, którego nie sposób było nazwać paszczą, a co dopiero ustami, był rozpruty na kilkadziesiąt centymetrów, a z rany wypływała kleista, bordowa krew o metalicznym zapachu. Długi, chropowaty jęzor był na wierzchu i spoczywał na czymś, co najprędzej nazwałabym brodą. Mogłam przysiąc, że jedyne co czułam, kiedy stwór ział prosto w moją twarz to ciało w trakcie rozkładu. Nie wiedziałam, czy potwór kierował się instynktem czy może miał zdolność myślenia. Nie wiedziałam także czym był, czy został sprowadzony przez naukowców, czy może zmutował? Kolejną rzeczą, która mnie zastanawiała, była ta chata. Utrzymana w całkiem dobrym stanie, w dodatku stojąca poza granicami wioski, tam gdzie nikt nie dbał o podobne rzeczy. Przyszło mi do głowy, że prawdopodobnie to właśnie ten potwór stał za wszystkimi porwaniami osadników, a nikt o nim nie wiedział, bo może nikt nie przeżył spotkania z nim?

18 czerwca 2020

Od Iriego CD Cynth


Mężczyzna zdawał sobie sprawę z tego, ile bólu musiał sprawić nieznajomej, zajmując się jej zranioną kostką. Było mu z tym źle, ale dobrze wiedział, że musiał to zrobić, aby pomóc młodej kobiecie z niej urazem. Na odkupienie swoich win oraz ze zwykłej ludzkiej gościnności zaproponował jej coś do picia i jedzenia, w końcu skoro już była w jego domu mógł ją trochę u siebie ugościć. Kto wie, może kiedyś to on będzie potrzebował pomocy i wtedy to kobieta nie przejdzie obok niego obojętnie i wyciągnie do niego pomocną dłoń.

Dowiedziawszy się, czego ognistowłosa sobie życzy, kiwnął głową i podszedł do części pomieszczenia służącej za prowizoryczną kuchnię. Ciężko było mówić w chacie o jakichkolwiek podziałach na poszczególne pomieszczenia, był to raczej jeden wielki pokój i tylko minimalistyczne meble wskazywały na to, co w danym miejscu się robiło.

14 czerwca 2020

Od Bezimiennego CD Iriego

Zmora siedziała na krześle, przypatrując się blatu stołu, co jakiś czas tylko rzucając pobieżne spojrzenie mężczyźnie. Bardzo nie lubił, gdy ktoś wypytywał go o imię. Zwłaszcza kiedy ktoś tak zaciekle doszukiwał się w tym sensu czy bezsensu jak robił to siedzący przed nim brunet. Irytowało go to, wyrzekł się swojego imienia, nie był już Colettem Renoir od momentu, gdy dodano mu obcy gen. Uważał, że Iriemu powinna wystarczyć informacja, że może zwracać się do niego jakkolwiek. Wyraził to w końcu chyba dostatecznie jasno. Poza tym zwyczajnie nie chciał tego zdradzać.

9 czerwca 2020

Od Cynth CD Iriego

Idąc w kierunku wskazanym przez mężczyznę biłam się z myślami. To mógł być jednak bardzo zły pomysł, uh. 
A MOŻE, głupia, dzika kobieto, MOŻE WŁAŚNIE NIE? 
Nie wyglądał na niebezpiecznego. No, to znaczy, wielki jest jak jakieś bydle, w normalnej sytuacji może i byłabym w stanie mu uciec, no ale teraz... Eh. Twierdzi, że pomoże?
Ufać mu?
Zdążył zauważyć. I do tego się... Przyłożył? Dostosował?
To stawiało go w dobrym, naprawdę dobrym świetle. I słuchał, szanował moją niepewność.
...W każdym razie teraz było już za późno na wycofanie się. Właśnie boleśnie wyrywałam stopy z błota, a przede mną majaczył się zarys drewnianego domku, czy chaty. Najwidoczniej to było celem. Im bliżej, tym pewniejsze stawało się podłoże. Kilka chwil później oferował mi krzesło, które, mimo drobnych sprzeciwów, jednak chętnie przyjęłam.

8 czerwca 2020

Od Phanthoma CD Fafnira

- Na to wygląda – powiedziałem odsuwając się od ściany, o którą się opierałem. Podszedłem do Fafnira, który spojrzał na mnie swoimi dużymi oczami. Wyglądał, jakby się nie tego spodziewał. - Dobrze mi się z nim mieszka – dodałem. Spojrzałem na transfera, który posłał mi lekko zdziwione i rozbawione spojrzenie.
- Mieszkacie razem? - pokiwałem głową.
- Fafnir miał mały problem z tym niedziówem, co przyszedł do wioski i mu się dom spalił. Więc mieszka u mnie – spojrzałem na albinosa, po czym poczochrałem go po głowie. - Dobra, pomogę ci z towarem – zaoferowałem, a mężczyzna pokiwał głową. Wziąłem w dłonie miecze i zaniosłem je na wóz przewoźnika, to samo zrobiłem z kilkoma innymi przedmiotami. Fafnir stał z boku i nam się przyglądał w milczeniu. Kiedy wszystko już było załadowane, odprowadziłem gościa do powozu.
- To miłe z twojej strony, że mu pomagasz, ale wiesz, że jeśli rada się dowie, może mieć coś temu przeciwko? W końcu on jest samotnikiem -  wzruszyłem ramionami.

7 czerwca 2020

Od Fafnira CD Phanthoma


Zmróżyłem oczy, gdy oślepiło mnie białe światło. Dopiero po dłuższej chwili moje oczy się do niego przyzwyczaiły. Siarczysty mróz szczypał moją skórę. Był on szczególnie odczuwalny pod stopami. Rozejrzałem się dookoła, zupełnie nie poznając miejsca, w którym się znajdowałem. Był to przykryty śniegiem las sosnowy, który zdawał się nie mieć końca.
- Phantom? - zawołałem. Mój głos poniosło dalej echo, ale nikt mi nie odpowiedział. Objąłem się ramionami i wypuściłem z ust biały obłok. Para powoli rozpływała się nad moją głową, aż zaczęła stopniowo znikać. Wkrótce nie było po niej śladu, ale szybko zastąpiły ją kolejne obłoki. Mimo rozmaitych prób, nie udało mi się ogrzać.
Ponownie uniosłem wzrok na wysokie drzewa. Dość szerokie odstępy pomiędzy nimi sprawiały, że lodowaty wiatr mógł stale przez nie przelatywać. Niepewnie postawiłem pierwsze kroki naprzód, mając nadzieję, że znajdę jakieś źródło ciepła lub przynajmniej las stanie się gęstszy. Rozglądałem się na boki, obawiając się ataku z którejś strony, ale nic takiego nie nastąpiło. Wokół panowała absolutna cisza. Zupełnie jakby w lesie nie było nikogo i niczego poza mną.

6 czerwca 2020

Podsumowanie miesiąca - maj

Cześć i czołem, kluski z rosołem, słoneczka nasze najdroższe, z poślizgiem, ale jesteśmy! Mamy nadzieję, że u was wszystko w porządku i jakoś dajecie sobie radę w tym nie najszczęśliwszym okresie. Trzymamy również kciuki za wszystkich maturzystów i studentów!
Nie przedłużając już, przechodzimy do spraw blogowych. Ten miesiąc nie był zbyt pomyślny pod względem opowiadań, ale nie szkodzi. Wszyscy wiemy, jaka jest sytuacja. Opuściły nas również cztery postaci z powodu braku aktywności: Damen, Nyx, Leo i Sędzia. Mimo to przypominamy, że jesteśmy otwarci na każdego i chętnie ponownie powitamy was w naszych progach. :D
Zmienia się również pora roku na blogu, nadchodzi jesień!