30 września 2019

Od Tenebris'a CD Atheny

Sprawdziłem wszystkie strzały, oszczepy i łuk. Następnie zapakowałem je do kołczanu z zamiarem udania się na polowanie. Włożyłem płaszcz wykonany z wilczej skóry, po czym zarzuciłem wspomniany kołczan na ramię. Chwyciłem następnie torbę oraz łuk i wyszedłem z domu. Zanim opuściłem twoje terytorium, jak zawsze nakarmiłem zwierzęta, którymi się opiekowałem. Nie mogłem mieć pewności co do dnia mojego powrotu, więc ta czynność niezmiennie była na pierwszym miejscu.

Powoli kroczyłem przez las. Drobniejsze gałęzie łamały się pod moimi stopami. Po ulewnych deszczach mech przypominał nasączoną wodą gąbkę. Chodzenie po nim nie należało do najprzyjemniejszych doznań, ale cóż mogłem zrobić? Taki mamy klimat.
W pewnym momencie zdało mi się, że usłyszałem krzyk. Zignorowałem go jak wszystkie poprzednie. Tutaj, w świecie Samotników, każdy musiał myśleć tylko i wyłącznie o sobie. Mieszając się w nie swoje sprawy, szybko stałbym się jedną z ofiar, a tego wolałbym uniknąć. Często słyszałem czyjś wrzask. Czasem naprawdę, a innym razem był to tylko wiatr, który idealnie naśladował zesłańców.
Wróciłem do szukania potrzebnych roślin oraz innych materiałów lub przedmiotów, mogących się przydać w codziennym życiu. Było ich niewiele, ale lepsze to niż nic.

29 września 2019

Od Melody CD Aven

Czując na twarzy ciepłe promienie słońca, uchyliłam powieki. Spojrzałam na szczyty gór skąpane w złotym blasku. Uniosłam kącik ust i wtuliłam się w pierś leżącego obok Lucan'a.
Po chwili blondyn zaczął gładzić mnie po włosach. Podniosłam wzrok na ukochanego. Nasze spojrzenia się spotkały. Uśmiechnęłam się ciepło i powoli przeniosłam dłoń z torsu mężczyzny na jego policzek. Musnęłam go palcami, składając przy tym delikatny pocałunek na wargach wampira. Następnie wstałam z łóżka i przeszłam do kuchni.

Związałam długie włosy w kucyk, po czym zabrałam się za przygotowanie śniadania. Lucan dołączył do mnie w krótkim czasie. Czując jego ręce, oplatające mnie w pasie, odwróciłam głowę w jego stronę i ucałowałam blondyna w policzek.
Po chwili mogłam już nakryć do stołu.

Po śniadaniu wraz z wampirem udałam się poza teren wioski. Musiałam znaleźć materiały niezbędne do wykonania koszy o różnych rozmiarach, kształtach i funkcjach, które miały pełnić w przyszłości. Uznałam, że doskonałe do tego będą witki wierzbowe oraz liany. Lucan był niezastąpioną pomocą zarówno przy zbiorach, jak i przeniesieniu materiałów do mojego zakładu. Chodzenie tam i z powrotem z kolejnymi partiami lian oraz witek zajęło nam cały dzień. Mimo wszystko miło go spędziłam w towarzystwie bliskiej mi osoby.

Nowy osadnik - Damen



LAS-T

Damen | 20 lat | Syren



Miano: Damen
Imię i nazwisko: Maxwell Sena
Wiek: 20 lat
Data urodzenia: 24 Grudnia
Numer: 045
Modyfikacja genetyczna: Syren/ tryton
Etap modyfikacji: etap 1
Status: Osadnik
Stanowisko: Transfer
Miejsce zamieszkania: Ukryty dworek
Aparycja:  Maxwell jest wysokim mężczyzną, który może się pochwalić swoimi 198 centymetrami wzrostu. Jak na takie rozmiary ma ładnie zarysowaną talie i średnio wyrzeźbione ciało. Jego blada skóra idealnie komponuje się z wysokimi kościami policzkowymi i jasnym (niebieskim) kolorem oczu. Na głowie stara się zawsze utrzymać krótką fryzurę, jego czarne włosy jednak żyją swoim własnym życiem i sprawiają mu niezłe kłopoty każdego dnia, kiedy ten chce wyjść. Skoro o pokazywaniu mowa, Damen preferuje ciemne ubrania. Nigdy nie odważył się założyć na siebie czegoś innego niż czerń i szarość. W jego szafie można znaleźć tylko tą game kolorów. Niektórzy uważają to za dosyć monotonne i nudne, ale nie on w tym zestawie czuje się jak "ryba w wodzie". No tak, propo ryby.. Niestety podczas przemiany w syrena, jak nazłość jego ogon jest jasno-niebieski z czerwonymi wzorami, które się wręcz iskrzą. Na szyji nosi coś w rodzaju zęba, podobno należy on do jakiegoś wielkiego "drapieżnika".
Charakter: Maxwell mimo tej mrocznej otoczki, która wokół siebie rozsiewa jest zupełnie innym człowiekiem. Gdyby kazać osobie znającej Damena od kilku dni, opisać go w dwóch słowach, zapewne otrzymano by odpowiedź: dusza towarzystwa. Faktycznie, mężczyzna ten uwielbia kontakty międzyludzkie, a w dużych grupach czuje się jak ryba w wodzie. Obdarzony jest wykwintnym poczuciem humoru (czyt. ma w zanadrzu zawsze jakiegoś suchara, czy głupkowaty tekst). Z jego twarzy rzadko znika uśmiech. Jest z natury pogodny, stara się znaleźć chodź jeden, drobny pozytyw nawet w najgorszej sytuacji. Ceni sobie każdego nowego przyjaciela, czy znajomego, a każdy nowy "sojusznik" jest na wagę złota. Lubi okazjonalne psoty, przez co czasem wpada w kłopoty. Jednym z jego ulubionych zajęć jest pocieszanie i rozśmieszanie przyjaciół, które w pewnym sensie daje mu powód do życia. Mimo całej tej otoczki "pędzącego pociągu szczęścia" chłopak jest dość niepewny w swoich działaniach i brak mu poczucia własnej wartości.
Historia: Maxwell urodził się w bogatej rodzinie, w życiu nigdy mu niczego nie brakowało. Od rodziców dostawał cały czas nowe zabawki, czy też ubrania. Gosposie sprzątające w ich domu co jakiśc czas, śmiało mogły nazwać go rozpuszczonym dzieciakiem. Taki też był, kiedy czegoś nie dostawał, albo mu się coś nie podobało wpadał w złość. Jego charakter uległ drastycznej zmianie, kiedy rodzice wysłali go do prywatnej szkoły. Tam naptkał problemy w postaci złośliwych równieśników. Kat wpadł w swoją własną pułapkę, drapieżnik stał się ofiarą. Po ukończeniu pierwszej szkoły udał się do następnej, tam sytuacja zmieniła się zupełnie nie do poznania. Damen spotał prawdziwych przyjaciół, przez co w niebywałym tempie otworzył się na świat, mimo przeszłości która ciągle za nim pełzała. Dzięki nim dostał się do klubu pływarskiego i tam zdobył swoje pierwsze osiągnięcia. Pewnego dnia on i jego "chłopacy" udali się do klubu na mocną popijawkę i tańce. Niestety dla Maxwella nadszedł ten moment w którym musiał wyjśc na zewnątrz i trochę ochłonąć. Niestety kiedy odszedł trochę dalej poczuł mocny ból  tyłu głowy.. Ciemność przesłoniła mu oczy.
Partner: Brak
Wyposażenie: Chwilowo brak
Inne:
-  Uwielbia pływać.
- Jego ulubionym jedzeniem są pieczone warzywa.
- Tęskni za swoimi przyjaciółmi, każdego dnia o nich rozmyśla.
Kieruje:
E-mail: amyhikaru8@gmail.com
Howrse: Red Lion (prawie nie wchodzę)

28 września 2019

Od Lucia - odejście

    W życiu mężczyzny o kiepskiej przeszłości i rodowodzie miłość mogła okazać się jedynym ratunkiem. Nie sądził nawet, że kiedykolwiek takową znajdzie i zadurzy się w kimś po uszy. Oczywiście nie w jego naturze było przyznawanie się do taki wstydliwych tematów, ale owszem, kochał Galię. Odkąd pierwszy raz ją ujrzał wiedział, że szybko z jego życia nie zniknie. Jak się poznali? Cóż, wszystko zaczęło się od dźgnięcia wilkołaka w żebra. Lucio na pewno sam bardzo dobrze by sobie poradził i się z tego wylizał, ale nie mógł odstąpić od pomocy Galii. Dziewczyna chciała mu pomóc, a on musiał oczywiście skorzystać. Ich ogólna relacja następnymi czasy nie wyglądała zbyt radośnie, ale to nic. Facet nie był idealny i dlatego jego los również nie mógł toczyć się tak jakby on sobie go wymarzył. Często były kłótnie, krzyki, a nawet walki, ale to nie oznacza, że nie było miłych momentów. Takich, które zapadają w pamięci na długie lata późniejszego życia. Było sporo wspaniałych wspomnień, które bardzo często powracały Lucio w pamięć. Szkoda było tylko, że nowych wspomnień nie dało się już kreować. Nie było z kim i po co.

    Kobieta, którą Lucio miał przed sobą była piękna. Jej włosy w połyskującej czerni były miękkie w dotyku, a zaróżowione policzki pełne uroku. Nigdy jej się do tego nie przyznał, ale uwielbiał na nią patrzeć. Często miewali swoje wieczorne pikniki daleko od wioski, od wszystkich, gdzie nikt nie mógł dostrzec, że osadniczka brata się z samotnikiem. Te spotkania były chyba najlepszym co spotykało go na tej potwornej wyspie. Bo co innego mogłoby mu sprawiać przyjemność? Zabójcze zwierzęta krążące dookoła, czy okropna wilgoć i bieda? Mimo, iż Lucio nie umiał odnaleźć się w sytuacji, jego serce przynajmniej na chwilę przystanęło i znalazło swoje miejsce. Podczas pewnego pikniku usiłował odwrócić wzrok od ciemnowłosej, ale nie potrafił, a na jego twarzy zawitał niespodziewany uśmiech. Gdy Galia zwróciła się ku niemu, on oczywiście musiał spojrzeć gdzieś indziej, ale dziewczynie udało się go zdemaskować.

27 września 2019

Od Renarda CD Tenebris'a - etap 2 > etap 3

    Ręce niesamowicie mu się trzęsły i możliwe, że to ze stresu, ale on wolał twierdzić, że z ekscytacji. Nie codziennie miał świetną okazję włamywania się do jednej z największych posiadłości w osadzie. Miał nadzieję, że jest zamieszkiwany przez kogoś bogatszego, gdyż wtedy łupy będą więcej warte, ale gdy pchnął lekko drzwi, te bez przeszkód się przed nim otworzyły. Zdezorientowany postawił krok przed siebie uważnie rozglądając się po obszernym pomieszczeniu. Schody prowadzące na górę były w połowie uszkodzone, wszędzie wisiały pajęczyny i jakieś białe płachty zakrywające niektóre meble. Świetnie, trafił na opuszczony dom czego właściwie chciał uniknąć. Co prawda nadal mógł rozejrzeć się po rezydencji i zgarnąć to, co zostało, ale większą przyjemność sprawiłby mu fakt, że zabiera coś dla kogoś bardzo cennego. Westchnął zrezygnowany i podszedł do starej komody na wpół zakrytej przez biały materiał. Odkrył mebel, żeby zobaczyć go w całej okazałości i nie przedstawiał się zbyt dostojnie. Prawie cały lakier został pozdrapywany, więc pewnie mieszkała tu jakaś hybryda o ciężkich przemianach. Słyszał o przemianach od ojca, gdyż on przeszedł swoją pierwszą bezboleśnie, a przynajmniej tak mu się wydawało. Lucio twierdził, że był jeszcze mały i ból tak go przerósł, że o mało nie zginął. Uzdrowiciele spędzili wiele czasu, żeby go odratować i udało się, ale skończyło się tym, że Renard nic nie pamiętał. Może i dobrze, a może i nie, gdyż nie wie co czeka go dalej. Chłopak przykucnął przy komodzie przejeżdżając palcami po głębokich zadrapaniach i przeszły go nieoczekiwane ciarki. Spotykały go na wyspie gorsze widoki, ale nie wiadomo dlaczego akurat ten wywołał na nim takie wrażenie. Wzdrygnął się i podniósł chcąc obejrzeć resztę domu. Wszędzie było ciemno i chłodno, gdyż był środek nocy, ale wyostrzone zmysły pół wilkołaka pozwoliły mu doskonale odnaleźć się w otoczeniu. Pomimo kilku strasznych elementów jak na przykład porozrywana tapeta, poszarpane meble i masa pajęczyn, podobało mu się tutaj. Stwierdził nawet, że jeżeli żaden osadnik nie przejmie tego domu, będzie mógł się tutaj ukrywać. Rezydencja stała wystarczająco daleko od reszty budynków, że pewnie o niej zapomnieli. 

Odejście i zawieszenie


    

Z przykrością muszę poinformować, iż Szepcząca (Imoth) opuszcza bloga z przyczyn osobistych. Zaś Yaria Irikhri (Arry) zostaje zawieszona na własną prośbę. Oznacza to, że formularz zostanie przechowany do momentu, aż osoba zawieszona podejmie decyzję o powrocie na bloga.

Pamiętajcie, że każdy na naszym blogu jest mile widziany i zawsze można tutaj wrócić. 

 
  

25 września 2019

Od Atheny do Tenebris'a

     Gdy obudziłam się słyszałam morze oraz fale obijające się o łódź na której zapewne się znajdowałam wokoło chodzili ludzie i rozmawiali jednak nie mogłam zrozumieć sensu ich wypowiedzi. Drewno na którym leżałam było mokre od wdzierającej się na pokład morskiej wody która jakimiś szczelinami przedostawała się do środka pomieszczenia w którym się znajdowałam. Powoli aczkolwiek z trudem otworzyłam oczy i rozejrzałam się. Widziałam stojące skrzynie, ludzi stojących i czasem wskazujących na mnie. Nie rozumiałam kim byłam ani co robiłam w tym miejscu. Z pozycji podłogi niewiele mogłam dojrzeć więc spróbowałam wstać. Nadaremnie. Kołysząca się łódź wcale nie ułatwiała mi tego, gdy jakieś buty zaczęły zbliżać się do mnie zamknęłam oczy i udawałam nieprzytomną.
     - Blondynek choć tu! - wydarł się chrapliwym głosem - Zaraz się obudzi i możemy mieć problem
     - O Jezu co ty tak panikujesz - odpowiedział za pewne ten mężczyzna o którym mówił właściciel butów - Spójrz na nią myślisz, że da radę cokolwiek zrobić? Nawet się nie podniesie…. - Mówiąc to zbliżał się do mnie po czym trącił mnie butem. - Jeszcze śpi ale możemy już ją wynieść nie trzeba będzie schodzić na dół - po tych słowach złapał mnie za ręce,a ten drugi za nogi. Zostałam gdzieś wyniesiona. Na pewno nie znajdowałam się już w żadnym krytym pomieszczeniu na skórze czułam powiew wiatru częściowo tłumiony przez burtę, lodowaty deszcz oraz morską wodę z rozbijających się fal. Lekko otworzyłam oczy żeby rozeznać się w sytuacji - była noc co z jednej strony było moim wrogiem bowiem nic nie mogłam zauważyć, a z drugiej przyjacielem bowiem moja obserwacja mogła przejść bez zauważenia. Wokoło mnie nie było nikogo. Obróciłam się na plecy. Znajdowałam się na boku łodzi pod ścianą wśród ludzi którzy nie są moimi przyjaciółmi pewnie musiałam się im narazić jedną z moich akcji… Tylko jakich akcji, co takiego zrobiłam? Musieli mi nieźle czymś przywalić, że dostałam chwilowej amnezji. Gdzieś tu musi być szalupa ratunkowa, jakiś nadajnik czy nawet telefon. Musiałam tylko to załatwić szybko zanim się zorientują, że zniknęłam. Wstałam i powoli zaczęłam przemieszczać się po pokładzie. Po chwili znalazłam pierwszą rzecz z mojej listy. Teraz czas na drugą. 

24 września 2019

Od Pana Stasia CD Raven

Czytałem sobie spokojnie książkę, którą Raven mi podarowała na czas przebywania u niej. Nie spodziewałem się, szczerze mówiąc, że może mieć w swojej biblioteczce, aż tak dobre książki. Od czasu do czasu popijałem ten paskudny wywar, który dla mnie przygotowała i to w wielkim kubku. Wiedziała jak się znęcać, w każdy możliwy sposób.
Zawsze potrafiła znaleźć dobry sposób, by się nade mną poznęcać psychicznie, jak i fizycznie. Na przykład w postaci okropnego napoju, który i tak na moje nie działał, tak jak powinien. Dodatkowo czułem jej świdrujący wzrok na moich plecach. Wypalał mi dziurę, momentami wiercąc głębiej, niczym wiertarka udarowa. Wiedziałem, że sprawia jej to dziką satysfakcję.

- Znowu to robisz… Niedługo będę miał dziurę w większej części pleców niż skórę i mięśnie. - Stwierdziłem beznamiętnie, by po chwili poczuć, jak podchodzi do mnie od tyłu. - Nawet nie próbuj podchodzić do mojej osoby…
- S t a s i e k… Mam fajny pomysł na zabawę na wieczór, ale możliwość jedyna to fajny stan połowicznej nieświadomości. Najlepiej robi się to w dwie osoby, więc potowarzyszysz mi? - szepnęła do jego ucha, zarzucając ramiona na jego barki.
- Nie mam zamiaru przespać się z Tobą! Nigdy, przenigdy i nawet o tym nie śnij!
- Nigdy nie dotknę osadnika, nigdy. Nawet nie o tym mowa, a seks dla mnie mógłby nie istnieć. - Stwierdziła z lekkością.
- Czy Ty zamierzasz…
- Życie bez adrenaliny nie ma większego sensu, witam w moim świecie. Ach… Dobra jakość, robimy dystrybucję? Może zapalisz ze mną, bo czuję się samotna?

Od Phanthoma CD Fafnir'a

Chłopak nie wyglądał najlepiej, myślałem, że to chwilowe, ale nawet ocucanie w policzek nic nie dało, a Fafnir po chwili stracił przytomność. Poleciał do przodu, więc się nie zastanawiając, złapałem go. Wiedziałem, że szybko do siebie nie dojdzie, dlatego położyłem go na materacu i przyłożyłem dłoń do jego czoła; było gorące. Najwidoczniej organizm tak osłabł nagłą przemianą i niespodziewaną walką z bestią, że trochę się pochorował. Przeleciałem wzrokiem po jego ubraniach, które nie nadawały się do dalszego użytku. Chcąc nie chcą, wstałem i podszedłem do swojej szafy, z której wyciągnąłem najmniejszą koszulkę, jaką miałem. Wiedząc, że i tak będzie się w niej trochę topił, nawet nie próbowałem szukać mu spodni, ponieważ te nawet nie utrzymałyby się na jego biodrach. Wróciłem do nieprzytomnego i ściągnąłem z niego górną część ubrania. Nie chciałem nawet myśleć, jakie myśli pojawią się w jego głowie, gdy zobaczy, że przebrałem go w czyste ubranie, dlatego gdy to zrobiłem, wyszedłem z pokoju. Poszedłem do kuchni, gdzie zrobiłem obiad i przygotowałem kompres na zbicie gorączki. Kiedy ziemniaki zostały ugotowane, a wieprzowina upieczona, poszedłem do Fafnira, który dalej leżał. Położyłem na jego czole wilgotną ściereczkę, a następnie wyszedłem do osady.
Na targu kupiłem trochę warzyw i owoców, oraz pieczywo na następne kilka dni. Do tego uzupełniłem swoje zapasy w stal, a nawet kawałek srebra, z którego zrobię świetny sztylet, jeśli nie dostanę żadnego zamówienia. Po powrocie sprawdziłem mojego gościa, którego stan był taki sam, zmieniłem kompres i aby zabić czas, ruszyłem do warsztatu. Tak rozpaliłem ogień, przebrałem się w robocze ciuchy i zacząłem kuć.

20 września 2019

Od Raven CD Pana Stasia

Dziewczyna kpiąco spojrzała to na mężczyznę, raz na drogocenny towar spoczywający w jej mniejszej dłoni. Na sam widok tego świństwa, zmarszczyła swój nosek wspominając czarne czasy, o których istnieniu chciała zapomnieć już na zawsze. Paliła niejednokrotnie w swoim krótkim życiu, robiąc za jednego z nielicznych pośredników w ich malutkiej społeczności. Specyficzny zapach drażnił jej nozdrza nawet z takiej odległości, która była spora. Przypomniała sobie ubranie wilkołaka sprzed ich porządnego przeprania, zdradzając jego zabawy w swoistą degustację. Ciekawiły ją okoliczności, jakie doprowadziły jego organizm do zaistniałego ówcześnie stanu. Roztarła bolące jeszcze ramię od upadku ze schodów,. podczas próby wniesienia jego zwłok na piętro swojego domostwa. Do najlżejszych nie należał, a niekontrolowane ruchy ciała i walka w zaparte odegrała się na niej dość boleśnie. Los ponownie zdołał z niej zakpić. Dość konkretnie odpłacał się za życie, jakie prowadziła przez ostatnie miesiące wolności.
- Śmierdzisz jak jeszcze nigdy, zapchlony kundlu. - odłożyła delikatnie liście do niewielkiego woreczka z tkaniny przy pasie, przeważnie będącym nieodłącznym elementem jej ubioru. Zawartością zamierzała się zająć odpowiednio w późniejszym czasie, gdy pozostanie sama w swoich czterech ścianach. Zżerała ją ciekawość, czy promieniowanie i mutacje zwiększyły możliwości rośliny. Jeśli tak, zamierzała na tym skorzystać. Praktyka nabyta nie poszła na pewno na marne. - Mam wszystko przygotowane do zdrowego śniadania. Trochę zieleninki, mięska i magicznego napoju z gumijagód, baranie.
- Raven… Znowu to robisz, jak na początku naszej znajomości… - usłyszała za swoimi plecami słaby głos, gdy zamierzała opuścić pomieszczenie. - Gdzie jest moja koszula, tym bardziej reszta odzienia?
- Wyprane i pozbawione brudów Twojego leżakowania, wiszą na poddaszu. Wyglądałeś jak debil, zastałam Cię leżącego na ziemi pod jakimś krzakiem. Taki rozanielony, mruczący jakie to wszystko cudne…

Od Fafnir'a CD Phanthoma

Nie wiedziałem, jak długo byłem nieprzytomny, ani co mnie ominęło przez ten czas. Wciąż czułem się otępiały. Z trudem stanąłem na nogi, które dziwnie mi ciążyły. Od razu zakręciło mi się w głowie. Zamknąłem więc na chwilę oczy, by zawroty szybciej ustały.
Usłyszawszy nagle głośny huk, spojrzałem na upadające za mną drzewo. Kolejny odgłos uderzenia doszedł z drugiej strony. Ponownie się obróciłem i dostrzegłem dziwne coś o złotym kolorze, które leżało na ruinach mojego domu. Nie miałem zielonego pojęcia, co się dzieje. Wykonałem krok w tył i znowu usłyszałem huk. Na trawę upadło kolejne drzewo. Gdy się obracałem, do moich uszu doszedł cichy świst. Dopiero wtedy spostrzegłem, że to dziwne, złote coś porusza się wraz ze mną. Powoli zaczynałem panikować.
Zacząłem się kręcić wokół własnej osi, dostrzegając coraz to nowe dziwactwa. Do szumu w głowie doszło głośne bicie serca. Dźwięk ten, podobny do dudnienia w głębokiej studni, odbijał się od ścian mojej czaszki.
W pewnym momencie zauważyłem pod drzewami poruszający się punkt. Zatrzymałem się, by lepiej mu się przyjrzeć i dopiero wtedy usłyszałem ciche wołanie. Zbliżyłem się do, jak się później okazało, Phanthom'a. Patrzyliśmy na siebie przez chwilę w milczeniu.
Znowu poczułem ten sam ból, co w nocy. Zacisnąłem zęby i powieki. Z trudem utrzymałem się na nogach.

17 września 2019

Od Pana Stasia CD Raven

Czas u dziewczyny mijał mi zadziwiająco szybko i przyjemnie. Pomimo jej bałaganu z przyjemnością wypiłem herbatę, rozmawiając i ucząc ją o mojej małej owieczce. Nie chciałem jej opuszczać, owieczki w sensie, ale ufałem Raven na tyle, aby ją zostawić jeszcze na dwa dni. Musiałem to tylko wytłumaczyć jeszcze jej dorosłym odpowiedniczkom.
Słońce radośnie zawitało podczas mojego powrotu do domu, jednakże już powoli zachodziło za górami, które rzucały cień na całą polanę. Powoli dochodziłem do swojej farmy. Droga wskazana przez dziewczynę była zdecydowanie szybsza i co ważniejsze, wygodniejsza. Jakim cudem ja jej wcześniej nie znałem. Zdecydowanie za mało spacerowałem ostatnimi czasy. Choć to może przez ten nawał obowiązków, zajmowanie się polem i hodowlą.
Od razu ruszyłem do swoich owieczek, żeby, powiedzieć owieczkom jak wygląda sytuacja. Może i były to zwykle zwierzęta dla niektórych, jednakże dla mnie były jak rodzina. Po wygłaskaniu i wyczesaniu ich specjalną szczotką zapewniłem je, że jagnięciu nic nie grozi. Wydawały się, jakby rozumiały wszystko, jednakże patrzyły na mnie z wyrzutem. Rozumiałem je, w końcu też byłbym zły jakby ktoś mi zabrał moje dziecko by go wytulić i wygłaskać.
Te przemyślenia zaczęły podążać w złą stronę, postanowiłem więc zjeść kolacje i udać się w ramiona Morfeusza.

15 września 2019

Od Raven CD Pana Stasia

Odczuwała swoisty wstyd przez wygląd swojego domostwa, które przy tym mężczyzny, było zwykłą ruderą. Dzisiejszy dzień dał odrobinę wytchnienia od brzydkiej pogody, pozwalając wyłonić się zza chmur kilku promieniom słońca. Nie myśląc dłużej nad swoim czynem, odsłoniła zasłony z okien. Dopiero dostęp naturalnego światła ukazał ogrom szarości pomieszczenia, które tak skrycie ukrywała przed światem. Uklękła przed starym paleniskiem, w którego przedsionku od długiego czasu leżało suche drewno. Łapiąc za krzesiwo kilka razy próbowała podpalić smolne odłamki kory, pokryte żywicą. Po dłuższej chwili rozniósł się w pomieszczeniu wesoły trzask z paleniska i uwodzący zapach sosny.
- Przepraszam za taki nieporządek, jednak… Ostatnimi czasy rzadko spędzam tutaj czas, bądź tylko przesiaduje w sypialni. - przetarła twarz dłonią, wieszając solidny garnek z wodą na palenisku.
- Cóż… Twój tryb funkcjonowania może wiele wyjaśnić, dlatego się tym nie przejmuj zbytnio. - podrapał się niepewnie po głowie, próbując schować swoją obserwację pomieszczenia. - Może…
- Zanim postawię przed Tobą kubek dobrej herbaty, posprzątam tutaj trochę. Tylko się nie ruszaj, tak będzie bezpiecznie i nie ubrudzisz swojego ubrania. - zatrzymała jego próbę wstania ruchem dłoni, aby w oka mgnieniu zniknąć z jego pola widzenia. Wróciła z miotłą i szmatką, zabierając się za zbieranie książek i kartek z stołu.

14 września 2019

Od Pana Stasia CD Nicholasa [+18]

Nie ukrywam, że mina szamana mnie początkowo odrzuciła. Co prawda, nie spodziewałem się uśmiechu wraz z przytulaniem, jednakże, chociaż cichego dzień dobry.

Mężczyzna zmierzył mnie wzrokiem od góry do dołu, jakby chcąc odczytać moje intencje czy zamiary. Staliśmy tak chwilę w milczeniu, aż w końcu się odezwałem.

- Dzień dobry. - Powiedziałem spokojnie, unosząc delikatnie jedną brew.
- Witaj Stanisławie. Co cię do mnie sprowadza? - Zapytał spokojnym, ale tajemniczym głosem.
- A jaa... Huh... A Twoje imię mógłbym poznać ...? - Zapytałem nieśmiało.
- Nicholas. - Odpowiedział szybko. - Więc?
- Zabawna sprawa... Podczas remontowania płotu, rozciąłem sobie rękę. - Uniosłem ją delikatnie w jego stronę.
- Wejdź. - Powiedział krótko i odsunął się od drzwi, aby mnie wpuścić do środka.

Nowy osadnik - Athena

Miano: Athena
Imię i nazwisko: Aria Dark
Wiek: 21
Data urodzenia: 7 lipca
Numer: 044
Modyfikacja genetyczna: Harpia
Etap modyfikacji: 1
Status: osadnik
Stanowisko: Uzdrowiciel
Miejsce zamieszkania: bungalow
Aparycja: Athena jest średniego wzrostu kobietą (posiada ona bowiem 165 centymetrów wzrostu). Nie przypomina swoim wyglądem modelki z wybiegu victoria secret - jest lekko umięśniona i posiada krągłości tam gdzie trzeba, choć może nie jest to tak bardzo nakreślone. Jak na osobę, która spędziła dużą część życia w pomieszczeniach niezbyt przemieszczając się po nasłonecznionym terenie ma jasną cerę. Jej twarz ma kształt owalu, a na świat patrzy parą błękitnych oczu. Jej włosy są koloru jasnego blondu, ich krótka forma jest wygodna, ponieważ nie ma potrzeby ich zawiązywania, układania w misterne fryzury czy też się nie plączą tak szybko.Ubiera się zazwyczaj tak jak ma na to humor co czasami kłóci się z pogodą lub tym co ma robić. Niekiedy założy delikatną kobiecą sukienkę,a innym razem ubierze się po męsku. Jednak typowym jej atrybutem jest pojemna materiałowa torba w której może zmieścić wiele rzeczy. Często chodzi boso lub w przyczepnych i dobrze zginających się butach tak by bez problemu wchodzić po różnych powierzchniach do celu.
Charakter: Od zawsze była wielce społeczną osobą. Tworzenie nowych znajomości nie było dla niej niczym trudnym, a prowadzone inicjatywy zawsze prowadziły do końca. Względem swoich przyjaciół zawsze lojalna i wspierająca. Jej odwaga często graniczy z brawurą przez co może popaść w problemy z których nie zawsze łatwo jest jej się wydostać. Nie lubi pokazywać swoich słabości, strachu czy też dezaprobaty. Woli aby inni postrzegali ją z jak najlepszej strony. Jej wysoka aktywność ma również swoje gorsze strony. Czasem daje się ponieść i staje się impulsywna i wybuchowa, ugiąć pod nieustającą krytyką ze strony jakiejś osoby. Potrafi też kłamać czy ukazywać inną stronę prawdy tylko żeby nie skrzywdzić kogoś. Ciekawość do świata oraz mechanizmów nim rządzących może zaprowadzić ją autostradą do piekła. Jak to się mówi “Im mniej wiesz tym lepiej śpisz” w tym wypadku dziewczyna nie powinna spać w ogóle a jest to jedna z jej ulubionych czynności w ciągu dnia choć przesypia normalną liczbę godzin.
Historia: Dziewczyna historię miała przeciętną. Dorastała w rodzinie niezbyt bogatej jednak posiadała wszystkie podstawowe dobra. Od dziecka była bardzo sprytna i lubiła kombinować. Jej główne zainteresowania skupiły się wokół elektroniki. Początkowo ciężko było finansować jej hobby ale wraz z wiekiem oraz nabywanymi umiejętnościami zaczęła na tym zarabiać. Jednak ciekawość zaprowadziła ją wprost pod piekielne wrota. Wraz z przyjaciółmi polubiła włamywanie się na sprzęty osób, które mógłby sobie tego nie życzyć i zdobywać informacje. Były to gwiazdy i ich kryminalna przeszłość oraz rzeczy o których nikt nie powinien wiedzieć czy też politycy i wydawane przez nich państwowe pieniądze na dobra własne. Upublicznianie takich informacji miało na celu dobro ludzi oraz pewne pieniądze. Myślicie pewnie, że było to igranie z ogniem? Że w każdej chwili ktoś mógłby zgłosić to na policję? A więc nie. Policja jak każdy miała pełno brudów, których nie chciała udostępniać. Zresztą syn głównego naczelnika należał do ich grupy. Lecz pewnego dnia ich ciekawość poszła za daleko. Chcieli dowiedzieć się czegoś więcej na temat MOOG i modyfikacji. Odpowiedzialna za to miała być Aria jednak tajemnica była tak strzeżona, że gdy już się włamała i zaczęła szukać informacji, wojsko wpadło do niewielkiego lokalu. Zabrali cały sprzęt oraz dziewczynę. W tajnej placówce przeżyła pełno przesłuchań. Nigdy jednak nie wspomniała o towarzyszach by i oni tam nie trafili. Potem obudziła się na wyspie. Jedyne co pamięta to brak istotnej rzeczy, którą miała przez większość swojego życia. Przybrała imię Athena bowiem jest to jedyne imię, nazwa które pamięta ( zapewne było na jakimś obiekcie wojskowym).
Partner: brak
Wyposażenie: Torba(a w niej między innymi zioła), dwa sztylety, ubrania , bukłak na wodę
Inne: -
Kieruje: kasiopeja.venus@gmail.com

13 września 2019

Od Pana Stasia CD Raven

Ku mojemu zdziwieniu, dziewczyna przyjęła kwiaty i nawet się uśmiechnęła. Mimo to rozmowa przy drzwiach nie należała do miłych ani przyjemnych. Mnie zależało na odebraniu swojego zwierza, jej na szarpaniu moich nerwów, ku swojej uciesze.

Uwielbiała grać w te swoje, wymyślane gierki. Zapewne była to jej jedyna rozrywka na tejże wyspie. Dalsza rozmowa potoczyła się nie do końca tak, jak tego chciałem.

***

Spojrzałem za nią, lecz zniknęła niczym magik na swoim występie. Rozejrzałem się po jej mieszkaniu i wiedziałem, że poszła do mojego jagnięcia. Wszedłem do kuchni, biorąc mały wazon, nalewając do niego wody i wkładając do niego bukiet. Postawiłem wazon na komodzie, wzdychając cicho i rozmyślając nad pewnymi sprawami. W sumie głupio wyszło, więc trzeba było złagodzić teraz sytuacje. Nie powinienem, ale ruszyłem na górę po schodach, aby przeprosić dziewczynę za swoje zachowanie. Wiedziałem, że nie będzie to łatwe, jednakże musiałem to zrobić. Po chwili usłyszałem, że Raven z kimś rozmawia. Powoli podszedłem, jak się okazało do jej sypialni, opierając się o futrynę drzwi. Spojrzałem na nią i jagnię, leżące w jej pościeli.

12 września 2019

Od Nicholasa CD Pana Stasia

Nicholas otworzył grubą, obitą skórą księgę. Jej pożółkłe stronnice zapisane były krwistoczerwonym atramentem. Nie była to bynajmniej krew. Ktoś musiał starać się, by dzieło to wyglądało nadzwyczaj odstraszająco. Szaman jednak nie obawiał się ani jej wyglądu, ani ostrzeżenia zamieszczonego na stronie tytułowej. Nie był początkujący w sztuce demonologii,praktykował ją od kilku lat. Jego rodzina, zanim jeszcze straciła cały majątek, posiadała ogromną ilość lektur tego rodzaju, toteż zagłębiał się w arkana demonicznej sztuki samodzielnie,jednak z dużym powodzeniem. Już w wieku nastu lat potrafił przyzwać wyższe demony, który rozwiązały dla niego niejeden problem. Ich pomoc wymagała jednak części siły życiowej Nicholasa, przez to był osłabiony i często chorował. Ich umiejętności były jednak warte swojej ceny. Demony zawsze dotrzymują umowy, zawartej z demonologiem i dokładają wszelkich starań by wypełnić swe zadanie. Nie każdy jednak demon chce służyć człowiekowi. Niektóre nie reagują na czar przyzwania, lub ujawniają się przed najwybitniejszymi czarnoksiężnikami. Arcydemony, królowie rasy demonów były poza zasięgiem Nicholasa, jednak z demonami wyższymi i o niższych klasach, radził sobie doskonale. Nie chcąc tracić czasu, Nicholas zaczął przeglądać spis treści. Nie chciał od razu brać się za najpotężniejsze zaklęcia, wolał sprawdzić jak dobre jest to dzieło, zaczynając od czegoś banalnego. 

11 września 2019

Od Raven CD Pana Stasia

   Szczerze była zaskoczona jakimikolwiek odwiedzinami, tym bardziej w takiej głuszy. Nie ukrywała, że mieszkała w całkowitym odosobnieniu, co szczególnie jej nie przeszkadzało. Miała wielką prywatność, a porozstawiane pułapki dodawały jej rozrywki. Nie ukrywała swoich zainteresowań w tych tematach, musiała też podziękować w duchu swojemu wujowi. W jego obecności spędzała noce w lasach, aby zapolować na znakomitą dziczyznę. Mięsko przygotowane w taki sposób było czymś niesamowitym, a kubki smakowe tylko upominały sie o kolejne kęsy. Jednak mogła już tylko wspominać o takich specjałach, ciesząc się smakiem cieplutkiego osocza z żył i tętnic. W myślach jednak zacierała już rączki, wyobrażając sobie człowieka wbitego na pal, bądź złapanego w nieoczekiwane wnyki. Podduszonego i zmęczonego od walki o wolność. Dekorację na jej połowie terytorium dawały jasny przekaz, strzeżcie się domownika.
   Pogłaskała delikatnie owieczkę po jej łebku, kiedy zwierzątko w najlepsze nie zamierzało odejść od niej. Dziwiło ją to od chwili, kiedy wniosła je do swoich włości. Odetchnęła z widoczną ulga zauważając, że nie jest taka straszna, jak określa siebie spoglądając w roztrzaskane lustro. Szybko musiała zamknąć za sobą drzwi, aby jagniątko nie opuściło razem z nią pomieszczenia. Tak łatwo nie zamierzała go oddać, chyba, że jej właściciel przejdzie po jej trupie. Schodząc po schodach przewiązała w pasie prowizoryczny kawałek skóry, robiący za pasek dla podkreślenia tali. Nawet nie zamierzała zadbać o swój wygląd, wychodząc w swoim “stroju odświętnym”. Zatrzymała się przed lustrem, aby poprawić odstające kosmyki włosów,które były jej znakiem rozpoznawczym. Nie pamiętała dokładnie, kiedy ostatnio je ścinała. Sięgające już prawie do pasa, ostatnimi czasy zaczynały jej zawadzać. Lniana koszula prawdopodobnie męska przepasana brązową rzeczą wyglądała bardziej jak przykrótka sukieneczka, niż niechlujny ubiór do leniuchowania. Była na swoim terenie, prawda? Tym razem ona stawia tutaj zasady. 

Od Pana Stasia CD Szepczącej

Nie lubiłem okresu zimowego, ze względu na zbyt dużo czasu wolnego. Od zawsze byłem raczej osobą, która dużo pracowała i lubiła dużo pracować. W okresie zimowym na wyspie nie miałem totalnie nic do zajęcia swojego czasu wolnego. Zupełnie inaczej było w moim rodzinnym domu. Po wszelkich zbiorach i ciężkiej pracy przez cały rok świętowało się z rodziną, jedząc, pijąc i śpiewając. Oprócz tego wspominało się różne sytuacje, czy to zabawne, czy to groźne i niebezpieczne. W kolejnych dniach zbierało się drewno na opał i znosiło się do małej szopy, która była przyłączona do domu, aby nie chodzić po zimnie. Do tego dochodziło jeszcze zajmowanie się hodowlą, przegląd techniczny narzędzi mechanicznych oraz ich konserwacja i mycie.

10 września 2019

Od Szepczącej do Pana Stasia

- Niech to szlag jasny trafi w cholerę! – syknęła, gapiąc się z irytacją na wnętrze swojego kufra
z fiolkami. Skończyły się zapasy tych śmierdzących czerwonych koralowców i będzie musiała iść do
Syreniej Przystani, zamoczyć się w okropnej wodzie, która jest mokra i to bynajmniej nie po kostki.
Westchnęła, zmarszczyła nos i zamknęła kufer z hukiem.
Słońce już zachodziło, malując na niebie pomarańczowozłote plamy, a chłodny wiatr docierał do
środka domu przez nieszczelne okna. Ostatnio budziła się coraz później i przesypiała coraz więcej
dnia. Ale wzrok działał jak należy nawet w środku nocy, więc nie przejmowała się tym zbytnio. Grunt,
że człowiek sprawny. Choć na myśl o tej mokrej wodzie się wzdrygała.
Omiotła wzrokiem chatę i właściwie niewiele zmieniła w niej, odkąd tu trafiła. Od kiedy fale wypluły
ją na brzeg tej zmutowanej wyspy. Wszyscy mieli tu coś ze zwierzęcia, miałam wrażenie, że tylko ona
jeszcze nie wie, co z nią będzie.

9 września 2019

Od Derycka do Bobby

 
Chodzenie po krzakach i odpoczywanie w nich, chyba powoli stawało się moim zboczeniem. Za każdym razem, gdy tylko trafiłem do lasu, czy to zapolować, odpocząć, czy poszukać potrzebnych dla siebie roślinek, lądowałem w krzakach. Było to chyba mocno związane z moją modyfikacją. W krzakach czułem się bezpiecznie, schowany i czułem, że odzyskuje wtedy swoje siły, czy to psychiczne, czy fizyczne. Co dziwne w postaci wendigo, nie czułem potrzeby chodzenia po krzaczorach i odpoczywania tam. Czułem to, jedynie będąc człowiekiem, jakby moja modyfikacja kazała mi to zrobić. Jakby domagała się zaspokojenia swoich wewnętrznych potrzeb, przez przebywanie w gęstej roślinności.


I tym razem, wypoczywałem w krzakach pod jednym ze starych murk
ów. Od dłuższej chwili słyszałem, że ktoś tam się przekomarza i nawet... zaczyna coś rysować, może szkicować. To było chyba rzadkie zjawisko, szczególnie tutaj na wyspie. Poza tym, skąd wzięła ołówek, skoro ja wszelkie ołówki próbowałem zawsze zgarniać z wraków statków, które lądowały na plaży.
Jako człowiek nie poruszałem się zbyt cicho, przez co wiedziałem, że dziewczyna będzie wiedziała o mojej obecności tuż za jej plecami. Przez długi czas siedziałem w bezruchu, próbując odgadnąć, co robi. Słyszałem jedynie, jak zaczyna coś rysować, złości się i rzuca zmiętymi kartkami po lesie. Moim lesie. Gdy wstała za drugim razem i ja się poruszyłem, gdyż było mi niewygodnie. Wprawiłem przez to zieleń w delikatny szmer.
Sytuacja sprawiła, że obydwoje się podnieśliśmy w tym samym czasie, by sprawdzić, kto tam jest po drugiej stronie murka. Nie spodziewałem się, że dziewczyna okaże się taka ładna. Co prawda, mojej ulubienicy nie dorównywała, ale mimo to podobała mi się. Była typem odważnej dziewczyny i lekkiej buntowniczki. Nie pasowała mi zbytnio na osadnika, ale każdy sam swoje ścieżki wybiera.

Od Pana Stasia CD Raven

Raven jak zwykle musiała delikatnie nadszarpnąć moje nerwy, szczególnie że już ode mnie odchodziła. Zauważyłem, że ona ma tego typu etapy wobec mnie. Najpierw miła, ale rzucająca sarkazmami, trochę gier słownych, dokuczanie mi, poszargać nerwy i odejść. Czasem zastanawiałem się, czy jej nie zagryźć tak dla własnej satysfakcji. Spojrzałem za nią, jak odchodzi i zająłem się swoimi sprawami. Było jeszcze w miarę wcześnie, więc postanowiłem posprzątać na podwórku i zająć się niektórymi sprawami w domu.

***
Zawsze w jesienne wieczory, gdy byłem w domu i było po zbiorach, czytałem książki, uczyłem się lub oglądałem telewizję. Tutaj takich rarytasów nie miałem. No prócz tych dwóch książek, które zamierzałem podarować Renardowi. Często dość o nim myślałem, szczególnie że wiele mi pomógł w przeszłości i nie ukrywam, ceniłem sobie jego pomoc. Ceniłem sobie pomoc każdego z osobna. Każdego, kto zechciał mi pomóc i podał dłoń. To sprawiało, że mogliśmy się poczuć tutaj normalnie.

8 września 2019

Od Bobby do Leo

Byłam z siebie niezmiernie zadowolona. Kończyłam właśnie przeszywanie nowych ubrań. Mało momentów było tak podobnych do poprzedniego życia, jak zajmowanie się zakupami. Co prawda nie mogłam zaszaleć za ciuchami, ale materiały zdobyte po taniości zupełnie zaspokoiły moje potrzeby. Fajnie targowało się z przekupniami z rynku – w końcu to tylko ludzie (no, mniej więcej) którzy chcieli zarobić na chleb i wymienić się na przydatne na zimę towary, a nie skąpo zdzierać pieniądze z innych. Cieszyłam się również z moich ręcznych robótek ze względu na zaoszczędzony czas, ponieważ z tego, co udało mi się zasłyszeć wioskowa krawcowa była baardzo zajętą osobą, a wyczekiwanie na termin umówienia się, potem odbiór zdawały mi się wątpliwą przyjemnością.

Przeszywanie wszystkich spodni na długość zajęło mi dobry kawał czasu, ale wyrobiłam się w tym, to tutaj doprawiłam sobie kieszenie, tu coś dodałam. Ogólnie dobrze mi poszło profilowanie ubrań tak, żeby moje teraz przydługie, złuszczające się i chorobliwie cienkie nóżki nie przyciągały zbytniej uwagi. Po przymiarce i testowym wyjściu nie wyglądałam szczególnie źle – ot jak bardzo wysoka, chuda kobieta, mimo że w zasadzie nigdy taka nie byłam, zaprzeczały też temu wyrobione na budowach mięśnie.

7 września 2019

Od Raven do Filemony

Zimny wiatr uderzał prosto w jej bladą twarz, rozwiewając tym samym rozpuszczone kruczoczarne włosy do tyłu. Przekleństwo skalało jej usta, kiedy przydługa już grzwyka przerwała jej podziwianie widoku. Przetarła dłonią widoczne kropelki potu, zbierające się na jej czole przywołując poczucie nieczystości. Ponownie wzrok skupiła na widoku przed sobą, jaki roztaczał się z jednego z nielicznych klifów. Gdzieś tam daleko za horyzontem znajdował się jej stary dom i życie, za którym po cichu tęskniła. Z każdym miesiącem życia na wyspie skreśliła nienawiść życia w dużym mieście oraz wszelkie nowinki techniczne, które ułatwiały jej tamto życie. Słyszała o wielu śmiałkach, którzy próbowali uciec z ich niecodziennego raju. Wyspa jednak upomniała się o swoje dzieci, zaś przyroda tylko w tym jej pomagała. Raven kiedyś dostrzegła świeże zwłoki, które musiały rozbić się o skały. Niezbyt honorowa śmierć, pomyślała wtedy, wspominając niedawną przechadzkę po nieznanych jeszcze terenach. Na samą myśl o tych wspomnianych robiło się jej niedobrze, a jednak postanowiła oddać ostatni hołd ofierze wyspy. O odnalezionych ciałach pozostały tylko trzy kopczyki i wianki, które w wiosenne i letnie dni starała się wymieniać co jakiś czas. Każdy zasługiwał na pamięć, aby nie zostać zapomnianym. 
Spojrzała ponownie na niebo, gdzie spomiędzy chmur padło na nią promień słońca. Szybko czarny kaptur bezrękawnika wyladował na jej głowie, aby uchronić jej wrażliwe na światło organizm. Często się zastanawiała, czy byłaby zdolna do takiego poświęcenia. Skoku z takiego klifu, aby zakończyć swoje beznadziejne życie tutaj. Z beznamiętnym wyrazem twarzy podeszła do krawędzi wzniesienia, aby lepiej przyjrzeć się falą odbijanym o skały. Był to niczym hipnotyzujący widok, taki magiczny w tym momencie. 

Od Aven do Yarii

To nie było tak. Nie byłam, ani nie jestem leniwa. Nie odmawiałam wykonywania pewnych zleceń tylko po to, żeby uprzykrzyć komukolwiek życie, ani też od niechcenia. Po prostu… Moje polowania opierały się głównie na wnykach, pułapkach i w najgorszym razie na ataku z zaskoczenia lub rzutami oszczepem. Nie umiałam strzelać z łuku, czy zbytnio bronić się w walce wręcz, a mężczyzna który kilka godzin temu w ostrych słowach tłumaczył mi, czemu jestem bezużyteczną małą kurą tego nie rozumiał. Chociaż tak po prawdzie to nie mogłam go winić.

Dopiero posiadając u boku silne zwierzę, z którym polowania stały się znacznie prostsze byłam w stanie lepiej żywić wioskę. To, o czym typ nie wiedział to to, że jestem tym myśliwym, który w wiosce dotychczas najdłużej utrzymał się przy życiu i wolałabym, żeby tak pozostało. Facet, który wrósł w osadę i nie wyściubiał stąd swojego względnie bezpiecznego nosa nie mógł wyobrazić sobie jak mała na metr sześćdziesiąt dziewczyna mogła odmówić polowania na owiane legendą słoniowate hybrydy z gór Ungcy. Mimo wszystko słowa oskarżyciela utkwiły mi w głowie, siejąc prześladujące ziarno.

Kiedy skończyłam się głośno żalić bliżej nieokreślonemu rozmówcy, odpowiedziało mi jedynie ciche i upiorne zawodzenie wiatru, łaskoczącego nieliczne drzewa porastające Cmentarz Zagubionych Dusz. To było to miejsce, w którym mogłam się bez oporów wygadać, wiedząc że nikt mnie nie podsłucha, ale ze świadomością, że ktoś mnie wysłucha. Nawet jeśli „szepczące” kamienie były dziś jeszcze cichsze niż zazwyczaj.

Od Raven CD Pana Stasia

Poraz kolejny raz przetarła namoczoną ściereczką prymitywne dość blaty kuchenne, aby wszystko doprowadzić do stanu początkowego. Nie pozostawiła garnków na długie schnięcie, chowając je na swoje dotychczasowe miejsca. Musiała przyznać swoją zabawę w kucharza jak najbardziej udaną, co mogło świadczyć o jej uśmieszku pod nosem. Podśpiewując znajome melodie z poprzedniego życia, przełożyła pozostałą porcję do innego półmiska, który następnie schowała do lodówki. Zdziwiła się, że większa część strawy zniknęła z dość dużego garnku. Z przegotowaną wcześniej wodą w kubku weszła do salonu, aby spojrzeć na zakończoną pracę. Pomieszczenie nie przypominało tamtego zdewastowanego, który zastała po powrocie odzyskania przytomności. 
Czuła się źle przez zapach jedzenia, z utęsknieniem pragnęła ponownie poczuć tamten smak. Nie mogła zjeść najmniejszego okruszka, gdyż jej ciało nie potrzebowało takiego rodzaju paliwa do egzystencji. Tym samym sposobem usiadła naprzeciwko gospodarza, kładąc naczynie obok swojej osoby. Nie dziwiła się ilością zjedzonej części jedzenia, ciężko pracował przez ostatnie godziny. Okno na pierwszy rzut oka wyglądało o wiele solidniej, niż sprzed wybitej poprzedniczki . Opierając głowę na dłoni, wpatrywała się w blat solidnego stołu. 

- Jeden… Dwa… Trzy… Zjem Cię jeszcze tutaj dziś. Cztery… Pięć… Sześć… Chciałabym Cię dzisiaj… - w ostatniej chwili powstrzymała się przed dalszym tworzenie pseudo-rymowanki. Strasznie się jej nudziło, gdyż jej rezerwy energii w żaden sposób nie zostały spożytkowane. Równie szybko zakryła swoją twarz, przez swoje niemoralne i brudne myśli. Rumieńce niejawnie ją zdradziły. 
- Co byś chciała, bo nie zrozumiałem? Nie zamierzasz… - zdołała tylko westchnąć, kiedy wilkołak o mało nie udławił się jadłem. Używając swojej nadnaturalnej szybkości pojawiła się za jego osobą, aby delikatnie uderzyć go między łopatkami. 
- Następnym razem przyniosę Tobie zrobiony ówcześnie śliniak, bo jesz jak mały dzieciak. Żałosne…
- O-ostrzegam po raz ostatni, abyś hamowała swoje odzywki…
- Wcześniej tego nie mówiłam, ale zachowujesz się jak gbur. Marudzący spracowany dziadek, którego wszyscy wkurzają. 
- Jesteś w moim domu, jakbyś nie wiedziała. - szybko jej przerwał, kiedy wystrzelił swoim wzrokiem w jej stronę. Zdołała tylko zatrzymać ruch ręką, która ułożyła na jego plecach. W całkowitym bezruchu, wymieniając wyzywające spojrzenie. Czarnowłosa czuła, że przekroczyła wszelkie granice. Musiała jak najszybciej opuścić jego teren, aby dać odpocząć nowemu towarzyszowi. 
- Może od razu mnie zjesz, huh? Pominiemy wątek rozszarpania, sama odetnę sobie kończyna po kończynie. Oddziele skórę od innych tkanek, potem mięśnie i ścięgna… Wystarczy, że przemienisz się i jedzonko jak na talerzu. 

4 września 2019

Od Szepczącej do Nicholasa

    Małe ognisko na środku stodoły płonęło, trzaskając cicho co chwilę. Szary dym unosił się, by następnie ulecieć przez dziurę w dachu stodoły. W jej środku było ciemno i ponuro, ogień jedynie tworzył barwne malunki na pokrytych kurzem i brudem meblach, całkowicie niepasujących do budynku stodoły. Anais krzątała się od jednej przytarganej tu jakiś czas temu ciężkiej dębowej szafki do kufra z nadpalonym brzegiem, marszcząc czoło i marudząc pod nosem. Czegoś ciągle brakowało. Ogień uparcie nie chciał płonąć na zielono, tak jak ona tego oczekiwała. Kolejny raz podeszła do krzywego stołu, który sama zbudowała pewnej nocy, kiedy nie mogła spać, i rzuciła poirytowane już spojrzenie na podniszczoną księgę, która tam leżała. Koślawym pismem ktoś kiedyś nabazgrał tutaj ingrediencje i była pewna, że wszystko dobrze odszyfrowała, a mimo to, coś w tym rytuale nie działało.

- Bez sensu – mruknęła pod nosem, zamknęła księgę i zgasiła ognisko przygotowaną w wiadrze obok wodą. Wyszła ze stodoły, trzaskając jej krzywymi drzwiami, które odbiły się od framugi z pustym echem.

   Wcisnęła ręce w kieszeni swoich luźnych spodni, pozwalając by opadnięty kasztanowy lok po prostu dyndał jej przed nosem. Dreszcz spowodowany temperaturą przemknął jej po plecach jak pająk, więc przyspieszyła kroku do domu.

   Kiedy przybyła na Wyspę, a raczej po prostu obudziła się na jej brzegu wypluta przez ocean, wybrała to miejsce, bowiem należy do osady, a jednak ma trochę więcej odosobnienia. I ma stodołę, z której urządziła sobie laboratorium. Co prawda do tych na jej uniwersytecie było mu daleko, ale w tych warunkach cieszyła się z tego, co ma.

Od Pana Stasia CD Bobby

Przeglądając rysunki na ścianie w mieszkaniu dziewczyny, dość intensywnie myślałem o tym wszystkim. Nad sobą, tą wyspą i tym, co się wydarzyło w ostatnich miesiącach. Każda mutacja na innej kartce, szczegółowo opisana, skrupulatnie rozrysowana i pokazana. Ewidentnie miała talent, żeby to wszystko, tak ładnie rozrysować, ukazać i opisać.

- Stasiu, a czy wiesz… No ten… Jaka jest Twoja mutacja? - zapytała po chwili Bobby.
To pytanie  zaczęło mi się odbijać echem po głowie, niczym bumerang, oddalało się, aby po chwili powr
ócić. Tylko z podwójną siłą. Dobrze wiedziałem, kim jestem, tylko czy chciałem to mówić. Prędzej czy później to i tak wyjdzie na światło dzienne. Może powinna wiedzieć.
Wyciągnąłem powoli rękę z palcem w kierunku kartki ilustrującej wilkołaka. Zastanawiałem się, czy to aby na pewno dobry pomysł. Zawahałem się, po czym gwałtownie ją cofnąłem do siebie. Przy tym towarzyszyło mi lekkie odskoczenie do tyłu. Coś jakby mnie kartka chciała ugryźć, jakby mnie coś przeraziło. Może wizja samego siebie. Wizja bycia potworem z r
óżnych mitycznych opowieści.
- Muszę już iść, nim noc mnie zastanie. - Powiedziałem to cicho i chyba niezbyt zrozumiale dla niej. Mimo tego nie zamierzałem czekać, aż się przemienię i ją zaatakuje.

3 września 2019

Podsumowanie miesiąca - sierpień


Ciepło witamy wrzesień! co

Wracamy do szkoły i pracy, ale mam nadzieję, że nie wpłynie to jakoś bardzo na aktywność naszego bloga. Bo trzeba przyznać, że w sierpniu się nieźle rozkręciliśmy co mega mnie cieszy. Bardzo chciałam żeby ten blog odżył i znowu wiele osób tu zaglądało, a tu proszę, miła niespodzianka.

Dziękuję wam za wasz czas poświęcony na pisanie opowiadań i pomaganie mi czy wspieranie. Mimo, iż bywają między nami sprzeczki, umiemy się porozumieć i ładnie funkcjonować.

Mam nadzieję, że ten rok szkolny będzie dla was udany i szybko minie, a już niedługo będziemy znowu witać wakacje. bullshit

Pora roku jak było mówione, zmienia się na zupełnie nową czyli - sennik, która została wymyślona w konkursie przez byłą członkinie bloga. Żeby o niej poczytać, zapraszam do zakładki ,,Konkursy'' konkurs Halloween kategoria V

Jak było wspominane przy wyborach dyktatorów, od teraz będą oni mieli konkretne zadania i już nie będą bezczynnie siedzieć na tyłku. Od teraz każdy nowy dyktator na początku swojego panowania będzie dostawał od administracji zadanie w formie questa, którego będzie musiał napisać do końca miesiąca. Jedna administratorka wymyśli zadanie pierwszemu dyktatorowi, a kolejna drugiemu. Zadania będą dotyczyły np.: problemów w osadzie, z którymi dyktator będzie musiał sobie poradzić. Za dobrze opisanego questa będzie można zgarnąć korony. Więcej o tym, będzie opisane w stanowiskach w punkcie ,,dyktatorzy''. 

Dodatkowo niedługo ma się pojawić fauna i flora wyspy, więc czekajcie cierpliwie.


Stan osadników:
- 7 kobiety
- 10 mężczyzn

Stan samotników:
- 3 kobiety
- 6 mężczyzn

Łączna liczba postaci na blogu:
26

Dyktatorzy na wrzesień:
Bjorn (7 głosów)
Ancymon (5 głosy)

Stan opowiadań:
- Pan Staś: 11
- Bobby: 6
- Raven: 3
- Bjorn: 3
- Renard: 2
- Deryck: 2
- Nicholas: 2
- Tenebris: 2
- Yaria Irikhri: 2
- Lucan: 1
- Olyvia: 1
- Ancymon: 1
- Aven: 1
- Fafnir: 1
- Specter: 1
- Melody: 1

 Osoby, które nie napisały jeszcze opowiadania lub napisały tylko jedno, przypominamy o aktywniejszym udzielaniu się na blogu i w nagłych przypadkach zgłaszaniu nieobecności.

 ~
Upomnienia: 
- Hayi: 1
- Virion: 1

Stan kont:
Lucan: 3784 koron

Lucio: 1505 koron
Tenebris: 1010 koron
Aven: 335 koron
Melody: 1015 koron
Raven: 1260 koron
Ancymon: 805 koron
Fafnir: 4930 koron
Hayi: 90 koron
Renard: 1000 koron
Lunaye: 140 koron
Phanthom: 400 koron
Virion: koron
Pan Staś: 3470  koron
Specter: 170 koron
Deryck: 180 koron
Bjorn: 225 koron
Bobby: 540 koron
Yaria: 320 koron
Nicholas: 260 koron 
Olyvia: 130 koron
Denver: 130 koron


W takim też razie rozpoczynamy wrzesień, który mam nadzieję uda nam się przeżyć i utrzymać fajnie bloga. Powodzenia i pozdrawiam!

~Hasta La Vista, baby nie to tylko Mashi

Od Pana Stasia CD Raven

Odprowadzałem Raven wzrokiem, aż zniknęła mi gdzieś na horyzoncie. Patrzyłem jeszcze przez chwilę w jej kierunku, kiedy poczułem nagły przypływ energii. Czułem wewnętrznie, chęć naprawiania, budowania, ogółem zrobienia czegokolwiek. Zdziwił mnie taki nagły zastrzyk energii. Zupełnie jakby ktoś do mnie podszedł i wbił w tyłek strzykawkę z płynną energią.
Odwróciłem się w stronę swojego domku, ruszając do jednej ze skrytek, w której trzymałem narzędzia. Nie była to dobra pora roku na jakiekolwiek remonty czy też przebudówki, jednakże sytuacja tego wymagała.

Przetargałem wszelkie możliwe narzędzia pod okno, biorąc też jednocześnie miotłę i ścierkę. Ubrałem swoje grube, farmerskie rękawice i delikatnie oczyściłem miejsce z jakiegokolwiek szkła. Musiałem to zrobić ostrożnie i z jak największą precyzją, gdyż każdy odłamek szkła, mógł spowodować utratę komfortu pracy, podczas wstawiania nowego okna. Po upewnieniu się, że szkła już nie ma, wziąłem przygotowany wcześniej młotek, aby wybić drewnianą ramę okna. Delikatne opukanie ramy, w czterech kątach, aby delikatnie się wysunęła. Widziałem, że w niektórych miejscach, klej po prostu nie puszcza, wymagało to więc nieco ostrzejszej interwencji. Całe szczęście, że cała rama była połamana, przez co konstrukcja była delikatniejsza. Przyłożyłem nóż do miejsc, w których był klej, jednocześnie młotkiem próbując wcisnąć go głębiej. Kilka sprawniejszych ruchów, rozkołysanych ruchów, napocenia się i klej zaczął powoli puszczać. Znów chwyciłem młotek, stukając nim, tym razem tylko w dwa miejsca na ramie. Tym razem wyskoczyła bez problemu. Zadowolony wyciągnąłem ją i złożyłem w całość. Musiałem ją dokładnie wymierzyć i zrobić tej samej wielkości kopie.
Poszedłem do małej szopy, znajdującej się tuż przy domku, aby wyciągnąć z niej dwie deski. Nie pamiętam, z czego one mi zostały, ale nie miało to teraz znaczenia. Pasowały idealnie, gdyż były wystarczająco duże, ale i cienkie, by zrobić z nich ramę okienną na szybę. Poszedłem do domku po starą, zniszczoną ramę, by dobrze wszystko wymierzyć i przygotować. Nie ukrywam, że do tych robótek, to by się Bobby teraz przydała. Nie znałem się na tym, a okno musiało być jednocześnie szczelne, by nie przepuszczać zimna podczas zimy. Jednocześnie musiało być sztywne i mocne, by podczas wichur najzwyczajniej nie wyleciało. Bobby pewnie jednak była zajęta, więc nie mogłem na nią czekać.
Pozostawała jeszcze jedna niewiadoma. Jak grube szkło, posiada Raven w swoim zanadrzu. Jeśli szyba okazałaby się grubsza, niż rama, którą właśnie próbuję zmontować, to nie będzie pasowała. W takim razie musiałem się zatrzymać na etapie projektowania i przygotowania materiałów. Na wszelki wypadek, postanowiłem je zabrać do środka, aby drewno nie namokło. Teraz trzeba było czekać na dziewczynę z najpotrzebniejszym materiałem.

Od Bobby CD Pana Stasia

Po aplikacji cudownych remediów Stasia poczułam się o niebo lepiej, jednak wciąż gównianie. W dodatku było mi bardzo wstyd, bo wiedziałam, że wyglądam jak głupkowate dziwadło. Mężczyzna zdawał się nie zwracać na to specjalnie uwagi, a przynajmniej nieźle szło mu udawanie. Za opiekę mogłam mu odwdzięczyć się jedynie dobrym wykonaniem obiecanej roboty.

Po pewnym czasie jego mazidła zaczęły twardnieć, dając wrażenie wbijanych igieł z każdym moim ruchem. Był to okropny ból, ale dający się wytrzymać. Z resztą miałam w swoim życiu wystarczająco dużo kontaktu z ostrymi przedmiotami. Jeśli miało to pomóc, to nie mogłam użalać się nad sobą… W końcu jeszcze żyłam, a to wszystko mogło potoczyć się inaczej. Kiedy skończyliśmy kłaść strzechę akurat zrobiło się ciemno, więc rolnik zaproponował mi, że odprowadzi mnie do domu, co było kolejnym nieoczekiwanym aktem altruizmu na tej niegościnnej wyspie. Zazwyczaj każdy tu pilnował końca swojego nosa, ale ten chłopak był inny. Nie wiem, czy życie jeszcze nie dało mu wystarczająco w dupę, czy miał po prostu miękkie serducho, jednak był dobrą duszą w naszym niedużym społeczeństwie i robił rzeczy, na które ja sama chyba bym nie wpadła, mimo że nie byłam w swoim mniemaniu jakąś złą osobą.

W końcu stanęliśmy przed drzwiami mojej chaty. Pan Staś wniósł moją zapłatę do kuchni, kiedy ja pozapalałam lampy po domu, rzuciwszy wcześniej okiem w stronę wiader z jego produktami. Znajdowało się w nich to, na co się umawialiśmy, plus jeszcze dorzucił od siebie troszkę warzywek w gratisie. To ci dopiero. Chciałam zaproponować mężczyźnie chociaż herbatę, ale ten grzecznie odmówił. Tłumaczył się tym, że jest i tak późno, a jutro musi wstać, więc nie może się zasiedzieć. Mimo panującego w domu nieładu, który należało by raczej delikatnie nazwać burdelem po porannych poszukiwaniach facet łaził sobie w najlepsze. Przystanął po chwili koło ściany, na której widniały moje rysunki i projekty, tuż obok fotela i małego stoliczka z przyborami do rysowania. Widziałam, jak wodzi po nich wzrokiem, by ostatecznie zatrzymać się nad rozpiską mutacji, opatrzoną szkicami o przerysowanych cechach szczególnych i opisem ich objawów.

2 września 2019

Od Raven CD Pana Stasia

Kolejny raz tego pechowego dnia, strzała ominęła skrupulatnie tropione zwierzę. Kolejne zwierzę, które zdołało uciec jej sprzed oczu. Nawet nie zahaczyło o fragment grubej skóry, nie wspominając o żadnym innym uszczerbku na zdrowiu. Bełt wesoło drżał kilka razy wbity w pień drzewa, równie szybko zastygając w bezruchu. Kruczowłosa opuściła bezradnie trzymany w dłoni łuk, aby puścić razem z wiatrem wiązankę znanych przekleństw. Mogła szczerze przyznać, że została wybita z naturalnego rytmu. Jakby coś nie pozwoliło jej się skupić, tym kimś był pewien wilkołak. Doskonale pamiętała ucieczkę z jego miejsca zamieszkania, gdy poza wzrokiem innych ludzi przyłożyła dłoń do swoich warg. Usiadła bezradnie na konarze wielkiego drzewa, poprawiając poły swojego płaszcza. Na domiar tego wszystkiego los drwiąc z dziewczyny wykorzystał sytuację, powodując kolejną dawkę deszczu z nieba. Zdołała tylko zarzucić kaptur, aby chociaż włosy uchronić przed cieczą. 
 
- Jesteś dumnym i pewnym siebie samotnikiem, Raven. Nie pozwól, aby jakaś dzika bestia rodem z legend spowodowała, żebyś zgubiła swoje cele tutaj podjęte. - szepnęła cichutko pod nosem, zarzucając łuk przez ramię. Chwilę  potem zgrabnie wylądowała na ziemi, by zabrać swoją strzałę z powrotem do kołczanu. Każdy z elementów jej ekwipunku był na wagę złota, tym samym marnotrawstwo nie wchodziło w temat. - Wybij sobie z głowy romanse i znajomości. Wszelkie towarzystwo… Walcz o swoje, jak nauczył cię tatusiek. 

Nowy osadnik - Leo



Gerry Arthur

Leo | 28 lat | Faun



Miano: Leo
Imię i Nazwisko: Leonard Darvyn
Wiek: 28
Data urodzenia: 29 marzec
Numer: 043
Modyfikacja Genetyczna: Faun
Etap: Etap 1
Status: Osadnik
Stanowisko: Strażnik
Miejsce zamieszkania: Ukryty dworek
Aparycja: Leo jest wysokim na 190cm mężczyzną o dość spokojnych rysach twarzy co nie do końca współgra z kilkoma bliznami będącymi swego rodzaju "ozdobą" na jego twarzy. Stosunkowo długie i gęste jak na faceta włosy kruczego koloru sięgają karku które całkowicie zakrywając drobne wypustki wyczuwalne na czubku głowy. Posiada zielonkawe oczy o inteligentnym spojrzeniu oraz zadbany zarost (a przynajmniej w takim stopniu w jakim można sobie pozwolić na wyspie). Leonard jest bardzo dobrze zbudowany do czego w pewnym stopniu zmuszała go praca którą wykonywał przed dostaniem się na wyspę. Silne smukłe palce nie raz pomogły mu już w życiu, nie mówiąc o grze na flecie którą uwielbiała jego siostra. W lewym uchu posiada kolczyk który wpiął podczas swojej pierwszej porażki, który nie pozwala mu zapomnieć o tym co się stało i inspiruje do ciągłego rozwoju, gdy go dotyka w głowie rozbrzmiewa głos "PAMIĘTAJ". Od przybycia na wyspę nosi lekką brązową kurtkę białą koszulkę i jeansowe spodnie które złożył tamtego feralnego dnia oraz wisiorek którego nigdy nie zdejmuje, jest to prezent który dostał od siostry. Chłopak ma ciepły i przyjemny dla ucha głos, ciężko jest zaprzeczyć, że bardzo przyjemnie się go słucha.
Charakter: Leonard jest osobą niesamowicie optymistyczną o dobrym sercu i spokojnej duszy, od małego miał w sobie takie wewnętrzne poczucie które sam zresztą nazywa "głosem" które nakłania go do pomocy innym. Jest to człowiek którego jednocześnie łatwo i ciężko jest zranić, ponieważ o ile sam nie odczuwa zniewag, to jest wrażliwy na ból innych który powoduje u niego niesamowity przypływ adrenaliny. Jest bardzo towarzyski i jak na faceta czasem zdecydowanie zbyt emocjonalny. Praktyczne podejście do sprawy jest jego mocną stroną, jest bardzo zdecydowany i szybko przechodzi do działania, no czasem zbyt szybko przez co nieraz wpada w kłopoty. Ceni sobie chwilę w których może spędzić trochę czasu sam na łonie natury i pogrążyć w myślach. Uwielbia rozmowę z innymi ludźmi i bardzo ceni sobie jeśli jest się wobec niego szczerym. Jeśli chodzi o miłość to jest wierny i lojalny wobec swojej drugiej połówki jeśli kiedyś w ogóle jakąś znajdzie, bardzo lubi wszelki kontakt fizyczny szczególnie z płcią przeciwną a najbardziej przytulanie. Na razie jego jedyną miłością jest siostra.
Historia: Leonard urodził się średnio zamożnej rodzinie, matka prowadziła dom oraz dorywczo pracowała w piekarni, ojciec był aktywnym żołnierzem wyjeżdżającym na misję za wschodnią granicę. Gdy chłopak miał 12 lat urodziła się jego siostra która stała się jego oczkiem w głowie, w końcu był dla niej jednocześnie jak brat i ojciec którego często nie było w domu. 4 lat później ojciec nie wrócił na czas, pierwsze myśli były pozytywne, niestety kilka tygodni później przyszedł list a w zasadzie dwa, o pierwszym wiedzieli wszyscy drugi matka ukryła zgonie ze wskazówkami. Ojciec nie żyje, wszyscy pogrążyliśmy się w żałobie, po fali smutku przyszło jednak opamiętanie i gniew. Dlaczego musiał jechać, dlaczego musiał zostawić swoją rodzinę samą, znowu i tym razem już na zawsze, był na niego wściekły. Koniec końców matka dostała rentę wojskową i jakoś im się żyło, nie dobrze, nie źle, tak po środku. 
Nadal mieli siebie i na tym się teraz skupili, lecz najgorsze miało dopiero nadejść. W dniu jego 18 urodzin matka całkiem opadła z sił a w szpitalu nie mogli jej pomóc. Całymi dniami siedzieliśmy nad jej łóżkiem oczekując cudu jednak ten nie nadszedł, ostatniego dnia kiedy kobieta była jeszcze przytomna podała mu list i wyszeptała "bardzo was kocham" po czym wydała ostatnie tchnienie. Powrócił do domu trzymając wyczerpaną z płaczu siostrę w ramionach, położył do łóżka po czym roniąc łzy usiadł na kanapie i otworzył kopertę. W środku znalazł zdjęcie i długi list w którym ojciec przepraszał za wszystkie swoje błędy, pisał o obawach dotyczących życia na froncie a przede wszystkim o tym co nim kierowało. Ciągnęło go do pomocy innym, pisał o ludności cywilnej na froncie i dzieciach, które musiały w takich warunkach żyć wiecznym strachu, bólu, głodzie. Poczuł jak cała nienawiść która w nim ciążyła roztapia się i odpływa, spojrzał na zdjęcie na którym był jego ojciec i kilkoro dzieci które uratował. Zrozumiał, że ojciec czuł dokładnie to samo co on, zdecydował, że też będzie pomagać ludziom dlatego zatrudnił się w staży pożarnej, dzięki której mógł pogodzić swoje pragnienia oraz opiekę nad młodszą siostrą. Jednak kilka lat po odejściu matki rozpoczęły się ciężkie czasy, mimo, że starał się z całych sił zapewniać dostatek swojej małej rodzinie ledwo łączył koniec z końcem. Całymi dniami siedział w pracy albo zajmował się siostrą, noce spędzał nad samodoskonaleniem swojego ciała i drobnymi zadaniami za które otrzymywał niewielkie wynagrodzenie. Jednak długi zamiast maleć rosły, w końcu otrzymał listownie dokument w którym zagrożono mu, że jeśli nie spłaci długów do końca miesiąca zabiorą mu siostrę zdesperowany szukał wszędzie, lecz wszyscy się od niego odwrócili. Leonard był w rozpaczy, jednak ostatniego dnia zapukała do niego niespodziewana pomoc, kiedy siostra już spała w ich domu pojawił się mężczyzna w garniturze który jasno i przejrzyście przedstawił mu warunki współpracy. Oni uregulują długi oraz zapewnią wsparcie finansowe jego siostrze aż do ukończenia  szkoły wyższej, w zamian dobrowolnie zgodzi się poddać eksperymentom po których zostanie zesłany na wyspę zapomnianą przez świat. Chłopak nie wahał się ani chwilę podpisał potrzebne papiery i oddał się w ręce naukowców. W ośrodku badawczym został poddany wielu eksperymentom oddziałującym na jego ciało, niekiedy bardzo bolesnym, jednak myśl o siostrze pozwalała mu przeżyć kolejne zastrzyki i inne działania których sam nie byłby w stanie określić. W końcu po utracie przytomności obolały został zesłany na wyspę w tym co miał na sobie po wejściu do tajemniczego ośrodka. Czuł, że coś się zmieniło, ale sam nie do końca był w stanie tego ogarnąć, dołączył do tutejszej ludności osadniczej która przyjęła o z otwartymi ramionami.
Partnerka: Brak
Wyposażenie: Toporek typu tomahawk, Prowizoryczny plecak, Prymitywny nóż, drewniany flet poprzeczny
Inne:
- Kiedy zobaczysz go samotnie wpatrującego w gwiazdy najpewniej myśli o siostrze.
- Przed śmiercią matki jego metodą na rozładowanie emocji był box i taekwondo
- Lubi alkohol
- Lubi się przekomarzać z innymi i ironizować
- Poza tęsknoty do siostry niesamowicie boli go, że po wyjściu z laboratorium zbrzydło mu mięso które wręcz ubóstwiał
- Pragnie poznać bliźniaczą duszę
- Uwielbia towarzystwo zwierząt
- Potrafi dobrze grać na flecie
- Siostra jest pewna, że zginął podczas nocnej akcji ratowniczej
Kieruje: ataszan@gmail.com

Nowy osadnik - Szepcząca

Mandy Jurgens
Miano: Szepcząca
Imię i nazwisko: Anais Fern
Wiek: 22 lata
Data urodzenia: 1 kwietnia
Numer: 042
Modyfikacja genetyczna: kotołak
Etap modyfikacji: 1
Status: osadnik
Stanowisko: szaman
Miejsce zamieszkania: Dom ze stodołą
Aparycja: Anais wygląda jakby nadal nie skończyła szesnastu lat - jest niska, drobna, ma okrągłą twarz i duże ciemne oczy. Twarz usianą bliznami po ostrych liściach i gałązkach drzew, pazurach albo nieprzyjemnych porachunkach. Rzadko się uśmiecha, ale gdy już to robi, światu ukazują się dołeczki w policzkach. Ma umięśnione nogi, wcięcie w talii i drobny biust. Kasztanowe, uparcie kręcące się włosy będące trudnymi w ujarzmieniu, często po prostu zostawia rozpuszczone i nie ma dnia, żeby nie było w nich liści albo gałązek. Ma drobne dłonie i miękką, bladą skórę, wydającą się być cienką jak skrzydła motyla. Nie przykłada większej wagi do ubioru, byleby miało dużą ilość kieszeń na kolejne zebrane rośliny albo grzyby. Chodzi wyprostowana, sprężystym krokiem i pewnie patrzy ludziom w oczy. Lewe ramię ma w głębokich, brzydkich bliznach, które odkryła po przebudzeniu się na wyspie. Często marszczy nos i właściwie ma już od tego zmarszczki. Często też unosi się wokół niej aromat ziół i kadzideł.
Charakter: Jest pewna siebie i zna swoją wartość. Rzadko się uśmiecha lub odzywa do innych dużą ilością słów. Często szepcze pod nosem, skąd wzięło się jej przezwisko. Wydaje się, że myślami ciągle jest daleko stąd. Jej rodzina zawsze śmiała się, że musi być adoptowana, skoro taki z niej ponurak. Jest konkretna i stanowcza. Nie boi się wychodzić sama poza osadę. Łatwo wtapia się w tło, potrafi być bezszelestna. Najbardziej lubi przemierzać lasy wyspy, ale zdaje sobie sprawę, że jako samotniczka by nie przetrwała, więc pomaga mieszkańcom osady, jak może. Uwielbia otoczenie roślin i działa to na nią uspokajająco. Nie lubi wysokich dźwięków oraz wody w każdej postaci, nie umie także pływać. Przed przybyciem na wyspę nosiła okulary, co bardzo źle wpływało na jej poczucie własnej wartości. Kochała także czytać, to właśnie zabierało ją w inne miejsca niż jej własne życie. Nigdy nie umiała dobrze kłamać ani zmyślać. Bywa impulsywna, bowiem łatwo ją zirytować, ale chowa to w sobie, póki nie może wytrzymać i wybucha złością.
Historia: Urodziła się w Londynie, gdzie miała proste i szczęśliwe życie z mamą, tatą i dwoma starszymi braćmi. Była ich uroczą siostrzyczką, nawet jeśli już od dziecka zaszczycała uśmiechem od święta. Jej życie było mocno przeciętne, wręcz rzekłaby czasem, że nudne. Uczyła się dobrze, kłopotów nie sprawiała, nikomu nie wadziła, a kiedy skończyła szesnaście lat zainteresowała się bardzo roślinami. Zaczęła dorabiać w pobliskiej kwiaciarni, gdzie zaprzyjaźniła się z córką właściciela. Potem poszła na studia na botanikę i dalej mogła zgłębiać tajniki roślin. Plotki mówią, że w tamtym czasie była w związku z koleżanką z roku, ale ona sama gwałtownie temu przeczy. Przeżyła jeszcze wtedy utratę ukochanego kota – Stara. Ze swojego spokojnego, niemal nudnego życia została wyrwana gwałtownie w czasie swojego rozdania dyplomów na zakończenie studiów licencjackich. Na oczach wszystkich studentów i profesorów oraz jej własnej rodziny, chwycona bezceremonialnie za wszystkie kończyny Anais została wyciągnięta z auli swojej uczelni i brutalnie wrzucona do białego vana. Następne, co pamięta, to zimną morską wodę obmywającą jej stopy i rwący ból lewego ramienia.
Partner: -
Wyposażenie: kilka zdobytych z wraków statków szklanych słoików, krótki nóż myśliwski,
dwa dłuższe sztylety, sakiewka, fiolki z miksturami leczniczymi.
Inne: można w nocy usłyszeć, jak płacze w poduszkę za rodziną, bardzo chciałaby zbadać
swój kod genetyczny, ale nie ma ku temu możliwości, umie dobrze strzelać z łuku.
Kieruje: iseedarkinyoureyes@gmail.com

1 września 2019

Od Pana Stasia CD Raven

Zdecydowanie dowiedziałem się więcej, niż chciałem od dziewczyny w tym momencie. To, co mówiła dzień wcześniej, o robieniu krzywdy i niepanowaniu nad sobą, było prawdą. Spojrzałem na swoje ręce i siebie, rozmyślając nad wieloma sprawami. Głównie dotyczącymi mnie samego. Co prawda miałem przebłyski świadomości jakby wspomnienia lub jakby sny, widziane przez gęstą mgłę, z trzeciej osoby. Było to wszystko dla mnie trudne w tym momencie. Nawet nie wiedziałem, co we mnie wzbudza ten instynkt. Instynkt... Może to złe słowo. Zezwierzęcenie, bycie kimś innym niż jestem, mroczniejszą stronę.

Raven z początku siedziała spokojnie na małym krzesełku, pośrodku salonu, okryta kocem i rozmyślała. Ja, żeby się czymś zająć, zacząłem sprzątać szkody, kt
óre sam w nocy nawyprawiałem. Wiedziałem, że może ją to lekko irytować, szczególnie że raz po raz przechodziłem z jednego miejsca w drugie, oprócz tego nie odzywając się nawet słowem.

To nie tak, że nie chciałem się odzywać. Czułem potrzebę, aby przemilczeć i przemyśleć wszystko, co się do tej pory wydarzyło. Opr
ócz tego musiałem wysprzątać w swojej chatce, ze względu na dziurę, która tu była, zamiast okna. W pewnym momencie jednak Raven przerwała milczenie.

- Cholera jasna… Naprawdę czuję się jak więzień, a ty wyglądasz jak pokojowa z Manhattanu. Siadaj na ten tyłek, zrobię porządny obiad tobie. - Odezwała się w końcu, wkraczając jak gdyby nigdy nic do kuchni. - Może byś się odezwał, czy język masz odcięty?

Rzuciłem na nią tylko spojrzeniem, zatrzymując się w miejscu jak na zawołanie lub jakby mnie ktoś wyłączył. Przez chwilę nasz wzrok się spotkał, by za chwilę m
ój uciekł. Znów wróciłem do swojego wędrowania po chatce, poprawiania rzeczy i małego sprzątania.

Od Phanthoma CD Fafnira etap 1 > etap 2

Wróciłem do młyna, byłem padnięty i nie wiedziałem czym, walką z niedziówem, zianiem ogniem, od którego płonęły mi usta, czy może pomocą w osadzie? Rzuciłem leniwym wzrokiem po wszystkim, co było w warsztacie i rezygnując z wykuwania czegokolwiek, ruszyłem do pokoju, gdzie miałem odłożyć kapelusz Fafnira, który zostawił w wiosce, przednio wchodząc do kuchni i pijąc dwie szklanki wody, po których poczułem ogromną ulgę. Postanowiłem się przespać chwilę, ale nie było mi to dane, ponieważ nim na dobre zasnąłem, obudził mnie hałas dobiegający z zewnątrz. Był on nie wyraźny, wyjrzałem zza okno i zobaczyłem, jak coś poruszało w lesie drzewami. Musiało być ogromne, skoro udało mu się nimi ruszać, aby sprawdzić, czy to przypadkiem nie żadne zagrożenie, wyszedłem z domu, zabierając płaszcz. Sen towarzyszył mi jeszcze dłuższą chwilę, dopiero gdy wszedłem do lasu i wyczułem spocone ciało stwora, którego nie dawno wygnaliśmy z osady, uczucie znużenia i klejące oczy zniknęły jak ręką odjął. Spojrzałem przed siebie, mogłem dokładnie określić, którędy się kierował, poprzez połamane gałęzie i głębokie ślady w ziemi. Postanowiłem przejść się kawałek i upewnić, że bestia zniknęła z tego regionu, a potem chciałem wrócić do siebie, ale nie pozwoliła mi na to jedna rzecz; na połamanej gałązce dzikich jagód zobaczyłem materiał, miałem dziwne przeczucie, że należał do granatowej koszulki Fafnira, który miał wrócić do siebie… znowu spojrzałem przed siebie, na połamane drzewka i krzewy. Biegli szybko, jednak miałem nadzieje, że w jakiś sposób dotrę do niego i mu pomogę, w końcu walka z taką bestią w pojedynkę jest ciężkim wyzwaniem.

Od Pana Stasia CD Bobby

Powrót do domu minął powoli i dłużyło się niemiłosiernie. Szczególnie biorąc pod uwagę fakt, że taszczyliśmy za sobą, to wielkie, tygrysowate bydle, materiały pod dach i swoje zranione ciała. Bobby wyglądała na wycieńczoną, więc pomogłem jej wejść do swojego domku, by się ogrzała i wysuszyła. Wyglądała nieciekawie, do tego jakby miała gorączkę.
Mrowienia nie czułem na sobie, więc to na pewno nie była wina tego przerośniętego kociaka na sterydach. Sprawdziłem czoło Bobby. Było rozpalone. Wydawało mi się, że posiadam jakieś maści i leki na choroby i przeziębienia. Wstałem, ruszając do kuchni, by przeszukać szafki.
Jak zwykle w takich momentach, się zapomina, co gdzie jest. Otworzyłem dwie szafki z góry, jednakże w nich leków nie było. Wydawało mi się, że chowałem je ostatnio w którejś z tych dwóch. Potem nagle sobie przypomniałem, że musiałem poprzekładać parę rzeczy, parę dni temu, przez co leki są w szafce, po drugiej stronie.  Otworzyłem szafkę, zerkając na każdą półkę. Nie myliłem się, tutaj były maści i leki. Musiałem tylko przeczytać etykietki, gdyż połowa leków była przeznaczona dla zwierząt. Zdecydowanie powinienem je jakoś inaczej poukładać lub włożyć do innej szafki. Może gdzieś bliżej obory albo nawet w niej?

Od Pana Stasia CD Melody

Po jesiennych zbiorach byłem w pełni gotowy na zimę. Jakie było moje zdziwienie, kiedy jej jeszcze nie było. Okres przejściowy? Może nie ten klimat? Zacząłem powolnym krokiem spacerować po swoim polu uprawnym, rozglądając się i badając ziemię. Nie podobało mi się wiele spraw, gdyż ich po prostu nie kojarzyłem. Ziemia była taka... inna. Jałowa, niby wilgotna, ale sucha. Delikatnie przesypywałem piasek z ręki na rękę, obserwując go. Był też bardzo niemiły w dotyku. Nie potrafiłem sam tego opisać, by to dokładnie zobrazować. Mruknąłem sam do siebie i rozejrzałem się dookoła. Powietrze również było takie ciężkie, jakby suche i bez tlenu. Nie było śniegu, zimna czy przymrozków. Stwierdziłem, że trzeba wykorzystać ten fakt, do przygotowania drewna do opału i zabezpieczenia obory dla zwierzaków.
Nie spodziewałem się tego dnia odwiedzin, a szczególnie ze strony Melody. Transfer przejechał obok mojej farmy, zostawiając mi zamówiony materiał i przy okazji zostawiając Mel na drodze. Pomachałem jej i zaczekałem, aż podejdzie. Dziewczyna podeszła wolnym krokiem, rozglądając się po mojej farmie.

Od Raven CD Pana Stasia

Poczuła nieprzyjemny chłód na swojej skórze, tym samym mokrą papkę, w której musiała wylądować po nagłej utracie przytomności. Nie miała pojęcia, ile tam leżała, jednak widok położenia księżyca na nieboskłonie, szybko pomógł odnaleźć jej odpowiedź na jedno z wielu pytań. Kiedy zdołała oprzeć się plecami o murek, zaczęła rozglądać się dookoła. Mogła jednak odetchnąć z ulgą, kiedy nie zauważyła nigdzie przemienionego w wilczą formę mężczyzny. Na samo wspomnienie tamtych wydarzeń, roztarła brudne ramiona dłońmi. Przegryzła wargi, aby nie krzyknąć z bólu, jaki odczuła po większym ruchu. Zimny deszcz spływający z nieba oczyszczał błoto z jej ciała, tym przynosząc chwilową ulgę od bólu. Nie winiła pod żadnym względem Stanisława, wmawiała sobie, że to wina instynktu zwierzęcego. Ten pragnął tylko krwi i ciepłego mięsa. Nieważne czy zwierzęcia, czy człowieka.