2 listopada 2018

Od Tenebris'a CD Galii

Zbliżyłem się do Galii z dwoma glinianymi kubkami, które sam wykonałem latem. Nad ziołową herbatą unosił się biały obłok pary.
- Nie masz tu jakoś tragicznie. - powiedziała dziewczyna, rozglądając się po wnętrzu chaty z szeroko otwartymi oczami.
- A czego się spodziewałaś? - prychnąłem, podając żniwiarce jeden kubek.
- Nawet kominek masz! - krzyknęła brunetka uradowana i usiadła przy ognisku. Zupełnie zignorowała moje pytanie. Za kogo ona mnie brała? Bycie Samotnikiem to nie to samo, co bycie Tarzanem.
Galia zdjęła z siebie wierzchnie ubranie i zaczęła ogrzewać się przy kominku. Ja natomiast wziąłem łyk herbaty, a następnie zabrałem się za przygotowywanie posiłku z tego, co mi zostało.
Wróciłem do dziewczyny z garnkiem, który zawiesiłem nad ogniem, by zupa w nim zaczęła się gotować. Następnie usiadłem naprzeciwko brunetki na własnoręcznie wykonanym fotelu. Wziąłem kolejny łyk herbaty, obserwując przy tym płomienie.
- Nie wiem co dalej. Rada mi nie odpuści, w dodatku niedługo są wybory na dyktatorów, do których zostanę dopuszczona. Jak ja im to wszystko wytłumaczę? - dziewczyna wyraźnie była coraz bardziej zestresowana całą tą sytuacją. Nie dziwiło mnie to. Bała się o swój dom, bezpieczeństwo i ogólnie byt.
- Może zapomną. - odparłem. Nie bardzo wiedziałem, co powinienem powiedzieć w takiej sytuacji.
- Oni nie zapominają, raczej, w dodatku ich zaufanie do mnie już i tak było ograniczone. Teraz pewnie zawieszą mnie w pracy. - mruknęła Galia - Chyba zostało mi już tylko wyrzec się osadnictwa. - dodała po chwili milczenia.
- Poza granicami też nie jest tak źle. Wystarczy się wkręcić, czasami trafiają się ci z ludzkimi odruchami. - odparłem, wzruszając przy tym ramionami, a następnie "strzeliłem" palcami.
- Tu już nawet nie chodzi o to. - żniwiarka odstawiła kubek po herbacie – Jadę pod granicę zobaczyć, jak bardzo się srają, że mnie nie ma. Jedziesz? - zapytała, podnosząc się z miejsca.
- Po co? Przez kilka godzin raczej niewiele się zmieniło. Straże czekają na ciebie pod twoim domem. Nie możesz tam od tak sobie pojechać z myślą, że cię nie złapią. - odparłem spokojnie - Siadaj. Pojedziemy tam jutro, jeśli tak ci zależy. - zadecydowałem. Galia chwilę stała w miejscu, zapewne nie wiedząc jakiego argumentu ma użyć. W końcu jednak poddała się i wróciła na miejsce.
Po kolacji przygotowałem dla każdego z nas osobne posłanie oraz dałem dziewczynie cieplejsze ubranie. Kiedy brunetka zasnęła, usiadłem przy oknie i jak zawsze spojrzałem w gwiazdy, jakbym właśnie od nich miał otrzymać odpowiedź na wszystkie pytania oraz przepowiednię następnego dnia. W co właściwie się wplątałem? Dlaczego mnie gonią, skoro niczego (jeszcze) nie zrobiłem? Czy powinniśmy tam wracać? I jak to odkręcić? Galia wygląda na bardzo związaną z wioską. Bardziej, niż by tego chciała. Czy poradziłaby sobie jako Samotnik?

 Galia? 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz