12 kwietnia 2020

Od Lei CD Pana Stasia

Mój dzień zapowiadał się dość przyjemnie. Słońce ładnie grzało a niebo było bezchmurne. Zaplanowałam sobie zbieranie rzeczy, ale strasznie mnie kusiło by położyć się gdzieś na polance i wylegiwać się pół dnia. Jednak moje drugie ja było bardzo przeciwne więc czym prędzej zabrałam się do poszukiwań. Przyznam, że nie szło mi na początku za dobrze, ale z czasem nabrałam wprawy. Udało mi się znaleźć kilka roślin, jakiś owoców a nawet złapać małe zwierzę. Owinęłam je liśćmi i schowałam na potem, by móc się nim posilić. Mój dzień z każdą chwilą zapowiadał się coraz lepiej, dopóki nie pogrążyłam się w marzeniach. Niestety to bardzo niebezpieczne zajęcie, bo przestaje wyczulać się na niebezpieczeństwa. I tak to było z moim szczęściem, bo już po chwili znalazłam się pułapce.

-Ch*lera!

Przekleństwa już cisnęły mi się na usta, ale postanowiłam się uspokoić. -Wdech, wydech- Powtarzałam sobie w myślach z nadzieją, że zaraz mnie oświeci. Jednak minuty mijały a ja wciąż tkwiłam uwięziona. Konstrukcja była dobrze zrobiona i widać, że nie zbudował jej amator. Moja nadzieja zaczęła wygasać wraz z opadaniem z siły. Wtedy jak grom z jasnego nieba pojawił się chłopak, który dość szybko pomógł mi się z stąd wygrzebać. Po drodze uraczył mnie historyjką skąd te pułapki się wzięły a ja tylko podejrzliwie na niego spoglądałam. Koleś był nieźle obeznany co jeszcze bardziej potęgowało moje obawy. Jednak po chwili tylko się uśmiechnął i zaczął odchodzić.

-Zaczekaj - Krzyknęłam, chodź ciężko było mi to przyznać, bez niego byłabym w niezłej dupie.

-Dziękuję za pomoc – W końcu wydusiłam to z siebie

-Nie ma sprawy - Mężczyzna tylko kiwnął głową na pożegnanie i odszedł.

Postanowiłam zrobić to samo i ruszyłam przez siebie by przespać się gdzieś tą noc. Jednak w mojej głowie wciąż było tyle pytań a teraz doszły kolejne. Zastanawiałam się kim był ten brunet a przede wszystkim interesowało mnie skąd znalazła się ta pułapka. Na pewno to dzieło ludzkich rąk i była dość spora. Może na większe zwierzęta, a może właśnie na ludzi. Ciarki przeszły mi po ciele a mnie ogarnął niepokój. Teraz zdecydowanie muszę być bardziej ostrożna. Trafienie w ręce kanibali jest ostatnią rzeczą jaką chciałabym przeżyć.

Noc mi się dłużyła, bo w większości nie spałam. Jednak jak na to byłam pełna energii, dlatego od razu wyruszyłam w dalszą podróż. Do południa przeszłam spory kawałek jednak wtedy zmęczenie zaczęło dawać znaki. Rozpaliłam ognisko i przysmażyłam zwierzę złapane dzień wcześniej. Zapach mięsa zaczął się roznosić a mi już leciała ślinka. Jednak ten dzień też miał dla mnie wiele niespodzianek, bo już po chwili usłyszałam kroki. Złapałam mój halabard i skierowałam w kierunku hałasu, nie ruszając się z miejsca. Jakież było zdziwienie, że to ta sama osoba co wczoraj. Przejrzałam go z góry na dół, jednak nie wyglądał zbyt podejrzanie. Nie był zbytnio uzbrojony i nie wydawał się wrogo nastawiony. Chodź może to tylko pozory a pułapka była jego, jednak wtedy nie pomagałby mi. Pełna wątpliwości w końcu opuściłam broń i zaprosiłam do jedzenia. Uznałam, że to idealny moment na podziękowanie mu za wczoraj.

-Dołączysz do obiadu w ramach podziękowania? - Spytałam mężczyznę, siadając na ziemi


Staś? +1PD

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz