9 kwietnia 2020

Od Lei do Tenebrisa

Dzisiejszy dzień był strasznie upalny, pot spływał po mnie praktycznie z każdej strony. Słońce ładnie grzało na niebie jednak na dłuższą metę stawało się to utrapieniem. Wędrując już kolejny dzień przez te lasy w końcu natknęłam się na strumyk. Byłam tak wniebowzięta, że po cichu zaczęłam piszczeć z radości. Na szybko się umyłam by zmyć pot i namoczyłam ciemne włosy. Przez ich ciemny kolor było większe prawdopodobieństwo, że szybciej dostanę udaru. A to mi nie byłoby na rękę, skończyłabym jako padlina. Zawsze zastanawiałam się jak by to było wyjechać na bezludną wyspę. Cisza, spokój tylko ja i natura. Teraz już wiem i nie jestem zadowolona.

 Walka o przetrwanie, próby zdobycia jedzenia, dzikie zwierzęta i rośliny. Brakuje mi jeszcze dzikich osadników i z czystym sercem przyznam, że to co najmniej czyściec. Westchnęłam głośno, ostatni raz ochlapałam twarz wodą i ruszyłam dalej. Jednak jak to przy śliskich strumykach bywa poślizgnęłam się i upadłam. Już klnąc w głębi wstałam i się otrzepałam. Na szczęście miałam tylko lekko zdarte i obite kolano, ale w tej dziczy sprawność jest kluczowa. Człapałam dalej w poszukiwaniu jakiegoś miejsca do spania, gdy los się do mnie uśmiechnął. Dostrzegłam kawałek dalej zająca, który aż krzyczał, że chce być moją kolacją. Jednak moje skradanie niewiele dało, bo już po chwili biegłam za nim jak szalona. Kolano dawało o sobie znać a ja nie mogłam przeboleć, że przez moją nieostrożność stracę posiłek. Zasuwałam ledwo patrząc co jest pod nogami, w tym momencie nie myślałam głową a brzuchem. Gdy zwierzak zatrzymał się na chwilę by odsapnąć uznałam, że to moja jedyna szansa. Jednak wszechświat nie był dziś dla mnie dobry, bo już po chwil moją kolację przebiła na wylot strzała. Stałam jak wryta zastanawiając się, co się dzieje. Już przed oczami miałam dzikusów albo kanibali jednak za drzew wyłonił się młody chłopak. Przypatrywałam się mu jak zahipnotyzowana. Był zadbany, ładnie ubrany tak jak by nie był z stąd. Zaczęłam się zastanawiać kim on jest, że tak sobie dobrze radzi/ W końcu ustrzelenie ruchomego celu nie jest łatwe. Mężczyzna w końcu podszedł do zdobyczy i dopiero w tym momencie mnie zauważył. Staliśmy naprzeciwko siebie, wpatrzeni i każdy z inną miną. Nie miałam pojęcia co dalej, w końcu nikogo jeszcze nie spotkałam. Modliłam się by to nie był kanibal.

-Widzę, że upolowałeś moją kolację - Wypaliłam w końcu by zacząć jakąś rozmowę. No i pragnęłam odzyskać moje mięsko.



Tenebris? 1PD

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz