28 października 2018

Od Asry (do ktosia)

Obudziłam się cała mokra na brzegu wyspy jeszcze z lekką ilością wody w płucach. Gwałtownie się podniosłam kaszląc, dławiąc się. Łapczywie wciągałam powietrze. Kiedy w końcu mój oddech się ustabilizował zdałam sobie sprawę, że siedzę na śniegu całkiem naga. Czemu jednak nie odczuwałam bólu związanego z odmrożeniami? Dlaczego w ogóle nie czułam zimna? Powinnam już dawno opuścić ten świat z powodu zamarznięcia. Może to jest tylko moja fantazja? A może mam wstrząśnienie mózgu i tego nie odczuwam?!
-Cóż, nie ważne jaka jest przyczyna, trzeba znaleźć jakieś schronienie i ubranie! - W końcu powiedziałam na głos, zamiast myśleć po cichu. Nagle jednak usłyszałam odgłosy mojego pustego żołądka. - No i jedzenie...
Ruszyłam więc w kierunku białego od śniegu lasu, po drodze oglądając swoje ciało. Nie znalazłam żadnych ran po odmrożeniu, jednak dostrzegłam ślady po igłach i paru operacjach. Tak samo na moich plecach pojawiła się szorstka sierść, przypominająca tą u jelenia. Sny nie są tak szczegółowe, więc coś musieli zrobić z moim ciałem! Ale kto? Jak? A najważniejsze, po co? Idąc tak zamyślona prawie nie zauważyłam płotu.
-Inni? - Szepnęłam do siebie i zajrzałam ostrożnie. Faktycznie był tam budynek, jednak nie dostrzegłam żadnych ludzi, lub innych stworzeń. Przeskoczyłam przez wcześniej wspomniany płot by rozejrzeć się lekko po okolicy. Dom był widocznie stary i od dawna nikt w nim nie zamieszkiwał. Ściany miały parę dziur, jednak sufit wydawał się odpowiedni, by ochronić mieszkańca przed deszczem czy śniegiem. Przy drzwiach wisiało ubranie z szarego futra i skóry. Nie miałam pojęcia od jakiego zwierzęcia pochodziło, jednak podejrzewałam wilka. Od razu je założyłam. Było lekko zepsute i dosięgało mi do kolan. Zasłaniało najważniejsze miejsca, więc uznałam, że powinno wystarczyć.Rozejrzałam się raz jeszcze po pomieszczeniu. Panował w nim chaos. Nie było tam martwych zwierząt, czy zepsutego jedzenia, ale wszędzie na podłodze leżały puste kartki. Prawdopodobnie przeciąg wpadający przez szczeliny w ścianach je zdmuchnął. Uznałam jednak, że nie ma tu nic ciekawego, a samo miejsce może się nadać na schronienie na noc, o ile nie znajdę nic lepszego. Wyszłam na zewnątrz i skierowałam się znowu w stronę lasu starając się zapamiętać drogę, którą idę. Po paru, może parunastu minutach doszłam do jeziora. Temperatura jednak nie była tak niska, by woda zamarzła. Odkąd tutaj trafiłam zauważyłam, że niska temperatura nie robi mi krzywdy, jednak byłam ciekawa swoich limitów. Podeszłam więc do wody i zanurzyłam w niej rękę. Nic nie poczułam. Ściągnęłam więc niedawno zdobyte ubranie i powoli zanurzyłam się. Nie czułam zimna, czy bólu, a przyjemne uczucie, którego nie potrafiłam wytłumaczyć.

Ktoś?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz