18 sierpnia 2018

Od Avalon CD Reske

    Ciemnowłosy mężczyzna zbliżył się do mnie, ale mimo poczucia niepokoju nie cofnęłam się. Nie mogę pokazać, że jestem wystraszona. Uniosłam lekko głowę spoglądając na słońce, które wychodziło zza gór, ale jeszcze słabo było je widać. Ponownie opuściłam wzrok na samotnika i zmarszczyłam brwi, kiedy ostrzegł mnie przed niebezpieczeństwami.
- Sam jesteś jednym z nich, więc ostrzegasz mnie przed sobą? - zauważyłam przechylając lekko głowę na bok.
- Ze mną nigdy nie wiadomo - wzruszył ramionami, a na jego twarz wpłynęło coś w rodzaju uśmiechu.
Wyglądał tak o wiele lepiej i sympatyczniej, ale nie mogę być naiwna. Zaczynałam się zastanawiać, w jakim transie musiałam być, żeby nie wziąć ze sobą żadnej broni. Dobrze wiem, że samotnicy to osoby, które lubią gierki i podstępy. Chciałabym w to wierzyć, ale przyjemny wyraz twarzy faceta nie pozwalał mi się skoncentrować. Przez chwilę tak obserwowałam go starając się jakby przeczytać coś z jego myśli. Ciekawi mnie, jakim eksperymentom został poddany, w co się obecnie zmienia. W końcu przestałam wywiercać w nim dziurę własnym spojrzeniem i potrząsnęłam głową przerzucając ogierowi uzdę nad łbem. Zwinnym krokiem wskoczyłam mu na grzbiet, a peleryna ułożyła się równo za mną. Odgarnęłam włosy za ucho i ostatni raz spojrzałam na ciemnowłosego, który nieco się wycofał, aby zrobić mi miejsce. Głośno westchnęłam wiedząc, że jeżeli natychmiast nie ruszę, to zostanę nakryta na wjeździe do osady.
- Nie podążaj za mną - nakazałam, chociaż na celu miałam właściwie zwykłą prośbę - Nie mogę narażać wioski, przez moje głupie wypady - przyznałam nieco ciszej opuszczając głowę.
Samotnik tylko lekko pokiwał głową i zaraz zniknął mi sprzed oczu, gdy Malvois ruszył w kierunku wioski. Nie mogłam się powstrzymać, żeby nie obejrzeć się za siebie. Nadal tam stał i spoglądał na mnie z tym samym niezdecydowaniem co wcześniej i w pewnym sensie odechciało mi się wracać do wioski. Wiem, że to dla mnie bezpieczniejsza opcja, ale samotnicy też muszą mieć fajnie żyjąc na wolności będąc zależnymi tylko i wyłącznie od siebie. Westchnęłam, ale w ostatniej chwili postanowiłam odwzajemnić uśmiech, a potem już zupełnie zniknęłam w lesie.
     Jechałam jeszcze szybciej niż przedtem, chcąc jak najszybciej dotrzeć do domu i przy okazji nie natknąć się na kolejnego samotnika. Poza tym muszę się tam szybko pojawić, bo strażnicy się skapnął, że uciekłam, a z samego rana mam robotę do wykonania. Nie zwracałam już uwagi na te wszystkie krajobrazy,myśląc tylko o kilku sprawach na raz: wiosce, pracy i tajemniczym mężczyźnie. W końcu dojechałam, ale gdy usłyszałam, że kilkoro osadników już wstało, cicho zaklęłam. Zsiadłam z konia stwierdzając, że bezpieczniej będzie go teraz tylko prowadzić. Podjechałam od tej samej strony, więc teoretycznie przejście miałam proste, ale nie mogłam od tak sobie wejść i się zdradzić. Gdy po dłuższym namyśle nic mi nie przyszło do głowy, po prostu weszłam od razu kryjąc się z Malvoisem za pierwszą lepszą chatką. Wstrzymałam oddech słysząc, jak z tej właśnie chaty ktoś wychodzi i idzie na tyły budynku, gdzie się ukrywałam. Szybko obeszliśmy dom mijając się z jego mieszkańcem i skryliśmy się za kolejnym domem. Powtarzaliśmy tą czynność jeszcze kilka razy i musieliśmy wyglądać przy tym jak dzieci, które nieźle bawią się w chowanego. W końcu dotarliśmy do mojej chaty, gdzie mogłam przywiązać ogiera ponownie do dużej beli. Przy okazji go napoiłam i nakarmiłam, po czym wróciłam do domu. Spojrzałam na mały zegarek leżący na komodzie i stwierdziłam, iż zostały mi dwie godziny snu. Szybko zdjęłam pelerynę i w ubraniu na jutro wskoczyłam do łóżka nakrywając się kocem z owczej skóry. Zacisnęłam oczy modląc się, aby nie nawiedził mnie już żaden koszmar. Z ulgą stwierdziłam jednak, że dokuczające odgłosy całkowicie ustały i mogłam spokojnie zasnąć.
     Zbudził mnie dźwięk całkiem donośnego dzwonka, który ogłaszał początek dnia, jak i pracy. Z trudem podniosłam się do siadu i uznałam, że dwie godziny snu to zupełnie za mało, ale przynajmniej był to spokojny sen. Nie miałam już tego samego koszmaru, co zawsze. Teraz śnił mi się strumyk, góry i rozmazana, lecz znajoma mi sylwetka. Tylko ten jeden jedyny obraz, który co chwila się nieco zmieniał, ale oznaczał to samo. Istne szaleństwo, ale przynajmniej nie obudziłam się zlana zimnym potem. Odetchnęłam i wstałam z łóżka podchodząc do dużego, choć trochę zbitego lustra. Przeczesałam włosy małym grzebieniem i zaplotłam je w jeden długi warkocz, który swobodnie opadał na moje łopatki. Przed wyjściem zgarnęłam jeszcze swój łuk i pokrowiec ze strzałami wszystko wygodnie na sobie mocując. Byłam gotowa do wyjścia więc tylko starannie związałam swoje buty i opuściłam chatkę. Ludzie krzątali się już po wiosce i sami szykowali się do pracy. Niektórzy nawet zdążyli zamienić ze sobą słowo i muszę przyznać, że czuję się tutaj samotna. Kilku osadników oczywiście kojarzę, gdyż przez z nich zostałam uratowana, więc zawdzięczam im życie. Za to z resztą nie umiem się porozumieć i wydaje mi się też, że nie chcę. Może mam obawy, iż nikt nie zechce zawrzeć ze mną głupiej znajomości i zupełnym przypadkiem narobię sobie tutaj tylko wrogów. Nie ma co się zadręczać, gdy robota czeka. Zamknęłam za sobą drzwi i udałam się po mojego konia, który mam nadzieję zdążył się zregenerować. Teraz tak myślę, że głupim pomysłem było go ciągać po nocach, gdy z rana i tak miałby niezły wycisk. Na szczęście przywitało mnie wesołe rycie i wierzganie. Uspokoiłam Malvoisa i tym razem założyłam mu siodło, którego tak bardzo nie lubił, ale na polowania to lepsza opcja. Usiadłam w siodle i odgarnęłam za uszy pasma, które wykradły się z warkocza. Wykręciłam i podjechałam do pierwszej wierzy na granicy. Poproszono mnie tam o pokazanie wyrobionych wcześniej dokumentów i o przedstawienie moich zamiarów. Powiedziałam rzecz jasna o polowaniu, na które muszę się udać niezwłocznie. Im szybciej wykonam brudną robotę, tym szybciej przejdę do jeszcze gorszej. Za zgodą strażnika opuściłam wioskę i nareszcie nie borykałam się z niepewnością dotyczącą przyłapania. Popędziłam do tajemniczego lasu, na którego obrzeżach często kręci się dobra i liczna zwierzyna. Będąc blisko zwolniłam konia i wyciągnęłam przed siebie łuk, sięgając już po pierwszą strzałę. Bezproblemowo naciągnęłam łuk i przyłożyłam do niego policzek chcąc odnaleźć pierwszy cel. Nie zajęło to wyjątkowo długo, gdyż koń się ciągle przemieszczał i miałam czas aby przemyśleć strategię. W końcu upolowałam kilka królików i jedną owcę. Choć to marna liczba, i tak się liczy, a osadników jest na tyle mało, że wykarmi się tym nas wszystkich na spokojnie. Załadowałam zwierzynę na grzbiet ogiera i upewniając się, że nic się nie odczepi, ruszyłam w drogę powrotną. Teraz czeka mnie przygotowanie tego mięsa do przyrządzania normalnych posiłków i będę miała ten dzień z głowy. Jednakże moje plany zechciał ktoś pokrzyżować ujawniając się poprzez złamanie kilku patyków na ziemi. Szybko zmusiłam konia, który w mgnieniu oka zawrócił i wycelowałam ostatnią strzałę w obranym kierunku. Przymrużyłam oczy, gdy nie ujrzałam tam nic, ale po chwili zniżyłam łuk zmieniając zdanie. Nie chciałam go przecież zabić, nie sądzę, że smakowałby dobrze. Zastanawiało mnie tylko to, dlaczego jest tak blisko osady, co robi w tych okolicach. Może też szuka jakiegoś pożywienia. W każdym razie, on również mnie spostrzegł, a kiedy nasze spojrzenia się skrzyżowały przypomniałam sobie swój sen, tak przyjemnie odmienny od wcześniejszych.

Reske?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz