29 sierpnia 2018

Od Lucan'a CD Harry

Czekałem minutę, potem drugą, trzecią. Dziewczyna jak zniknęła za rogiem, tak ślad po niej zaginął. Wyostrzyłem słuch, chcąc wyłapać odgłos jej bijącego serca. Na próżno starałem się go usłyszeć. Przeszedłem do pomieszczenia obok, podążając za zapachem dziewczyny. Wtedy spostrzegłem otwarte okno i już wiedziałem, że mi zwiała. Mogłem stać jak głupek i czekać aż do domu wparują uzbrojeni po zęby strażnicy, chcący nabić moją głowę na pal. Nie mogłem dać się tak po prostu złapać. Spojrzałem za siebie, na głowę, oddzieloną od reszty ciała, leżącą pod ścianą, bladą. W te pędy doskoczyłem do otwartej na oścież półki z medykamentami i zgarnąłem z niej rzeczy, które na pierwszy rzut oka wydawały się najważniejsze. Skoro  postanowiła mnie wsypać, nic nie powstrzymywało mnie od bycia „bezwzględnym i niebezpiecznym samotnikiem”… który tak naprawdę uratował jej życie. Z rozmyślenia wyrwał mnie donośny odgłos uderzania w drzwi wejściowe. Uskoczyłem w górę jak rażony piorunem, sięgając idealnie okna, dalsza wspinaczka i prześlizgnięcie się przez nie, to był pikuś. Nie oglądając się za siebie, przeskoczyłem przez balustradę, po czym gładko wylądowałem na ziemi, by zaraz wziąć nogi za pas i popędzić ile sił w nogach w stronę lasu. Dzięki moim zdolnościom zajęło mi to dosłownie ułamek sekundy. Równie szybko przedostałem się na drugą stronę palisady, po czym ruszyłem prosto w stronę swojego lokum. Nie oglądałem się za siebie i choć wiedziałem, że dziewczyna na mnie doniosła, coś w środku mnie podpowiadało mi aby jej to wybaczyć. Ale dlaczego towarzyszyło mi właśnie takie uczucie? Nagle poczułem niewyobrażalny ból, który poskładał mnie na łopatki. Upadłem na twardą ziemię, która nieco zadrżała pod moim ciężarem. Przytrzymałem powietrze w płucach, czując ciepło spływające w dół mojego uda. Rana otworzyła się ponownie, jątrząc się i krwawiąc obficie. Do tego ten zapach. Starałem się podnieść, lecz w tej jednej, krótkiej chwili straciłem władzę w okaleczonej nodze. Podczołgałem się do pobliskiego drzewa. Gdyby nie przydługie, zaostrzone szpony, nie dałbym rady podnieść się do pionu. Po kilku dłużących się minutach walki z korą drzewną udało mi się stanąć do pionu. Zlany zimnym potem i dręczony dziwnym uściskiem w centrum klatki piersiowej, starałem się dociec, co tak naprawdę działo się z moim ciałem w tej właśnie chwili. Zazwyczaj rany tego typu, goiły się szybko i bezboleśnie, a ta zapaskudziła się, co jeszcze nigdy podczas mojego wieloletniego pobytu na wyspie się nie przytrafiło. Opierając się o każde drzewo po drodze dotarłem do podnóża góry, gdzie już kompletnie opadłem z sił. Widziałem już swoją chatę, ale sen zmorzył mnie a chęć zamknięcia oczu była nie do opanowania. Powoli zsunąłem się po gładkim kamieniu na kupę pomarańczowych liści, po czym przygarbiłem się i przymknąłem oczy.

                Wyprostowałem gwałtownie plecy, czując jak coś rozrywa mój mięsień udowy. Spomiędzy moich warg wydobył się nie do końca stłumiony lęk. Momentalnie ocuciłem się, a moje dłonie instynktownie powędrowały w stronę rany. Oczy otwarły się nieco szerzej, kiedy spostrzegłem drobne dłonie, zaciskające bandaż na mojej nodze. Uniosłem oczy wyżej, to była ona, ta sama drobna brunetka, którą poznałem po sinej prędze na szyi. Ku mojemu zdziwieniu nie byliśmy przy wygodnym kamieniu, który zapamiętałem jako ostatni, byliśmy w chacie, mojej chacie. W jednej chwili zapragnąłem się podnieść, żądałem słów, wyjaśnień, mimo to ręce dziewczyny wcisnęły mnie w plusz prowizorycznego materaca. Dopiero wtedy dotarło do mnie, jak bardzo kręci mi się w głowie.

- Co ty tu robisz, do  cholery.. – spytałem, spoglądając w dół, moją uwagę przykuł słoiczek z czarną mazią w środku. Zrobiło mi się gorąco.

- Spłacam dług. – sapnęła, po czym zorientowała się na co patrzę i dodała – To trucizna, jeszcze kilka godzin i leżałbyś tam martwy, poza tym krążyły już wokół Ciebie dzikie koty.  – skinąłem głową ze zrozumieniem, podkurczając drugą nogę pod brodę.

- W takim razie zawdzięczam Ci życie piękności. – odparłem, uśmiechając się szarmancko. – Ale wciąż mamy jeden problem. – dziewczyna spojrzała na mnie pytająco.

- Nie wyjdziesz stąd dopóki nie wytłumaczysz mi, co Tobą pokierowało aby tak po prostu uciec i dodatkowo wsypać mnie. – W ułamku sekundy dziewczyna wylądowała na plecach, a ja znalazłem się nad nią, umiejscowiwszy kolana na zewnątrz jej bioder, oraz opierając dłonie po obu stronach jej głowy.

– Tutaj gramy na moich zasadach i nawet leśna nimfa mi się nie wywinie. Tak, wiem czym jesteś, zdziwiona? – Ból dawał mi w kość, ale w tej chwili liczyła się tylko ta dziewczynka, leżąca pode mną.


Harry?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz