23 sierpnia 2018

Od Galii CD Tenebrisa

Tak dobry dzień, jaki dzisiaj miałam, nie zdarzał się często. Nikt mi nie podpadł, nikt nic nie chciał, nie pisałam żadnych raportów i miałam dzień przeznaczony całkowicie na to, co akurat moja dusza zapragnęła. Pomijając oczywiście standardowe patrole, które sprawiały mi jeszcze większą przyjemność niż samotne siedzenie w domu. Po skończonym, ostatnim już zwiadzie na dziś, udałam się do domu. Jak zwykle w drodze do niego byłam zupełnie sama, bo nikt oprócz mnie tu się nie zapuszcza, nawet samotnicy rzadko kiedy mnie odwiedzają, a jak już, to robi to mój starszy brat, który wybrał samotne życie, nie potrafiąc o siebie zadbać - przez to też musiałam mu gotować, bo inaczej by po prostu nie przeżył. Siedząc przed kominkiem, opatulona po uszy w koc, czytałam najnowsze wydanie pierwszej na wyspie gazety, w której właściwie nie mówili o niczym konkretnym, lali wodę i aktualizowali co jakiś czas standardowe wieści, zmieniając po prostu szyk zdań. Byłam odpowiedzialna za dopuszczenie jej do druku, ale szczerze mówiąc, nie czytałam jej przedtem. Dzień powoli się kończył, ja także robiłam się śpiąca i po zachodzie słońca nakarmiłam Doriana, gasząc wszystkie światła. W pewnym momencie, gdy leżałam już w łóżku, usłyszałam rżenie mojego konia. Wydawał z siebie jakiekolwiek dźwięki tylko wtedy, gdy był ze mną albo mnie akurat potrzebował, czy szukał. Momentalnie zerwałam się z łóżka, narzucając na siebie pierwszą lepszą bluzę. Nie raczyłam nawet uczesać szopy na głowie, tylko wybiegłam tak, jak byłam. Światła na powrót rozbłysły za moją sprawą, a ja, zdezorientowana, poczęłam się rozglądać za tym, co było nie tak. Z boksu konia, jakby zupełnie znikąd, wybiegła jakaś dosyć muskularna postać, zapewne był to mężczyzna. Ewentualnie jakaś zapalona kulturystka. Po upewnieniu się, że z Dorianem wszystko dobrze, uświadomiłam sobie, że nie miałam szansy go dogonić, więc patrzyłam na to, jak ucieka, aż w pewnym momencie leży na ziemi z nieznanych mi powodów. Zerwałam się z miejsca, biegnąc w stronę wijącej się w błocie sylwetki. Obok niego zauważyłam nieznanego mi samotnika, którego dzisiaj raczyłam przepuścić wolno mimo złamanego prawa. Jak widać, opłacało mi się to zrobić. 

 – Zainwestuj w alarm albo przynajmniej jakieś ogrodzenie – usłyszałam jego głos, klękając przy niedoszłym koniokradzie. 

 – A miałam taki dobry dzień – powiedziałam oschle, napierając na niego całą moją aurą, na co ten jęknął, osuwając się jeszcze bardziej na ziemię. Teraz byłam pewna, że nie wstanie tak szybko. – ani tego, ani tego nie potrzebuję. Dorian by sobie poradził – powiedziałam do czarnowłosego, nawet się nie odwracając. – idź do domu. Będą tu straże i patrole przez całą noc, więc możesz w ramach moich podziękowań spędzić noc tutaj albo dać się złapać i wtrącić do lochu – warknęłam, ale nie zwróciłam już uwagi na to, co zrobił chłopak. Nadgarstki złodzieja związałam ubłoconym sznurem, który mi się nawinął, po czym wezwałam strażników znakami dymnymi. Zjawili się szybko, widocznie nocną wartę odbywali dzisiaj jedni bardziej ogarnięci od drugich. Zabrali go, ruszając na uprzednio umówione patrole, a ja w tym czasie poszłam z powrotem do domu, nie wiedząc czy zastanę tam chłopaka. Ku mojemu zdziwieniu - zastałam, a jakże - rozgościł się na dobre, nakładając sobie jedzenia do mojego ulubionego talerza i siedząc na fotelu przed kominkiem, otulony moim ulubionym kocem. Westchnęłam zirytowana, taksując pomieszczenie wzrokiem. Wyglądało na to, że nie wprowadził tu swoich wizji artystycznych w życie - meble były na swoim miejscu, raczej nic nie zakosił, ani nie zepsuł, ale to miało się dopiero okazać rano albo wtedy, kiedy miał w planach się ulotnić z mojej chaty już na dobre.

 – Jasne, rozgość się, właśnie o to mi chodziło – przewróciłam ponownie oczami, przygaszając światła, aby panował w środku domu miły półmrok. Przy takim oświetleniu mogłam być pewna, że rozczochrane włosy, piżama z rozciągniętą na niej bluzą i siniaki pod oczami wyglądały lepiej, niż mogłam podejrzewać. W tym czasie najedzony chłopak odłożył puste naczynie, chcąc po sobie pozmywać. Akurat tym zarobił sobie u mnie plusa, bo Jules nigdy tego nie robił, doprowadzając mnie do białej gorączki. I żeby nie było, ciężko było u mnie dostać pozytywną opinię, a ten, mimo wszystko, chyba na nią pracował. 

 Tenebris?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz