24 sierpnia 2018

Od Lucia CD Galii

     Zdołałem jedynie parsknąć na śmieszny gest Galii, która ruszyła dalej w wysoką trawę. Zaszywając się tam igrała z niebezpieczeństwem, ale jej to już chyba nie straszne. Dla tej kobiety nic nie jest przeszkodą, jak widać. Westchnąłem tylko i obserwowałem jak oddala się pod postacią żniwiarki. Ta postura przyprawiała mnie o niejakie poczucie lęku, ale to pewnie dlatego, że to dla mnie coś nowego. Wilki się jeszcze w życiu spotykało, ale na wpół niewidzialne kreatury były czymś nieodkrytym i po prostu dziwnym. Zakładam, że samej dziewczynie nie jest z tym łatwo, ale przynajmniej stara się poskładać te sprawy do kupy. Obserwowałem ze spokojem, jak żniwiarka oddala się wśród szamoczących traw, ale szczerze szarpałem się z myślami, czy za nią nie pójść. W końcu, gdyby coś jej się stało, to kto byłby ją uratował? Z drugiej strony, dlaczego myślę o jej bezpieczeństwie i przejmuję się, czy wyjdzie z tego cało? Zaśmiałem się sam do siebie kręcąc głową i skrzyżowałem ręce na piersi opierając się plecami o pień drzewa. Niespokojnie stukałem piętą w korzeń wystający z ziemi i rozglądałem się dookoła starając się nie myśleć o ciemnowłosej, której już nawet nie słyszałem. Wokół mnie nastała cisza, dopóki nie została naruszona przez ciche rżenie konia. Odsunąłem się od drzewa starając się wyłapać ogiera, który kręcił się gdzieś w pobliżu. Będę się musiał nieźle postarać, żeby go nie spłoszyć. Jeżeli mnie pamięta, to raczej nie będzie skory do współpracy. Mimo to, postanowiłem spróbować. Przynajmniej jakoś spłacę dług u osadniczki i możliwe jest, że tym sposobem nasze drogi już ponownie się nie zejdą. Pokiwałem głową sam do siebie, tak, to będzie dobre rozwiązanie całego tego pogmatwanego teatrzyku. Nie mogąc zauważyć konia, ''nastawiłem uszu' i starałem się wyłapać jego kroki. Wiedziałem jedynie, że wciąż się do mnie zbliża, a to dziwne, bo pewnie już dawno mnie wyczuł. Specjalnie znieruchomiałem, ale nie kucnąłem, aby przypadkiem nie wyglądać jakbym polował. Postanowiłem spokojnie poczekać aż ogier sam do mnie podejdzie, a wszystko wskazywało na to, że tak się właśnie stanie. Długo nie musiałem czekać, a ujrzałem jak wyłania się zza gęstych krzewów i na chwilę przystaje, aby zaraz zacząć niespokojnie wierzgać. Jeszcze na mnie nie spojrzał, więc wydawało mi się, że mnie nie zauważył. Postanowiłem skorzystać z sytuacji i powoli się do niego zbliżyć wciąż będąc pewnie wyprostowanym. Będąc wystarczająco blisko wyciągnąłem rękę przed siebie, aby złapać się uzdy, ale koń zaczął się cofać i niespokojnie rżeć. Nie mogłem dać za wygraną, więc wychyliłem się i lekkim szarpnięciem dosięgnąłem linki. Ogier zaczął się wyrywać i wymachiwać przednimi kopytami, ale ja nadal powstrzymywałem go przed ucieczką tak długo, dopóki się nie uspokoił. Nie wiem, czy to dlatego, że się zmęczył, czy naprawdę udało mi się nad nim zapanować przynajmniej na chwilę. Zdobyłem się nawet na to, że pogłaskać go po nosie, ale na za dużo pieszczot już nie pozwolił. Szybko odsunąłem rękę i obejrzałem się za siebie przypominając sobie o Galii, która udała się w wysokie trawy w poszukiwaniu jej towarzysza, którego miałem pod ręką. Zakląłem pod nosem uderzając pięścią o korę drzewa. Nie miałem zamiaru pałętać się dzisiaj po przeróżnych gąszczach w poszukiwaniu wkurzonej dziewczyny. Udałem się nad strumień tylko po to, aby o niej zapomnieć. Och ironio, a tu właśnie ją spotykam.
     Byłem pewny, że ja również zbłądzę w tej trawie. Ten spacer na pewno nie mogę zaliczyć do najprzyjemniejszych, gdyż dodatkowo musiałem ciągnąć za sobą konia, który był niezmiernie oporny. Zapierał się kopytami i starał się wyrwać uprząż z moich rąk. Ja, jak to ja, nie dawałem za wygraną, a więc wyglądało to jak co chwilowe dokuczanie sobie w ogóle bez sensu. Byłem już zmęczony, wkurzony i sfrustrowany na tyle, że zacząłem nawoływać. Guzik mnie obchodzą bestie, które tym sposobem pobudzę. Inaczej nigdy jej nie znajdę.

- Galia! Galia, cholera! - krzyczałem co chwila przestając, aby może usłyszeć odpowiedź. Niestety, nie odpowiedzi nie otrzymałem żadnej, a dodatkowo ogier się rozwścieczył. Tym razem nie udało mi się go tak łatwo uspokoić i zanim zdążyłem się obrócić, dostałem kopytem w plecy - Ała, ku*wa! - syknąłem lecąc na twarz, a po kręgosłupie rozniósł się okropny ból poprzedzony głośnym chrupnięciem. Świetnie, niech jeszcze mi kręgosłup połamie. Dobrze chociaż, że przez przemianę w wilka nauczyłem się już ustawiać go w odpowiedni sposób.

Lecąc w przód, nie wylądowałem jednak zębami w piachu. Zgarnąłem ze sobą jakąś osobę, która walnęła plecami o twardą ziemię i zmuszona była leżeć pod moim ciężarem. Szybko podniosłem się na rękach, aby nie udusić mojego nowego materaca i otworzyłem oczy po to, aby ujrzeć przed sobą Galię. Zguba się wreszcie znalazła.

- Znalazłem ci konia - odparłem lekko chrypliwym głosem i kiwnięciem głowy wskazałem na ogiera, który na widok swojej właścicielki zupełnie się opanował - Przydałaby się jakaś rekompensata - dodałem unosząc kącik ust.

- Nie prosiłam o to, a poza tym, to uwaliłeś mi ubranie błotem i dodatkowo pozbawiłeś tlenu na kilka chwil, więc wydaje mi się, że jesteśmy kwita - odparła nadal leżąc pode mną, ale żeby pokazać, że może mieć nade mną przewagę, skrzyżowała ręce na piersi.

- A ty zrobiłaś mi dziurę w brzuchu - kontynuowałem bezsensowną gierkę, która mogła się ciekawie potoczyć.

- Którą potem załatałam, a nawet dałam ci jeść - dodała wyrozumiale i zmrużyła powieki, a gdy spostrzegła, że otwieram usta, aby coś powiedzieć, szybko dodała - Potem może i cię wywaliłam z domu, ale to dlatego, że zrobiłeś...

Nie dałem jej dokończyć zatykając jej usta własnymi wargami. Nie miałem cholernego pojęcia, dlaczego to robię, ale widok jej bezbronnej osóbki pod moim ciężarem nie dawał mi wyboru. Jest taka przekonująca, gdy się wkurza lub zaczyna wymieniać swoje racje. Solidnie przywarłem do jej ust pewnie dlatego, iż spodziewałem się odrzucenia i jeżeli ta chwila ma trwać krótko, to niech chociaż będzie godna zapamiętania. Galia nadal nie odwzajemniła pocałunku, ale nie czułem też, aby wytwarzała swoją zabójczą aurę. Byłem ciekaw, co sobie teraz myśli, ale wiedziałem tyle, że nie chcę jej obciążać. Co za dużo, to nie zdrowo. Powoli odsunąłem się od niej, ale tylko troszkę. Nasze twarze dzieliło kilka centymetrów, a wargi nadal miałem lekko rozchylone. Nie chciałem się odsuwać, dopóki nie wiedziałem czego tak naprawdę chce ciemnowłosa.


Galia? wena sie w tej trawie zgubila

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz