25 sierpnia 2018

Od Galii CD Tenebrisa

Ostatnimi czasy chodziłam zmęczona, a każdy dzień był z reguły gorszy od poprzedniego. Ten także nie należał do najprzyjemniejszych i tak naprawdę, mimo mojego początkowego, dobrego humoru, był okropny. Miałam na głowie człowieka, który chciał ukraść Doriana - mimo, że nierasowego, to dalej cennego, głównie ze względu na temperament i tresurę. Dodatkowo, do mojego domu zwalił się także zupełnie obcy mi samotnik, czujący się jak u siebie i mimo, że to ja go zaprosiłam, to po cichu miałam nadzieję, że z owego zaproszenia nie skorzysta. Kiedy już to zrobił, a ja siadłam na wygodnym fotelu, automatycznie moja głowa zrobiła się cięższa i niekontrolowanie usnęłam. Przez delikatny sen, zanim zapadłam w ten głębszy, do mojego zamroczonego umysłu dotarło przezwisko, jakim to zostałam uraczona - czupiradełko. Nie wiem, czy on siebie widział, ale sam nie wyglądał lepiej. Przynajmniej teraz miałam powód, aby w razie czego się na niego zezłosić i wypominać, jak na kobietę przystało. W pewnym momencie poczułam mocniejszy podmuch wiatru, który mnie przebudził. Otworzyłam oczy, zdezorientowana. Czułam pod sobą mój mięciutki materac, a na moim ciele spoczywało coś dużego, ciepłego i bawełnianego, nie to, co moja dosyć nieprzyjemna kołdra, którą to wiecznie krochmalą, kiedy oddaję ją do wyprania, bo sama tego nie robię - nie mam czasu. Otuliłam się mocniej tym, czym zostałam przykryta, bo było bardzo przyjemne, jednocześnie się delikatnie rozglądając. Mój „sokoli” wzrok padł na mężczyznę stojącego niedalej, niż przy łóżku, w dodatku był bez górnej garderoby.

– Nie wiem, czy chciałeś mnie zgwałcić, czy nie, ale co jak co, lubię takie widoki – mruknęłam na granicy snu, jednocześnie będąc pewna, że nie zdołałabym tego powiedzieć, gdybym myślała trzeźwo.

– Cieszę się, że ci się podoba – powiedział, chyba z kpiną, ale byłam zbyt zmęczona, aby więcej wyłapać. Mamrotał coś do mnie przy okazji, ale tym razem zasnęłam na dobre.

***

Poranek był niezwykle zimny, chyba wielkimi krokami zbliżała się do nas zima, którą w sumie lubiłam, ale w domu było o wiele chłodniej, niż zazwyczaj. Z jękiem naciągnęłam na siebie kołdrę, wiedząc, że pora wstać, jak to miałam w zwyczaju - przed świtem. Tak już działał mój dawno zaprogramowany zegar biologiczny. Wstałam, zarzucając na siebie najcieplejsze ubrania, jakie miałam pod ręką, a następnie udałam się do kuchni. Zagotowałam wodę na kawę, po czym ją zalałam, gdy ta już była gotowa i poszłam do mojego małego salonu z zamysłem, aby ogrzać się przy kominku, ale jakie było moje zdziwienie, gdy spotkałam tam samotnika z wczoraj. Stałam w wejściu z szeroko otwartymi oczami, zaspana i wyglądająca jak siedem nieszczęść.

– To ja może pójdę po drugą kawę – wymamrotałam, gdy otrzasnęłam się ze zdziwienia i z czerwonymi rumieńcami wstydu na twarzy odwróciłam się tyłem, wracając do kuchni i jednocześnie przygładzając sobie szopę na głowie.

Tenebris?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz