23 sierpnia 2018

Od Nyx CD Julesa

Mężczyzna zaczął odchodzić, a wewnątrz Rity rozgrywał się konflikt na miarę trzeciej wojny światowej. Z jednej strony zdecydowane potrzebowała pomocy, czy tego chciała, czy nie, ale z drugiej nie chciała powierzać swojego losu w ręce jakiegoś obcego typa, który mógł okazać się czymś jeszcze gorszym od więżących ją sideł. Musiała jednak coś zrobić. Zaraz potencjalny wybawca miał zniknąć z jej pola widzenia.
- Hej – warknęła wystarczająco donośnie, aby zwrócić na siebie uwagę bruneta. – Zaczekaj. 
Zaczęła kombinować przy pułapce. Wbite w nogę kolce wolała zostawić, żeby zminimalizować krwawienie, ale przytwierdzony do ziemi łańcuch był za mocno przymocowany, żeby próbować go wyrwać. Wyjęła z plecaka swoją podniszczoną  finkę i spojrzała na nią bez przekonania. Nie zdążyła jednak niczego z nią zrobić, a wzdychający z poirytowaniem mężczyzna podszedł do niej i bez najmniejszego problemu wyszarpnął łańcuch z ziemi. Rita spojrzała na niego z nieukrywanym zdziwieniem. Czegoś takiego jeszcze nie widziała.
- Wystarczyło ładnie poprosić – wtrącił oschle obróciwszy się na pięcie i ruszywszy ponownie w przeciwnym kierunku. 
Rita bez słowa wstała w towarzystwie bolesnych syków. Pochwyciła plecak i używając włóczni jako kuli zaczęła kuśtykać za wybawcą. Zachowywała jednak dystans. Nie dlatego, że nie mogła nadążyć skacząc na jednej nodze, ale coś jej się nie podobało. Nasuwało się za dużo pytań. Po pierwsze skąd on się tam wziął? Wiedział o pułapce? Może dlatego był w stanie ją oswobodzić. Po drugie dlaczego jej pomagał? Jeśli sidła faktycznie były jego dziełem, to dlaczego po prostu jej nie obrabował, zabił, zjadł, czy co tam innego miał na myśli pułapkę nastawiając. Na co by mu się przydała? Ranna, nie zdolna do walki, czy właściwie czegokolwiek. Z tego co wiedziała niesienie pomocy potrzebującym nie należało do jednej z zasad survivalu, a raczej przyświecało dobrym Samarytanom. Starkówna nie chciała oceniać nikogo po wyglądzie, ale obcy zdecydowanie nie sprawiał wrażenia osoby, dla której pomaganie innym jest sposobem na spędzanie wolnego czasu. A może się myliła?
- Szybciej panna, bo nam się tu zaraz ciemno zrobi – wyrwał ją z zamyślenia głos mężczyzny.
/Pie****ę to/  pomyślała. /Najwyżej zginę śmiercią męczeńską w jakimś ciemnym dole./
- Daleko jeszcze? – warknęła w odpowiedzi.
- Tak.
Faktycznie było daleko.  Słońce już dawno schowało się za górami pozostawiając jednak po sobie delikatną, pomarańczowo-różową łunę na nieboskłonie, podczas gdy Księżyc już czaił się, aby zająć miejsce gwiazdy. Ciemnowłosy mężczyzna parł uparcie do przodu, od czasu do czasu odwracając się, aby sprawdzić, czy blada jak papier, kuśtykająca dziewczyna nadal za nim podąża, czy już zemdlała gdzieś w krzakach. Rita faktycznie nie czuła się zbytnio na siłach, jednak do utraty przytomności to miała jeszcze daleko. Wbrew pozorom upór działa lepiej niż większość leków przeciwbólowych. W końcu przewodnik wycieczki zatrzymał się. Samym gestem ręki dał znać Nyx, żeby się zatrzymała, co dziewczyna zresztą zrobiła.
- Galia? – szepnął. – Jesteś?
Po chwili z krzaków wyłoniła się drobna, czarnowłosa dziewczyna. Na jej twarzy malowała się wściekłość przemieszana ze zmęczeniem.
- Czy ci kompletnie odbiło? – przywitała chłodno przybysza. – Drugi raz już do mnie dzisiaj przychodzisz. Wiesz czym to grozi? Jeśli wyda się, że ci pomagam to będę miała delikatnie mówiąc przesr*ne. Won mi sio poszedł.
- Cichaj, siostra – mężczyzna nieudolnie próbował uspokoić dziewczynę. -  To nie o mnie chodzi tym razem.
Mówiąc to wskazał na stojącą parę metrów dalej Ritę, która czuła się wyjątkowo niezręcznie postawiona w takiej sytuacji.  Galia jęknęła i zaczęła emanować jeszcze intensywniejszym chłodem niż dotychczas.
- Jules – jej głos mroził krew w żyłach. – Jeśli przyprowadziłeś mi właśnie kolejnego, nieudolnego samotnika, który nie potrafi sam o siebie zadbać i chcesz, żebym go nakarmiła, to się grubo mylisz.
I wtedy właśnie do Rity dotarło, że straciła trochę więcej krwi, niż jej ciało było w stanie wytrzymać. Czarnowłosa w jednej sekundzie stała, a w kolejnej leżała już bezwładnie na ziemi, twarzą wtulając się w apetyczną mieszankę liści i błota.

Jules?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz