29 sierpnia 2018

Od Lucia CD Galii

- Muszę nakarmić najpierw Doriana, spisać raport i zawieźć go Radzie. Potem pewnie ktoś się nawinie, bo będę potrzebna w wiosce, w końcu jestem dyktatorką - wymądrzyła się co najwidoczniej sprawiło jej niezłą satysfakcję. Nie pożałowała nawet pokazać mi język, na co tylko prychnąłem i machnąłem na nią ręką, aby już szła robić to co chce.

Galia opuściła posiadłość, a ja stwierdziłem, że nie mogę się tak wylegiwać cały dzień. A może mogę? Zdecydowanie mogę robić to co chcę, ale przydałoby się wrzucić coś na ząb. Wykorzystam jej nieograniczony dostęp do jedzenia i to, że jest nieobecna w swoim domu. Zwlokłem się z łóżka wskakując w długie spodnie podtrzymywane lepiej przez czarny pasek. Następnie przeczesując przydługie włosy w tył, udałem się do kuchni przy okazji rozglądając się po pomieszczeniach. Było tu całkiem przytulnie i zaczynałem nawet żałować, że od razu nie wstąpiłem do wioski. Niby wciąż mógłbym to zrobić, ale po co komu życie pełne obowiązków? Trzeba by znaleźć sobie pracę, a następnie ją wykonywać i jeszcze gospodarować zarobionymi, marnymi pieniędzmi. Pokręciłem głową dochodząc do wniosku, że życie jako samotnik odpowiada mi sto razy bardziej i jestem wystarczająco jak na ten tryb życia, samowystarczalny. No, może nie na tyle, żeby móc upichcić coś dobrego w sporej kuchni żniwiarki. Bezwstydnie zabrałem się za przeszukiwanie szafek, aby znaleźć jakieś składniki, z których uda mi się coś wyczarować. Mięso i kilka warzyw mi wystarczyły, a nadal nie mając pomysłu na potrawę, po prostu wszystko pokroiłem. Następnie wrzuciłem wszystko do garnka na ogniu i doprawiłem przypadkowymi przyprawami, które posiadała Galia. Nie miałem pojęcia co się gotuje w tym garnku, ale naszła mnie ochota na kuchenne eksperymenty, a jako, że miałem do dyspozycji kuchnię, o której se można pomarzyć, to kto zabroni. Dobre też to, że gospodyni nie ma w domu, bo inaczej zabroniłaby mi czegokolwiek dotykać, ale przynajmniej ugotowałaby coś pewniejszego i lepszego. O wilku mowa, gdyż właśnie wparowała przez drzwi wejściowe i z ręką zaciśniętą na jakiejś kartce papieru spojrzała na mnie bez wyrazu. Zdążyłem przysiąść na krześle akurat gdy stanęła w kuchni i momentalnie przeniosła wzrok ze mnie, na garnek pełen warzyw i wieprzowiny. Tak jak myślałem, chyba jej się nie spodobało, ponieważ szybko pokręciła głową i pomaszerowała w stronę swojego pokoju. Zmarszczyłem brwi nic nie rozumiejąc. Gdyby miała do mnie jakiś problem, powiedziałaby mi to od razu i to z jej wszechobecnym przekonaniem w głosie. Coś mi tu śmierdzi i nie chodzi o dziwny zapach wydobywający się z garnka. W pośpiechu odsunąłem krzesło, zostawiając mięso na ogniu i ruszyłem za Galią. Całkiem odważnie wparowałem do jej pokoju, w którym na pierwszy rzut oka mogło się wydawać, że dziewczyny nie ma. Po chwili jednak zauważyłem, jak koc na łóżku lekko się porusza. Powoli podszedłem i przysiadłem na rogu materaca ciągnąc za koc, aby uwolnić spod niego osadniczkę. Ta nie stawiała żadnych oporów, gdyż leżała zwinięta na poduszkach, a w rękach nadal trzymała tą kartkę, wyglądającą na list. Jej twarz była zakryta przez ciemne włosy, więc nie wiedziałem jaki jest jej wyraz, ale coś mi mówiło, że nie najlepszy. Skrzywiłem się przypominając sobie, że nie jestem dobry w te klocki i najlepiej będzie, jeżeli się w ogóle nie odezwę.

- O co ci chodzi? - zapytałem zimnym tonem, po czym od razu ugryzłem się w język. To chyba wyszło z przyzwyczajenia, ale nie wiedzieć czemu miałem dobre intencje. Na pewno nie chciałem dopiec dziewczynie, nie teraz. Nie otrzymałem jednak odpowiedzi, więc uznałem, że sam się dowiem. Sięgnąłem ręką po list i wyrwałem go Galii z rąk. Dziewczyna od razu zareagowała i podniosła się, aby odebrać mi kartkę, ale odsunąłem się nieco, aby szybko przeczytać jego zawartość. Wystarczyło mi zwrócić uwagę na raptem jedno zdanie, a już zrozumiałem. Przeniosłem zdezorientowany wzrok na siostrę zmarłego wampira i zdołałem zauważyć krople łez, które jednak silnie trwały pod powiekami i nie chciały po prostu spłynąć.

- To ten krwiopijca? - zdołałem wydusić i zabrzmiało to na szczęście troskliwiej. Wiedziałem, że nie spodobało jej się to określenie, ale zamiast odzywki, doczekałem się jedynie ślepego skinięcia głową. Oddałem dziewczynie list i podsunąłem się, aby dotknąć jej ramienia - Ja... To jest... Szkoda, że... - dosłownie nie wiedziałem co powiedzieć. Nigdy mi nie przyszło nikogo pocieszać, a teraz czułem, że bez tego się nie obędzie.

- Zostaw mnie już i proszę, idź sobie - wydukała po czym od razu zamknęła usta, gdyż jej dolna warga za bardzo drżała. Byłem zmieszany, jednak pokręciłem głową oznajmiając, że się stąd nie ruszam, ale nie było takiej opcji - Proszę cię... Proszę cię, abyś stąd spieprzał! - krzyknęła w końcu podnosząc się na równe nogi i wybiegła z pokoju w kierunku kuchni. Zwróciła uwagę na garnek, z którego wydobywała się gęsta chmura i okropny smród - Litości. Następnym razem nie majstruj w mojej kuchni. Zmarnowałeś mięso, cholera... - mamrotała coś pod nosem, po policzkach spływały jej pojedyncze łzy, a garnek, którego głupia nie złapała za uchwyty, upadł na ziemię. Przypalona i śmierdząca breja wylała się na podłogę, a wraz z nią Galia, która uklęknęła chowając twarz w dłoniach.

Szybko do niej podbiegłem i kucnąłem przed nią, aby jakoś zareagować. Zmarnowany gulasz rozprzestrzeniał się i zdążył już dopłynąć do moich stóp. Był jeszcze gorący, ale postarałem się zignorować ten ból, skupiając się obecnie na ważniejszej rzeczy. Moja ręka była uniesiona i skierowana w stronę Galii, ale nie wiedziałem, co mam z nią zrobić i czy dziewczyna sobie tego życzy. Może faktycznie powinienem się wynieść i dać jej spokój? Z drugiej strony chciałbym mieć pewność, że wszystko u niej dobrze. Chyba pierwszy raz poczułem, co to znaczy współczucie, ale nie sądzę, że gdyby innej osobie przydarzyło się to samo, zareagowałbym podobnie.

Galia?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz