25 sierpnia 2018

Od Tenerbis'a CD Galii

Oparłem się o drzewo za mną i spojrzałem na klękającą przy złodzieju dziewczynę, którego to powstrzymałem przed ucieczką oczywiście, by spłacić swój dług. Poza tym strażniczka przyda mi się jako znajomy na Fejsie.
- A miałam taki dobry dzień. - powiedziała oschle, torturując przy tym koniokrada swoją aurą. Wyglądała nawet uroczo, jak się gniewała. Mężczyzna jęknął, osuwając się na ziemię jeszcze bardziej.
- Ani tego, ani tego nie potrzebuję. Dorian by sobie poradził. - dodała żniwiarka. Ta część wypowiedzi prawdopodobnie była adresowana do mnie, mimo że brakowało kontaktu wzrokowego. Szkoda, że tak myśli. Ten jej koń raczej nie jest jakimś tam super zabójcą, a ja mam inne rzeczy do roboty, niż robienie mu za ochroniarza.
- Idź do domu. Będą tu straże i patrole przez całą noc, więc możesz w ramach moich podziękowań spędzić noc tutaj albo dać się złapać i wtrącić do lochu. - warknęła dziewczyna. Nie powiem, zaproszenie do jej domu było ciekawe. Uniosłem kącik ust rozbawiony i ruszyłem w stronę chaty. Ogień w kominku przyjemnie ogrzewał jej wnętrze. Rozejrzałem się po wnętrzu, ciekaw nowego miejsca. Następnie zbliżyłem się do okna i ostrożnie przez nie wyjrzałem. Dziewczyna wzywała kolegów z pracy za pomocą znaków dymnych. Nie trzeba było długo czekać na ich pojawienie się.
Kiedy Samotnik został już zabrany, nałożyłem sobie jedzenia na pierwszy lepszy talerz, po czym usiadłem na fotelu przed kominkiem i okryłem się leżącym na nim kocem. Dopiero wtedy poczułem, jak bardzo jestem wykończony przeprawą. Do moich uszu doszedł odgłos otwieranych i zamykanych drzwi, kroków, a następnie zirytowanego westchnięcia dziewczyny. Jak to mówią - gość w domu, Bóg w domu. To zasada, której trzeba przestrzegać. Nie ma innej opcji.
Zerknąłem przez ramię na rozglądającą się po pomieszczeniu ciemnowłosą. Serio miała mnie za kogoś takiego jak tamten facet? Poczułem się urażony. Raz tylko zakosiłem nóż z osady, ale tylko dlatego, że był mi niezmiernie potrzebny do wykonania własnych broni.
- Jasne, rozgość się, właśnie o to mi chodziło. - mruknęła gospodyni, przygaszając przy tym światła. W domu zapanował całkiem przyjemny półmrok.
Gdy już opróżniłem talerz, odstawiłem go na stolik obok, po czym rozkryłem się czystą dłonią. Następnie zabrałem naczynie, umyłem je i odstawiłem tam, skąd je wziąłem. To, że byłem Samotnikiem nie oznaczało przecież, że lubię żyć w brudzie. Wręcz przeciwnie. W końcu nie chciałbym pewnego ranka zostać zabitym przez walające się po podłodze ubrania. A poza tym, tak już zostałem wychowany i nie było sensu zmieniać nawyków.
- Wyglądasz czarująco. - powiedziałem, wracając do pokoju, w którym to została Osadniczka. 
- Chciałeś powiedzieć jak czarownica. - mruknęła.
- To twoje słowa. - odparłem, wracając na miejsce. Po namyśle ustąpiłem go dziewczynie, a sam usiadłem przy kominku, opierając się o niego. Ciemnowłosa opatuliła się kocem i przymknęła powieki. W tym świetle wyglądała na zmęczoną bardziej ode mnie. Postanowiłem więc nie odzywać się i czekać, aż na nowo zaśnie.

Nie minęło dużo czasu, a głowa Osadniczki już opadła na jej ramię. Chwilę przyglądałem się jej twarzy. Nie wyglądała na groźną wojowniczkę. Bardziej na zwykłą, delikatną dziewczynę.
- No chodź, Czupiradełko. - westchnąłem, wstając. Następnie wziąłem na ręce śpiącą Osadniczkę i przytuliłem ją do swojej piersi. Zaraz po tym zacząłem zwiedzać z nią jej dom w poszukiwaniu sypialni.
- Alleluja. - mruknąłem, gdy w końcu znalazłem właściwy pokój. Tam ułożyłem dziewczynę na łóżku. Już miałem się od niej odsunąć, gdy spostrzegłem, że jej palce są zaciśnięte na materiale mojej bluzki. Westchnąłem i spróbowałem je rozwinąć, jednak Osadniczka nie zamierzała dać za wygraną nawet przez sen. Zrezygnowany zdjąłem z siebie bluzkę z długim rękawem, a następnie okryłem dziewczynę. Nagle Osadniczka zaczęła otwierać oczy. Ciekawe, co sobie pomyśli o tym wszystkim. 

 Galia?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz