23 sierpnia 2018

Od Julesa CD Nyx

Przemierzałem las jak zawsze, bez celu, najedzony, ciepło ubrany i z zaspokojonymi potrzebami. No, może trochę chciało mi się do łazienki, ale pomijając ten fakt, było  bardzo dobrze. Lepiej niż zazwyczaj, bo dzisiaj Galia uraczyła mnie prawdziwym, dobrze usmażonym (a nie tylko podgrzanym) mięsem, na które od tak długiego czasu miałem ochotę. Preferowałem krwiste steki, bo nie zawsze miałem okazję napić się krwi prosto z żyły, po dobroci nikt by mi tego nie dał, nawet gdybym umierał. No, Galia by dała, ale jest żniwiarzem, a oni mają okropne osocze. Podśpiewując sobie pod nosem szedłem jakąś mniej, czy więcej wydeptaną ścieżką, w sumie to nawet nie wiedząc gdzie jestem, ale to było aktualnie moim ostatnim zmartwieniem. Słyszałem co jakiś czas podejrzane, dziwne szumy, których zwykle nie słyszy się w lesie, ale było coraz więcej samotników - nie wiedząc skąd, jak i dlaczego - więc las zaczął powoli obrastać w mieszkańców, tych milszych i tych groźniejszych, ale tym się akurat nie przejąłem, bo nie ma kogoś, z kim nie dałbym sobie rady, a nawet jeśli, jakoś i tak bym sobie poradził. W pewnym momencie, idąc tak (dalej bez konkretniejszego celu), usłyszałem już wyraźniej, były to głównie soczyste przekleństwa, któych najlepszy szewc by się nie powstydził, a potem także jakieś bliżej niezidentyfikowane pomruki, niektóre przepełnione bólem. Coraz bliżej źródła dźwięku byłem, tym bardziej zaintrygowany się czułem, bo kto to mógłby być taki nieporadny i głośny? Może ktoś nowy, kto nie wie, że w lesie trzeba być cicho, jak makiem zasiał, jeśli nie chce się zostać pożarty albo spalony żywcem? Chociaż, jeśli chodzi o spalenie, to mocno wątpię, bo to by było marnotractwo jedzenia. Dla kanibalów, bo takich także tu pewnie mamy. Odgarniając większe krzaki, w końcu zobaczyłem jakąś kobietę, choć pomyślałbym, że to przedstawiciel mojej płci, gdyby nie wcześniejszy, wyraźnie damski głos. Średniego wzrostu, dobrze zbudowana i z krótkimi włosami, w niczym nie przypominała dziewczyny, ale na swój sposób była całkiem, całkiem. Kiedy tylko mnie zobaczyła, nastroszyła się jak do ataku, a ja w tym samym momencie ujrzałem jej nogę w sidłach.

– Kobieto, co się tak wyrywasz? – zadrwiłem, podnosząc ręce w obronnym geście. Ta uważnie zmierzyła mnie wzrokiem, a ja, siadając na trawie i wystawiając się w stronę słońca, kontynuowałem monolog: – taki fajny dzień, szkoda mi czasu na jakąś walkę, którą i tak bym wygrał, nie łudź się. Poza tym, to mi się nie chcę z tobą kłócić, tobie też się nie chce, boli cię noga, tak, tak, wiem lepiej – nadawałem, nie patrząc na nią. – masz wybór, albo cię tu zostawię na pastwę marnego losu albo pójdziesz ze mną i ci coś zrobią z tą nogą. Nie mówię, że moja siostra jest super odlotową medyczką, bo to akurat ostatnie, na czym się zna, ale ma przynajmniej bandaże – wstałem, otrzepując spodnie z liści. Było ciepło, jak na jesień. Ruszyłem w stronę domu Galii, nie czekając na dziewczynę - będzie chciała, to pójdzie, nie będę jej do niczego zmuszać, w dodatku wyglądała na taką z ciężkim charakterem, a ja wbrew pozorom nie lubię problemów i ludzi, którzy je stwarzają.

Nyx?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz