25 sierpnia 2018

Od Harry CD Jules'a

- Twój brat został ugodzony zatrutym ostrzem. - oznajmiłam, powoli podnosząc się do pozycji siedzącej. Po częściowej przemianie nieco odzyskałam władzę w kończynach, ale w głowie niebezpiecznie mi się kręciło. - Udało mi się wyizolować toksynę z jego organizmu i raczej jest już zdrowy. Tak czy siak, obserwuj go przez kilka następnych dni. Musicie mi koniecznie powiedzieć, jak będzie działo się coś nienormalnego.
Po trzech głębokich oddechach udało mi się dźwignąć na nogi. Podeszłam do półek na ścianie i z jednej z nich zdjęłam mały, zamykany słoiczek.
- Dobrze, a ta trucizna? - pytała Galia. - Wiesz, co to jest?
- Tutaj mamy problem. - odparłam, patrząc jej w oczy. - Nie mam zielonego pojęcia, ale jestem niemal pewna, że to nie zostało stworzone na wyspie.
We wzroku Strażniczki widziałam, że zdaje sobie sprawę z powagi sytuacji. Dałam jej to wszystko przemyśleć, a sama zajęłam się przenoszeniem cieczy do słoiczka. Kiedy skończyłam, włożyłam go do zamykanej szafki, a szklankę dokładnie, na ile pozwalały mi warunki, umyłam.
- Masz jakiś pomysł?
- Niewykluczone, że to sprawka naukowców. Mogli przecież przysłać na wyspę prototyp, razem z jakimś przemienionym.
- Ale... po co mieliby to robić?
- Mamy dwa wyjścia. - powiedziałam z westchnieniem, siadając na krześle. - Po pierwsze, to może być ich kolejny wynalazek, który chcą wypróbować. A druga opcja jest taka... że chcą zmniejszyć populację na wyspie.
Stalowego wzroku Galii nie roztopiłby wybuch wulkanu.
- Chcą nas zabić.
- Nie wiem. Ale mogę się dowiedzieć, z czego złożona jest trucizna, opracować odtrutkę. Trochę to potrwa, ale zrobię, co w mojej mocy.
Zapadła między nami cisza. W końcu dziewczyna rzekła szeptem:
- Czy mogłabyś... jakoś się z nimi skontaktować?
Zesztywniałam.
- Nie. - zaprzeczyłam twardo. - Skończyłam z tym. Znajdę inny sposób, nawet jeśli musiałabym...
Nawet jeśli musiałabym zrobić coś, na co bardzo nie mam ochoty, pomyślałam ponuro.
- Mogę znaleźć tego faceta.
Zerknęłam na Jules'a, który dalej stał pod ścianą z opuszczoną głową, ale do tej pory się nie odzywał.
- Jeśli to Samotnik, mnie będzie najłatwiej do niego dotrzeć. Schwytamy go i przesłuchamy.
Galia spojrzała na brata z troską.
- Musisz wziąć ze sobą jeszcze kogoś. To dość... potężny facet, z opisu.
- Nie ma problemu. - odparł chłopak z lekkim uśmiechem. - Jest wielu chętnych do brudnej roboty, jeśli się im dobrze zapłaci.
- Dam ci, czego potrzebujesz. - oznajmiła jego siostra pewnym tonem. - Ja porozmawiam o tym z radą. Musimy podjąć pewne środki zapobiegawcze. Jednak w żadnym wypadku, nie rozmawiajcie o tym z ludźmi. Szczególnie ty, Harry.
Zmarszczyłam brwi.
- Czy ja wyglądam, jakbym często gawędziła z osadnikami? - mruknęłam pod nosem.
- No to załatwione. - postanowiła dziewczyna napiętym głosem. Wszyscy wiemy, co mamy robić. Tylko proszę, uważajcie na siebie.

Jules?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz