15 sierpnia 2018

Od Raven do Tenebrisa

Już na zawsze zapamięta krwawe wydarzenia, jakie jej przyszło poczuć na własnej skórze. Nigdy nie zazna spokojnego snu, dręczona wspomnieniami. Dosłownie trafiła do piekła, stworzonego przez osobników tej samej rasy. To już dawno nie byli ludzie, a potwory ingerujące w życie niewinnych istot.
W ciągu jednej nocy, na zawsze zmieniło się jej życie. Jakby to było wczoraj, zamknięta w izolatce za pancernymi drzwiami, ponownie czekała w kolejce na kolejną dawkę tortur. Zamknięta w zimnej, obskurnej celi czuła się jak zwierze w klatce. Pozbawione wolności i możliwości kierowania swoim życiem. Sponiewierana, głodna, wycieńczona. Odzienie, które miała na sobie, nie zabezpieczało organizmu przed utratą ciepła. Ściana, przy której się znajdowała, tylko przyspieszała wyziębienie. Kawałek materiału przypominający koszulę nocną, nie można było nazwać ubraniem. Przed śmiercią, oprawcy nawet odrobiny ciepła poskąpili skazańcom.
Z przerażeniem wymalowanym na twarzy, wzrok utkwiła w drzwiach. Z zewnątrz dało się usłyszeć kpiące śmiechy i żarty doktorów śmierci-jak w zwyczaju nazywała swoich oprawców. Od dłuższego czasu dziewczyna odczuwała skutki wszystkich eksperymentów, jakie dotychczas przeszła. Już dawno straciła rachubę czasu, jednak pewnego dnia zdołała zarejestrować datę, jaka widniała w dokumentach. Szybko doszła do wniosku, że spędziła już trzy miesiące w zamknięciu. Czuła ewidentne zmiany, jakie zachodziły w jej organizmie. Czuła zaostrzone kły, które niekontrolowanie same dawały o sobie znać. Zaczynała odczuwać też głód… Ten był specyficzny… Już dawno zrozumiała jedno, że zmienia się w potwora…

Oblana zimnym potem, omal nie spadła z podpułki skalnej, która odgrywała rolę miejsca odpoczynku. Przez zamazany obraz, otępiale zaczęła rozglądać się dookoła. Serce biło szybko, na samą myśl, że ktoś może pozbawić ją życia. Opadła z powrotem na futra zwierząt, zakrywając oczy ramieniem.
To by było na tyle, jeśli chodzi o długi sen. - westchnęła sama do siebie, spoglądając na kamienny sufit. Mimo porządnego przykrycia i ubrania, które robiło za piżamę, rześkie, poranne powietrze potęgowało uczucie zimna w jaskini. Wcale nie zdziwiła się tym faktem, przecież była jesień. Przez deszcze, przeżycie na wyspie zmieniało się w istną szkołę przetrwania. Ulewne deszcze zalewające tereny, w dużym stopniu utrudniały polowania.
Raven dzisiejszego dnia nie zamierzała się obijać. W planie miała do wykonania kilka punktów, co tyczyło się w przemyślanym rozplanowaniem. Ja samej górze listy widniało najważniejsze zadanie, ponownie uzupełnić zapasy. Tu wcale w grę nie wchodziły produkty spożywcze, a krew. Ostatnie ilości wypiła na śniadanie, lecz gorszej jakości. Zwierzęca szkarłatna posoka nie mogła konkurować ze smaczkiem prosto z ludzkiej tętnicy.
Ubierając chustę pod szyję, przyglądała się pogrążonemu we śnie zwierzęciu. Roczne szczenię wilka, smacznie odpoczywało na jej łóżku, nie przejmując się ruchem po jaskini. Czasem zazdrościła towarzyszowi, że miał tak łatwe życie, od kiedy wzięła go pod swój dach. Zarzucając łuk na plecy, skierowała się ku wyjściu z jaskini. Mieszkanie w kanionie miało swoje plusy, jednak zachowanie szczególnej ostrożności było wskazane. Samotników było tu na potęgę dużo, dość często dochodziło też do konfliktów wewnętrznych w ich małym społeczeństwie. Czerwono oka miała o tyle szczęście, kiedy znalazła spokojny zakątek w dalszej części tego miejsca. Z dala od potencjalnych zabójców, gdzie większość była silniejsza od jej samej. Pomimo bycia wampirem, nadal pozostawała tylko kobietą, która nie mogła się równać z rosłymi mężczyznami. Jednak charakter Arleight, pchał ją w stronę walki o swoje.
Mijając niebezpiecznie obszary, pierwszym celem był las. Zastawienie kilku sideł było najlepszą opcją, od długich polowań łukiem. Przy zakładaniu ostatniej pary sideł na innym terenie, czuła się obserwowana. Udając, iż o niczym nie ma pojęcia, dalej robiła swoje. Dreszcz ekscytacji przeszedł przez jej ciało, gdy usłyszała za sobą wyraźne kroki. Co jak co, dziewczyna się nigdy nie myliła. Odskoczyła szybko w bok, słysząc świst strzały obok swojej głowy. Dobywając ostrzy, szybko odwróciła się w stronę potencjalnego przeciwnika. Uśmiechnęła się pod nosem, wstając do pionu.
- Dawno nie przeżyłam tak miłego powitania. - odparłam, bacznie lustrując wzrokiem obcego. Ewidentnie był to facet, po raz kolejny zakładał strzałę na cięciwę. Dla podsycenia gry aktorskiej ukłoniłam się teatralnie. - Dziękuję panie w czerni, ale muszę niestety opuścić okolicę.

Tenebris?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz