19 sierpnia 2018

Od Melody do Lucan'a


Opuściłam wioskę, chcąc znaleźć nowe materiały do wykonania biżuterii. Dzięki temu, że tereny były podmokłe, moja skóra nie wysychała tak szybko. Co jakiś czas zapadałam się w błocie. Ziemia zmieszana z wodą pokrywała moje nogi już nieco powyżej kostek. Blade promienie słońca, przechodzące przez przerwy między liśćmi, łaskotały moje nagie ramiona.
Kiedy dotarłam do Spokojnego Strumienia, wskoczyłam na pierwszy kamień, znajdujący się do połowy w wodzie. Chwilę tak skakałam z kamienia na kamień, ciesząc się dniem. Humor dopisywał mi już od rana dzięki pięknej pogodzie. Dodatkowo byłam podekscytowana możliwością wyjścia na poszukiwania.
Zdjęłam z nóg sandały i obmyłam je w wodzie. Następnie weszłam do niej i zaczęłam iść w dół strumienia. Z uśmiechem wsłuchiwałam się w odgłos wody spływającej po kamieniach. Ciągle wypatrywałam kamieni o ciekawym kształcie lub kolorze, jednak niczego nie znalazłam.

Wkrótce dotarłam do Opuszczonego Lasu. Nagle poczułam się obserwowana. Po moich plecach przebiegł dreszcz. Rozejrzałam się panicznie dookoła, ale nikogo nie dostrzegłam. Przez całą drogę do Zalanych Bagien wmawiałam sobie, że to tylko wyobraźnia płata mi figle. Stąpałam coraz szybciej, nie mogąc za bardzo skupić się na poszukiwaniach. Grobowa cisza i uczucie niepewności doprowadzały do szaleństwa. Słyszałam bicie własnego serca. Było szybkie, jakby chciało wyrwać się z mojej piersi, a następnie niezwłocznie uciec z tego miejsca.

Gdy tylko wyszłam z lasu, odetchnęłam z ulgą. Miałam wrażenie, że ogromny głaz, ciążący na mnie spadł na ziemię. W myślach modliłam się, by już nie wrócił. Rozejrzałam się wokół. Żywa zieleń, promienie słońca, odbijające się od przejrzystej wody, w której pływały ryby, śpiew ptaków i brak jakichkolwiek osób. Na nowo zaczęłam czuć się bezpiecznie. Szybko przypomniałam sobie o powodzie mojego wyjścia poza teren wioski.
Przykucnęłam przy rzece i zaczęłam zbierać kamienie o interesującym kształcie, kolorze lub z odbiciem, pozostawionym przez roślinę. Kiedy nie mogłam już nic znaleźć, odcięłam kilka cienkich, ale mocnych lian. Wszystko chowałam do worka.

Postanowiłam udać się na plażę. Tam zajęłam się zbieraniem muszelek oraz kamyków, które przypadły mi do gustu. Worek stopniowo przybierał na masie. Nucąc pod nosem przechadzałam się brzegiem plaży, szukając czegoś jeszcze. Niczego jednak nie znalazłam.
Spojrzałam na wyjątkowo spokojny tego dnia ocean. Po krótkim namyśle wyjęłam z worka sieć, a następnie położyłam go i swoje sandały na piasku. Rozejrzałam się dookoła, by upewnić się, że nikt mnie nie obserwuje. Następnie zdjęłam z siebie krótkie spodenki i duży, biały sweterek, który odsłaniał moje ramiona oraz granatową bluzkę na ramiączkach. Wszystko położyłam na worku, a później przygniotłam ubrania większym kamieniem, żeby wiatr ich nie porwał.
Zbliżyłam się do brzegu, jeszcze raz spojrzałam za siebie i wskoczyłam do wody w samej bieliźnie, w dłoni trzymając sieć. Popłynęłam nieco dalej i zanurkowałam pod wodę. Tam zaczęłam zbierać duże muszle, licząc na to, że znajdę w nich perły.

Wyszłam z wody dopiero, gdy sieć była pełna. Płynąc do brzegu dostrzegłam błysk na piasku. Zaciekawiona szybko się ubrałam i pobiegłam ze swoimi rzeczami w tamtą stronę. Tym, co na nim znalazłam był bursztyn. Podniosłam go i obejrzałam zachwycona. Kiedy już się nim nacieszyłam, schowałam go do worka. Dwa kroki dalej zauważyłam kolejny bursztynek. Jego również podniosłam i z uśmiechem dołączyłam do swoich zbiorów. Kolejne dwa kroki dalej znalazłam następny bursztyn. To już było ciut podejrzane. Podniosłam go i obajrzałam, jakby w jego wnętrzu kryła się odpowiedź. Następnie spojrzałam przed siebie. Zauważyłam, że zbliżam się do lasu. Znowu czułam się obserwowana. Wytężyłam wzrok, chcąc przeniknąć nim ciemność. Dostrzegłam ciemny kształt wysokiej postaci. Był to mężczyzna. Spojrzałam w jego lśniące, żółte oczy. Zobaczyłam w nich dziwny, ogromny głód. Po ciele przeszedł mi dreszcz, a serce zaczęło bić szybciej. Nie mogłam się ruszyć. Dopiero po dłuższej chwili dotarło do mnie, że muszę uciekać. Chwyciłam swoje rzeczy i zaczęłam biec w stronę wioski. 

Lucan? :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz